"Nowy Wspaniały Świat"

 



„Nowy Wspaniały Świat”


 



I.

         Tylko teoretycznie tytuł stanowi nawiązanie do właściwej treści eseju, tylko teoretycznie. Cóż, wybaczcie – jest ten tytuł atrakcyjny i po prostu nie potrafiłem się oprzeć, ale tak w gruncie rzeczy, od 1931 roku Świat zmienił się w takim stopniu, że gdyby tranzytować dzieło Aldousa Huxley’a na czasy nam współczesne zbudowałbym jedynie własnymi przemyśleniami stek archaizmów i niedopowiedzeń. A przede wszystkim bzdur. Jeśli jest coś, co łączy moje dzisiejsze konfesje z myślami Aldousa, to jedynie to, że cel ostateczny bohaterów mojej wypowiedzi jest dość zbieżny z jego wyobrażeniem antyutopijnego świata, który na łamach tej wspaniałej powieści złożył, zwłaszcza w kwestii jego totalnej homogeniczności. Co ważne, dla jednych słowo „totalne” w tym układzie słów i znaczeń oznaczać musi jedynie coś szeroko pojętego, dla mnie jednak, to wciąż słowo będące równoważnikiem całości, przy czym zaznaczyć muszę, że wypowiadanej bez szczególnego apetytu, za to z niezbyt miłymi konotacjami. W każdym razie, do rzeczy.

          Pierwszym, co uderza mnie naprawdę mocno, to poparcie nie tyle Konfederacji, co Grzegorza Brauna i jego otoczenia. Oczywiście – patrząc na sondaż CBOS z 5 grudnia jako główny problem powinna się jawić mi Konfederacja Wolność i Niezawisłość – przy okazji nazwy ugrupowania zorientowałem się wreszcie na co komu patriotyczne koszulki z nazwą podziemia niepodległościowego po 1944 roku – jako ośrodek polityczny posiadający na dzień sondażu poparcie rzędu 14,2 %. Wolę się jednak skupić na tych, którzy nie wdrapali się na podium, a mając do niego wciąż bardzo duży dystans, bardzo cieszą się z tego co mają. Bo mają bardzo wiele, biorąc pod uwagę autentyczne możliwości komunikacji z tak zwanym „Ludem”. Otóż ludzie mistrza od gaśnic mogą z dniem 5 grudnia roku 2025 liczyć w potencjalnych wyborach parlamentarnych na równiutko 8 % poparcia. Drodzy Pąństwo – zapraszam na scenę Konfederację Korony Polskiej. Patrząc na poparcie Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich, mamy do czynienia ze stałą tendencją wzrostową, bo przecież już wtedy jego wynik zawstydził ośrodki badawcze opinii publicznej. Nie ma zatem najmniejszych powodów, by nie wierzyć w to, że 8 % uprawnionych do głosowania Polaków gotowych jest zaufać kretynowi ganiającemu po Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej z odbezpieczoną gaśnicą tylko po to, by pokazać jak bardzo nienawidzi Żydów. Oczywiście, właściwie każdy potencjalny czytelnik powinien zwrócić mi w tym momencie uwagę na fakt, że Berkowicz od tej drugiej Konfederacji zrobił z siebie jeszcze większego kretyna usiłując okraść sieć handlową IKEA z patelni, ale w tym pojedynku na głupotę, Braun od dawna punktował znacznie lepiej i nawet patelnia Berkowicza nie daje mu obecnie szansy na jakiekolwiek „Pole Position”. Nawet ostatnie tyleż ostentacyjne, co tradycyjne w tym środowisku porównanie Unii Europejskiej do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich nie może Berkowicza dźwignąć w tym wyścigu na nonsens, bo Braun przebija go o dwie długości żądaniem przed Sądem RP wykluczenia z orzekania w jego własnej sprawie Neo-Sędziego na podstawie orzeczeń Sądownictwa Europejskiego. Z tych wszystkich eskapad w intelektualne nieznane nikt jednak nie wyjdzie obronną ręką – ma tutaj na myśli wszystkich pozostałych wyborców, będących przy okazji mieszkańcami „tej ziemi”, którym być może i z wrażenia dech zaparło, ale będą się przede wszystkim musieli liczyć podobnym efektem kolejnego dnia po następnych – wcale tak nieodległych – wyborach parlamentarnych. Dlaczego? To chyba zupełnie oczywiste, z powodu wzajemnego wyścigu obu Konfederacji, czyli jak najszybszego wyłączenia Polski z Unii Europejskiej. To, co dziś brzmi jak żart, jak dziwaczna groteska w gruncie rzeczy bardzo szybko może się zmienić w trwałą rzeczywistość. Przecież wszyscy doskonale wiemy, jak zakończyło się referendum w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii…

