„I nikt nie wyszedł stąd żywy…” Dzieje Kwestii Irlandzkiej. Część III - "Wojna"
„I nikt nie wyszedł stąd żywy…”
Dzieje Kwestii Irlandzkiej
Gdy Powstanie upadło kończyło się
coś więcej, niż tylko kolejna zbrojna irredenta. Na oczach wszystkich
kluczowych uczestników pękał i łamał się na zawsze ustalony przez długie dekady
porządek spraw. Nieszczęsny Redmond natychmiast zrozumiał, że dramatyczne
wydarzenia zniszczyły całkowicie dzieło jego życia. Próbował jednak ratować co
się da i bardzo szybko zajął krytyczne stanowisko wobec Powstania popierając
rząd w stanowczych działaniach, jednocześnie jednak zwrócił się z prośbą do
Rządu o okazanie łaski uczestnikom buntu, zwłaszcza setkom szeregowych członków
ruchu republikańskiego. Jego wystąpienie zostało bardzo źle przyjęte - gdy
zdecydował się publicznie przemówić brytyjskie władze wojskowe aresztowały
setki domniemanych i autentycznych uczestników Powstania, a przede wszystkim
utrzymały na czas nieokreślony "Stan Wojenny". Posiadający obecnie
niemal nieograniczone uprawnienia generał Maxwell zdecydował się na jak
najszybsze rozprawienie się z buntownikami, których osobiście odbierał jako
zdrajców i kolaborantów. Przede wszystkim, wszyscy przetrzymywani w areszcie
czołowi działacze republikańscy, którzy poddali się w chwili upadku Powstania
mieli być sądzeni przez sądy wojskowe bez prawa do obrony. Oczywiście, w tych
okolicznościach wyroki były czystą formalnością i zapadały błyskawicznie. Już 2
maja 1916 roku jednorazowo przed sądem wojennym stanęło w sumie 187 osób.
Podobnie wyglądało to w kolejnych dniach. W
sumie zapadło dziewięćdziesiąt wyroków śmierci, a pierwsze trzy wykonano tego
samego 3 maja, w którym Redmond publicznie zwrócił się do władz brytyjskich ze
swoim poparciem, usiłując
jeszcze ratować "Home Rule".
Jako pierwszych na stracenie na
dziedzińcu więzienia Kilmainham Gaol wyprowadzono Pedraiga Pearce’a, Thomasa
MacDonaugh’a i Thomasa Clarke. Ten ostatni spotkał się jeszcze przed egzekucją
z żoną Kathleen, której powiedział:
„Moi
Towarzysze I ja sam wierzymy, że zadaliśmy pierwszy celny cios w walce o
wolność, I tak, jak pewnie I z przekonaniem wyjdziemy tego ranka na egzekucję,
tak pewnie i z przekonaniem wierzymy, że, wolność nadejdzie jako
bezpośredni skutek naszej akcji… W tej wierze umrzemy szczęśliwi.”
Trudno było, wszakże w tym właśnie
momencie uważać, że ostatnie słowa skazańca mogą się okazać w jakiejkolwiek
części prorocze – Do zrywu ogromna większość Irlandczyków odniosła się z
chłodną rezerwą, a wśród wielu mieszkańców wyspy wywołał on wręcz zdecydowaną
niechęć. Znaczna część centrum Dublina legła w gruzach, a pożary wywołane
podczas walk dotknęły spore obszary dzielnic zamieszkiwanych na co dzień przez
najuboższe części społeczeństwa. Liczba zabitych cywilów i bezwzględność
interweniujących wojsk brytyjskich skutecznie przeraziła większość
społeczeństwa Irlandii, a wszystko to w sytuacji, w której należało jedynie
nieco poczekać na pełną realizację idei „Home Rule”. Brytyjczycy, którzy
zdawali się całkowicie kontrolować sytuację musieli się jedynie postarać o
całkowite zdławienie ruchu republikańskiego, tyle, że postanowili tego dokonać
rękami podwładnych generała Maxwell’a w najgorszy z możliwych sposobów, czyli
tak, jak radzili sobie z wybuchami niezadowolenia Irlandczyków w przeszłości –
drakońskimi wyrokami sądów wojskowych, przemocą i wygnaniem.
Protest w obronie życia Jamesa Connolly.
Dla dużej części społeczeństwa
brutalność i siła brytyjskiej reakcji była co najmniej niezrozumiała – ogromna
większość mieszkańców kraju nie przystąpiła do walki, mało tego, nie udzieliła
powstańcom żadnego wsparcia. W atmosferze owej uległości wieści o zapadających
z każdym dniem coraz to nowych wyroków śmierci na czołowych działaczy
republikańskich i niemal natychmiastowe ich wykonywanie robiły na szerokich
masach społecznych coraz gorsze wrażenie. Akt łaski, tak charakterystyczny dla
„Dobrego Pana” był w oczach Irlandczyków w chwili kompletnej pacyfikacji buntu
czymś oczekiwanym i zupełnie naturalnym, tymczasem każdy kolejny dzień
przynosił zza murów Kilmainham Gaol coraz to nowe stłumione dźwięki salw
plutonu egzekucyjnego. Począwszy od pierwszych egzekucji coraz śmielej
mieszkańcy Dublina zaczynali dopominać się o łaskę dla republikanów organizując
manifestacje i pokojowe protesty w obronie życia skazanych. Pewnym punktem
zwrotnym okazały się tutaj egzekucje Williama Pearce’a straconego 4 maja i Johna
Mac Bride, który podążył tą drogą następnego dnia. Obaj wzięli udział w
Powstaniu, ale nie należeli ani do ścisłego kierownictwa ruchu, ani też nie
uczynili nikomu żadnej krzywdy. Równie fatalne wrażenie zrobiła na opinii
publicznej śmierć Thomasa Kent, skazanego na śmierć w wyniku strzelaniny, do
której doprowadziły władze brytyjskie, dokonując policyjnego „nalotu” na
mieszkanie jego i jego braci. Do jeszcze większego oburzenia doszło w dniu
egzekucji Jamesa Connolly’ego. Skazany na śmierć w dniu 9 maja Connolly
pozostawał od chwili pojmania bez pomocy medycznej i w efekcie w ranę
odniesioną podczas walk wdała się gangrena. Półprzytomnego z bólu skazańca
przywiązano do krzesła przed frontem plutonu egzekucyjnego i tak stracono 12
maja wśród bardzo dużych protestów nie tylko opinii publicznej, ale nawet już
interpelacji poselskich w Izbie Gmin, w dalekim Londynie. Gdy towarzyszący
Conolly’emu w ostatniej drodze kapucyn – Brat Aloysius Travers – po udzieleniu
ostatniego namaszczenia poprosił skazanego o modlitwę w intencji wykonujących
wyrok, Connolly odpowiedział:
„Wzniosę
modlitwę za każdego z ludzi, którzy wykonują swe obowiązki w imię swego
światła…”
Rząd
brytyjski zrozumiał, że Maxwell posunął się za daleko i od 12 maja 1916 roku
większość wydanych dotychczas wyroków śmierci zamieniono na kary więzienia. Dla
czołowych działaczy republikańskich było już jednak za późno – stracono
wszystkich sygnatariuszy Aktu Proklamacji Republiki. Od chwili wybuchu walk, do
połowy maja 1916 roku aresztowano łącznie 3430 mężczyzn i 79 kobiet, przy czym
mniej niż połowa z nich faktycznie zaangażowana była aktywnie w powstańcze
walki, lub ich przygotowania. 425 osób sądzono pod zarzutem szabru i łupiestwa,
często bez przekonujących dowodów oskarżenia. Zdecydowaną większość
zatrzymanych stanowili ludzie młodzi lub bardzo młodzi. Wprawdzie w ciągu kilku
tygodni po ostatnich egzekucjach zaczęto wypuszczać z więzień cześć zatrzymanych,
ale zanim to nastąpiło częstokroć padli oni ofiarą fizycznej przemocy lub
różnorakich szykan uwłaczających ludzkiej godności, takich jak rozbieranie do
naga przed obliczem innych skazanych lub zwyczajne fizyczne bicie. Akty
represji nie ograniczyły się jedynie do Irlandii – na terenie Wielkiej Brytanii
aresztowano lub internowano blisko dwa tysiące osób. Generalnie rzecz ujmując w
stosunkowo krótkim okresie represje brytyjskie zamieniły setki młodych
Irlandczyków z ludzi w najlepszym razie obojętnych wobec republikańskiej sprawy
w zakamieniałych wrogów Imperium Brytyjskiego. Poczucie niesprawiedliwości było
tym silniejsze, że władze nie ukarały żadnego żołnierza czy członka RIC spośród
tych, którzy skalali swe ręce krwią niewinnych cywilów.
