„I nikt nie wyszedł stąd żywy…” Dzieje Kwestii Irlandzkiej. Część III - "Wojna"

 


„I nikt nie wyszedł stąd żywy…”

Dzieje Kwestii Irlandzkiej




Mity i Symbole

Gdy Powstanie upadło kończyło się coś więcej, niż tylko kolejna zbrojna irredenta. Na oczach wszystkich kluczowych uczestników pękał i łamał się na zawsze ustalony przez długie dekady porządek spraw. Nieszczęsny Redmond natychmiast zrozumiał, że dramatyczne wydarzenia zniszczyły całkowicie dzieło jego życia. Próbował jednak ratować co się da i bardzo szybko zajął krytyczne stanowisko wobec Powstania popierając rząd w stanowczych działaniach, jednocześnie jednak zwrócił się z prośbą do Rządu o okazanie łaski uczestnikom buntu, zwłaszcza setkom szeregowych członków ruchu republikańskiego. Jego wystąpienie zostało bardzo źle przyjęte - gdy zdecydował się publicznie przemówić brytyjskie władze wojskowe aresztowały setki domniemanych i autentycznych uczestników Powstania, a przede wszystkim utrzymały na czas nieokreślony "Stan Wojenny". Posiadający obecnie niemal nieograniczone uprawnienia generał Maxwell zdecydował się na jak najszybsze rozprawienie się z buntownikami, których osobiście odbierał jako zdrajców i kolaborantów. Przede wszystkim, wszyscy przetrzymywani w areszcie czołowi działacze republikańscy, którzy poddali się w chwili upadku Powstania mieli być sądzeni przez sądy wojskowe bez prawa do obrony. Oczywiście, w tych okolicznościach wyroki były czystą formalnością i zapadały błyskawicznie. Już 2 maja 1916 roku jednorazowo przed sądem wojennym stanęło w sumie 187 osób. Podobnie wyglądało to w kolejnych dniach. W sumie zapadło dziewięćdziesiąt wyroków śmierci, a pierwsze trzy wykonano tego samego 3 maja, w którym Redmond publicznie zwrócił się do władz brytyjskich ze swoim poparciem, usiłując jeszcze ratować "Home Rule". 

          Jako pierwszych na stracenie na dziedzińcu więzienia Kilmainham Gaol wyprowadzono Pedraiga Pearce’a, Thomasa MacDonaugh’a i Thomasa Clarke. Ten ostatni spotkał się jeszcze przed egzekucją z żoną Kathleen, której powiedział:

„Moi Towarzysze I ja sam wierzymy, że zadaliśmy pierwszy celny cios w walce o wolność, I tak, jak pewnie I z przekonaniem wyjdziemy tego ranka na egzekucję, tak pewnie i z przekonaniem wierzymy, że, wolność nadejdzie jako bezpośredni skutek naszej akcji… W tej wierze umrzemy szczęśliwi.”

          Trudno było, wszakże w tym właśnie momencie uważać, że ostatnie słowa skazańca mogą się okazać w jakiejkolwiek części prorocze – Do zrywu ogromna większość Irlandczyków odniosła się z chłodną rezerwą, a wśród wielu mieszkańców wyspy wywołał on wręcz zdecydowaną niechęć. Znaczna część centrum Dublina legła w gruzach, a pożary wywołane podczas walk dotknęły spore obszary dzielnic zamieszkiwanych na co dzień przez najuboższe części społeczeństwa. Liczba zabitych cywilów i bezwzględność interweniujących wojsk brytyjskich skutecznie przeraziła większość społeczeństwa Irlandii, a wszystko to w sytuacji, w której należało jedynie nieco poczekać na pełną realizację idei „Home Rule”. Brytyjczycy, którzy zdawali się całkowicie kontrolować sytuację musieli się jedynie postarać o całkowite zdławienie ruchu republikańskiego, tyle, że postanowili tego dokonać rękami podwładnych generała Maxwell’a w najgorszy z możliwych sposobów, czyli tak, jak radzili sobie z wybuchami niezadowolenia Irlandczyków w przeszłości – drakońskimi wyrokami sądów wojskowych, przemocą i wygnaniem.


Protest w obronie życia Jamesa Connolly.

          Dla dużej części społeczeństwa brutalność i siła brytyjskiej reakcji była co najmniej niezrozumiała – ogromna większość mieszkańców kraju nie przystąpiła do walki, mało tego, nie udzieliła powstańcom żadnego wsparcia. W atmosferze owej uległości wieści o zapadających z każdym dniem coraz to nowych wyroków śmierci na czołowych działaczy republikańskich i niemal natychmiastowe ich wykonywanie robiły na szerokich masach społecznych coraz gorsze wrażenie. Akt łaski, tak charakterystyczny dla „Dobrego Pana” był w oczach Irlandczyków w chwili kompletnej pacyfikacji buntu czymś oczekiwanym i zupełnie naturalnym, tymczasem każdy kolejny dzień przynosił zza murów Kilmainham Gaol coraz to nowe stłumione dźwięki salw plutonu egzekucyjnego. Począwszy od pierwszych egzekucji coraz śmielej mieszkańcy Dublina zaczynali dopominać się o łaskę dla republikanów organizując manifestacje i pokojowe protesty w obronie życia skazanych. Pewnym punktem zwrotnym okazały się tutaj egzekucje Williama Pearce’a straconego 4 maja i Johna Mac Bride, który podążył tą drogą następnego dnia. Obaj wzięli udział w Powstaniu, ale nie należeli ani do ścisłego kierownictwa ruchu, ani też nie uczynili nikomu żadnej krzywdy. Równie fatalne wrażenie zrobiła na opinii publicznej śmierć Thomasa Kent, skazanego na śmierć w wyniku strzelaniny, do której doprowadziły władze brytyjskie, dokonując policyjnego „nalotu” na mieszkanie jego i jego braci. Do jeszcze większego oburzenia doszło w dniu egzekucji Jamesa Connolly’ego. Skazany na śmierć w dniu 9 maja Connolly pozostawał od chwili pojmania bez pomocy medycznej i w efekcie w ranę odniesioną podczas walk wdała się gangrena. Półprzytomnego z bólu skazańca przywiązano do krzesła przed frontem plutonu egzekucyjnego i tak stracono 12 maja wśród bardzo dużych protestów nie tylko opinii publicznej, ale nawet już interpelacji poselskich w Izbie Gmin, w dalekim Londynie. Gdy towarzyszący Conolly’emu w ostatniej drodze kapucyn – Brat Aloysius Travers – po udzieleniu ostatniego namaszczenia poprosił skazanego o modlitwę w intencji wykonujących wyrok, Connolly odpowiedział:

„Wzniosę modlitwę za każdego z ludzi, którzy wykonują swe obowiązki w imię swego światła…”

Rząd brytyjski zrozumiał, że Maxwell posunął się za daleko i od 12 maja 1916 roku większość wydanych dotychczas wyroków śmierci zamieniono na kary więzienia. Dla czołowych działaczy republikańskich było już jednak za późno – stracono wszystkich sygnatariuszy Aktu Proklamacji Republiki. Od chwili wybuchu walk, do połowy maja 1916 roku aresztowano łącznie 3430 mężczyzn i 79 kobiet, przy czym mniej niż połowa z nich faktycznie zaangażowana była aktywnie w powstańcze walki, lub ich przygotowania. 425 osób sądzono pod zarzutem szabru i łupiestwa, często bez przekonujących dowodów oskarżenia. Zdecydowaną większość zatrzymanych stanowili ludzie młodzi lub bardzo młodzi. Wprawdzie w ciągu kilku tygodni po ostatnich egzekucjach zaczęto wypuszczać z więzień cześć zatrzymanych, ale zanim to nastąpiło częstokroć padli oni ofiarą fizycznej przemocy lub różnorakich szykan uwłaczających ludzkiej godności, takich jak rozbieranie do naga przed obliczem innych skazanych lub zwyczajne fizyczne bicie. Akty represji nie ograniczyły się jedynie do Irlandii – na terenie Wielkiej Brytanii aresztowano lub internowano blisko dwa tysiące osób. Generalnie rzecz ujmując w stosunkowo krótkim okresie represje brytyjskie zamieniły setki młodych Irlandczyków z ludzi w najlepszym razie obojętnych wobec republikańskiej sprawy w zakamieniałych wrogów Imperium Brytyjskiego. Poczucie niesprawiedliwości było tym silniejsze, że władze nie ukarały żadnego żołnierza czy członka RIC spośród tych, którzy skalali swe ręce krwią niewinnych cywilów.

          Bardzo szybko w Londynie powołano do życia specjalną komisję mającą na celu zbadanie przyczyn wybuchu powstania. Stojący na jej czele Lord Hardinge of Penshurst doszedł do bardzo niewesołych wniosków, odnosząc się do pracy wykonanej przez jednego z członków komisji, majora Ivora Price z Wywiadu Wojskowego, który ocenił, że władze policyjne i cywilne miały wszelką wiedzę na temat struktur republikanów, ale nie uczyniły z tej wiedzy praktycznie żadnego użytku tkwiąc w złudnym przekonaniu, że sama nadzieja na wprowadzenie w życie zasad „Home Rule” w skuteczny sposób będzie uspokajać sytuację. Co ciekawe, raport komisji niespecjalnie wpłynął na brytyjską politykę wobec kwestii irlandzkiej, która wprawdzie uległa pewnemu złagodzeniu w ciągu kolejnych miesięcy, zwłaszcza po Świętach Bożego narodzenia 1916 roku, ale nie potrafiła zdobyć się na wiele więcej w kwestii autonomii. Dla większości działaczy republikańskich, ale także dla coraz większej liczby Irlandczyków o zupełnie umiarkowanych poglądach coraz bardziej jasnym stawało się, że wizja „Home Rule”, czy jakiejkolwiek innej formy samostanowienia mieszkańców Szmaragdowej Wyspy jest równie odległa, co przed epoką Redmonda. Wielka Wojna trwała w impasie i nic nie wróżyło szybkiego jej zakończenia. Co gorsza, fatalne wrażenie zrobiła niezbyt udana kampania nad Sommą we Francji, będąca w zasadzie szeregiem niezwykle krwawych bitew, który w stopniu dotąd nie znanym wyczerpały siły armii brytyjskiej, domagającej się wciąż nowych rezerw ludzkich. Jeśli ktoś zyskał na nieudanym powstaniu, to jedynie społeczność protestanckich radykałów z Ulsteru, którzy jeszcze nie tak dawno stawali przed dramatyczną perspektywą wyboru pomiędzy otwartą walką przeciw zasadom „Home Rule”, albo milczącym pogodzeniem się z dominacją republikańskiego żywiołu z Południa. Teraz osłabiona wysłaniem na front najbardziej patriotycznie usposobionych kadr organizacja ulsterskich unionistów wchodziła świadomie i z ogromnym poczuciem ulgi w rolę autentycznej podpory brytyjskich rządów na wyspie. Powstawały zatem nie tylko coraz silniejsze sentymenty zrodzone z poczucia niesprawiedliwości w efekcie brytyjskich represji popowstaniowych, ale także coraz ostrzejsze linie podziału w łonie społeczeństwa wyspy. W ciągu zaledwie trzech lat wizja jednego społeczeństwa odrzucającego religijne sekciarstwo na rzecz zjednoczenia i koncyliacji rozpadła się, jak się wkrótce miało okazać – na długie, długie dekady.

 

Kryzys

          Zwykło się uważać za punkt krytyczny dla jakiejkolwiek autorytarnej władzy usiłującej przemocą narzucić swą wolę podbitej społeczności chwilę, w której akt represji i emanacji własnej siły ustępuje miejsca „rozluźnieniu łańcuchów” i słabnięciu systemu opresji. Tak w istocie stało się też w Irlandii, gdy z więzień w roku 1917 zaczęli wychodzić kolejni działacze ruchu republikańskiego. Kwietniowa walka faktycznie doprowadziła zatem pośrednio do narodzin nowej generacji nieprzejednanych Republikanów nastawionych przy tym jeszcze bardziej militarystycznie od swych poprzedników. Co szczególnie istotne mieli teraz nie tylko cały zastęp męczenników, o których pamięć zbiorowa była silniejsza niż kiedykolwiek w historii ruchu, ale także silne i nadal rosnące poparcie społeczne. W ciągu 1917 roku obchodzono niezwykle uroczyście nie tylko każdorazowe zwolnienie z więzienia lub internowania, ale także każdą rocznicę straceń czołowych przywódców Powstania. Jakby tego było mało, kolejny raz pomocną dłoń Republikanom postanowiła podać brytyjska administracja.


Protest przeciw przymusowemu poborowi. Przemawia J. Dillon.

          Wiosną 1918 roku mimo wejścia do wojny Stanów Zjednoczonych sprawy na frontach nadal nie układały się po myśli Aliantów. Upadek Carskiej Rosji pozwolił Niemcom nie tylko na szybkie zajęcie ogromnych obszarów na Wschodzie, ale także na przerzut bardzo poważnych sił na Front Zachodni, na którym wkrótce rozpoczęła się wielka ofensywa mająca w założeniu złamać siły wyczerpanych już bardzo sił brytyjskich i francuskich i doprowadzić do przełomu w wojnie, zanim swoją rolę zdoła odegrać nowy i potężny sojusznik zza Oceanu Atlantyckiego. Początkowe sukcesy wojsk niemieckich wywarły na rządzie brytyjskim ogromne wrażenie. Londyn w obliczu wielkich strat ludzkich i poważnego kryzysu swej armii postanowił zmobilizować wszelkie dostępne jeszcze rezerwy i wprowadzić przymusowy pobór do wojska na obszarze swych dominiów i w Irlandii. Na terytoriach zamorskich decyzja ta przyniosła mieszane uczucia, ale w Irlandii napotkała na potężny opór, podsycany jeszcze przez środowiska republikańskie.

          Nazwać decyzję o powszechnym poborze niezręcznością, to nie powiedzieć nic. Na upośledzonej politycznie wyspie traktowanej jak zamorskie kolonie nie można było zrobić niczego gorszego. Przede wszystkim manewr ten zjednoczył w oporze przeciw Londynowi chyba wszystkie struktury polityczne domagające się w taki czy inny sposób prawa do samostanowienia. 18 kwietnia w dublińskim Mansion House powołano do życia „Irlandzki Komitet Anty Poborowi do Armii” (Irish Anti-Conscription Comitee), w skład, którego weszli z ramienia Irlandzkiej Partii Parlamentarnej John Dillon i Joseph Devlin, będący spadkobiercami i najbliższymi współpracownikami nieżyjącego już Redmonda. Dołączyli do nich przedstawiciele rosnącej w siłę partii „Sinn Fein” – właśnie wypuszczony z więzienia najważniejszy żyjący uczestnik Powstania Wielkanocnego Eamon de Valera, który uniknął śmierci z rąk plutonu egzekucyjnego wyłącznie dzięki posiadaniu amerykańskiego obywatelstwa, a także Arthur Griffith, przedstawiciele ruchu „Wszystko dla Irlandii”, ale także czołowi związkowcy. W sukurs politycznym i związkowym działaczom przeszedł także Kościół, który jeszcze tego samego dnia ustami biskupów irlandzkich nazwał przymusowy pobór „Opresyjnym i niesprawiedliwym prawem” wzywając wiernych zgromadzonych na wieczornych mszach do zbiorowego obywatelskiego nieposłuszeństwa. Bardzo szybko udało się członkom komitetu zorganizować manifestacje antypoborowe, z których największa zgromadziła na ulicach Dublina ponad piętnaście tysięcy ludzi. Olbrzymi społeczny opór przeciw poborowi nie ustawał, a władze brytyjskie zupełnie nie potrafiły załagodzić kryzysu, który same wywołały. Milcząca postawa dublińskiego Zamku, a także rządu w Londynie jest o tyle zastanawiająca, że już od czerwca jasnym stało się, że impet niemieckich ofensyw osłabł, a wyczerpana armia niemiecka nie będzie zdolna odwrócić biegu wojny. Mimo to, nie odwołano decyzji o poborze, ale przede wszystkim nawet nie zająknięto się o „Home Rule”, choć z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej oczywistym stawało się, że wojna dobiega końca i to końca zwycięskiego dla koalicji państw alianckich.

          Brak perspektyw na polityczne rozwiązanie problemu autentycznie popchnął tysiące Irlandczyków w ramiona najbardziej radykalnej partii politycznej posługującej się hasłami o konieczności walki o irlandzkie prawo do samostanowienia – Sinn Fein. Zdumiewający w istocie bezwład rządu w Londynie w obliczu tak drastycznej zmiany nastrojów w Irlandii doprowadził do niebywałego wzrostu poparcia politycznego dla działaczy republikańskich. W efekcie wybory do Izby Gmin Zjednoczonego Królestwa w dniu 14 grudnia 1918 roku okazały się być prawdziwym trzęsieniem ziemi dla irlandzkiej sceny politycznej. Opublikowanie ich wyników wywołało szok, zmieszany z niedowierzaniem po wszystkich stronach zaangażowanych w kampanię stron. Niekwestionowane zwycięstwo odniosła biorący pierwszy raz udział w wyborach „Sinn Fein”, która zdobyła siedemdziesiąt trzy mandaty i blisko połowę głosów oddanych przez irlandzkich wyborców. Katastrofalny wynik uzyskała Irlandzka Partia Parlamentarna Dillona, która straciła z siedemdziesięciu czterech mandatów aż sześćdziesiąt osiem, przegrywając wyraźnie z kandydatami republikańskimi właściwie wszędzie. Poprawił się stan posiadania Partii Unionistów mającej swą główną bazę wyborczą w Ulsterze, a która wprowadziła do Parlamentu dwudziestu dwóch deputowanych w liczbach bezwzględnych zdobywając więcej głosów od partii Dillona – 257 314 do 220 837 głosów. W akcie protestu przeciw brytyjskiej polityce wobec Irlandii „Sinn Fein” zdecydowała się nie obsadzić wygranych miejsc w brytyjskim parlamencie swymi członkami. Zamiast tego, serii spotkań ścisłego kierownictwa partii w początkach stycznia 1919 roku postanowiono iść drogą wyznaczoną słowami Eamona de Valery napisanymi jeszcze podczas pobytu w angielskim więzieniu po upadku Powstania Wielkanocnego:

          „Możemy pokonać Imperium Brytyjskie – ignorując je”

 

Dail Eireann

          8 stycznia 1919 roku szefostwo „Sinn Fein” publicznie oświadczyło wolę powołania do życia osobnego ciała ustawodawczego dla Irlandii, nazwanego nieco roboczo „Irlandzkim Zgromadzeniem”. W nocy 11 stycznia 1919 roku funkcjonariusze dublińskiej policji dokonali rewizji pomieszczeń siedziby partii i zajęli wydrukowane już odezwy o powołaniu do życia irlandzkiego parlamentu, ale w żaden sposób nie wpłynęło to na działania irlandzkich republikanów. 21 stycznia o godzinie 15.30 uroczyście inaugurowano w Sali Okrągłej Mansion House, czyli rezydencji burmistrza Dublina pierwsza sesję parlamentu irlandzkiego – Dail Eireann. Spotkanie to ujawniło bezradność brytyjskiej administracji Dublina, choć mimo zaproszenia na inaugurację nie stawili się ani Unioniści, ani deputowani z ramienia Irlandzkiej Partii Parlamentarnej. Wieść o posiedzeniu Dail Eireann zgromadziła przed Mansion House niemałe tłumy, ale nie doszło do żadnych godnych uwagi incydentów, a co ciekawe w dużej mierze o porządek i spokój zadbały nie tyle formacje policyjne, co umundurowani członkowie Irlandzkich Ochotników. Samo zgromadzenie nie było zgromadzeniem wszystkich deputowanych do Izby Gmin i miało raczej skromne rozmiary, co nie powinno dziwić głównie dlatego, że aż trzydziestu czterech zwycięskich kandydatów z ramienia „Sinn Fein” w chwili inauguracji nadal przebywało w angielskich więzieniach. Sesję uroczyście w języku Gaellów rozpoczął George Noble Plunkett, który nominował Cathala Brugha na stanowisko speakera zgromadzenia, co zgromadzenie zaakceptowało bez sprzeciwu. W oczywisty sposób gesty te miały wymiar symboliczny dla Republikanów – syn Plunketta należał do straconych po upadku powstania sygnatariuszy Aktu, a Cathal Brugha odniósł podczas walk ciężkie rany. Po ukonstytuowaniu się zgromadzenia Brugha zwrócił się do obecnego na Sali Ojca Michaela O’Flanagana o zaintonowanie modlitwy dziękczynnej, po czym Pierwszy Dail Eireann przystąpił do prac legislacyjnych wnosząc, odczytując i akceptując cztery pierwsze akty prawne Zgromadzenia. W kolejności były to „Akt Konstytucji” Zgromadzenia, „Deklaracja Niepodległości Republiki Irlandzkiej”, „Posłanie do Wolnych Narodów Świata” - wezwanie do międzynarodowego uznania irlandzkiej niepodległości i wreszcie „Program Demokratyczny”, będący streszczeniem głównych pryncypiów polityki gospodarczej i socjalnej właśnie powołanej do życia Republiki Irlandzkiej.


Uczestnicy "1st Dail"

          Trudno wskazać jednoznacznie siłę oddziaływania na ówczesną opinię publiczną faktu ukonstytuowania się „The 1st Dail”, gdyż obowiązująca nadal na wyspie cenzura skutecznie uniemożliwiła publikację tekstów o tym wydarzeniu wszystkim zorientowanym prorepublikańsko mediom w kraju. Co ciekawe, tylko jeden jedyny amerykański dziennikarz opisał to zdarzenie i wysłał swej macierzystej redakcji gotowy tekst. Paradoks polegał na tym, że ogromna większość mieszkańców Irlandii nie dowiedziała by się w ogóle z codziennych gazet faktu zaistnienia parlamentu irlandzkiego, gdyby nie szereg publikacji i wypowiedzi publicznych polityków z kręgów unionistycznych, które jednoznacznie skrytykowały przedsięwzięcie, a których głos poniósł się w przestrzeni publicznej w sposób nieskrępowany więzami cenzury. Tak więc o powołaniu pierwszego parlamentu Irlandia dowiedziała się z ust najzagorzalszych tego parlamentu wrogów. Mimo wszystko, władze brytyjskie postanowiły zignorować zdarzenie i choć niemal natychmiast rozpoczęły proces mobilizacji sił policyjnych i wojskowych na wyspie, oficjalnie przedstawiciele królewskiej administracji nabrali wody w usta i udawali, że nic się nie wydarzyło. Bez względu na to, jak postępowały obie strony i w jaki sposób traktowały narastający kryzys wojna o niepodległość tak naprawdę trwała już od pewnego czasu, choć bardzo niewielu decydentów z obu stron barykady zdawało sobie z tego sprawę.

 

Wojna

          Do pierwszych aktów przemocy doszło na długo przed kryzysem i wyborami – w sumie, podczas demonstracji przeciw poborowi w efekcie ulicznych starć manifestantów z siłami policyjnymi zginęło sześć osób, a ponad tysiąc zostało aresztowanych, lub internowanych. Ponieważ pewna część czołowych działaczy republikańskich w tym okresie nadal przebywała w brytyjskich więzieniach inicjatywa w ruchu przeszła w ręce lokalnych działaczy niższego szczebla i część z nich już w 1918 roku zdecydowanie postawiła na mobilizację lokalnych struktur republikańskich, oraz uzbrajania się, co było możliwe wyłącznie jedną drogą – napadu na lokalne ośrodki policyjne. 16 kwietnia 1918 roku podczas jednej z prób zdobycia broni zginęli w ataku na baraki policji w Gortalea dwaj członkowie „Ochotników Irlandzkich” – John Brown i Robert Leide. Krótko po tym wydarzeniu, które wywołało ogromny szok wśród mieszkańców Kerry „Ochotnicy” zrewanżowali się policji operacją podpalenia zabudowań tamtejszej jednostki RIC, co spowodowało opuszczenie przez nią posterunku, który spłonął do cna. Prowadząc takie akcji „Ochotnicy Irlandzcy” faktycznie zdobyli pewne ilości broni palnej i amunicji do niej, ale tym co miało znacznie większe znaczenie był fakt stopniowego podkopywania morale samych policjantów, którzy okazali się być zupełnie niezdolni do skutecznej i szybkiej reakcji. Sama RIC nie była zbyt liczną formacją i miała charakter wybitnie porządkowy, więc coraz częstsze ataki na jej posterunki wywołały bardzo silny efekt psychologiczny i rosnące poczucie zagrożenia. W konsekwencji rozpoczął się proces koncentracji dostępnych sił policyjnych rozsianych dotąd po kraju w niewielkich w sieci niewielkich posterunków do większych miejscowości, co oddało znaczną część terytorium wiejskiej Irlandii w ręce „Ochotników”. W styczniu 1919 roku wzajemne oskarżenia o przemoc i gwałt osiągnęły zenit i niewielka grupa działaczy republikańskich zdecydowała się opublikować anonimowo w periodyku „An tOglach” („Ochotnik”) deklarację, która stwierdzała stan wojny pomiędzy narodem irlandzkim, a Imperium Brytyjskim. Liderzy ruchu nie zamierzali się jeszcze wówczas posuwac tak daleko przygotowując „1st Dail”, ale wielu z nich, przede wszystkim skupionych wokół de Valery tego typu akty oddolnej inicjatywy były bardzo na rękę. Gdy zatem Dail zbierał się po raz pierwszy na dalekiej prowincji, w Soloheadbeg, w Hrabstwie Tippereary doszło do zasadzki republikańskich ochotników na konwój policji transportujący broń i materiały wybuchowe. W ataku zginęło dwóch funkcjonariuszy RIC. Akcja nie była autoryzowana ani przez Sinn Fein, ani przez „Ochotników Irlandzkich”, ale w atmosferze ówczesnych wydarzeń przyjęło się ją uważać za pierwsze strzały w niewypowiedzianej wojnie. Przy czym należy zaznaczyć, że owa „wojna” zaczynała się w sytuacji, w której żadna z wojujących stron nie była do niej w żaden sposób przygotowana.


Informacja o nagrodzie za wskazanie miejsca pobytu Daniela Breena, jednego z uczestników zasadzki w Soloheadbeg.

          Kierownictwo ruchu republikańskiego bynajmniej nie otrząsnęło się jeszcze po masakrze swych liderów w konsekwencji Powstania Wielkanocnego. Oczywiście, miejsce zabitych zajęli nowi działacze, luki w strukturach szybko wypełnili niscy rangą i znaczeniem lokalni działacze, którzy jako się rzekło działali w warunkach pełnej suwerenności, robiąc to, co uznawali za słuszne w swoich własnych, określonych warunkach. Wprawdzie ruch republikański mógł liczyć na kilkadziesiąt tysięcy aktywnych członków, ale działaczy mających dostęp do nielicznej posiadanej przez ruch broni miało zaledwie kilkuset ludzi. Sama broń była starannie ukrywana i ściśle ewidencjonowana, a z uwagi na szczupłe zapasy amunicji używano jej tylko do starannie zaplanowanych akcji, po czym natychmiast po ich zakończeniu broń ponownie deponowano w skrytkach. Nie była to zatem siła regularna, zdolna do otwartej konfrontacji. Tak wykształcona forma walki z Imperium Brytyjskim powodowała, że sami Brytyjczycy nie „czuli” konfliktu jako wojny. Dbając bardzo o nastawienie światowej opinii publicznej za wszelką cenę Londyn unikał słowa „wojna” i rozumiał sytuację na wyspie, jako rodzaj zamieszek antypaństwowych, z którymi rozprawić się powinna policja. Rzeczywiście, na tym etapie konfliktu najbardziej przydatnym narzędziem do walki z irredentą republikańską powinny być dobrze zorganizowane siły policyjne, ale choć brytyjski wywiad działał bardzo sprawnie i dość dobrze orientował się w roli i znaczeniu poszczególnych republikańskich działaczy lokalne struktury policyjne miały ogromny i nadal rosnący problem z położeniem kresu rebelii. Sama RIC była coraz większym problemem administracji brytyjskiej i choć najlepiej zorientowany w tego typu problematyce major Ivor Price domagał się natychmiastowych zmian w strukturach sił policyjno-porządkowych na wyspie jego kolejne monity przechodziły kompletnie bez echa. Im dłużej brytyjskie władze nie potrafiły sobie poradzić z ruchem republikańskim tym bardziej ten ostatni krzepł i wzmacniał się. Jednocześnie oczywiście słabła pozycja i autorytet władzy brytyjskiej. Przez kolejne miesiące Londyn właściwie nie robił nic, aż wreszcie we wrześniu 1919 roku Londyn oficjalnie uznał „The 1st Dail” za nielegalny, co jednak było działaniem spóźnionym i nieefektywnym. Równo miesiąc wcześniej członkowie „Dail” oficjalnie uznali działania uzbrojonych „Ochotników” za działania militarnego komponentu władz Republiki Irlandzkiej. Wówczas po raz pierwszy użyto określenia „Irish Republican Army”, choć za nazwaniem irredenty na prowincji irlandzkiej w taki sposób nie poszły żadne manewry strukturalne. Nadal broni używały lokalne grupki działaczy szeregu różnych organizacji i deklaracja członków „Dail” była tylko próbą narzucenia lokalnym strukturom własnej władzy i autorytetu. Odpowiedzią władz brytyjskich była próba zdławienia ruchu posiadanymi na wyspie siłami policyjnymi, które jednak było do takiego zadania zupełnie niezdolne.


Grupa funkcjonariuszy RIC przed koszarami.

          Po miesiącach bezczynności i stopniowego zaogniania sytuacji brytyjska policja na wyspie zorganizowana w strukturę o nazwie Royal Irish Constabulary (RIC) liczyła około 17 000 funkcjonariuszy. Zdecydowana większość policjantów pełniła rolę lokalnej policji municypalnej, pilnującej przestrzegania prawa i porządku i w żaden sposób nie przygotowana do walki z uzbrojonym „podziemiem”. Istniała jeszcze osobna DMP – Dublin Metropolitan Police, ale także ta jednostka policyjna nie była zbyt dobrze przygotowana do zwalczania ruchu republikańskiego. Należy przyznać, że zarówno RIC, jak i DMP posiadały w swych strukturach dobrze zorganizowane komórki obserwujące ruch republikański i gromadzące dane wywiadowcze, a oparte i wyspecjalizowanych i wyszkolonych detektywów. Posiadana na temat członków ruchu wiedza nie zdawała się jednak na nic, jeśli nie użyło się jej w aktywnej operacji policyjnej, a do tego przede wszystkim brakowało zarówno środków, jak i pomysłu. Trzeba wiedzieć, że w odróżnieniu od wysoko zmotywowanych członków bojówek republikańskich, bardzo duża część wypełniających struktury RIC i DMP policjantów była jesienią 1919 roku delikatnie mówiąc zdemoralizowana. Wpływ miał na to w równym stopniu „odwrót” z wielu lokalnych placówek w czasie koncentracji sił policyjnych w większych miejscowościach oraz sama struktura policji. O ile bowiem wśród wyższych rangą policjantów i traktowanych jako policyjna elita struktur wywiadowczych dominowali protestanci (około 60 % do 40 %), zwykle wyraźnie opowiadający się za istniejącym porządkiem politycznym i trwaniem w irlandzko-angielskiej unii, to wśród słabo opłacanych struktur niższych i szeregowych układ sił był już dokładnie odwrotny. Jak wskazują dane samej RIC ponad 70 % szeregowych członków policji była katolikami, którzy coraz silniej odczuwali niechęć reszty społeczeństwa, jako aktywnie występujący przeciw „swoim”. Duże znaczenie miały także wspomniane pobory – coraz więcej policjantów było sfrustrowanych koniecznością narażania się na ogromne ryzyko i coraz silniejszy społeczny ostracyzm za tak niewielkie stawki. Wypełniali oni zatem swoje codzienne obowiązki z coraz mniejszym zaangażowaniem, starając się nie narażać na niebezpieczeństwo. Dopiero na przełomie 1919 i 1920 roku władze w Londynie zorientowały się, jak bardzo nieskuteczna jest RIC i choć natychmiast podjęto kroki mające zaradzić odkrytym dopiero co słabościom systemu. Reakcja Londynu była jednak chaotyczna i choć pozwoliła „złapać oddech” policyjnym podporom na wyspie, to jednak doprowadziła szybko do jeszcze większej polaryzacji i wzrostu poparcia dla ruchu republikańskiego. I to pomimo niewątpliwych sukcesów na polu ofensywy przeciw strukturom przeciwnika.


Grupa irlandzkich ochotników z Connemara. Tego typu oddziałki skutecznie sparaliżowały RIC.

          Bojkot RIC towarzyszył rozkręcającej się spirali przemocy, choć trudno mówić o jej szybkiej eskalacji – w ciągu całego 1919 roku z rąk bojowników republikańskich zginęło łącznie jedenastu członków RIC i czterech funkcjonariuszy DMP. W początkach 1920 roku rząd brytyjski rozumiejąc, że musi wzmocnić siły policyjne na wyspie zorganizował szereg struktur o charakterze paramilitarnym, mających początkowo wzmocnić, a z czasem wobec coraz większej słabości RIC całkowicie zastąpić tę ostatnią w roli ostrza antyrepublikańskiej reakcji. Już w marcu 1920 roku na wyspę przybyły pierwsze oddziały pomocniczej policji rekrutowane na Wyspach wyłącznie z Brytyjczyków lojalnych wobec Korony. Te zorganizowane na modłę wojskową jednostki posiadały bardzo silne uzbrojenie z bronią automatyczną włącznie oraz były znakomicie wyposażone w samochodowe środki transportu, dysponując dużą ilością samochodów osobowych i ciężarowych. Choć oficjalna nazwą tych jednostek pełnych wojskowych weteranów Wielkiej Wojny była nazwa „Auxillary Division”, czyli Dywizji Pomocniczej, a jej członków „Temporary Constables”, czyli Tymczasowych Policjantów mieszkańcy Irlandii bardzo szybko nazwali jej członków „Black and Tans” od kolorów posiadanych przez „Tymczasowych” mundurów. Bardzo szybko do sił „Dywizji Pomocniczej” dołączyli tak zwani „Temporary Cadets”, czyli Tymczasowi Kadeci, rekrutowani w taki sam sposób, jak „Black and Tans”. Wreszcie, na północy korzystając z tamtejszych struktur unionistów powstało zupełnie niezależne od władz w Dublinie „Ulster Special Constabulary” (USC), czyli Specjalna Policja Ulsterska, której elementem założycielskim był najbardziej radykalny, antyrepublikański żywioł Ulsteru. Z jednej strony próba zastąpienie nieefektywnej RIC przez „Auxies” umocniła pozycje brytyjskiej administracji i pozwoliła nawet przejść do ofensywy polegającej na aktywnym patrolowaniu ulic miast i wiejskich dróg, oraz zorganizowanych operacji przeciw znanym członkom, polegającym na otaczaniu domostw podejrzewanych o ukrywanie broni, lub działaczy republikańskich na bardzo dużą skalę. W odpowiedzi Republikanie nasilili swoje ataki na RIC w czasie ogólnokrajowej operacji zdobywania broni. Pomimo znacznego wzmocnienia sił policyjnych w kraju w pierwszych dniach kwietnia w ogólnokrajowej, dobrze skoordynowanej akcji Republikanie działając w niewielkich grupkach pod osłoną nocy podpalili około 400 porzuconych posterunków RIC, co zrobiło w kraju i w Wielkiej Brytanii ogromne wrażenie. Reakcja władz brytyjskich polegająca na jeszcze aktywniejszym patrolowaniu prowincji i zorganizowaniu szeregu obław na aktywnych członków ruchu republikańskiego początkowo przyniosła powodzenie i dokonano wówczas setek aresztowań domniemanych i prawdziwych członków ruchu. Brutalność akcji policyjnych doprowadziła jednak szybko, do wzmożenia biernego oporu społecznego. Dzięki sprawnie działającym strukturom związkowym udało się w maju 1920 roku wywołać potężny strajk dokerów dublińskich, którzy odmówili rozładowywania przybywających z Anglii statków z bronią i ochotnikami do służby w „Auxies”. Krótko potem strajk kolejarzy całkowicie sparaliżował wyspę i uniemożliwił władzom brytyjskim na długie tygodnie jakiekolwiek większe przegrupowania sił i akcje policyjne. Oddanie władania nad irlandzką prowincją republikanom błyskawicznie doprowadziło także do rozkładu administracji – od czerwca 1920 roku właściwie zaprzestały swojej pracy lokalne sądy i magistraty. Kraj znalazł się na skraju anarchii, a RIC słabła w oczach – tylko na przestrzeni dwóch kolejnych miesięcy z policji odeszło 553 konstabli RIC i 313 członków DMP. W obliczu widocznego gołym okiem zaniku władzy brytyjskiej działacze ruchu republikańskiego w otwarty sposób podjęli pracę w roli burmistrzów miast, ale także w roli sędziów i prokuratorów. U schyłku lata 1920 roku na wyspie istniały już dwa niezależne systemy administracyjne, czemu władze brytyjskie nie były w stanie się przeciwstawić. Dość szybko doprowadziło do spontanicznej akcji likwidacji ostatniego cywilnego fundamentu brytyjskiej władzy na wyspie – likwidacji pozostałej jeszcze wielkiej własności ziemskiej. Żywiołowy proces zagarniania ziemi landlordów przez małorolnych irlandzkich katolików przybrał szybko tak wielkie rozmiary, że sądy republikańskie czuły się w obowiązku wystąpić przeciw przejawom agresji i przemocy ze strony farmerów w tym właśnie momencie kończących triumfem swoją wieloletnią walkę z wielkimi posiadaczami. Odrzucenie brytyjskiej administracji i brytyjskiego porządku przez irlandzką prowincję było możliwie dzięki znakomitej i tytanicznej wręcz pracy zajmujących coraz ważniejsza pozycje w hierarchii ruchu dwóch działaczy średniego szczebla – Michaela Collinsa i Harrego Bolanda, będących zresztą bardzo bliskimi przyjaciółmi. Michael Collins zorganizował krajową pożyczkę, z której wpływy szacowane na około 380 tysięcy funtów pozwoliły na zorganizowanie sprawnej i skutecznej administracji posiadanymi zasobami. Niezrównanym organizatorem struktur wewnętrznych był przede wszystkim Boland, który niestrudzenie przemierzał kraj motywując do działania i organizując coraz to nowe komórki republikańskie. Obaj działacze utworzyli nieco niechcący nowe skrzydło w ruchu republikańskim, dotychczas wahającym się pomiędzy nastawionym raczej na bierny opór skrzydłem Artura Griffitha, a zwolennikiem jak najszybszego wszczęcia otwartej walki z Imperium Brytyjskim de Valerą. Zarówno duet Collins-Boland, jak i wielu im podobnym lokalnym działaczom nie uśmiechała się perspektywa kolejnego Powstania Wielkanocnego, ale też nie zamierzali rezygnować z walki zbrojnej jako narzędzia realizacji wielkiego celu. W efekcie, dość szybko uzyskali oni bardzo silne poparcie w ruchu jako sprawni i skuteczni przywódcy potrafiący realnie szkodzić brytyjskiemu stanu posiadania na wyspie. Walka była pożądanym powszechnie aktem zemsty wobec rosnącej skali brytyjskich represji. Zdecydowana większość działaczy republikańskich pamiętała o tym, jak w marcu 1920 roku grupa zamaskowanych zbrojnych wtargnęła do domu burmistrza Cork z ramienia Sinn Feinn, świetnie znanego detektywom z dublińskiego zamku Tomasa Mac Curtaina z działalności republikańskiej. Celem tych ludzi nie było jednak zatrzymanie go jako podejrzanego – bez chwili zastanowienia i mimo obecności żony Mac Curtaina wymierzyli ku niemu broń i zabili na miejscu. Po zabójstwie sprawcy wsiedli do samochodu i odjechali do nieodległej komendy policji na oczach setek świadków. Sąd Królewski odmówił ścigania sprawców na wniosek Policji, która dowodziła, że Mac Curtain zamierzał zabić urzędującego Premiera Wielkiej Brytanii. Tego typu sytuacje budowały wzajemną niechęć do rozmiarów przepaści, przede wszystkim jednak napędzały ciągły napływ coraz bardziej zmotywowanych ochotników do struktur republikańskich, które po miesiącach nieustannych akcji policyjnych i aresztowania blisko pięciu tysięcy członków ruchu republikańskiego bynajmniej nie słabły.


Tomas Mac Curtain

          W obliczu koniecznego znalezienia właściwej formuły walki z wrogiem Michael Collins pełniący zresztą w „rządzie republikańskim” rolę Ministra Finansów rozumiał, że najważniejszym wrogiem republikanów pozostaje owa niewielka, elitarna grupa detektywów-wywiadowców, nieustannie powiększająca stan wiedzy brytyjskiego wywiadu na temat struktur wchodzących w skład IRA. Wiedział o tym dlatego, że jeszcze 7 kwietnia 1919 roku dokonał rzeczy niezwykłej – dzięki pomocy Eamona „Neda” Broya, sierżanta detektywa służącego w DMP w Dublinie wkradł się do archiwum w centrali jednostki i dość dokładnie zapoznał nie tylko z tym, co o ruchu wiedzą Brytyjczycy, ale także z tym, jak wielką rolę w zdobyciu tej wiedzy odegrał oddział policyjny o nazwie „G-Force”. Po długim okresie gorących dyskusji Collins – szerzej zresztą Brytyjczykom nieznany – wraz z Cathalem Brugha będącym Ministrem Obrony i przy pomocy Harry’ego Bolanda zdołał w końcu utworzyć ściśle zakonspirowaną grupę do zadań specjalnych, nazywaną po prostu „The Squad”, czyli Oddział. Podstawowym celem Oddziału stali się brytyjscy wywiadowcy i informatorzy i choć wielu czołowych działaczy republikańskich ostro protestowało przeciw takiej „amoralnej” w ich ocenie formie walki, w krótkim czasie „The Squad” zdołał w skutecznych i często spektakularnych zamachach zamordować sześciu z nich. Ponieważ zamachom towarzyszyła szeroka i głośna kampania mająca na celu zastraszenie potencjalnych współpracowników brytyjskich służb, wielu z nich zdecydowało się zaprzestać współpracy i możliwie głęboko „ukryć”. Odpowiedzią strony brytyjskiej, było skierowanie na wyspę jeszcze większej ilości sił policyjnych i paramilitarnych, oraz jeszcze brutalniejsze represje. Gdy nie udawało się już osaczyć i aresztować działaczy republikańskich cenę za irredentę płacić zaczęły całe społeczności – w kolejnych rajdach „Black and Tans” zaczęły po prostu palić całe miejscowości na irlandzkiej prowincji.


Harry Boland, Michael Collins i Arthur Griffith.

          12 sierpnia 1920 roku w Cork aresztowano urzędującego burmistrza miasta - Terence MacSwiney’a – który zastąpił na urzędzie tragicznie zmarłego Mac Curtaina. MacSwiney po uwięzieniu natychmiast dołączył do trwającego już strajku głodowego. Po kilku dniach został on przewieziony do więzienia w Brixton, gdzie kontynuował protest i gdzie pomimo wdrożenia przymusowego karmienia zmarł po siedemdziesięciu czterech dniach głodówki. O ile śmierć dwóch innych protestujących w Cork – Joe Murphy i Michael Fitzgerald – miała znamiona sprawy lokalnej, to los Mac Swineya stał się bardzo szeroko znany z powodu licznych artykułów prasowych poświęconych jego akcji protestacyjnej, a zamieszczonych w ogólnokrajowych brytyjskich periodykach. Tragiczny koniec protestu wywołał szok opinii publicznej, a sytuacja w Irlandii stała się obiektem potężnej fali krytyki ze strony liberalnej części sceny politycznej. Jakby tego było mało, 1 listopada 1920 roku podczas akcji policji i „Auxies” w Hrabstwie Galway zastrzelona została nieuzbrojona i niezaangażowana politycznie, za to będąca w stanie zaawansowanej ciąży Eileen Quinn. Sąd po zaledwie trzech dniach śledztwa uznał jej śmierć za wypadek, a już dwa dni później członkowie tej samej jednostki policyjnej śmiertelnie pobili podczas przesłuchania na lokalnej komendzie RIC dwóch nastolatków. Cała Irlandia zawrzała gniewem i nowa fala ochotników zasiliła szeregi bojowników IRA. Kwestią czasu była eskalacja przemocy.

          Od jesieni 1920 roku głównym przeciwnikiem Collinsa i jego Oddziału pozostawał znakomicie zakonspirowany i elitarny oddział brytyjskich oficerów wywiadu armii, kierowany przez generała Boyda. Jednostka ta, nazywana „Dublin District Special Branch”, w skrócie D-Branch była dla Irlandczyków bardzo groźnym przeciwnikiem, gdyż potrafiła w krótkim czasie zrobić właściwy użytek ze zgromadzonej na temat republikańskich działaczy wiedzy. Ponieważ była zakonspirowana Collins i Brugha wiedzieli o jej istnieniu, ale nie potrafili zidentyfikować jej członków, ani prawdziwego zasięgu oddziaływania. W sukurs republikanom przyszedł przypadek, gdyż udało się zidentyfikować część funkcjonariuszy D-Branch, którzy regularnie korzystali z gościnności dublińskiego „Hotelu Cairo”, łamiąc zasady konspiracji. Po uzyskaniu odpowiedniej wiedzy na temat miejsca pobytu zidentyfikowanych oficerów wywiadu „The Squad” przystąpił do działania i w godzinach porannych dokonał niezwykle spektakularnej akcji zabijając jednocześnie czternastu funkcjonariuszy D-Branch w różnych hotelach i prywatnych kwaterach. Akcja nie byłaby możliwa, gdyby nie akt nieprawdopodobnej odwagi trzech bliskich współpracowników Collinsa, którzy należeli do Oddziału, a zajmowali się wywiadem. Liam Tobin, Tom Cullen i Frank Thornton odbyli szereg spotkań z członkami D-Branch odgrywając rolę informatorów RIC, w krótkim czasie dekonspirując duża część brytyjskiej jednostki.


Eamonn "Ned" Broy.

          Dokładnie o 9 rano grupa Ochotników weszła do domu położonego przy Pembroke Street 28. Jako pierwsi od kul zamachowców zginęli major Charles Dowling i kapitan Leonard Price. Dowodzący oddziałem „likwidatorów” Andy Cooney zabrał z ich pokoju szereg dokumentów zawierających istotne dane wywiadowcze. Chwilę później kolejna grupa wtargnęła do mieszkania kapitana Briana Keenlyside’a, gdzie natychmiast zgładziła podpułkownika Hugh Montgomery, podczas, gdy kapitana Keenlyside’a osłoniła jego własna rola. Zaskoczony tym Mick O’Hanlon opuścił broń, co wykorzystać usiłował brytyjski oficer starając się wyciągnąć własną. W zamieszaniu zimnej krwi nie stracił jednak drugi z zamachowców – Mick Flanagan, który bezceremonialnie odepchnął Panią Keenlyside i z najbliższej odległości strzelił jej mężowi w głowę. Niejako przy okazji, grupa ciężko raniła pułkownika Woodcoka z Armii Brytyjskiej, który wprawdzie do D-Branch nie należał, ale znalazł się w mieszkaniu przypadkiem, w celach towarzyskich.

          Kolejna grupa zamachowców o umówionej godzinie wdarła się do domu przy 119 Moorehampton Road, gdzie zastali porucznika Donalda Lewisa MacLeana w towarzystwie żony i dwóch informatorów, nazwiskiem Smith i Caldow. Porucznik MacLean wymamrotał tylko, że prosi o niezabijanie go w obecności żony, więc zamachowcy wyprowadzili trójkę mężczyzn do sąsiedniej sypialni i tam dokonali egzekucji, przy czym Caldow będący szwagrem porucznika MacLeana przeżył.

          Dosłownie 800 metrów dalej położony był kolejny cel – dom przy 92 Lower Baggot Street. Obecny w nim kapitan Frederick Newberry usłyszał odgłosy forsowania drzwi wejściowych przez napastników i usiłował uciec przez okno. Kule wystrzelone przez Billa Stapletona i Joey Leonarda dosięgły go, gdy wspinał się po ramie okna by wyskoczyć na ulicę.

          Na 38 Upper Mount Street znajdowało się mieszkanie porucznika Petera Amesa i kapitana Georga Bennetta. Obaj zostali błyskawicznie obezwładnieni przez Vinniego Byrne’a kierującego akcją, natychmiast postawieni pod ścianą i zabici strzałami w tył głowy.

          Na 28 Earlsfort Tarrace zamachowcy dopadli sierżanta Johna J Fitzgeralda, syna irlandzkiego katolika z Tippereary. Fitzgerald był już wcześniej na liście najgroźniejszych funkcjonariuszy brytyjskiego wywiadu i już raz usiłowano go zgładzić. Wówczas przeżył mimo postrzału w głowę. Tym razem zabójcy z „The Squad” wpakowali mu w głowę dwie kule. W jego mieszkaniu znaleziono dossier czołowych działaczy ruchu republikańskiego.

          Kolejny oddział IRA kierowany przez Toma Keogh wtargnął do mieszkania w domu przy 22 Lower Mount Street. Zastali tam poruczników Henry Anglissa i Charlesa Peela. Obaj byli szczególnie cennymi i doświadczonymi oficerami wywiadu i obu do udziału w operacji D-Branch ściągnięto z Rosji Sowieckiej. Pierwszy, znany IRA pod nazwiskiem Mahone stał się celem po zabiciu działacza republikańskiego nazwiskiem John Lynch, którego pomylił z szefem sztabu IRA, Liamem Lynchem. Zabito go strzałem z najbliższej odległości, gdy sięgał po broń, z którą nie rozstawał się nawet w łóżku. Porucznik Peel zdołał zabarykadować się w swoim pokoju i uszedł z życiem mimo oddania aż dwunastu strzałów przez drzwi. Gdy osłaniający całą operację oddział nastolatków z Fianna Eireann zameldował o pojawieniu się patrolu „Auxies” zamachowcy natychmiast porzucili zdobycz i zbiegli.

          W domu na 119 Baggot Street trójka zamachowców zabiła kapitana Georga Bagallay, który pracował w roli prokuratora sądu wojskowego. Nie był on ściśle powiązany z D-Branch, ale uznawano go za wyjątkowo skutecznego i bezwzględnego oskarżyciela.

          W Hotelu Gresham na O’Connell Street zamachowcy zabili porucznika Wilde’a i kapitana Patricka Mac Cormacka. Ten zamach okazał się pomyłką, Wilde był spensjonowanym oficerem normalnie pracującym na dyplomatycznej placówce w Hiszpanii, a Mac Cormack był weterynarzem w Armii Brytyjskiej i znalazł się w Dublinie w celu zakupu koni dla Armii.

          Do pomyłki doszło także na Fitzwilliam Square, gdzie zamachowcy rozbroili kapitana Johna Scotta Crawforda z Królewskiego Korpusu Samochodowego. Trzech zamachowców zawahało się, gdyż po upewnieniu się z kim mają do czynienia, nie znalazło jego nazwiska na posiadanej liście celów. Ostatecznie Crawford otrzymał 24 godziny na opuszczenie Irlandii i został puszczony wolno.

          Ostatnim cele ataku był położony przy 91 Lower Leeson Street Eastwood Hotel. Grupa Joe Dolana zawiodła i nie zdołała sforsować drzwi na czas. Gdy brytyjscy oficerowie otwarli ogień przez drzwi i ściany budynku Irlandczycy odpowiedzieli ogniem, ale szybko zrezygnowali z prób wdarcia się do pokoju, prędko uciekając z miejsca zdarzenia. Kolejny z celów operacji, major Frank Carew nie mieszkał już w Hotelu, lecz przeniósł się na kwaterę dosłownie na drugą stronę ulicy. Teraz słysząc strzały dobył własnej broni i przez okno postrzelił jednego z obserwatorów IRA. Po chwili grupka członków IRA posiadająca broń palną zaczęła szturm mieszkania majora Carew, ale w tym samym momencie na scenie pojawił dwuosobowy patrol „Auxies” – Tymczasowi Frank Garniss i Cecil Morris, którzy przystąpili do walki mając w dłoniach rewolwery Webley. Obaj natychmiast zostali zastrzeleni. W sumie operacja okazała się ogromnym sukcesem Oddziału Collinsa, który stracił tylko jednego z zamachowców – Franka Teelinga, który został aresztowany, lecz zbiegł z więzienia, by ostatecznie zginać na szubienicy za inny zamach. Ludziom Collinsa sprzyjało znakomite zaplanowanie zamachu – odbył się on w dniu meczu futbolu gaelickiego pomiędzy drużynami z Dublina i Tippereary, więc ulice pełne były kibiców obficie raczących się piwem i bardzo łatwo było po zakończonym zadaniu „rozpłynąć się” w tłumie. Zamach był jednak dopiero początkiem wydarzeń znanych jako „Krwawa Niedziela”. Gdy władze brytyjskie zrozumiały co się właśnie wydarzyło, postanowiły zareagować i zrobiły to w najgorszy możliwy sposób.


Samochód z członkami "Black and Tans" obok bliskich ofiar masakry na Croke Park koło szpitala Jervis Street.

    Po kilku godzinach konsternacji na stadion Croke Park, gdzie tysiące ludzi oglądało wspomniany mecz nagle wjechały samochody ciężarowe pełne uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy RIC i „Black and Tans”. Po chwili bez ostrzeżenia otwarły ogień do tłumu zabijając na miejscu czternaście osób, w tym gwiazdę drużyny z Dublina, Michaela Hogana. Rannych zostało 65 osób, wiele z nich bardzo ciężko. Późnym popołudniem na terenie Zamku grupa policjantów i Tymczasowych zakatowała na śmierć dwóch przetrzymywanych w tamtejszym areszcie członków IRB Dicka McKee i Peadara Clancy, których los podzielił nie związany z ruchem republikańskim Conor Clune. To, co wydarzyło się 21 listopada 1920 roku było nie tylko szokiem dla opinii publicznej coraz uważniej śledzącej wydarzenia w Irlandii. Było wymownym znakiem tego, że rząd brytyjski nie panuje już nad sytuacją i przede wszystkim, że zaczyna przegrywać w tej wojnie bez aktu wojny. 

          

     


Komentarze

Popularne posty