„I nikt nie wyszedł stąd żywy…” Dzieje Kwestii Irlandzkiej Część II - „Wind That Shakes the Barley”

 


„I nikt nie wyszedł stąd żywy…”

Dzieje Kwestii Irlandzkiej

undefined

 

„Wind That Shakes the Barley”

 

Konstytucjonaliści i Rewolucjoniści

         Dążenie do samostanowienia i wolności nie objawiało się wyłącznie w działaniach rewolucyjnych, w duchu walki zbrojnej. Klęska powstania IRB uzmysłowiła wielu działaczom i szeregowym członkom ruchu republikańskiego, jak w istocie niewielkie szanse na powodzenie ma nawet najlepiej zorganizowany zbrojny zryw. Nie wystarczyło poświęcenie i odwaga, trzeba było jeszcze wytrwałości. Obraz to wielce charakterystyczny dla ruchów rewolucyjnych o charakterze narodowym w drugiej połowie XIX wieku – przejście od spiskowania i walki zbrojnej, na rzecz budowy politycznych podstaw, do uzyskania koncesji ze strony dominanta poprzez działanie w przestrzeni politycznej, określonej jego własnymi zasadami. Wydawać się może, że na pozór działacze irlandzcy mieli w takiej przestrzeni znacznie łatwiejsze zadanie niż na przykład patrioci polscy – Wielka Brytania była wszak państwem o dalece bardziej liberalnym systemie politycznym niż monarchie zaborcze pilnujące trwałości podziału ziem polskich między siebie. Nic bardziej mylnego – brytyjski parlamentaryzm był ostoją interesów klas posiadających, a rywalizacja dwóch ówcześnie wiodących partii – liberałów i konserwatystów opierała się wyłącznie na ustalaniu sposobów dbania o interesy arystokracji i wielkiego biznesu. Wiemy przecież, jak dalece różniły się interesy irlandzkiej arystokracji – w znacznej mierze utożsamiającej się z brytyjskim systemem politycznym – od interesów szerokich mas społecznych. Idea irlandzkiej „Home Rule” była próbą zdobycia jeszcze większych wpływów arystokracji i posiadaczy ziemskich na życie Irlandii, niekoniecznie jednak musiała prowadzić do poprawy sytuacji życiowej decydującej większości Irlandczyków. Po raz pierwszy jednak w historii brytyjskiego parlamentu grupa jego członków wybranych głosami irlandzkich wyborców zorganizowała się i rozpoczęła jawną, opartą na parlamentarnej obstrukcji walkę o autonomię „Szmaragdowej Wyspy”. Liga Home Rule („Home Rule League”) postawiła sobie za cel nie tylko ustalenie zasad autonomii wyspy, ale także równie ambitne zadanie w postaci likwidacji tak zwanego „Kościoła Irlandzkiego” – ostoi duchowej władzy Brytyjczyków w Irlandii. Co ciekawe, początkowo gros działaczy partii stanowili reprezentanci arystokracji i wyższej klasy średniej, w dużej mierze związanej właśnie z nurtem anglikańskim, niemniej jednak pod przywództwem Charlesa Stewarta Parnell Home Rule League zdecydowanie walczyła z podziałem na gruncie religijnym, choć sam Parnell był zadeklarowanym protestantem. W krótkim czasie partia rozgromiła konkurencyjne parlamentarne ośrodki polityczne i stała się największą siłą parlamentu brytyjskiego związaną z Irlandią. W 1882 roku Parnell przeforsował zmianę nazwy partii, na „Irish Parlamentary Party” – Irlandzką Partię Parlamentarną – aby jeszcze bardziej wzmocnić żywioł irlandzki, aspirujący do samostanowienia i jednocześnie, do przechwycenia władzy nad Irlandią w perspektywie uzyskania „Home Rule”. W gruncie rzeczy ruch Butta, a później Parnell’a mógł egzystować wyłącznie dzięki rywalizacji brytyjskich konserwatystów i liberałów – był w rękach tych ostatnich zręcznym narzędziem, do podcinania pozycji konserwatystów z Irlandii. Szczególnie chętnie z tego narzędzia korzystał Lord Gladstone, czołowy liberał i wyśmienity parlamentarny taktyk. Chętnie poparł ideę likwidacji oddzielnego Kościoła Irlandzkiego, oraz zdobył się nawet na skonstruowanie ustawy osłaniającej irlandzkich dzierżawców przed samowolą landlordów, wspierając tych pierwszych funduszami państwowymi, służącymi do udzielania im długoterminowych pożyczek (na 35 lat przy 5 % odsetek) w celu umożliwienia im zakupu ziemi. Ustawa z roku 1870 zaledwie rozpoczynała proces zmiany stosunków ziemskich w Irlandii i choć kolejne akty prawne przez następne dekady przedstawiane były jako sukcesy irlandzkiego ruchu „Home Rule” w rzeczywistości proces przemian był przeraźliwie powolny i często bolesny, ale nade wszystko był dzieckiem liberalnych gabinetów w Londynie, w znacznie mniejszym stopniu zaś efektem starań parlamentarzystów skupionych wokół Parnell’a. Trzeba bowiem zrozumieć, że owszem – o ile w 1870 roku zaledwie 3 % irlandzkich chłopów uprawiało własną ziemię, a w początkach lat dwudziestych XX wieku stosunek ten odwrócił się całkowicie, gdyż już tylko 3 % ziemi pozostawało w ręku landlordów, to zjawisko to spowodowane było gigantyczną falą emigracji, która w ciągu pięciu dekad doprowadziła do rozładowania zjawiska bezrobocia agrarnego i umożliwiło pojawienie się nowoczesnej formy rolnictwa w postaci średniej wielkości, wielotowarowych gospodarstw rolnych, zdolnych do samodzielnego funkcjonowania w świecie rozwiniętej wymiany pieniężnej. Zaangażowanie Parnell’a w konflikt pomiędzy dzierżawcami, a właścicielami ziemskimi miał w gruncie rzeczy bardzo niszczący wpływ na partię, którą kierował, głównie z powodu radykalizmu żądań czołowych działaczy partii, orientujących się teraz politycznie zdecydowanie bardziej „na lewo” od swego głównego sojusznika – Gladstone’a. Ten ostatni nie zawahał się doprowadzić do uwięzienia czołowych polityków partii z powodu „sabotowania Lands Act”, które wprowadzał w życie. Ta nauczka spowodowała jednak nieoczekiwane przez brytyjskich liberałów następstwa – Parnell zrozumiał, że jego cel nadrzędny w postaci implementowania upragnionej „Home Rule” nie będzie nigdy możliwy bez szerokiego poparcia mas społecznych Irlandii. Parnell w 1882 roku przebudował struktury swego zaplecza politycznego opierając się jawnie na sojuszu Kościoła Katolickiego i tak zwanej „Land League”, walczącej o sprawiedliwe stosunki własnościowe na irlandzkiej wsi. Tak powstała INL – Irish National League, która zyskała sympatię zdecydowanej większości Irlandczyków nastawionych na działania środkami politycznymi. Prąc w stronę „Home Rule” Parnell natrafił jednak na opór znacznej części liberałów i dostrzegając kres możliwości w kwestii współpracy z Gladstonem doprowadził do kryzysu rządowego dokonując teraz wolty i stając ramię w ramię z konserwatystami. Po upadku rządu Gladstone’a i sformowaniu gabinetu Lorda Sallisbury Parnell stał na czele poważnej siły w parlamencie dzięki ustawie z 1884 roku, regulującej prawo wyborcze, co zwiększyło ilość posiadających prawo wyborcze w Irlandii z 220 000 do około 500 000. W wyborach w 1885 roku partia Parnell’a zdobyła aż 85 mandatów, w tym dzięki głosom diaspory także mandaty w Liverpoolu i w Glasgow. Mając 85 mandatów Parnell stawał się niezwykle istotnym czynnikiem na brytyjskiej scenie politycznej, gdyż liberałowie zdobyli 335 mandatów, a konserwatyści 249. To Parnell zatem decydował o tym, kto dysponuje większością pozwalająca sformować gabinet.


Charles Stewart Parnell 

          Natychmiast po wyborach Gladstone pragnąc zdobyć przewagę nagle zadeklarował swoje poparcie dla idei „Home Rule” i postanowił przeprowadzić ustawę przez parlament, co samo w sobie było wielkim sukcesem Parnell’a. Mimo zaangażowania czołowej postaci brytyjskiego ruchu liberalnego ustawa o „Home Rule” przepadła w parlamencie w czasie głosowania w początkach 1886 roku stosunkiem 341 do 311 głosów. Okazana w ten sposób po raz pierwszy przez rząd królewski zdolność do wyjścia naprzeciw oczekiwaniom ruchu Parnell’a zakończyła się zachowaniem Status Quo, ale doprowadziła do głębokiego zaniepokojenia wśród środowisk lojalistycznie usposobionych mieszkańców Ulsteru, będących w znacznej większości protestantami i prezbiterianami, niechętnymi wizji politycznej dominacji katolików z Południa. Sprawa stanęła w miejscu, gdyż porażka w głosowaniu odsłoniła kolejny raz głębokie pęknięcia w strukturze partii liberalnej, co doprowadził zresztą do przedterminowych wyborów w lipcu 1886 roku, w efekcie których Parnell utrzymał wprawdzie stan posiadania, ale władzę przejęła partia konserwatywna znajdując sojusznika w postaci przeciwnych „Home Rule” działaczy partii liberalnej z Ulsteru. W 1890 roku nieco bezradny Gladstone zdecydowany był porozumieć się z Parnellem, aby odzyskać władzę, ale nieoczekiwanie wybuchł skandal obyczajowy z udziałem tego ostatniego – okazało się, że lider autonomistów utrzymuje nieformalny związek z mężatką. Po upublicznieniu tego faktu Gladstone zakomunikował, że ponownie przeprowadzi głosowanie nad „Home Rule”, pod warunkiem, wszakże rezygnacji przez skompromitowanego Parnell’a przywództwa w partii. Ten odmówił. W konsekwencji w łonie partii autonomistów doszło do głębokiego podziału, który skutkował rozpadem organizacji na dwie samodzielne partie – kierowaną przez Redmonda Irish National League, oraz opozycyjną z uwagi na postać Parnell’a Irish National Federation pod rządami Johna Dillona. Podział ruchu nie wyszedł mu na dobre, prowadząc w krótkim czasie do osłabienia pozycji na brytyjskiej scenie politycznej. Skandal nie oznaczał końca politycznej kariery samego Parnell’a, gdyż co zaskakujące zyskał on nagle poparcie zwolenników ruchu republikańskiego (IRB), którzy od dłuższego czasu poszukiwali nowych dróg na wyjście z impasu, w którym organizacja znalazła się po porażce rewolucji 1867 roku. Parnell zmarł w październiku 1891 roku, a jego następcom bardzo trudno było na nowo zorganizować się pod jednolitym przywództwem, choć zyskanie wsparcia ze strony republikanów dla idei Home Rule nieoczekiwanie wzmocniło poparcie dla autonomistów bez względu na to, ile partii reprezentowało ideę. Walczący o odzyskanie władzy Gladstone kolejny raz zdecydował się użyć karty „Home Rule” w 1893 roku i tym razem udało się przeforsować ją w Izbie Gmin stosunkiem głosów 301 do 267. Gdy autonomia była już tak blisko wystraszeni nie na żarty zwolennicy starego porządku wykorzystali ogromne wpływy w Izbie Lordów, która gigantyczną większością głosów (419 do 47) zablokowała „Second Home Rule”. Klęska doprowadziła do nowych podziałów, jednocześnie kończąc wielką karierę Gladstone’a, który odszedł z polityki w 1894 roku. Aż do 1905 roku władzę sprawowali konserwatyści, którzy nie byli absolutnie skłonni dyskutować o irlandzkiej autonomii.


John Redmond 

          Co gorsza, powrót do władzy liberałów w 1905 roku nie wnosił niczego do sprawy – partia miała teraz innych od Irlandczyków sojuszników i nie była już zależna od ich poparcia. Dopiero porażka liberałów w wyborach 1910 roku skłoniła ich ówczesnego lidera, H.H. Asquitha do ponownego poszukania sojuszu z autonomistami. W efekcie długich rozmów poparli oni mniejszościowy rząd Asquitha obok reprezentantów skrajnie na lewo usytułowanego ugrupowania Partii Pracy, dzięki czemu Asquith mógł zacząć realizować zupełnie nową politykę podatkową mającą na celu zbudowanie szeregu osłon socjalnych dla szerokich mas społecznych Zjednoczonego Królestwa. Ponownie jednak premier Wielkiej Brytanii musiał zgodzić się na próbę przeforsowania „Home Rule”, aby jednak zwiększyć szanse na powodzenie Asquith jako niezwykle zręczny polityk postanowił ograniczyć rolę Izby Lordów poprzez odebranie jej szeregu prerogatyw, w tym prawa veta w kwestiach finansów publicznych. Ten manewr pozwolił premierowi i Redmondowi na przeforsowanie w 1912 roku ustawy o powołaniu w 1914 roku rządu irlandzkiego, co całkowicie spełniało polityczne ambicje autonomistów. Po dekadach walki politycznej John Edward Redmond zdawał się osiągnąć właśnie cel najwyższy, mając jednocześnie niezwykle silne poparcie nie tylko wśród tradycyjnej bazy wyborczej ruchu, ale także wśród znakomitej większości członków organizacji republikańskich. Autonomiści nie dostrzegali przy tym, jak delikatna jest sytuacja i jak wielkie i silne namiętności rozpętują.

          W odpowiedzi na ustanowienie ustawy „Home Rule” natychmiast, bo w 1913 roku podniosła głowy potężna opozycja w postaci ruchu unionistów mającego tradycyjnie najsilniejsze poparcie w Ulsterze. Unioniści nie cofnęli się nawet przed powołaniem do życia milicji nazwanej „Ochotnikami Ulsterskimi” (Ulster Volunteers). W odpowiedzi na ten akt kontestacji zasad „Home Rule” organizacje nacjonalistyczne opierające się przede wszystkim na nurcie republikańskim powołały alternatywną organizację mającą bronić „Home Rule”, nazwaną „Ochotnikami Irlandzkimi” – Irish Volunteers - którzy w ciągu roku zaledwie wyrośli na siłę zrzeszająca 180 000 członków. Redmond autentycznie przerażony teraz gwałtownym konfliktem i przede wszystkim brakiem kontroli nad republikańską większością członków organizacji „Ochotników” w szybkim tempie porozumiał się z umiarkowaną większością władz IRB i tym samym przejął kontrolę nad władzami Irish Volunteers, obsadzając jej struktury działaczami własnej partii. Wydarzenia te były w istocie klęską Redmonda, gdyż w obliczu tak radykalnych sił nastawionych w ostateczności nawet na walkę zbrojną nie widział on możliwości ukonstytuowania autonomicznego rządu na wyspie. Nie widział go także rząd liberałów, który z westchnieniem ulgi w kwestii irlandzkiej przyjął wybuch I Wojny Światowej, gdyż pozwoliło to odłożyć na później realizację ustawy „Home Rule”. Decyzja o zawieszeniu realizacji „Home Rule” na czas po zakończeniu wojny wydawała się salomonowym rozwiązaniem, ale tylko przez krótką chwilę – dla Redmonda dość szybko okazała się osobistą klęską, gdyż wojna miała okazać się znacznie dłuższa niż ktokolwiek zakładał. Już na jesieni 1914 roku wiadomym było, że impas na frontach wojny nie służy sprawie autonomistów. Tysiące działaczy republikańskich poczuło się zawiedzionych, a dawna idea zakładająca, że każdy międzynarodowy kryzys wikłający Wielką Brytanię w sprawy kontynentu automatycznie staje się szansą dla sprawy irlandzkiej niepodległości. Jeszcze przed wybuchem wojny dla wielu działaczy pochodzących ze struktur związanych z IRB stało się jasne, że w najlepszym razie ustanowienie autonomii doprowadzi do podziału wyspy, w żaden sposób nie przybliżając republikanów do ich celu, czyli do niepodległości. Ludzie ci nie dysponowali w żadnym razie poparciem większości członków ruchu republikańskiego, gdzie wokół Arthura Griffitha gromadziła się nastawiona proautonomicznie umiarkowana większość. Byli jednak zdecydowani wrócić na ścieżkę walki zbrojnej odrzucając możliwość kroczenia drogą „długiego marszu”. Tym, co wyróżniało tych ludzi był poza rewolucyjnym wigorem także zdecydowany zwrot na lewo w kwestiach związanych z polityką wewnętrzną, czyli tym, jak w ich ocenie miała wyglądać Irlandia Niepodległa. Dużo bliżej było im do brytyjskiej Partii Pracy, niż do Liberałów, a niemała część najbardziej radykalnych działaczy czerpała natchnienie z prac marksistów.


Patrick Pearse

          Nie powinno to dziwić, gdyż owo „rozładowanie niepięć” związanych z kwestią prawa własności ziemskiej implikowało jednocześnie powstanie kwestii związanej z rozbudową klasy robotniczej, żyjącej w miastach, które przeżyły w tym okresie burzliwy rozwój, kosztem jednak niewiarygodnych wprost wyrzeczeń najniższych klas społecznych. Dość powiedzieć, że w 1903 roku w Irlandii zmarło 142 noworodków na każde 1000 narodzin. Przekraczało to ówczesną średnią Zjednoczonego Królestwa trzykrotnie i pozostawało tragicznym świadectwem panującej wciąż na wyspie biedy. Warunki bytowe robotników irlandzkich pozostawały katastrofalne i kryzys demograficzny zapoczątkowany „Wielkim Głodem” trwał w najlepsze. W efekcie, gdy Redmond biorąc pod uwagę wszystkie „za i przeciw” zdecydował się wezwać „Irlandzkich Ochotników” do poparcia brytyjskiego wysiłku wojennego pragnąc ratować wprowadzenie „Home Rule” po zakończeniu wojny około 140 000 Irlandczyków odpowiedziało na apel pozytywnie zasilając ochotniczo szeregi brytyjskiej armii. Około 10 000 ludzi odrzuciło jednak apel, organizując się w struktury Wielkiej Brytanii nieprzychylne i decydując się jawną opozycję wobec polityki królewskiego rządu. Oczywiście, z natury rzeczy wybuch wojny jeszcze bardziej scementował ruch unionistów ulsterskich, którzy w jeszcze większym stopniu poparli rząd i tysiącami zgłaszali się służby w armii. O zaangażowaniu unionistów i autonomistów najlepiej mówi fakt, że jednym z ostatnich poległych w wojnie żołnierzy brytyjskich był irlandzkiej narodowości ochotnik, który w chwili śmierci miał zaledwie czternaście lat.

          Gdy tysiące irlandzkich ochotników wyruszyło na wojnę w łonie IRB bardzo szybko pojawiła się niewielka zrazu grupa działaczy postulujących insurekcję w oparciu o niemiecką pomoc militarną. Fakt uwikłania Wielkiej Brytanii w długi i krwawy konflikt w oczywisty sposób implikował w ich sercach zasadę głoszącą, że „wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem” i choć w oczywisty sposób działania mające na celu prowadzenie walki zbrojnej u boku Niemiec przeciw Rządowi Królewskiemu w celu zdobycia niepodległości pachniały z daleka zdradą (Irlandia bądź co bądź pozostawała częścią Zjednoczonego Królestwa), to jednak niemała część działaczy IRB dostrzegała w tym szansę na szybkie wybicie się na niepodległość. Doprowadziło to, do utworzenia zakonspirowanej struktury w łonie IRB, która ogłosiła się „Radą Wojskową”, a w której pierwsze skrzypce odgrywali Tom Clarke i Sean Mac Diarmada. Ich najbliższymi współpracownikami byli Patrick Pearse, Michael O’Rahilly, Joseph Plunkett i Bulmer Hobson. Coś, co wydawało się jedynie fantazjami grupki zapaleńców zmaterializowało się w maju 1915 roku w poważny spisek, gdyż wymienione grono radykalnych działaczy IRB zdołało pozyskać wsparcie szefa sztabu Irlandzkich Ochotników, Eoinna McNeilla, który jednak zastrzegł potencjalne wsparcie powstania od posiadania realnych szans na sukces, czyli de facto od niemieckiej pomocy, oraz od brytyjskiej próby likwidacji organizacji i prób wprowadzenia przymusowego poboru w Irlandii. Jak się wydaje, McNeill nie wierzył w realną pomoc Niemiec i perspektywa zbrojnej irredenty była w jego oczach ewentualnością odległą i ostateczną, nie był też w zasadniczy sposób wprowadzany przez rewolucjonistów w nabierające coraz wyraźniejszych ram plany powstańcze. Przede wszystkim w ścisłej tajemnicy trzymano przed szefostwem Ochotników i całej IRB próby zorganizowania niemieckiej pomocy, której podjął się znany ówcześnie sir Roger Casement, który wraz z Johnem Devoy wyjechał w tej sprawie do Niemiec. Nie był to pierwszy raz, gdy próbowano w szeregach nacjonalistów rozgrywać kartę niemiecką – tuż przed wybuchem wojny Ochotnicy Irlandzcy zakupili w Niemczech partię broni, która udało się do Irlandii przeszmuglować. Wprawdzie niewielkie fundusze, które w tym celu wydatkowano nie pozwoliły na realne zabezpieczenie zapotrzebowania na broń w przede dniu przewidywanej rozprawy z unionistami (którzy dla odmiany byli w stanie zakupić wielokrotnie więcej broni i posiadali dużo lepiej zorganizowane struktury), ale zapoczątkowano w ten sposób funkcjonowanie nieformalnego sojuszu irlandzcy nacjonaliści – niemiecki wywiad wojskowy. Dla Berlina rzecz jasna perspektywa wywołania irlandzkiej irredenty w warunkach wojny była nie lada gratką, więc misja Casementa spotkała się z przychylnym republikańskim planom przyjęciem. Choć w rzeczywistości niemiecki wywiad nigdy nie obiecał republikanom zbyt wiele, ci ostatni zachęceni wizją niemieckiej pomocy zaczęli snuć coraz bardziej dalekosiężne plany nie wykluczając nawet niemieckiej inwazji na Irlandię. Oczywiste jest, że w warunkach Wielkiej Wojny było to niemożliwe, mimo wszystko Casement snuł plany utworzenia u boku Niemiec ochotniczej brygady irlandzkiej rekrutowanej z jeńców narodowości irlandzkiej. Pod koniec 1915 roku działacze IRB zdecydowani na wybuch powstania zyskali sojusznika na irlandzkiej ziemi – niewielką organizację nazywająca się „Irish Citizen Army” (Irlandzka Armia Obywatelska), która wyłoniła się z irlandzkiego ruchu związkowego, na którego czele stał niezłomny James „Big Jim” Larkin. Obok ICA akces do powstania zgłosiła także mała „Fianna Eireann” (Żołnierze Irlandii), która mając równie lewicowy charakter rekrutowała się przede wszystkim spośród młodzieżówek istniejących przy ruchu związkowym. Na czele lewicy irlandzkiej stali wówczas Bulmer Hobson, Hrabina Markiewicz i James Connolly. Devoy w początkach 1916 roku dysponował kwotą około 100 000 dolarów przesłanych mu z za oceanu, a zebranych wśród członków Clan na Gaell i był w stanie opłacić częściowo zakupy poważniejszej partii broni. W tych okolicznościach i przy niemieckiej zachęcie Najwyższa Rada Wojskowa IRB zdecydowała się na wybuch powstania w Wielkanoc 1916 roku. O planowanej dacie wybuchu powstania powiadomiono Casementa, instruując go, że musi najdalej do Wielkiego Piątku 1916 roku zaplanować i zrealizować przerzut broni z Niemiec. Karty zostały zatem rozdane.

 

Powstanie Wielkanocne

          Mimo, że McNeill pozostawał sceptyczny wobec perspektywy otwartej walki zbrojnej pod naciskiem Pearse’a i Connolly’ego spiskowcy w łonie IRB podjęli ostatnie przygotowania do wybuchu powstania. W głębi ducha wiedzieli oni, że McNeill nie poprze powstania, więc do końca działali za jego plecami. Wiedząc o wyjściu w morze niemieckiego statku s/s „Libau” z ładunkiem dwudziestu tysięcy karabinów i zapasem amunicji na pokładzie w dniu 9 kwietnia 1916 roku Pearse wezwał poufnymi kanałami szefów lokalnych struktur Irlandzkich Ochotników (bez wyjątku członków IRB) na przygotowanie marszy i parad w niedzielę wielkanocną. Było to nic innego, jak zakodowane wezwanie do rozpoczęcia powstania. 19 kwietnia pracujący dla rządu członek założonej w 1905 roku niedużej republikańskiej i socjaldemokratycznej partii nazywającej się „Sinn Fein” nazwiskiem Thomas Kelly opublikował dokument, który jakoby „wyciekł” z Dublinskiego Zamku, a który zakładał aresztowanie i internowanie czołowych przywódców irlandzkich organizacji i partii. Brytyjczycy natychmiast zdystansowali się od tych bombastycznych doniesień, ale McNeill natychmiast skontaktował się z szefostwem spisku i zadeklarował akces IRB do powstania. Wkrótce jednak wraz z Hobsonem zorientował się, że dokument był falsyfikatem, mającym na celu przyciągnięcie do powstania ich samych i rzeszy członków IRB nastawionych negatywnie do pomysłu walki zbrojnej. Obaj natychmiast przeszli do działania cofając swoje poparcie dla wybuchu powstania i usiłując zablokować już wydane przez Pearse’a i Conolly’ego rozkazy mobilizacji członków ruchu republikańskiego. Sam Hobson został zresztą aresztowany przez spiskowców i w chwili wybuchu walk przebywał „w areszcie”. Działania Hobsona i McNeilla miały ten skutek, że zdezorientowały większość szeregowych działaczy, którzy w wyznaczonej chwili nie zdecydowali się na przyłączenie do powstania. Sprawy komplikowały się coraz bardziej, bo ucharakteryzowany na norweski „Aud” s/s „Libau” pojawił się w umówionym miejscu u brzegów Irlandii już 21 kwietnia, wcześniej niż zakładano w kręgu spiskowców. Gdy statek stanął na kotwicy przy brzegach Kerry na plaży nie pojawił się zatem nikt, kto mógłby z ramienia powstańców broń odebrać. Co gorsza, władze brytyjskie wiedziały o całej imprezie dzięki pracy wywiadu wojskowego, który wówczas dość swobodnie czytał niemieckie szyfry, więc kariera s/s „Libau” zakończyła się przechwyceniem statku przez Royal Navy. Kapitan jednostki widząc brytyjskie okręty wojenne dokonał samozatopienia jednostki, co ostatecznie zakończyło projekt. Równie ciężkim ciosem dla sprawy było aresztowanie sir Rogera Casementa pod zarzutem zdrady przez policję wkrótce po jego wylądowaniu na plaży Banna w Irlandii z pokładu niemieckiego okrętu podwodnego U 19. Wszystkie te wydarzenia spowodowały ponowne zebranie Rady Wojskowej IRB w niedzielę 23 kwietnia. Mimo hiobowych wieści dotyczących przepadku broni i aresztowania Casementa Rada postanowiła o poranku rozpocząć powstanie. Ustalono, że w chwili wybuchu powstania proklamowana zostanie Republika Irlandzka z Patrickiem Pearse jako jej Prezydentem i jednocześnie Naczelnym Dowódcą Irish Volunteers i ICA występującym jako Armia Republiki Irlandzkiej. Na czele sił powstańczych w Dublinie stanąć miał Connolly.


Tekst "Poblacht Na H Eireann" - proklamacja republiki

          O poranku nieliczni przechodnie w centrum Dublina stali się zatem mimowolnymi świadkami wielkich wydarzeń – gdy grupki częściowo tylko umundurowanych i uzbrojonych członków sprzysiężenia wybiegły na ulicę Dublina i zaczęły zajmować kolejne budynki użyteczności publicznej wywieszając na nich zielono biało pomarańczowe flagi republiki, Pearse w otoczeniu grupki najbliższych współpracowników przed frontem zajętego właśnie Głównego Gmachu Poczty (GPO) odczytał proklamację powstania Republiki Irlandzkiej. Treść proklamacji została natychmiast poniesiona dalej, przez transmisję radiową z właśnie zajętej miejskiej stacji telegrafu oraz przez chłopców trudniących się kolportażem gazet, którym wręczono do rozniesienia ulotki zawierające treść aktu. Do powstania stanęło około 1200 ludzi, później przyłączyło się jeszcze około siedmiuset ochotników, nie tylko członków IRB, ale także zwykłych dublińczyków. 1 batalion Brygady Dublińskiej na czele którego stanął Edward „Ned” Daily zajął gmach Czterech Trybunałów, będący siedzibą władz sądowniczych w mieście. Członkowie bojówki Fianna Eireann zdobyli bez walki Magazine Fort, gdzie ich łupem padła broń i materiały wybuchowe. Zgodnie z planem wysadzenie w powietrze tych ostatnich miało być sygnałem do ogólnego powstania, ale detonacja okazała się zbyt słaba i niesłyszalna dla większości mieszkańców miasta. 2 batalion Thomasa MacDonagh zajął fabrykę ciastek Jacobs’a, a 3 batalion Eamona de Valery opanował zabudowania młynów ówcześnie znanych jako Piekarnia Bolanda. Eamonn Ceannt stojący na czele 4 batalionu zajął Hause of Industry i destylarnię na Marrowbone Lane. Spiskowcy nie tylko zajęli gros najważniejszych budynków w centrum miasta, ale także przecięli w wielu miejscach komunikację ze światem uszkadzając tory kolejowe i zajmując dworce kolejowe. Natychmiast też zaczęło się wznoszenie barykad mających utrudnić dotarcie brytyjskich posiłków do centrum. W większości miejsc nie doszło do przelewu krwi z uwagi na zaskoczenie i niewielkie w sumie siły władz brytyjskich w mieście. W Magazine Fort zginął syn komendanta, a kolejną ofiara stał się James O’Brien, nieuzbrojony policjant Royal Irish Constabulary, który usiłował przeszkodzić ludziom Seana Connolly’ego w zajęciu ratusza. Stamtąd powstańcy usiłowali przedostać się do ośrodka brytyjskiej władzy nad Irlandią, do Zamku, jednak na drodze stanął im oficer brytyjskiego wywiadu wojskowego, major Ivor Price, który dobył broni i ostrzelał spiskowców. Zanim ci zorientowali się, że major jest jedyną na dziedzińcu osoba posiadająca broń tenże z pomocą Podsekretarza ds. Irlandii, sir Matthew Nathana zdołał zatrzasnąć ciężką bramę zagradzając drogę do wnętrza Zamku. Zaalarmowane strzałami patrole wojskowe i uzbrojeni policjanci natychmiast ruszyli z pomocą Zamkowi i na ulicy doszło do ostrej strzelaniny. Tak się złożyło, że pierwszą ofiara karabinowego ognia posiłków zmierzających do Zamku był Sean Connolly, co wywołało chaos w poczynaniach powstańców i uniemożliwiło im zajęcie Zamku, w gruncie rzeczy słabo bronionego i będącego łatwym celem.


Sygnatariusze Proklamcji - Sean Mac Diarmada, Joseph Plunkett, Eamonn Ceannt, Thomas MacDonagh, Pedraig Pearse, James Connolly i Thomas Clarke

          Obronił się także Trinty College, w którym zebrali się uzbrojeni studenci, sympatycy ruchu unionistycznego, których wsparli znajdujący się przypadkiem w okolicy będący na przepustce żołnierze australijscy. Nie udało się także zdobyć centrali telefonicznej na Crown Alley, co spowodowało wkrótce poważne problemy z koordynacją działań sił powstańczych. Brytyjczycy byli co najmniej zaskoczeni wybuchem powstania i przez właściwie cały pierwszy dzień nie byli w stanie zorganizować sensownej kontrakcji. Wielu niższych rangą oficerów podjęło jednak działania na własną rękę usiłując przede wszystkim zorientować się kto właściwie i po co prowadzi w Dublinie walkę. W pewnym momencie, w samym sercu Dublina, przy Four Courts i GPO pojawił się oddział składający się z dwóch szwadronów brytyjskiej kawalerii, który po ostrzelaniu z broni ręcznej wycofał się mając trzech zabitych i rannego. W krótkim czasie zginęło trzech policjantów z patrolujących miasto jednostek policji metropolitalnej – ich dowódca natychmiast wycofał wszystkie patrole z ulic. Gdy policjanci znikali z ulic, w ich miejscu coraz gęściej pojawiały się patrole Armii Brytyjskiej. Najaktywniej wystąpił Royal Irish Regiment, który natychmiast niemalże po wybuchu strzelaniny w centrum zmobilizował swe siły i zaatakował posterunki powstańców przy South Dublin Union. Irlandzcy żołnierze dość szybko ponieśli straty od ognia karabinowego, ale nie bacząc na to zaatakowali ludzi Ceannt’a i zmusili do złożenia broni powstańców próbujących bronić dostępu do Hause of Industry. Sam budynek pozostał w rękach powstańców. W czasie tej walki od ognia brytyjskich żołnierzy zginęła pielęgniarka Margaret Keogh, która usiłowała nieść pomoc rannym w gmachu Union. Uważa się ją za pierwszą cywilną ofiarę walk.


Powstańcza barykada na Westmoreland Lock

          Poza Dublinem jeszcze w niedzielę w Cork Thomas Mac Curtain zebrał 1200 ludzi, ale skutkiem sprzecznym rozkazów płynących na przemian od władz Republiki i od McNeilla w środę rozeszli się oni niemal wszyscy do domów. Po przybyciu do Cork oddziałów brytyjskich garstka zapaleńców pozostałych przy Mac Curtainie złożyła broń dzięki mediacji lokalnych księży. Gdy władze zorientowały się, że w Cork powstanie upadło lokalne szefostwo policji (RIC – Royal Irish Constabulary) postanowiło aresztować najbardziej aktywnych działaczy republikańskich, poczynając od braci Kent. Podczas próby aresztowania braci w ich domu doszło do strzelaniny, w której zginął policjant i jeden z braci. Wkrótce po aresztowaniu rozstrzelano także drugiego z braci Kent na mocy wprowadzonego przez władze we wtorek stanu wyjątkowego. W Belfaście i całym Ulsterze – podobnie jak w Cork – ludzie zebrali się wprawdzie, ale szybko rozeszli do domów w efekcie rozprzężenia po interwencji McNeilla. Na północ od Dublina, w rejonie Ashbourne zebrał się oddział Thomasa Ashe i Richarda Mulcahy, który przeszedł do walki partyzanckiej i zanotował niemałe sukcesy – nie tylko zdobyli posterunek RIC, ale także wciągnęli w zasadzkę inny oddział policji wysłany do Ashbourne z pomocą. Niewielki oddział zorganizował się w Enniscorthy w czwartek 27 kwietnia i przejął kontrolę nad miasteczkiem po tym, jak dotarł do niego paul Galligan, który rozkazy o powstaniu przywiózł z Dublina pokonując dwieście kilometrów rowerem. W Limerick i Clare zebrało się łącznie około 300 ochotników, ale nie podjęli oni walki zbrojnej, a w Gallaway Liam Mellows zebrał mniej więcej 600 ludzi, którzy zaatakowali właściwie nie posiadając broni (niektórzy zabrali ze sobą piki) posterunki RIC w Clarinbridge i Oranmore. Wkrótce uzbrojone patrole RIC wspierane przez armię wyparły powstańców w rejon Athenry, gdzie ich zwarty oddział napotkał lokalny konstabl policji nazwiskiem Patrick Whelan. Gdy zawołał on w stronę powstańców – „poddajcie się chłopcy, przecież znam was wszystkich”, odpowiedziały mu strzały, które pozbawiły go życia. W sobotę po południu siły RIC wsparł dwustuosobowy oddział Royal Marines z krążownika HMS „Gloucester”, co ostatecznie zniechęciło powstańców do działania – wkrótce rozeszli się domów.


Brytyjscy żołnierze podczas walk ulicznych w Dublinie.

          We wtorek rano w Dublinie dowództwo nad siłami królewskimi przejął generał Lowe, który zaczął organizować natarcie na centrum miasta. Nie było to łatwe zadanie, bo choć w garnizonach na przedmieściach i w bezpośredniej okolicy stacjonowało sporo Regimentów Armii Brytyjskiej niemalże nie dysponował on siłami zdolnymi do natychmiastowego działania. Kluczowe jest tutaj wyjaśnienie – w Armii Brytyjskiej słowo Regiment, oznacza w gruncie rzeczy jednostkę zapasową, zajmującą się szkoleniem rekruta. Każdy z Regimentów wystawiał zatem na wojnę jednostki na poziomie batalionu, które tworzyły (z reguły po trzy) Brygady, a te dopiero były odpowiednikiem typowych Regimentów krajów kontynentalnej Europy. Zdarzało się zatem, że dany Regiment miał jeden tylko batalion, przy czym inne tworzyły ich nawet osiem lub więcej. System brytyjski bywa zatem źródłem nieporozumień dla niezorientowanych, gdyż często mylnie tłumaczą zapis Regiment jako jednostkę o sile pułku, choć zawsze w tym wypadku mamy do czynienia z batalionem, więc nazwa „44 RTR” oznacza nie 44 Królewski Pułk Czołgów, lecz 44 batalion Królewskiego Pułku Czołgów. Miał zatem generał Lowe pod ręką wielu żołnierzy o względnie dużym doświadczeniu bojowym (przebywających na szkoleniach lub przepustkach), lecz niewiele gotowych do walki pododdziałów. Pierwsza z naprędce stworzonych improwizowanych grup bojowych zaatakował powstańców w rejonie Królewskiej Szkoły Chirurgów, okrążając gmach i izolując broniących się w nim insurgentów od reszty sił. W mieście panował spory chaos, gdyż cześć mieszkańców jeszcze w poniedziałek samorzutnie rozpoczęła demontaż wzniesionych rano barykad. W odpowiedzi na to, ze strony pozycji zajmowanych przez powstańców padły strzały, co zwiększyło ilość ofiar cywilnych walk. Decydujące znaczenie miało przybycie z koszar w Athlone dział polowych, których wsparcie znacznie podbudowało morale obecnych w mieście żołnierzy brytyjskich i jednocześnie, bardzo zdeprymowało powstańców. Sam Connolly do końca nie wierzył w możliwość użycia przez Brytyjczyków artylerii w walce, wierząc naiwnie, że nie przyjdzie im do głowy ostrzeliwać jednego z większych miast na wyspach. Wkrótce jednak artylerie polową wsparły brytyjskie kanonierki, które wpłynęły na rzekę Liffey i podjęły ostrzał celów w centrum miasta. Mając silne wsparcie, Brytyjczycy od środy przystąpili do metodycznego odbijania centrum miasta. Najsilniejszy atak zorganizował oddział regimentu Sherwood Forresters, który usiłował się przebić do centrum miasta. Brytyjscy żołnierze atakowali odważnie, ale mało rozważnie i do końca dnia w jednostce odnotowano 240 zabitych i rannych z tysiąca zmobilizowanych do akcji żołnierzy. Mimo strat, kolejne godziny walki coraz bardziej przybliżały atakujących do końcowego zwycięstwa – padł ranny Cathal Brugha, który był duszą oporu na Southern Dublin Union, a atakujący wzdłuż North Kings Street opanowali większość budynków podchodząc od północy pod gmach Czterech Trybunałów. Pomiędzy czwartkiem a sobotą w wielu punktach Dublina rozsierdzeni poniesionymi stratami brytyjscy żołnierze dopuścili się wielu aktów gwałtu na ludności cywilnej. Między innymi w rejonie Koszar Portobello oficer brytyjski nazwiskiem Bowen Colthurst z zimną krwią zamordował sześciu nieuzbrojonych cywilów, wśród których był znany irlandzki pacyfista Francis Sheehy-Skeffington. Obraz Brytyjskich żołnierzy z nasadzonymi na karabiny bagnetami brutalnie przeczesujący mieszkania w kamienicach w centrum i strzelających do każdego, kto pojawił się na ulicy do głębi wstrząsnął mieszkańcami miasta niezależnie od wyznawanych politycznych poglądów.


Gmach GPO po zakończeniu walk.

          W sobotę sytuacja sił powstańczych była już rozpaczliwa – zajmowane przez nich budynki były już tylko małymi wysepkami pośród przeważających sił brytyjskich, których do tego czasu zebrało się w mieście ponad 16 000 żołnierza. Ostrzał artyleryjski całkowicie zrujnował gmach GPO ciężko raniąc Jamesa Connolly’ego, który mając strzaskana kostkę przekazał dowództwo w ręce Pearse’a. Podczas próby wycofania się z budynku zginął O’Rahilly. Kontynuować rozpaczliwą walkę chciał jeszcze Sean McLaughlin, a jego plan przebicia się z centrum wciąż walczących grup powstańców storpedował Pearse, decydując się na kapitulację. Po wydaniu rozkazu złożenia broni zorganizowany opór ustał, choć strzały w Dublinie słychać było jeszcze w niedzielę. Ostatnim oddziałem, który poddał się siłom generała Lowe był trzymający Piekarnię Bolanda batalion Eamona de Valery. Powstanie upadło.


Wszystkie fotografie pochodzą ze zbiorów domen publicznych.

         

Komentarze

Popularne posty