Bardzo szybko w Londynie powołano do
życia specjalną komisję mającą na celu zbadanie przyczyn wybuchu powstania.
Stojący na jej czele Lord Hardinge of Penshurst doszedł do bardzo niewesołych
wniosków, odnosząc się do pracy wykonanej przez jednego z członków komisji,
majora Ivora Price z Wywiadu Wojskowego, który ocenił, że władze policyjne i
cywilne miały wszelką wiedzę na temat struktur republikanów, ale nie uczyniły z
tej wiedzy praktycznie żadnego użytku tkwiąc w złudnym przekonaniu, że sama
nadzieja na wprowadzenie w życie zasad „Home Rule” w skuteczny sposób będzie
uspokajać sytuację. Co ciekawe, raport komisji niespecjalnie wpłynął na
brytyjską politykę wobec kwestii irlandzkiej, która wprawdzie uległa pewnemu
złagodzeniu w ciągu kolejnych miesięcy, zwłaszcza po Świętach Bożego narodzenia
1916 roku, ale nie potrafiła zdobyć się na wiele więcej w kwestii autonomii.
Dla większości działaczy republikańskich, ale także dla coraz większej liczby
Irlandczyków o zupełnie umiarkowanych poglądach coraz bardziej jasnym stawało
się, że wizja „Home Rule”, czy jakiejkolwiek innej formy samostanowienia
mieszkańców Szmaragdowej Wyspy jest równie odległa, co przed epoką Redmonda.
Wielka Wojna trwała w impasie i nic nie wróżyło szybkiego jej zakończenia. Co
gorsza, fatalne wrażenie zrobiła niezbyt udana kampania nad Sommą we Francji,
będąca w zasadzie szeregiem niezwykle krwawych bitew, który w stopniu dotąd nie
znanym wyczerpały siły armii brytyjskiej, domagającej się wciąż nowych rezerw
ludzkich. Jeśli ktoś zyskał na nieudanym powstaniu, to jedynie społeczność
protestanckich radykałów z Ulsteru, którzy jeszcze nie tak dawno stawali przed
dramatyczną perspektywą wyboru pomiędzy otwartą walką przeciw zasadom „Home
Rule”, albo milczącym pogodzeniem się z dominacją republikańskiego żywiołu z
Południa. Teraz osłabiona wysłaniem na front najbardziej patriotycznie
usposobionych kadr organizacja ulsterskich unionistów wchodziła świadomie i z
ogromnym poczuciem ulgi w rolę autentycznej podpory brytyjskich rządów na
wyspie. Powstawały zatem nie tylko coraz silniejsze sentymenty zrodzone z
poczucia niesprawiedliwości w efekcie brytyjskich represji popowstaniowych, ale
także coraz ostrzejsze linie podziału w łonie społeczeństwa wyspy. W ciągu
zaledwie trzech lat wizja jednego społeczeństwa odrzucającego religijne
sekciarstwo na rzecz zjednoczenia i koncyliacji rozpadła się, jak się wkrótce
miało okazać – na długie, długie dekady.
Kryzys
Zwykło się uważać za punkt krytyczny
dla jakiejkolwiek autorytarnej władzy usiłującej przemocą narzucić swą wolę
podbitej społeczności chwilę, w której akt represji i emanacji własnej siły
ustępuje miejsca „rozluźnieniu łańcuchów” i słabnięciu systemu opresji. Tak w
istocie stało się też w Irlandii, gdy z więzień w roku 1917 zaczęli wychodzić
kolejni działacze ruchu republikańskiego. Kwietniowa walka faktycznie
doprowadziła zatem pośrednio do narodzin nowej generacji nieprzejednanych
Republikanów nastawionych przy tym jeszcze bardziej militarystycznie od swych
poprzedników. Co szczególnie istotne mieli teraz nie tylko cały zastęp
męczenników, o których pamięć zbiorowa była silniejsza niż kiedykolwiek w
historii ruchu, ale także silne i nadal rosnące poparcie społeczne. W ciągu
1917 roku obchodzono niezwykle uroczyście nie tylko każdorazowe zwolnienie z
więzienia lub internowania, ale także każdą rocznicę straceń czołowych przywódców
Powstania. Jakby tego było mało, kolejny raz pomocną dłoń Republikanom
postanowiła podać brytyjska administracja.
Protest przeciw przymusowemu poborowi. Przemawia J. Dillon.
Wiosną 1918 roku mimo wejścia do wojny
Stanów Zjednoczonych sprawy na frontach nadal nie układały się po myśli
Aliantów. Upadek Carskiej Rosji pozwolił Niemcom nie tylko na szybkie zajęcie
ogromnych obszarów na Wschodzie, ale także na przerzut bardzo poważnych sił na
Front Zachodni, na którym wkrótce rozpoczęła się wielka ofensywa mająca w
założeniu złamać siły wyczerpanych już bardzo sił brytyjskich i francuskich i
doprowadzić do przełomu w wojnie, zanim swoją rolę zdoła odegrać nowy i potężny
sojusznik zza Oceanu Atlantyckiego. Początkowe sukcesy wojsk niemieckich
wywarły na rządzie brytyjskim ogromne wrażenie. Londyn w obliczu wielkich strat
ludzkich i poważnego kryzysu swej armii postanowił zmobilizować wszelkie
dostępne jeszcze rezerwy i wprowadzić przymusowy pobór do wojska na obszarze
swych dominiów i w Irlandii. Na terytoriach zamorskich decyzja ta przyniosła
mieszane uczucia, ale w Irlandii napotkała na potężny opór, podsycany jeszcze
przez środowiska republikańskie.
Nazwać decyzję o powszechnym poborze
niezręcznością, to nie powiedzieć nic. Na upośledzonej politycznie wyspie
traktowanej jak zamorskie kolonie nie można było zrobić niczego gorszego.
Przede wszystkim manewr ten zjednoczył w oporze przeciw Londynowi chyba
wszystkie struktury polityczne domagające się w taki czy inny sposób prawa do
samostanowienia. 18 kwietnia w dublińskim Mansion House powołano do życia
„Irlandzki Komitet Anty Poborowi do Armii” (Irish Anti-Conscription Comitee), w
skład, którego weszli z ramienia Irlandzkiej Partii Parlamentarnej John Dillon
i Joseph Devlin, będący spadkobiercami i najbliższymi współpracownikami
nieżyjącego już Redmonda. Dołączyli do nich przedstawiciele rosnącej w siłę
partii „Sinn Fein” – właśnie wypuszczony z więzienia najważniejszy żyjący
uczestnik Powstania Wielkanocnego Eamon de Valera, który uniknął śmierci z rąk
plutonu egzekucyjnego wyłącznie dzięki posiadaniu amerykańskiego obywatelstwa,
a także Arthur Griffith, przedstawiciele ruchu „Wszystko dla Irlandii”, ale
także czołowi związkowcy. W sukurs politycznym i związkowym działaczom
przeszedł także Kościół, który jeszcze tego samego dnia ustami biskupów
irlandzkich nazwał przymusowy pobór „Opresyjnym i niesprawiedliwym prawem”
wzywając wiernych zgromadzonych na wieczornych mszach do zbiorowego
obywatelskiego nieposłuszeństwa. Bardzo szybko udało się członkom komitetu
zorganizować manifestacje antypoborowe, z których największa zgromadziła na
ulicach Dublina ponad piętnaście tysięcy ludzi. Olbrzymi społeczny opór przeciw
poborowi nie ustawał, a władze brytyjskie zupełnie nie potrafiły załagodzić
kryzysu, który same wywołały. Milcząca postawa dublińskiego Zamku, a także
rządu w Londynie jest o tyle zastanawiająca, że już od czerwca jasnym stało
się, że impet niemieckich ofensyw osłabł, a wyczerpana armia niemiecka nie
będzie zdolna odwrócić biegu wojny. Mimo to, nie odwołano decyzji o poborze,
ale przede wszystkim nawet nie zająknięto się o „Home Rule”, choć z każdym
kolejnym tygodniem coraz bardziej oczywistym stawało się, że wojna dobiega
końca i to końca zwycięskiego dla koalicji państw alianckich.
Brak perspektyw na polityczne
rozwiązanie problemu autentycznie popchnął tysiące Irlandczyków w ramiona
najbardziej radykalnej partii politycznej posługującej się hasłami o
konieczności walki o irlandzkie prawo do samostanowienia – Sinn Fein.
Zdumiewający w istocie bezwład rządu w Londynie w obliczu tak drastycznej
zmiany nastrojów w Irlandii doprowadził do niebywałego wzrostu poparcia
politycznego dla działaczy republikańskich. W efekcie wybory do Izby Gmin
Zjednoczonego Królestwa w dniu 14 grudnia 1918 roku okazały się być prawdziwym
trzęsieniem ziemi dla irlandzkiej sceny politycznej. Opublikowanie ich wyników
wywołało szok, zmieszany z niedowierzaniem po wszystkich stronach
zaangażowanych w kampanię stron. Niekwestionowane zwycięstwo odniosła biorący pierwszy
raz udział w wyborach „Sinn Fein”, która zdobyła siedemdziesiąt trzy mandaty i
blisko połowę głosów oddanych przez irlandzkich wyborców. Katastrofalny wynik
uzyskała Irlandzka Partia Parlamentarna Dillona, która straciła z
siedemdziesięciu czterech mandatów aż sześćdziesiąt osiem, przegrywając
wyraźnie z kandydatami republikańskimi właściwie wszędzie. Poprawił się stan
posiadania Partii Unionistów mającej swą główną bazę wyborczą w Ulsterze, a
która wprowadziła do Parlamentu dwudziestu dwóch deputowanych w liczbach
bezwzględnych zdobywając więcej głosów od partii Dillona – 257 314 do
220 837 głosów. W akcie protestu przeciw brytyjskiej polityce wobec
Irlandii „Sinn Fein” zdecydowała się nie obsadzić wygranych miejsc w brytyjskim
parlamencie swymi członkami. Zamiast tego, serii spotkań ścisłego kierownictwa
partii w początkach stycznia 1919 roku postanowiono iść drogą wyznaczoną
słowami Eamona de Valery napisanymi jeszcze podczas pobytu w angielskim
więzieniu po upadku Powstania Wielkanocnego:
„Możemy pokonać Imperium Brytyjskie
– ignorując je”
Dail
Eireann
8 stycznia 1919 roku szefostwo „Sinn
Fein” publicznie oświadczyło wolę powołania do życia osobnego ciała
ustawodawczego dla Irlandii, nazwanego nieco roboczo „Irlandzkim
Zgromadzeniem”. W nocy 11 stycznia 1919 roku funkcjonariusze dublińskiej
policji dokonali rewizji pomieszczeń siedziby partii i zajęli wydrukowane już
odezwy o powołaniu do życia irlandzkiego parlamentu, ale w żaden sposób nie
wpłynęło to na działania irlandzkich republikanów. 21 stycznia o godzinie 15.30
uroczyście inaugurowano w Sali Okrągłej Mansion House, czyli rezydencji
burmistrza Dublina pierwsza sesję parlamentu irlandzkiego – Dail Eireann.
Spotkanie to ujawniło bezradność brytyjskiej administracji Dublina, choć mimo
zaproszenia na inaugurację nie stawili się ani Unioniści, ani deputowani z
ramienia Irlandzkiej Partii Parlamentarnej. Wieść o posiedzeniu Dail Eireann
zgromadziła przed Mansion House niemałe tłumy, ale nie doszło do żadnych
godnych uwagi incydentów, a co ciekawe w dużej mierze o porządek i spokój
zadbały nie tyle formacje policyjne, co umundurowani członkowie Irlandzkich
Ochotników. Samo zgromadzenie nie było zgromadzeniem wszystkich deputowanych do
Izby Gmin i miało raczej skromne rozmiary, co nie powinno dziwić głównie
dlatego, że aż trzydziestu czterech zwycięskich kandydatów z ramienia „Sinn
Fein” w chwili inauguracji nadal przebywało w angielskich więzieniach. Sesję
uroczyście w języku Gaellów rozpoczął George Noble Plunkett, który nominował
Cathala Brugha na stanowisko speakera zgromadzenia, co zgromadzenie zaakceptowało
bez sprzeciwu. W oczywisty sposób gesty te miały wymiar symboliczny dla
Republikanów – syn Plunketta należał do straconych po upadku powstania
sygnatariuszy Aktu, a Cathal Brugha odniósł podczas walk ciężkie rany. Po
ukonstytuowaniu się zgromadzenia Brugha zwrócił się do obecnego na Sali Ojca
Michaela O’Flanagana o zaintonowanie modlitwy dziękczynnej, po czym Pierwszy
Dail Eireann przystąpił do prac legislacyjnych wnosząc, odczytując i akceptując
cztery pierwsze akty prawne Zgromadzenia. W kolejności były to „Akt
Konstytucji” Zgromadzenia, „Deklaracja Niepodległości Republiki Irlandzkiej”,
„Posłanie do Wolnych Narodów Świata” - wezwanie do międzynarodowego uznania
irlandzkiej niepodległości i wreszcie „Program Demokratyczny”, będący
streszczeniem głównych pryncypiów polityki gospodarczej i socjalnej właśnie
powołanej do życia Republiki Irlandzkiej.
Uczestnicy "1st Dail"
Trudno wskazać jednoznacznie siłę
oddziaływania na ówczesną opinię publiczną faktu ukonstytuowania się „The 1st
Dail”, gdyż obowiązująca nadal na wyspie cenzura skutecznie uniemożliwiła
publikację tekstów o tym wydarzeniu wszystkim zorientowanym prorepublikańsko
mediom w kraju. Co ciekawe, tylko jeden jedyny amerykański dziennikarz opisał
to zdarzenie i wysłał swej macierzystej redakcji gotowy tekst. Paradoks polegał
na tym, że ogromna większość mieszkańców Irlandii nie dowiedziała by się w
ogóle z codziennych gazet faktu zaistnienia parlamentu irlandzkiego, gdyby nie
szereg publikacji i wypowiedzi publicznych polityków z kręgów unionistycznych,
które jednoznacznie skrytykowały przedsięwzięcie, a których głos poniósł się w
przestrzeni publicznej w sposób nieskrępowany więzami cenzury. Tak więc o
powołaniu pierwszego parlamentu Irlandia dowiedziała się z ust najzagorzalszych
tego parlamentu wrogów. Mimo wszystko, władze brytyjskie postanowiły zignorować
zdarzenie i choć niemal natychmiast rozpoczęły proces mobilizacji sił
policyjnych i wojskowych na wyspie, oficjalnie przedstawiciele królewskiej
administracji nabrali wody w usta i udawali, że nic się nie wydarzyło. Bez
względu na to, jak postępowały obie strony i w jaki sposób traktowały
narastający kryzys wojna o niepodległość tak naprawdę trwała już od pewnego
czasu, choć bardzo niewielu decydentów z obu stron barykady zdawało sobie z
tego sprawę.
Wojna
Do pierwszych aktów przemocy doszło na
długo przed kryzysem i wyborami – w sumie, podczas demonstracji przeciw
poborowi w efekcie ulicznych starć manifestantów z siłami policyjnymi zginęło
sześć osób, a ponad tysiąc zostało aresztowanych, lub internowanych. Ponieważ
pewna część czołowych działaczy republikańskich w tym okresie nadal przebywała
w brytyjskich więzieniach inicjatywa w ruchu przeszła w ręce lokalnych
działaczy niższego szczebla i część z nich już w 1918 roku zdecydowanie
postawiła na mobilizację lokalnych struktur republikańskich, oraz uzbrajania
się, co było możliwe wyłącznie jedną drogą – napadu na lokalne ośrodki
policyjne. 16 kwietnia 1918 roku podczas jednej z prób zdobycia broni zginęli w
ataku na baraki policji w Gortalea dwaj członkowie „Ochotników Irlandzkich” –
John Brown i Robert Leide. Krótko po tym wydarzeniu, które wywołało ogromny
szok wśród mieszkańców Kerry „Ochotnicy” zrewanżowali się policji operacją
podpalenia zabudowań tamtejszej jednostki RIC, co spowodowało opuszczenie przez
nią posterunku, który spłonął do cna. Prowadząc takie akcji „Ochotnicy
Irlandzcy” faktycznie zdobyli pewne ilości broni palnej i amunicji do niej, ale
tym co miało znacznie większe znaczenie był fakt stopniowego podkopywania
morale samych policjantów, którzy okazali się być zupełnie niezdolni do
skutecznej i szybkiej reakcji. Sama RIC nie była zbyt liczną formacją i miała
charakter wybitnie porządkowy, więc coraz częstsze ataki na jej posterunki
wywołały bardzo silny efekt psychologiczny i rosnące poczucie zagrożenia. W
konsekwencji rozpoczął się proces koncentracji dostępnych sił policyjnych
rozsianych dotąd po kraju w niewielkich w sieci niewielkich posterunków do większych
miejscowości, co oddało znaczną część terytorium wiejskiej Irlandii w ręce „Ochotników”.
W styczniu 1919 roku wzajemne oskarżenia o przemoc i gwałt osiągnęły zenit i
niewielka grupa działaczy republikańskich zdecydowała się opublikować anonimowo
w periodyku „An tOglach” („Ochotnik”) deklarację, która stwierdzała stan wojny
pomiędzy narodem irlandzkim, a Imperium Brytyjskim. Liderzy ruchu nie
zamierzali się jeszcze wówczas posuwac tak daleko przygotowując „1st Dail”, ale
wielu z nich, przede wszystkim skupionych wokół de Valery tego typu akty
oddolnej inicjatywy były bardzo na rękę. Gdy zatem Dail zbierał się po raz
pierwszy na dalekiej prowincji, w Soloheadbeg, w Hrabstwie Tippereary doszło do
zasadzki republikańskich ochotników na konwój policji transportujący broń i
materiały wybuchowe. W ataku zginęło dwóch funkcjonariuszy RIC. Akcja nie była
autoryzowana ani przez Sinn Fein, ani przez „Ochotników Irlandzkich”, ale w
atmosferze ówczesnych wydarzeń przyjęło się ją uważać za pierwsze strzały w
niewypowiedzianej wojnie. Przy czym należy zaznaczyć, że owa „wojna” zaczynała
się w sytuacji, w której żadna z wojujących stron nie była do niej w żaden
sposób przygotowana.
Informacja o nagrodzie za wskazanie miejsca pobytu Daniela Breena, jednego z uczestników zasadzki w Soloheadbeg.
Kierownictwo ruchu republikańskiego
bynajmniej nie otrząsnęło się jeszcze po masakrze swych liderów w konsekwencji Powstania
Wielkanocnego. Oczywiście, miejsce zabitych zajęli nowi działacze, luki w strukturach
szybko wypełnili niscy rangą i znaczeniem lokalni działacze, którzy jako się
rzekło działali w warunkach pełnej suwerenności, robiąc to, co uznawali za
słuszne w swoich własnych, określonych warunkach. Wprawdzie ruch republikański
mógł liczyć na kilkadziesiąt tysięcy aktywnych członków, ale działaczy mających
dostęp do nielicznej posiadanej przez ruch broni miało zaledwie kilkuset ludzi.
Sama broń była starannie ukrywana i ściśle ewidencjonowana, a z uwagi na
szczupłe zapasy amunicji używano jej tylko do starannie zaplanowanych akcji, po
czym natychmiast po ich zakończeniu broń ponownie deponowano w skrytkach. Nie
była to zatem siła regularna, zdolna do otwartej konfrontacji. Tak wykształcona
forma walki z Imperium Brytyjskim powodowała, że sami Brytyjczycy nie „czuli”
konfliktu jako wojny. Dbając bardzo o nastawienie światowej opinii publicznej
za wszelką cenę Londyn unikał słowa „wojna” i rozumiał sytuację na wyspie, jako
rodzaj zamieszek antypaństwowych, z którymi rozprawić się powinna policja.
Rzeczywiście, na tym etapie konfliktu najbardziej przydatnym narzędziem do
walki z irredentą republikańską powinny być dobrze zorganizowane siły
policyjne, ale choć brytyjski wywiad działał bardzo sprawnie i dość dobrze
orientował się w roli i znaczeniu poszczególnych republikańskich działaczy
lokalne struktury policyjne miały ogromny i nadal rosnący problem z położeniem
kresu rebelii. Sama RIC była coraz większym problemem administracji brytyjskiej
i choć najlepiej zorientowany w tego typu problematyce major Ivor Price domagał
się natychmiastowych zmian w strukturach sił policyjno-porządkowych na wyspie
jego kolejne monity przechodziły kompletnie bez echa. Im dłużej brytyjskie
władze nie potrafiły sobie poradzić z ruchem republikańskim tym bardziej ten
ostatni krzepł i wzmacniał się. Jednocześnie oczywiście słabła pozycja i
autorytet władzy brytyjskiej. Przez kolejne miesiące Londyn właściwie nie robił
nic, aż wreszcie we wrześniu 1919 roku Londyn oficjalnie uznał „The 1st Dail”
za nielegalny, co jednak było działaniem spóźnionym i nieefektywnym. Równo miesiąc
wcześniej członkowie „Dail” oficjalnie uznali działania uzbrojonych „Ochotników”
za działania militarnego komponentu władz Republiki Irlandzkiej. Wówczas po raz
pierwszy użyto określenia „Irish Republican Army”, choć za nazwaniem irredenty
na prowincji irlandzkiej w taki sposób nie poszły żadne manewry strukturalne. Nadal
broni używały lokalne grupki działaczy szeregu różnych organizacji i deklaracja
członków „Dail” była tylko próbą narzucenia lokalnym strukturom własnej władzy
i autorytetu. Odpowiedzią władz brytyjskich była próba zdławienia ruchu
posiadanymi na wyspie siłami policyjnymi, które jednak było do takiego zadania
zupełnie niezdolne.
Grupa funkcjonariuszy RIC przed koszarami.
Po miesiącach bezczynności i
stopniowego zaogniania sytuacji brytyjska policja na wyspie zorganizowana w
strukturę o nazwie Royal Irish Constabulary (RIC) liczyła około 17 000 funkcjonariuszy.
Zdecydowana większość policjantów pełniła rolę lokalnej policji municypalnej,
pilnującej przestrzegania prawa i porządku i w żaden sposób nie przygotowana do
walki z uzbrojonym „podziemiem”. Istniała jeszcze osobna DMP – Dublin Metropolitan
Police, ale także ta jednostka policyjna nie była zbyt dobrze przygotowana do zwalczania
ruchu republikańskiego. Należy przyznać, że zarówno RIC, jak i DMP posiadały w
swych strukturach dobrze zorganizowane komórki obserwujące ruch republikański i
gromadzące dane wywiadowcze, a oparte i wyspecjalizowanych i wyszkolonych
detektywów. Posiadana na temat członków ruchu wiedza nie zdawała się jednak na
nic, jeśli nie użyło się jej w aktywnej operacji policyjnej, a do tego przede
wszystkim brakowało zarówno środków, jak i pomysłu. Trzeba wiedzieć, że w
odróżnieniu od wysoko zmotywowanych członków bojówek republikańskich, bardzo
duża część wypełniających struktury RIC i DMP policjantów była jesienią 1919
roku delikatnie mówiąc zdemoralizowana. Wpływ miał na to w równym stopniu „odwrót”
z wielu lokalnych placówek w czasie koncentracji sił policyjnych w większych miejscowościach
oraz sama struktura policji. O ile bowiem wśród wyższych rangą policjantów i
traktowanych jako policyjna elita struktur wywiadowczych dominowali protestanci
(około 60 % do 40 %), zwykle wyraźnie opowiadający się za istniejącym
porządkiem politycznym i trwaniem w irlandzko-angielskiej unii, to wśród słabo
opłacanych struktur niższych i szeregowych układ sił był już dokładnie
odwrotny. Jak wskazują dane samej RIC ponad 70 % szeregowych członków policji
była katolikami, którzy coraz silniej odczuwali niechęć reszty społeczeństwa,
jako aktywnie występujący przeciw „swoim”. Duże znaczenie miały także
wspomniane pobory – coraz więcej policjantów było sfrustrowanych koniecznością
narażania się na ogromne ryzyko i coraz silniejszy społeczny ostracyzm za tak
niewielkie stawki. Wypełniali oni zatem swoje codzienne obowiązki z coraz mniejszym
zaangażowaniem, starając się nie narażać na niebezpieczeństwo. Dopiero na
przełomie 1919 i 1920 roku władze w Londynie zorientowały się, jak bardzo
nieskuteczna jest RIC i choć natychmiast podjęto kroki mające zaradzić odkrytym
dopiero co słabościom systemu. Reakcja Londynu była jednak chaotyczna i choć
pozwoliła „złapać oddech” policyjnym podporom na wyspie, to jednak doprowadziła
szybko do jeszcze większej polaryzacji i wzrostu poparcia dla ruchu
republikańskiego. I to pomimo niewątpliwych sukcesów na polu ofensywy przeciw
strukturom przeciwnika.
Grupa irlandzkich ochotników z Connemara. Tego typu oddziałki skutecznie sparaliżowały RIC.
Bojkot RIC towarzyszył rozkręcającej
się spirali przemocy, choć trudno mówić o jej szybkiej eskalacji – w ciągu całego
1919 roku z rąk bojowników republikańskich zginęło łącznie jedenastu członków
RIC i czterech funkcjonariuszy DMP. W początkach 1920 roku rząd brytyjski
rozumiejąc, że musi wzmocnić siły policyjne na wyspie zorganizował szereg
struktur o charakterze paramilitarnym, mających początkowo wzmocnić, a z czasem
wobec coraz większej słabości RIC całkowicie zastąpić tę ostatnią w roli ostrza
antyrepublikańskiej reakcji. Już w marcu 1920 roku na wyspę przybyły pierwsze
oddziały pomocniczej policji rekrutowane na Wyspach wyłącznie z Brytyjczyków
lojalnych wobec Korony. Te zorganizowane na modłę wojskową jednostki posiadały
bardzo silne uzbrojenie z bronią automatyczną włącznie oraz były znakomicie wyposażone
w samochodowe środki transportu, dysponując dużą ilością samochodów osobowych i
ciężarowych. Choć oficjalna nazwą tych jednostek pełnych wojskowych weteranów
Wielkiej Wojny była nazwa „Auxillary Division”, czyli Dywizji Pomocniczej, a
jej członków „Temporary Constables”, czyli Tymczasowych Policjantów mieszkańcy Irlandii
bardzo szybko nazwali jej członków „Black and Tans” od kolorów posiadanych
przez „Tymczasowych” mundurów. Bardzo szybko do sił „Dywizji Pomocniczej”
dołączyli tak zwani „Temporary Cadets”, czyli Tymczasowi Kadeci, rekrutowani w
taki sam sposób, jak „Black and Tans”. Wreszcie, na północy korzystając z
tamtejszych struktur unionistów powstało zupełnie niezależne od władz w
Dublinie „Ulster Special Constabulary” (USC), czyli Specjalna Policja
Ulsterska, której elementem założycielskim był najbardziej radykalny,
antyrepublikański żywioł Ulsteru. Z jednej strony próba zastąpienie nieefektywnej
RIC przez „Auxies” umocniła pozycje brytyjskiej administracji i pozwoliła nawet
przejść do ofensywy polegającej na aktywnym patrolowaniu ulic miast i wiejskich
dróg, oraz zorganizowanych operacji przeciw znanym członkom, polegającym na
otaczaniu domostw podejrzewanych o ukrywanie broni, lub działaczy
republikańskich na bardzo dużą skalę. W odpowiedzi Republikanie nasilili swoje
ataki na RIC w czasie ogólnokrajowej operacji zdobywania broni. Pomimo
znacznego wzmocnienia sił policyjnych w kraju w pierwszych dniach kwietnia w
ogólnokrajowej, dobrze skoordynowanej akcji Republikanie działając w
niewielkich grupkach pod osłoną nocy podpalili około 400 porzuconych
posterunków RIC, co zrobiło w kraju i w Wielkiej Brytanii ogromne wrażenie.
Reakcja władz brytyjskich polegająca na jeszcze aktywniejszym patrolowaniu
prowincji i zorganizowaniu szeregu obław na aktywnych członków ruchu
republikańskiego początkowo przyniosła powodzenie i dokonano wówczas setek
aresztowań domniemanych i prawdziwych członków ruchu. Brutalność akcji
policyjnych doprowadziła jednak szybko, do wzmożenia biernego oporu
społecznego. Dzięki sprawnie działającym strukturom związkowym udało się w maju
1920 roku wywołać potężny strajk dokerów dublińskich, którzy odmówili
rozładowywania przybywających z Anglii statków z bronią i ochotnikami do służby
w „Auxies”. Krótko potem strajk kolejarzy całkowicie sparaliżował wyspę i
uniemożliwił władzom brytyjskim na długie tygodnie jakiekolwiek większe
przegrupowania sił i akcje policyjne. Oddanie władania nad irlandzką prowincją
republikanom błyskawicznie doprowadziło także do rozkładu administracji – od czerwca
1920 roku właściwie zaprzestały swojej pracy lokalne sądy i magistraty. Kraj
znalazł się na skraju anarchii, a RIC słabła w oczach – tylko na przestrzeni
dwóch kolejnych miesięcy z policji odeszło 553 konstabli RIC i 313 członków DMP.
W obliczu widocznego gołym okiem zaniku władzy brytyjskiej działacze ruchu
republikańskiego w otwarty sposób podjęli pracę w roli burmistrzów miast, ale
także w roli sędziów i prokuratorów. U schyłku lata 1920 roku na wyspie
istniały już dwa niezależne systemy administracyjne, czemu władze brytyjskie
nie były w stanie się przeciwstawić. Dość szybko doprowadziło do spontanicznej
akcji likwidacji ostatniego cywilnego fundamentu brytyjskiej władzy na wyspie –
likwidacji pozostałej jeszcze wielkiej własności ziemskiej. Żywiołowy proces
zagarniania ziemi landlordów przez małorolnych irlandzkich katolików przybrał
szybko tak wielkie rozmiary, że sądy republikańskie czuły się w obowiązku wystąpić
przeciw przejawom agresji i przemocy ze strony farmerów w tym właśnie momencie
kończących triumfem swoją wieloletnią walkę z wielkimi posiadaczami. Odrzucenie
brytyjskiej administracji i brytyjskiego porządku przez irlandzką prowincję
było możliwie dzięki znakomitej i tytanicznej wręcz pracy zajmujących coraz
ważniejsza pozycje w hierarchii ruchu dwóch działaczy średniego szczebla –
Michaela Collinsa i Harrego Bolanda, będących zresztą bardzo bliskimi
przyjaciółmi. Michael Collins zorganizował krajową pożyczkę, z której wpływy
szacowane na około 380 tysięcy funtów pozwoliły na zorganizowanie sprawnej i
skutecznej administracji posiadanymi zasobami. Niezrównanym organizatorem struktur
wewnętrznych był przede wszystkim Boland, który niestrudzenie przemierzał kraj motywując
do działania i organizując coraz to nowe komórki republikańskie. Obaj działacze
utworzyli nieco niechcący nowe skrzydło w ruchu republikańskim, dotychczas
wahającym się pomiędzy nastawionym raczej na bierny opór skrzydłem Artura Griffitha,
a zwolennikiem jak najszybszego wszczęcia otwartej walki z Imperium Brytyjskim
de Valerą. Zarówno duet Collins-Boland, jak i wielu im podobnym lokalnym
działaczom nie uśmiechała się perspektywa kolejnego Powstania Wielkanocnego,
ale też nie zamierzali rezygnować z walki zbrojnej jako narzędzia realizacji
wielkiego celu. W efekcie, dość szybko uzyskali oni bardzo silne poparcie w ruchu
jako sprawni i skuteczni przywódcy potrafiący realnie szkodzić brytyjskiemu
stanu posiadania na wyspie. Walka była pożądanym powszechnie aktem zemsty wobec
rosnącej skali brytyjskich represji. Zdecydowana większość działaczy
republikańskich pamiętała o tym, jak w marcu 1920 roku grupa zamaskowanych
zbrojnych wtargnęła do domu burmistrza Cork z ramienia Sinn Feinn, świetnie
znanego detektywom z dublińskiego zamku Tomasa Mac Curtaina z działalności republikańskiej.
Celem tych ludzi nie było jednak zatrzymanie go jako podejrzanego – bez chwili
zastanowienia i mimo obecności żony Mac Curtaina wymierzyli ku niemu broń i
zabili na miejscu. Po zabójstwie sprawcy wsiedli do samochodu i odjechali do
nieodległej komendy policji na oczach setek świadków. Sąd Królewski odmówił
ścigania sprawców na wniosek Policji, która dowodziła, że Mac Curtain zamierzał
zabić urzędującego Premiera Wielkiej Brytanii. Tego typu sytuacje budowały
wzajemną niechęć do rozmiarów przepaści, przede wszystkim jednak napędzały
ciągły napływ coraz bardziej zmotywowanych ochotników do struktur
republikańskich, które po miesiącach nieustannych akcji policyjnych i
aresztowania blisko pięciu tysięcy członków ruchu republikańskiego bynajmniej
nie słabły.
Tomas Mac Curtain
W obliczu koniecznego znalezienia
właściwej formuły walki z wrogiem Michael Collins pełniący zresztą w „rządzie
republikańskim” rolę Ministra Finansów rozumiał, że najważniejszym wrogiem
republikanów pozostaje owa niewielka, elitarna grupa detektywów-wywiadowców,
nieustannie powiększająca stan wiedzy brytyjskiego wywiadu na temat struktur wchodzących
w skład IRA. Wiedział o tym dlatego, że jeszcze 7 kwietnia 1919 roku dokonał rzeczy
niezwykłej – dzięki pomocy Eamona „Neda” Broya, sierżanta detektywa służącego w
DMP w Dublinie wkradł się do archiwum w centrali jednostki i dość dokładnie
zapoznał nie tylko z tym, co o ruchu wiedzą Brytyjczycy, ale także z tym, jak
wielką rolę w zdobyciu tej wiedzy odegrał oddział policyjny o nazwie „G-Force”.
Po długim okresie gorących dyskusji Collins – szerzej zresztą Brytyjczykom
nieznany – wraz z Cathalem Brugha będącym Ministrem Obrony i przy pomocy Harry’ego
Bolanda zdołał w końcu utworzyć ściśle zakonspirowaną grupę do zadań
specjalnych, nazywaną po prostu „The Squad”, czyli Oddział. Podstawowym celem Oddziału
stali się brytyjscy wywiadowcy i informatorzy i choć wielu czołowych działaczy republikańskich
ostro protestowało przeciw takiej „amoralnej” w ich ocenie formie walki, w
krótkim czasie „The Squad” zdołał w skutecznych i często spektakularnych
zamachach zamordować sześciu z nich. Ponieważ zamachom towarzyszyła szeroka i
głośna kampania mająca na celu zastraszenie potencjalnych współpracowników
brytyjskich służb, wielu z nich zdecydowało się zaprzestać współpracy i
możliwie głęboko „ukryć”. Odpowiedzią strony brytyjskiej, było skierowanie na
wyspę jeszcze większej ilości sił policyjnych i paramilitarnych, oraz jeszcze
brutalniejsze represje. Gdy nie udawało się już osaczyć i aresztować działaczy republikańskich
cenę za irredentę płacić zaczęły całe społeczności – w kolejnych rajdach „Black
and Tans” zaczęły po prostu palić całe miejscowości na irlandzkiej prowincji.
Harry Boland, Michael Collins i Arthur Griffith.
12 sierpnia 1920 roku w Cork
aresztowano urzędującego burmistrza miasta - Terence MacSwiney’a – który zastąpił
na urzędzie tragicznie zmarłego Mac Curtaina. MacSwiney po uwięzieniu
natychmiast dołączył do trwającego już strajku głodowego. Po kilku dniach
został on przewieziony do więzienia w Brixton, gdzie kontynuował protest i gdzie
pomimo wdrożenia przymusowego karmienia zmarł po siedemdziesięciu czterech
dniach głodówki. O ile śmierć dwóch innych protestujących w Cork – Joe Murphy i
Michael Fitzgerald – miała znamiona sprawy lokalnej, to los Mac Swineya stał
się bardzo szeroko znany z powodu licznych artykułów prasowych poświęconych
jego akcji protestacyjnej, a zamieszczonych w ogólnokrajowych brytyjskich
periodykach. Tragiczny koniec protestu wywołał szok opinii publicznej, a
sytuacja w Irlandii stała się obiektem potężnej fali krytyki ze strony liberalnej
części sceny politycznej. Jakby tego było mało, 1 listopada 1920 roku podczas
akcji policji i „Auxies” w Hrabstwie Galway zastrzelona została nieuzbrojona i
niezaangażowana politycznie, za to będąca w stanie zaawansowanej ciąży Eileen
Quinn. Sąd po zaledwie trzech dniach śledztwa uznał jej śmierć za wypadek, a
już dwa dni później członkowie tej samej jednostki policyjnej śmiertelnie pobili
podczas przesłuchania na lokalnej komendzie RIC dwóch nastolatków. Cała
Irlandia zawrzała gniewem i nowa fala ochotników zasiliła szeregi bojowników
IRA. Kwestią czasu była eskalacja przemocy.
Od jesieni 1920 roku głównym
przeciwnikiem Collinsa i jego Oddziału pozostawał znakomicie zakonspirowany i
elitarny oddział brytyjskich oficerów wywiadu armii, kierowany przez generała
Boyda. Jednostka ta, nazywana „Dublin District Special Branch”, w skrócie
D-Branch była dla Irlandczyków bardzo groźnym przeciwnikiem, gdyż potrafiła w
krótkim czasie zrobić właściwy użytek ze zgromadzonej na temat republikańskich
działaczy wiedzy. Ponieważ była zakonspirowana Collins i Brugha wiedzieli o jej
istnieniu, ale nie potrafili zidentyfikować jej członków, ani prawdziwego
zasięgu oddziaływania. W sukurs republikanom przyszedł przypadek, gdyż udało
się zidentyfikować część funkcjonariuszy D-Branch, którzy regularnie korzystali
z gościnności dublińskiego „Hotelu Cairo”, łamiąc zasady konspiracji. Po
uzyskaniu odpowiedniej wiedzy na temat miejsca pobytu zidentyfikowanych
oficerów wywiadu „The Squad” przystąpił do działania i w godzinach porannych
dokonał niezwykle spektakularnej akcji zabijając jednocześnie czternastu funkcjonariuszy
D-Branch w różnych hotelach i prywatnych kwaterach. Akcja nie byłaby możliwa,
gdyby nie akt nieprawdopodobnej odwagi trzech bliskich współpracowników
Collinsa, którzy należeli do Oddziału, a zajmowali się wywiadem. Liam Tobin,
Tom Cullen i Frank Thornton odbyli szereg spotkań z członkami D-Branch odgrywając
rolę informatorów RIC, w krótkim czasie dekonspirując duża część brytyjskiej
jednostki.
Eamonn "Ned" Broy.
Dokładnie o 9 rano grupa Ochotników
weszła do domu położonego przy Pembroke Street 28. Jako pierwsi od kul
zamachowców zginęli major Charles Dowling i kapitan Leonard Price. Dowodzący
oddziałem „likwidatorów” Andy Cooney zabrał z ich pokoju szereg dokumentów
zawierających istotne dane wywiadowcze. Chwilę później kolejna grupa wtargnęła
do mieszkania kapitana Briana Keenlyside’a, gdzie natychmiast zgładziła
podpułkownika Hugh Montgomery, podczas, gdy kapitana Keenlyside’a osłoniła jego
własna rola. Zaskoczony tym Mick O’Hanlon opuścił broń, co wykorzystać usiłował
brytyjski oficer starając się wyciągnąć własną. W zamieszaniu zimnej krwi nie stracił
jednak drugi z zamachowców – Mick Flanagan, który bezceremonialnie odepchnął
Panią Keenlyside i z najbliższej odległości strzelił jej mężowi w głowę.
Niejako przy okazji, grupa ciężko raniła pułkownika Woodcoka z Armii
Brytyjskiej, który wprawdzie do D-Branch nie należał, ale znalazł się w
mieszkaniu przypadkiem, w celach towarzyskich.
Kolejna grupa zamachowców o umówionej
godzinie wdarła się do domu przy 119 Moorehampton Road, gdzie zastali porucznika
Donalda Lewisa MacLeana w towarzystwie żony i dwóch informatorów, nazwiskiem
Smith i Caldow. Porucznik MacLean wymamrotał tylko, że prosi o niezabijanie go
w obecności żony, więc zamachowcy wyprowadzili trójkę mężczyzn do sąsiedniej
sypialni i tam dokonali egzekucji, przy czym Caldow będący szwagrem porucznika MacLeana
przeżył.
Dosłownie 800 metrów dalej położony
był kolejny cel – dom przy 92 Lower Baggot Street. Obecny w nim kapitan Frederick
Newberry usłyszał odgłosy forsowania drzwi wejściowych przez napastników i
usiłował uciec przez okno. Kule wystrzelone przez Billa Stapletona i Joey
Leonarda dosięgły go, gdy wspinał się po ramie okna by wyskoczyć na ulicę.
Na 38 Upper Mount Street znajdowało
się mieszkanie porucznika Petera Amesa i kapitana Georga Bennetta. Obaj zostali
błyskawicznie obezwładnieni przez Vinniego Byrne’a kierującego akcją, natychmiast
postawieni pod ścianą i zabici strzałami w tył głowy.
Na 28 Earlsfort Tarrace zamachowcy
dopadli sierżanta Johna J Fitzgeralda, syna irlandzkiego katolika z Tippereary.
Fitzgerald był już wcześniej na liście najgroźniejszych funkcjonariuszy
brytyjskiego wywiadu i już raz usiłowano go zgładzić. Wówczas przeżył mimo
postrzału w głowę. Tym razem zabójcy z „The Squad” wpakowali mu w głowę dwie
kule. W jego mieszkaniu znaleziono dossier czołowych działaczy ruchu
republikańskiego.
Kolejny oddział IRA kierowany przez
Toma Keogh wtargnął do mieszkania w domu przy 22 Lower Mount Street. Zastali
tam poruczników Henry Anglissa i Charlesa Peela. Obaj byli szczególnie cennymi
i doświadczonymi oficerami wywiadu i obu do udziału w operacji D-Branch ściągnięto
z Rosji Sowieckiej. Pierwszy, znany IRA pod nazwiskiem Mahone stał się celem po
zabiciu działacza republikańskiego nazwiskiem John Lynch, którego pomylił z
szefem sztabu IRA, Liamem Lynchem. Zabito go strzałem z najbliższej odległości,
gdy sięgał po broń, z którą nie rozstawał się nawet w łóżku. Porucznik Peel
zdołał zabarykadować się w swoim pokoju i uszedł z życiem mimo oddania aż
dwunastu strzałów przez drzwi. Gdy osłaniający całą operację oddział
nastolatków z Fianna Eireann zameldował o pojawieniu się patrolu „Auxies”
zamachowcy natychmiast porzucili zdobycz i zbiegli.
W domu na 119 Baggot Street trójka
zamachowców zabiła kapitana Georga Bagallay, który pracował w roli prokuratora
sądu wojskowego. Nie był on ściśle powiązany z D-Branch, ale uznawano go za
wyjątkowo skutecznego i bezwzględnego oskarżyciela.
W Hotelu Gresham na O’Connell Street
zamachowcy zabili porucznika Wilde’a i kapitana Patricka Mac Cormacka. Ten zamach
okazał się pomyłką, Wilde był spensjonowanym oficerem normalnie pracującym na
dyplomatycznej placówce w Hiszpanii, a Mac Cormack był weterynarzem w Armii
Brytyjskiej i znalazł się w Dublinie w celu zakupu koni dla Armii.
Do pomyłki doszło także na Fitzwilliam
Square, gdzie zamachowcy rozbroili kapitana Johna Scotta Crawforda z Królewskiego
Korpusu Samochodowego. Trzech zamachowców zawahało się, gdyż po upewnieniu się
z kim mają do czynienia, nie znalazło jego nazwiska na posiadanej liście celów.
Ostatecznie Crawford otrzymał 24 godziny na opuszczenie Irlandii i został
puszczony wolno.
Ostatnim cele ataku był położony przy
91 Lower Leeson Street Eastwood Hotel. Grupa Joe Dolana zawiodła i nie zdołała
sforsować drzwi na czas. Gdy brytyjscy oficerowie otwarli ogień przez drzwi i
ściany budynku Irlandczycy odpowiedzieli ogniem, ale szybko zrezygnowali z prób
wdarcia się do pokoju, prędko uciekając z miejsca zdarzenia. Kolejny z celów
operacji, major Frank Carew nie mieszkał już w Hotelu, lecz przeniósł się na
kwaterę dosłownie na drugą stronę ulicy. Teraz słysząc strzały dobył własnej
broni i przez okno postrzelił jednego z obserwatorów IRA. Po chwili grupka
członków IRA posiadająca broń palną zaczęła szturm mieszkania majora Carew, ale
w tym samym momencie na scenie pojawił dwuosobowy patrol „Auxies” – Tymczasowi Frank
Garniss i Cecil Morris, którzy przystąpili do walki mając w dłoniach rewolwery
Webley. Obaj natychmiast zostali zastrzeleni. W sumie operacja okazała się
ogromnym sukcesem Oddziału Collinsa, który stracił tylko jednego z zamachowców –
Franka Teelinga, który został aresztowany, lecz zbiegł z więzienia, by
ostatecznie zginać na szubienicy za inny zamach. Ludziom Collinsa sprzyjało
znakomite zaplanowanie zamachu – odbył się on w dniu meczu futbolu gaelickiego
pomiędzy drużynami z Dublina i Tippereary, więc ulice pełne były kibiców
obficie raczących się piwem i bardzo łatwo było po zakończonym zadaniu „rozpłynąć
się” w tłumie. Zamach był jednak dopiero początkiem wydarzeń znanych jako „Krwawa
Niedziela”. Gdy władze brytyjskie zrozumiały co się właśnie wydarzyło,
postanowiły zareagować i zrobiły to w najgorszy możliwy sposób.
Samochód z członkami "Black and Tans" obok bliskich ofiar masakry na Croke Park koło szpitala Jervis Street.
Po kilku godzinach konsternacji na stadion Croke Park, gdzie tysiące ludzi oglądało wspomniany mecz nagle wjechały samochody ciężarowe pełne uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy RIC i „Black and Tans”. Po chwili bez ostrzeżenia otwarły ogień do tłumu zabijając na miejscu czternaście osób, w tym gwiazdę drużyny z Dublina, Michaela Hogana. Rannych zostało 65 osób, wiele z nich bardzo ciężko. Późnym popołudniem na terenie Zamku grupa policjantów i Tymczasowych zakatowała na śmierć dwóch przetrzymywanych w tamtejszym areszcie członków IRB Dicka McKee i Peadara Clancy, których los podzielił nie związany z ruchem republikańskim Conor Clune. To, co wydarzyło się 21 listopada 1920 roku było nie tylko szokiem dla opinii publicznej coraz uważniej śledzącej wydarzenia w Irlandii. Było wymownym znakiem tego, że rząd brytyjski nie panuje już nad sytuacją i przede wszystkim, że zaczyna przegrywać w tej wojnie bez aktu wojny.

Komentarze
Prześlij komentarz