 

          Wszystko płynie i nic nie stoi w miejscu…”

 

          Jakże regularnie brakuje tak elementarnego poczucia niestałości i niestabilności własnej egzystencji? Jak bardzo niesamowicie z wysokości własnej egzystencji sprzedaje się własną przyszłość nie rozumiejąc zupełnie, że w dobie liberalnej demokracji nie tylko my sami decydujemy o sobie i o własnej przyszłości? Czy wy, ludzie sukcesu w rzeczywistości Polski w strukturach Unii Europejskiej przestaliście rozumieć, że każdy żyjący poniżej waszego poziomu jest potencjalnym odbiorcą propagandy obu Konfederacji? Jesteście aż tak pewni swej codzienności i jej niezmienności? No to życzę powodzenia…

 

II.

          Skąd się biorą miłośnicy owych intelektualnych potworków, z których każdy z nas mógłby się śmiać, gdyby nie fakt, że już nie ma się w sumie czego śmiać? Nie dociera do nikogo, że owe 6,2 % Braunowych wyborców z wyborów prezydenckich, a obecnie już nawet 8% to wasi sąsiedzi, często ludzie, z którymi na co dzień rozmawianie, albo inaczej – ludzie którym dajecie pracę i utrzymanie zarazem? No tak się to jakoś składa, że tylko jedna trzecia wyborców Brauna ma wyższe wykształcenie, co zresztą jako definicja jest w polskich realiach dość trudne do uchwycenia. Teraz ma się wyższe wykształcenie kończąc Wyższą Akademię Chuj Wie Jakich Umiejętności Manualnych i tytuł uzyskany w takiej uczelni z Kielc, Poronina, czy innych Siedlec ma dokładnie takie samo znaczenie jak ukończenie UAM w Poznaniu, czy Jagiellonki w Krakowie. Jeśli absolwenci Tych ostatnich nagle teraz poczuli się słabiej, to trudno – tym gorzej dla nich. W rzeczywistości, w której każdy potencjalny magister (lub częściej licencjat) jest debilem, wypada zadać sobie pytanie, czy to, aby na pewno podstawa góry lodowej, która staje nam na drodze, niby „Titanicowi” w swoim czasie….

          Problem jest bardziej skomplikowany i nie bardzo chodzi w nim o to, że ma braunystów głosować chcą głównie mężczyźni, w wieku powyżej 39 lat, o podstawowym lub w mniejszym stopniu średnim wykształceniu. Problem polega na tym, że wy – ludzie sukcesu - zapominacie o tym, że ludzi w grupie tych, którzy musieli ratować się pracą za granicą (a w tej grupie poparcie dla obu Konfederacji jest naprawdę duże), lub ci, których emerytura dziś zeżarta jest i zepsuta przez hiperinflację przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, jest dostatecznie duży rezerwuar frustratów gotowych uwierzyć nawet w bzdury o światowej radzie Żydów, tudzież innych teoriach spiskowych o sterowaniu zewnętrznym ich wiecznie niedopranej i nieumytej niedoli? Oczywiście warto zauważyć w tym momencie prosty fakt – jak wielu Polaków na co dzień żyjących z pieniędzy zarobionych na owym pedalskim i imigranckim „Zachodzie” będzie korzystało ze swych praw wyborczych na przekór wam – sytym kotom kapitalizmu? Tak! Dla każdego frustrata bez wykształcenia każdy człowiek żyjący szczęśliwie w znaczeniu bez pism od komornika, a nawet bez dolegliwości konieczności brania pożyczki w celu spędzenia wakacji „All Inclusive” w Tunezji, czy tam innej Albanii jest automatycznie nowym wrogiem klasowym. Oto cały sekret dzisiejszej tak zwanej „prawicy” – ich egzystencja w rzeczywistym świecie Polski XXI wieku polega na powrocie do starych komunistycznych dogmatów o walce klas. Tylko ozdobionych tak dziwacznym ornamentem nazewnictwa, że dla tych na wpół wykształconych ludków pozbawionych elementarnej umiejętności rozumienia otaczającej ich rzeczywistości pięknie się ową walkę klas ukrywa. Zaprawdę powiadam wam, nawet najbardziej jezusowy spośród współczesnych socjalistów - czyli Adrian Zandberg - powinien się uczyć, bo najwyraźniej nie bardzo ogarnia, że ktoś mu idee podbiera…

 

          III.

          To w sumie smutne jest, bo nie musze ani słowem odzywać się na temat tego, jak może wyglądać ów „Nowy Wspaniały Świat” po wyborach, w których na sztandarach zaprzeczenia i głupoty zaznaczy się zwycięstwo frustratów i kretynów bez szkoły. Często zresztą plujących na ten „Zgniły Zachód”, w którym żyją i pracują – choć ktoś musi być przecież tragarzem na lotnisku, lub technikiem/operatorem urządzeń konserwacji powierzchni płaskich. Tak, czy owak łatwo ich rozpoznać – są aktywni w internecie, chętnie poruszając sprawy dotyczące kwestii stosunków międzynarodowych, w których jednak nie czują się jak ryby w wodzie, delikatnie rzecz ujmując. Przede wszystkim jednak są bardzo zaangażowani we wsparcie zupełnie obcych im zewnętrznych sił w rodzaju MAGA i Donalda Trumpa. Reszta jest milczeniem – skoro cały cywilizowany świat nienawidzi Rosji za agresję na Ukrainę należy wybadać poziom frustracji społeczeństwa twierdząc, że to właściwie Ukraińców. Ten etap mamy już za sobą. Potem należy spotęgować niechęć do zaatakowanych w związku z historią sprzed siedmiu dekad, bo przecież mowa o potencjalnych wyborcach, którzy mają za złe całemu światu, że jak dotychczas nikt im w niczym nie pomagał. Wreszcie postawić się dominującej kaście społecznej potęgując konflikt wewnątrz społeczny, który już wcześniej nazwałem neo-walką klas. Metody stare jak świat, a wy wciąż dajecie się na łapać…

          Jeśli jeszcze mi nie wierzycie na słowo, pragnę przekonać was ostatnim dowodem w sprawie – jeśli słowo „dowód” cokolwiek może dziś znaczyć – przypominając wam wszystkim zainteresowanym z kim właściwie macie do czynienia. W wyborach w 2005 roku, kiedy to doszło do bezpośredniej konfrontacji dwóch „demonów” współczesnego polskiego systemu politycznego, czyli Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, na co tak chętnie powołują się politycy różnorakich „trzecich dróg” w pierwszej turze wzięło udział 49,74 % uprawnionych do głosowania. O wynikach drugiej tury zdecydowało 50,99 % posiadających prawa wyborcze Polaków. Dziś wygląda to inaczej – o aktywności politycznej tej, czy innej osoby bynajmniej nie decyduje sposób życia, czy aktualna sytuacja socjalna w ogóle. O tym, czy się jest „w polityce” decyduje Facebook, X, a czasami nawet Tik Tok, więc dlatego właśnie ludzie, którzy jeszcze dwadzieścia lat temu w wybory postanowili iść na piwo, ewentualnie wpierdolić żonie, teraz nagle czują się osobami o zdefiniowanych poglądach. Przecież ich prymitywnych stereotypów i nostalgii ktoś potrzebuje….

Komentarze

  1. Mocne i dosadne. Niestety to będzie postępować dalej, gdyż w Polsce kapitał polityczny zbija się na podziałach i antagonizowaniu. Wtedy następuje aktywacja instynktu stadnego i skuteczne stłumienie resztek zdrowego rozsądku, który każdy, nawet niezbyt wyedukowany człowiek - powinien posiadać. Od lat obserwuję polską scenę polityczna i wbrew wszystkiemu nadal wierzę, że kiedys pojawi się "mąż stanu", który da nam cel jako narodowi a nie pokaże tylko kolejnego wroga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty