„I nikt nie wyszedł stąd żywy…” Dzieje Kwestii Irlandzkiej Część II - „Wind That Shakes the Barley”
„I nikt nie wyszedł stąd żywy…”
Dzieje Kwestii Irlandzkiej
„Wind That Shakes the Barley”
Konstytucjonaliści
i Rewolucjoniści
Dążenie do
samostanowienia i wolności nie objawiało się wyłącznie w działaniach
rewolucyjnych, w duchu walki zbrojnej. Klęska powstania IRB uzmysłowiła wielu
działaczom i szeregowym członkom ruchu republikańskiego, jak w istocie
niewielkie szanse na powodzenie ma nawet najlepiej zorganizowany zbrojny zryw.
Nie wystarczyło poświęcenie i odwaga, trzeba było jeszcze wytrwałości. Obraz to
wielce charakterystyczny dla ruchów rewolucyjnych o charakterze narodowym w
drugiej połowie XIX wieku – przejście od spiskowania i walki zbrojnej, na rzecz
budowy politycznych podstaw, do uzyskania koncesji ze strony dominanta poprzez działanie
w przestrzeni politycznej, określonej jego własnymi zasadami. Wydawać się może,
że na pozór działacze irlandzcy mieli w takiej przestrzeni znacznie łatwiejsze
zadanie niż na przykład patrioci polscy – Wielka Brytania była wszak państwem o
dalece bardziej liberalnym systemie politycznym niż monarchie zaborcze
pilnujące trwałości podziału ziem polskich między siebie. Nic bardziej mylnego –
brytyjski parlamentaryzm był ostoją interesów klas posiadających, a rywalizacja
dwóch ówcześnie wiodących partii – liberałów i konserwatystów opierała się
wyłącznie na ustalaniu sposobów dbania o interesy arystokracji i wielkiego
biznesu. Wiemy przecież, jak dalece różniły się interesy irlandzkiej
arystokracji – w znacznej mierze utożsamiającej się z brytyjskim systemem
politycznym – od interesów szerokich mas społecznych. Idea irlandzkiej „Home
Rule” była próbą zdobycia jeszcze większych wpływów arystokracji i posiadaczy
ziemskich na życie Irlandii, niekoniecznie jednak musiała prowadzić do poprawy
sytuacji życiowej decydującej większości Irlandczyków. Po raz pierwszy jednak w
historii brytyjskiego parlamentu grupa jego członków wybranych głosami
irlandzkich wyborców zorganizowała się i rozpoczęła jawną, opartą na
parlamentarnej obstrukcji walkę o autonomię „Szmaragdowej Wyspy”. Liga Home
Rule („Home Rule League”) postawiła sobie za cel nie tylko ustalenie zasad
autonomii wyspy, ale także równie ambitne zadanie w postaci likwidacji tak
zwanego „Kościoła Irlandzkiego” – ostoi duchowej władzy Brytyjczyków w
Irlandii. Co ciekawe, początkowo gros działaczy partii stanowili reprezentanci
arystokracji i wyższej klasy średniej, w dużej mierze związanej właśnie z
nurtem anglikańskim, niemniej jednak pod przywództwem Charlesa Stewarta Parnell
Home Rule League zdecydowanie walczyła z podziałem na gruncie religijnym, choć
sam Parnell był zadeklarowanym protestantem. W krótkim czasie partia rozgromiła
konkurencyjne parlamentarne ośrodki polityczne i stała się największą siłą
parlamentu brytyjskiego związaną z Irlandią. W 1882 roku Parnell przeforsował
zmianę nazwy partii, na „Irish Parlamentary Party” – Irlandzką Partię
Parlamentarną – aby jeszcze bardziej wzmocnić żywioł irlandzki, aspirujący do
samostanowienia i jednocześnie, do przechwycenia władzy nad Irlandią w
perspektywie uzyskania „Home Rule”. W gruncie rzeczy ruch Butta, a później
Parnell’a mógł egzystować wyłącznie dzięki rywalizacji brytyjskich
konserwatystów i liberałów – był w rękach tych ostatnich zręcznym narzędziem,
do podcinania pozycji konserwatystów z Irlandii. Szczególnie chętnie z tego
narzędzia korzystał Lord Gladstone, czołowy liberał i wyśmienity parlamentarny
taktyk. Chętnie poparł ideę likwidacji oddzielnego Kościoła Irlandzkiego, oraz
zdobył się nawet na skonstruowanie ustawy osłaniającej irlandzkich dzierżawców
przed samowolą landlordów, wspierając tych pierwszych funduszami państwowymi, służącymi
do udzielania im długoterminowych pożyczek (na 35 lat przy 5 % odsetek) w celu
umożliwienia im zakupu ziemi. Ustawa z roku 1870 zaledwie rozpoczynała proces
zmiany stosunków ziemskich w Irlandii i choć kolejne akty prawne przez następne
dekady przedstawiane były jako sukcesy irlandzkiego ruchu „Home Rule” w
rzeczywistości proces przemian był przeraźliwie powolny i często bolesny, ale
nade wszystko był dzieckiem liberalnych gabinetów w Londynie, w znacznie
mniejszym stopniu zaś efektem starań parlamentarzystów skupionych wokół Parnell’a.
Trzeba bowiem zrozumieć, że owszem – o ile w 1870 roku zaledwie 3 % irlandzkich
chłopów uprawiało własną ziemię, a w początkach lat dwudziestych XX wieku
stosunek ten odwrócił się całkowicie, gdyż już tylko 3 % ziemi pozostawało w ręku
landlordów, to zjawisko to spowodowane było gigantyczną falą emigracji, która w
ciągu pięciu dekad doprowadziła do rozładowania zjawiska bezrobocia agrarnego i
umożliwiło pojawienie się nowoczesnej formy rolnictwa w postaci średniej
wielkości, wielotowarowych gospodarstw rolnych, zdolnych do samodzielnego
funkcjonowania w świecie rozwiniętej wymiany pieniężnej. Zaangażowanie Parnell’a
w konflikt pomiędzy dzierżawcami, a właścicielami ziemskimi miał w gruncie
rzeczy bardzo niszczący wpływ na partię, którą kierował, głównie z powodu radykalizmu
żądań czołowych działaczy partii, orientujących się teraz politycznie
zdecydowanie bardziej „na lewo” od swego głównego sojusznika – Gladstone’a. Ten
ostatni nie zawahał się doprowadzić do uwięzienia czołowych polityków partii z
powodu „sabotowania Lands Act”, które wprowadzał w życie. Ta nauczka
spowodowała jednak nieoczekiwane przez brytyjskich liberałów następstwa –
Parnell zrozumiał, że jego cel nadrzędny w postaci implementowania upragnionej „Home
Rule” nie będzie nigdy możliwy bez szerokiego poparcia mas społecznych
Irlandii. Parnell w 1882 roku przebudował struktury swego zaplecza politycznego
opierając się jawnie na sojuszu Kościoła Katolickiego i tak zwanej „Land League”,
walczącej o sprawiedliwe stosunki własnościowe na irlandzkiej wsi. Tak powstała
INL – Irish National League, która zyskała sympatię zdecydowanej większości Irlandczyków
nastawionych na działania środkami politycznymi. Prąc w stronę „Home Rule”
Parnell natrafił jednak na opór znacznej części liberałów i dostrzegając kres
możliwości w kwestii współpracy z Gladstonem doprowadził do kryzysu rządowego dokonując
teraz wolty i stając ramię w ramię z konserwatystami. Po upadku rządu Gladstone’a
i sformowaniu gabinetu Lorda Sallisbury Parnell stał na czele poważnej siły w
parlamencie dzięki ustawie z 1884 roku, regulującej prawo wyborcze, co
zwiększyło ilość posiadających prawo wyborcze w Irlandii z 220 000 do
około 500 000. W wyborach w 1885 roku partia Parnell’a zdobyła aż 85
mandatów, w tym dzięki głosom diaspory także mandaty w Liverpoolu i w Glasgow. Mając
85 mandatów Parnell stawał się niezwykle istotnym czynnikiem na brytyjskiej
scenie politycznej, gdyż liberałowie zdobyli 335 mandatów, a konserwatyści 249.
To Parnell zatem decydował o tym, kto dysponuje większością pozwalająca sformować
gabinet.
Charles Stewart Parnell
Natychmiast po wyborach Gladstone pragnąc
zdobyć przewagę nagle zadeklarował swoje poparcie dla idei „Home Rule” i
postanowił przeprowadzić ustawę przez parlament, co samo w sobie było wielkim
sukcesem Parnell’a. Mimo zaangażowania czołowej postaci brytyjskiego ruchu
liberalnego ustawa o „Home Rule” przepadła w parlamencie w czasie głosowania w
początkach 1886 roku stosunkiem 341 do 311 głosów. Okazana w ten sposób po raz
pierwszy przez rząd królewski zdolność do wyjścia naprzeciw oczekiwaniom ruchu
Parnell’a zakończyła się zachowaniem Status Quo, ale doprowadziła do głębokiego
zaniepokojenia wśród środowisk lojalistycznie usposobionych mieszkańców
Ulsteru, będących w znacznej większości protestantami i prezbiterianami,
niechętnymi wizji politycznej dominacji katolików z Południa. Sprawa stanęła w
miejscu, gdyż porażka w głosowaniu odsłoniła kolejny raz głębokie pęknięcia w
strukturze partii liberalnej, co doprowadził zresztą do przedterminowych
wyborów w lipcu 1886 roku, w efekcie których Parnell utrzymał wprawdzie stan
posiadania, ale władzę przejęła partia konserwatywna znajdując sojusznika w
postaci przeciwnych „Home Rule” działaczy partii liberalnej z Ulsteru. W 1890
roku nieco bezradny Gladstone zdecydowany był porozumieć się z Parnellem, aby
odzyskać władzę, ale nieoczekiwanie wybuchł skandal obyczajowy z udziałem tego
ostatniego – okazało się, że lider autonomistów utrzymuje nieformalny związek z
mężatką. Po upublicznieniu tego faktu Gladstone zakomunikował, że ponownie
przeprowadzi głosowanie nad „Home Rule”, pod warunkiem, wszakże rezygnacji
przez skompromitowanego Parnell’a przywództwa w partii. Ten odmówił. W
konsekwencji w łonie partii autonomistów doszło do głębokiego podziału, który
skutkował rozpadem organizacji na dwie samodzielne partie – kierowaną przez
Redmonda Irish National League, oraz opozycyjną z uwagi na postać Parnell’a
Irish National Federation pod rządami Johna Dillona. Podział ruchu nie wyszedł
mu na dobre, prowadząc w krótkim czasie do osłabienia pozycji na brytyjskiej
scenie politycznej. Skandal nie oznaczał końca politycznej kariery samego Parnell’a,
gdyż co zaskakujące zyskał on nagle poparcie zwolenników ruchu republikańskiego
(IRB), którzy od dłuższego czasu poszukiwali nowych dróg na wyjście z impasu, w
którym organizacja znalazła się po porażce rewolucji 1867 roku. Parnell zmarł w
październiku 1891 roku, a jego następcom bardzo trudno było na nowo zorganizować
się pod jednolitym przywództwem, choć zyskanie wsparcia ze strony republikanów
dla idei Home Rule nieoczekiwanie wzmocniło poparcie dla autonomistów bez względu
na to, ile partii reprezentowało ideę. Walczący o odzyskanie władzy Gladstone
kolejny raz zdecydował się użyć karty „Home Rule” w 1893 roku i tym razem udało
się przeforsować ją w Izbie Gmin stosunkiem głosów 301 do 267. Gdy autonomia
była już tak blisko wystraszeni nie na żarty zwolennicy starego porządku
wykorzystali ogromne wpływy w Izbie Lordów, która gigantyczną większością
głosów (419 do 47) zablokowała „Second Home Rule”. Klęska doprowadziła do
nowych podziałów, jednocześnie kończąc wielką karierę Gladstone’a, który
odszedł z polityki w 1894 roku. Aż do 1905 roku władzę sprawowali konserwatyści,
którzy nie byli absolutnie skłonni dyskutować o irlandzkiej autonomii.
John Redmond
Co gorsza, powrót do władzy liberałów
w 1905 roku nie wnosił niczego do sprawy – partia miała teraz innych od
Irlandczyków sojuszników i nie była już zależna od ich poparcia. Dopiero
porażka liberałów w wyborach 1910 roku skłoniła ich ówczesnego lidera, H.H.
Asquitha do ponownego poszukania sojuszu z autonomistami. W efekcie długich
rozmów poparli oni mniejszościowy rząd Asquitha obok reprezentantów skrajnie na
lewo usytułowanego ugrupowania Partii Pracy, dzięki czemu Asquith mógł zacząć realizować
zupełnie nową politykę podatkową mającą na celu zbudowanie szeregu osłon
socjalnych dla szerokich mas społecznych Zjednoczonego Królestwa. Ponownie jednak
premier Wielkiej Brytanii musiał zgodzić się na próbę przeforsowania „Home Rule”,
aby jednak zwiększyć szanse na powodzenie Asquith jako niezwykle zręczny
polityk postanowił ograniczyć rolę Izby Lordów poprzez odebranie jej szeregu
prerogatyw, w tym prawa veta w kwestiach finansów publicznych. Ten manewr
pozwolił premierowi i Redmondowi na przeforsowanie w 1912 roku ustawy o
powołaniu w 1914 roku rządu irlandzkiego, co całkowicie spełniało polityczne
ambicje autonomistów. Po dekadach walki politycznej John Edward Redmond zdawał
się osiągnąć właśnie cel najwyższy, mając jednocześnie niezwykle silne poparcie
nie tylko wśród tradycyjnej bazy wyborczej ruchu, ale także wśród znakomitej
większości członków organizacji republikańskich. Autonomiści nie dostrzegali
przy tym, jak delikatna jest sytuacja i jak wielkie i silne namiętności
rozpętują.
W odpowiedzi na ustanowienie ustawy „Home
Rule” natychmiast, bo w 1913 roku podniosła głowy potężna opozycja w postaci
ruchu unionistów mającego tradycyjnie najsilniejsze poparcie w Ulsterze.
Unioniści nie cofnęli się nawet przed powołaniem do życia milicji nazwanej „Ochotnikami
Ulsterskimi” (Ulster Volunteers). W odpowiedzi na ten akt kontestacji zasad „Home
Rule” organizacje nacjonalistyczne opierające się przede wszystkim na nurcie
republikańskim powołały alternatywną organizację mającą bronić „Home Rule”,
nazwaną „Ochotnikami Irlandzkimi” – Irish Volunteers - którzy w ciągu roku
zaledwie wyrośli na siłę zrzeszająca 180 000 członków. Redmond autentycznie
przerażony teraz gwałtownym konfliktem i przede wszystkim brakiem kontroli nad
republikańską większością członków organizacji „Ochotników” w szybkim tempie
porozumiał się z umiarkowaną większością władz IRB i tym samym przejął kontrolę
nad władzami Irish Volunteers, obsadzając jej struktury działaczami własnej
partii. Wydarzenia te były w istocie klęską Redmonda, gdyż w obliczu tak
radykalnych sił nastawionych w ostateczności nawet na walkę zbrojną nie widział
on możliwości ukonstytuowania autonomicznego rządu na wyspie. Nie widział go
także rząd liberałów, który z westchnieniem ulgi w kwestii irlandzkiej przyjął
wybuch I Wojny Światowej, gdyż pozwoliło to odłożyć na później realizację
ustawy „Home Rule”. Decyzja o zawieszeniu realizacji „Home Rule” na czas po
zakończeniu wojny wydawała się salomonowym rozwiązaniem, ale tylko przez krótką
chwilę – dla Redmonda dość szybko okazała się osobistą klęską, gdyż wojna miała
okazać się znacznie dłuższa niż ktokolwiek zakładał. Już na jesieni 1914 roku
wiadomym było, że impas na frontach wojny nie służy sprawie autonomistów.
Tysiące działaczy republikańskich poczuło się zawiedzionych, a dawna idea
zakładająca, że każdy międzynarodowy kryzys wikłający Wielką Brytanię w sprawy
kontynentu automatycznie staje się szansą dla sprawy irlandzkiej
niepodległości. Jeszcze przed wybuchem wojny dla wielu działaczy pochodzących
ze struktur związanych z IRB stało się jasne, że w najlepszym razie
ustanowienie autonomii doprowadzi do podziału wyspy, w żaden sposób nie
przybliżając republikanów do ich celu, czyli do niepodległości. Ludzie ci nie
dysponowali w żadnym razie poparciem większości członków ruchu republikańskiego,
gdzie wokół Arthura Griffitha gromadziła się nastawiona proautonomicznie umiarkowana
większość. Byli jednak zdecydowani wrócić na ścieżkę walki zbrojnej odrzucając
możliwość kroczenia drogą „długiego marszu”. Tym, co wyróżniało tych ludzi był
poza rewolucyjnym wigorem także zdecydowany zwrot na lewo w kwestiach
związanych z polityką wewnętrzną, czyli tym, jak w ich ocenie miała wyglądać
Irlandia Niepodległa. Dużo bliżej było im do brytyjskiej Partii Pracy, niż do
Liberałów, a niemała część najbardziej radykalnych działaczy czerpała
natchnienie z prac marksistów.
Patrick Pearse
Nie powinno to dziwić, gdyż owo „rozładowanie
niepięć” związanych z kwestią prawa własności ziemskiej implikowało jednocześnie
powstanie kwestii związanej z rozbudową klasy robotniczej, żyjącej w miastach,
które przeżyły w tym okresie burzliwy rozwój, kosztem jednak niewiarygodnych
wprost wyrzeczeń najniższych klas społecznych. Dość powiedzieć, że w 1903 roku
w Irlandii zmarło 142 noworodków na każde 1000 narodzin. Przekraczało to ówczesną
średnią Zjednoczonego Królestwa trzykrotnie i pozostawało tragicznym
świadectwem panującej wciąż na wyspie biedy. Warunki bytowe robotników
irlandzkich pozostawały katastrofalne i kryzys demograficzny zapoczątkowany „Wielkim
Głodem” trwał w najlepsze. W efekcie, gdy Redmond biorąc pod uwagę wszystkie „za
i przeciw” zdecydował się wezwać „Irlandzkich Ochotników” do poparcia brytyjskiego
wysiłku wojennego pragnąc ratować wprowadzenie „Home Rule” po zakończeniu wojny
około 140 000 Irlandczyków odpowiedziało na apel pozytywnie zasilając ochotniczo
szeregi brytyjskiej armii. Około 10 000 ludzi odrzuciło jednak apel,
organizując się w struktury Wielkiej Brytanii nieprzychylne i decydując się jawną
opozycję wobec polityki królewskiego rządu. Oczywiście, z natury rzeczy wybuch
wojny jeszcze bardziej scementował ruch unionistów ulsterskich, którzy w
jeszcze większym stopniu poparli rząd i tysiącami zgłaszali się służby w armii.
O zaangażowaniu unionistów i autonomistów najlepiej mówi fakt, że jednym z
ostatnich poległych w wojnie żołnierzy brytyjskich był irlandzkiej narodowości
ochotnik, który w chwili śmierci miał zaledwie czternaście lat.
Gdy tysiące irlandzkich ochotników
wyruszyło na wojnę w łonie IRB bardzo szybko pojawiła się niewielka zrazu grupa
działaczy postulujących insurekcję w oparciu o niemiecką pomoc militarną. Fakt
uwikłania Wielkiej Brytanii w długi i krwawy konflikt w oczywisty sposób
implikował w ich sercach zasadę głoszącą, że „wróg naszego wroga jest naszym
przyjacielem” i choć w oczywisty sposób działania mające na celu prowadzenie
walki zbrojnej u boku Niemiec przeciw Rządowi Królewskiemu w celu zdobycia
niepodległości pachniały z daleka zdradą (Irlandia bądź co bądź pozostawała
częścią Zjednoczonego Królestwa), to jednak niemała część działaczy IRB
dostrzegała w tym szansę na szybkie wybicie się na niepodległość. Doprowadziło
to, do utworzenia zakonspirowanej struktury w łonie IRB, która ogłosiła się „Radą
Wojskową”, a w której pierwsze skrzypce odgrywali Tom Clarke i Sean Mac
Diarmada. Ich najbliższymi współpracownikami byli Patrick Pearse, Michael O’Rahilly,
Joseph Plunkett i Bulmer Hobson. Coś, co wydawało się jedynie fantazjami grupki
zapaleńców zmaterializowało się w maju 1915 roku w poważny spisek, gdyż
wymienione grono radykalnych działaczy IRB zdołało pozyskać wsparcie szefa
sztabu Irlandzkich Ochotników, Eoinna McNeilla, który jednak zastrzegł
potencjalne wsparcie powstania od posiadania realnych szans na sukces, czyli de
facto od niemieckiej pomocy, oraz od brytyjskiej próby likwidacji organizacji i
prób wprowadzenia przymusowego poboru w Irlandii. Jak się wydaje, McNeill nie
wierzył w realną pomoc Niemiec i perspektywa zbrojnej irredenty była w jego
oczach ewentualnością odległą i ostateczną, nie był też w zasadniczy sposób
wprowadzany przez rewolucjonistów w nabierające coraz wyraźniejszych ram plany
powstańcze. Przede wszystkim w ścisłej tajemnicy trzymano przed szefostwem
Ochotników i całej IRB próby zorganizowania niemieckiej pomocy, której podjął
się znany ówcześnie sir Roger Casement, który wraz z Johnem Devoy wyjechał w
tej sprawie do Niemiec. Nie był to pierwszy raz, gdy próbowano w szeregach
nacjonalistów rozgrywać kartę niemiecką – tuż przed wybuchem wojny Ochotnicy Irlandzcy
zakupili w Niemczech partię broni, która udało się do Irlandii przeszmuglować.
Wprawdzie niewielkie fundusze, które w tym celu wydatkowano nie pozwoliły na
realne zabezpieczenie zapotrzebowania na broń w przede dniu przewidywanej
rozprawy z unionistami (którzy dla odmiany byli w stanie zakupić wielokrotnie
więcej broni i posiadali dużo lepiej zorganizowane struktury), ale
zapoczątkowano w ten sposób funkcjonowanie nieformalnego sojuszu irlandzcy
nacjonaliści – niemiecki wywiad wojskowy. Dla Berlina rzecz jasna perspektywa
wywołania irlandzkiej irredenty w warunkach wojny była nie lada gratką, więc
misja Casementa spotkała się z przychylnym republikańskim planom przyjęciem.
Choć w rzeczywistości niemiecki wywiad nigdy nie obiecał republikanom zbyt
wiele, ci ostatni zachęceni wizją niemieckiej pomocy zaczęli snuć coraz
bardziej dalekosiężne plany nie wykluczając nawet niemieckiej inwazji na Irlandię.
Oczywiste jest, że w warunkach Wielkiej Wojny było to niemożliwe, mimo wszystko
Casement snuł plany utworzenia u boku Niemiec ochotniczej brygady irlandzkiej
rekrutowanej z jeńców narodowości irlandzkiej. Pod koniec 1915 roku działacze
IRB zdecydowani na wybuch powstania zyskali sojusznika na irlandzkiej ziemi –
niewielką organizację nazywająca się „Irish Citizen Army” (Irlandzka Armia
Obywatelska), która wyłoniła się z irlandzkiego ruchu związkowego, na którego
czele stał niezłomny James „Big Jim” Larkin. Obok ICA akces do powstania zgłosiła
także mała „Fianna Eireann” (Żołnierze Irlandii), która mając równie lewicowy
charakter rekrutowała się przede wszystkim spośród młodzieżówek istniejących
przy ruchu związkowym. Na czele lewicy irlandzkiej stali wówczas Bulmer Hobson,
Hrabina Markiewicz i James Connolly. Devoy w początkach 1916 roku dysponował
kwotą około 100 000 dolarów przesłanych mu z za oceanu, a zebranych wśród
członków Clan na Gaell i był w stanie opłacić częściowo zakupy poważniejszej partii
broni. W tych okolicznościach i przy niemieckiej zachęcie Najwyższa Rada
Wojskowa IRB zdecydowała się na wybuch powstania w Wielkanoc 1916 roku. O
planowanej dacie wybuchu powstania powiadomiono Casementa, instruując go, że
musi najdalej do Wielkiego Piątku 1916 roku zaplanować i zrealizować przerzut
broni z Niemiec. Karty zostały zatem rozdane.
Powstanie
Wielkanocne
Mimo, że McNeill pozostawał sceptyczny
wobec perspektywy otwartej walki zbrojnej pod naciskiem Pearse’a i Connolly’ego
spiskowcy w łonie IRB podjęli ostatnie przygotowania do wybuchu powstania. W
głębi ducha wiedzieli oni, że McNeill nie poprze powstania, więc do końca działali
za jego plecami. Wiedząc o wyjściu w morze niemieckiego statku s/s „Libau” z
ładunkiem dwudziestu tysięcy karabinów i zapasem amunicji na pokładzie w dniu 9
kwietnia 1916 roku Pearse wezwał poufnymi kanałami szefów lokalnych struktur
Irlandzkich Ochotników (bez wyjątku członków IRB) na przygotowanie marszy i
parad w niedzielę wielkanocną. Było to nic innego, jak zakodowane wezwanie do
rozpoczęcia powstania. 19 kwietnia pracujący dla rządu członek założonej w 1905
roku niedużej republikańskiej i socjaldemokratycznej partii nazywającej się „Sinn
Fein” nazwiskiem Thomas Kelly opublikował dokument, który jakoby „wyciekł” z
Dublinskiego Zamku, a który zakładał aresztowanie i internowanie czołowych
przywódców irlandzkich organizacji i partii. Brytyjczycy natychmiast zdystansowali
się od tych bombastycznych doniesień, ale McNeill natychmiast skontaktował się
z szefostwem spisku i zadeklarował akces IRB do powstania. Wkrótce jednak wraz
z Hobsonem zorientował się, że dokument był falsyfikatem, mającym na celu
przyciągnięcie do powstania ich samych i rzeszy członków IRB nastawionych
negatywnie do pomysłu walki zbrojnej. Obaj natychmiast przeszli do działania
cofając swoje poparcie dla wybuchu powstania i usiłując zablokować już wydane
przez Pearse’a i Conolly’ego rozkazy mobilizacji członków ruchu republikańskiego.
Sam Hobson został zresztą aresztowany przez spiskowców i w chwili wybuchu walk
przebywał „w areszcie”. Działania Hobsona i McNeilla miały ten skutek, że
zdezorientowały większość szeregowych działaczy, którzy w wyznaczonej chwili
nie zdecydowali się na przyłączenie do powstania. Sprawy komplikowały się coraz
bardziej, bo ucharakteryzowany na norweski „Aud” s/s „Libau” pojawił się w
umówionym miejscu u brzegów Irlandii już 21 kwietnia, wcześniej niż zakładano w
kręgu spiskowców. Gdy statek stanął na kotwicy przy brzegach Kerry na plaży nie
pojawił się zatem nikt, kto mógłby z ramienia powstańców broń odebrać. Co
gorsza, władze brytyjskie wiedziały o całej imprezie dzięki pracy wywiadu
wojskowego, który wówczas dość swobodnie czytał niemieckie szyfry, więc kariera
s/s „Libau” zakończyła się przechwyceniem statku przez Royal Navy. Kapitan jednostki
widząc brytyjskie okręty wojenne dokonał samozatopienia jednostki, co
ostatecznie zakończyło projekt. Równie ciężkim ciosem dla sprawy było
aresztowanie sir Rogera Casementa pod zarzutem zdrady przez policję wkrótce po
jego wylądowaniu na plaży Banna w Irlandii z pokładu niemieckiego okrętu
podwodnego U 19. Wszystkie te wydarzenia spowodowały ponowne zebranie Rady Wojskowej
IRB w niedzielę 23 kwietnia. Mimo hiobowych wieści dotyczących przepadku broni
i aresztowania Casementa Rada postanowiła o poranku rozpocząć powstanie.
Ustalono, że w chwili wybuchu powstania proklamowana zostanie Republika
Irlandzka z Patrickiem Pearse jako jej Prezydentem i jednocześnie Naczelnym
Dowódcą Irish Volunteers i ICA występującym jako Armia Republiki Irlandzkiej.
Na czele sił powstańczych w Dublinie stanąć miał Connolly.
Tekst "Poblacht Na H Eireann" - proklamacja republiki
O poranku nieliczni przechodnie w
centrum Dublina stali się zatem mimowolnymi świadkami wielkich wydarzeń – gdy grupki
częściowo tylko umundurowanych i uzbrojonych członków sprzysiężenia wybiegły na
ulicę Dublina i zaczęły zajmować kolejne budynki użyteczności publicznej
wywieszając na nich zielono biało pomarańczowe flagi republiki, Pearse w
otoczeniu grupki najbliższych współpracowników przed frontem zajętego właśnie
Głównego Gmachu Poczty (GPO) odczytał proklamację powstania Republiki
Irlandzkiej. Treść proklamacji została natychmiast poniesiona dalej, przez
transmisję radiową z właśnie zajętej miejskiej stacji telegrafu oraz przez
chłopców trudniących się kolportażem gazet, którym wręczono do rozniesienia
ulotki zawierające treść aktu. Do powstania stanęło około 1200 ludzi, później
przyłączyło się jeszcze około siedmiuset ochotników, nie tylko członków IRB,
ale także zwykłych dublińczyków. 1 batalion Brygady Dublińskiej na czele
którego stanął Edward „Ned” Daily zajął gmach Czterech Trybunałów, będący
siedzibą władz sądowniczych w mieście. Członkowie bojówki Fianna Eireann
zdobyli bez walki Magazine Fort, gdzie ich łupem padła broń i materiały
wybuchowe. Zgodnie z planem wysadzenie w powietrze tych ostatnich miało być
sygnałem do ogólnego powstania, ale detonacja okazała się zbyt słaba i
niesłyszalna dla większości mieszkańców miasta. 2 batalion Thomasa MacDonagh
zajął fabrykę ciastek Jacobs’a, a 3 batalion Eamona de Valery opanował zabudowania
młynów ówcześnie znanych jako Piekarnia Bolanda. Eamonn Ceannt stojący na czele
4 batalionu zajął Hause of Industry i destylarnię na Marrowbone Lane. Spiskowcy
nie tylko zajęli gros najważniejszych budynków w centrum miasta, ale także
przecięli w wielu miejscach komunikację ze światem uszkadzając tory kolejowe i
zajmując dworce kolejowe. Natychmiast też zaczęło się wznoszenie barykad
mających utrudnić dotarcie brytyjskich posiłków do centrum. W większości miejsc
nie doszło do przelewu krwi z uwagi na zaskoczenie i niewielkie w sumie siły
władz brytyjskich w mieście. W Magazine Fort zginął syn komendanta, a kolejną
ofiara stał się James O’Brien, nieuzbrojony policjant Royal Irish Constabulary,
który usiłował przeszkodzić ludziom Seana Connolly’ego w zajęciu ratusza.
Stamtąd powstańcy usiłowali przedostać się do ośrodka brytyjskiej władzy nad
Irlandią, do Zamku, jednak na drodze stanął im oficer brytyjskiego wywiadu
wojskowego, major Ivor Price, który dobył broni i ostrzelał spiskowców. Zanim
ci zorientowali się, że major jest jedyną na dziedzińcu osoba posiadająca broń
tenże z pomocą Podsekretarza ds. Irlandii, sir Matthew Nathana zdołał zatrzasnąć
ciężką bramę zagradzając drogę do wnętrza Zamku. Zaalarmowane strzałami patrole
wojskowe i uzbrojeni policjanci natychmiast ruszyli z pomocą Zamkowi i na ulicy
doszło do ostrej strzelaniny. Tak się złożyło, że pierwszą ofiara karabinowego
ognia posiłków zmierzających do Zamku był Sean Connolly, co wywołało chaos w
poczynaniach powstańców i uniemożliwiło im zajęcie Zamku, w gruncie rzeczy
słabo bronionego i będącego łatwym celem.
Sygnatariusze Proklamcji - Sean Mac Diarmada, Joseph Plunkett, Eamonn Ceannt, Thomas MacDonagh, Pedraig Pearse, James Connolly i Thomas Clarke
Obronił się także Trinty College, w
którym zebrali się uzbrojeni studenci, sympatycy ruchu unionistycznego, których
wsparli znajdujący się przypadkiem w okolicy będący na przepustce żołnierze
australijscy. Nie udało się także zdobyć centrali telefonicznej na Crown Alley,
co spowodowało wkrótce poważne problemy z koordynacją działań sił powstańczych.
Brytyjczycy byli co najmniej zaskoczeni wybuchem powstania i przez właściwie
cały pierwszy dzień nie byli w stanie zorganizować sensownej kontrakcji. Wielu
niższych rangą oficerów podjęło jednak działania na własną rękę usiłując przede
wszystkim zorientować się kto właściwie i po co prowadzi w Dublinie walkę. W
pewnym momencie, w samym sercu Dublina, przy Four Courts i GPO pojawił się
oddział składający się z dwóch szwadronów brytyjskiej kawalerii, który po
ostrzelaniu z broni ręcznej wycofał się mając trzech zabitych i rannego. W
krótkim czasie zginęło trzech policjantów z patrolujących miasto jednostek
policji metropolitalnej – ich dowódca natychmiast wycofał wszystkie patrole z
ulic. Gdy policjanci znikali z ulic, w ich miejscu coraz gęściej pojawiały się
patrole Armii Brytyjskiej. Najaktywniej wystąpił Royal Irish Regiment, który
natychmiast niemalże po wybuchu strzelaniny w centrum zmobilizował swe siły i
zaatakował posterunki powstańców przy South Dublin Union. Irlandzcy żołnierze dość
szybko ponieśli straty od ognia karabinowego, ale nie bacząc na to zaatakowali
ludzi Ceannt’a i zmusili do złożenia broni powstańców próbujących bronić
dostępu do Hause of Industry. Sam budynek pozostał w rękach powstańców. W
czasie tej walki od ognia brytyjskich żołnierzy zginęła pielęgniarka Margaret Keogh,
która usiłowała nieść pomoc rannym w gmachu Union. Uważa się ją za pierwszą
cywilną ofiarę walk.
Powstańcza barykada na Westmoreland Lock
Poza Dublinem jeszcze w niedzielę w
Cork Thomas Mac Curtain zebrał 1200 ludzi, ale skutkiem sprzecznym rozkazów
płynących na przemian od władz Republiki i od McNeilla w środę rozeszli się oni
niemal wszyscy do domów. Po przybyciu do Cork oddziałów brytyjskich garstka zapaleńców
pozostałych przy Mac Curtainie złożyła broń dzięki mediacji lokalnych księży. Gdy
władze zorientowały się, że w Cork powstanie upadło lokalne szefostwo policji
(RIC – Royal Irish Constabulary) postanowiło aresztować najbardziej aktywnych
działaczy republikańskich, poczynając od braci Kent. Podczas próby aresztowania
braci w ich domu doszło do strzelaniny, w której zginął policjant i jeden z
braci. Wkrótce po aresztowaniu rozstrzelano także drugiego z braci Kent na mocy
wprowadzonego przez władze we wtorek stanu wyjątkowego. W Belfaście i całym
Ulsterze – podobnie jak w Cork – ludzie zebrali się wprawdzie, ale szybko
rozeszli do domów w efekcie rozprzężenia po interwencji McNeilla. Na północ od
Dublina, w rejonie Ashbourne zebrał się oddział Thomasa Ashe i Richarda
Mulcahy, który przeszedł do walki partyzanckiej i zanotował niemałe sukcesy –
nie tylko zdobyli posterunek RIC, ale także wciągnęli w zasadzkę inny oddział
policji wysłany do Ashbourne z pomocą. Niewielki oddział zorganizował się w
Enniscorthy w czwartek 27 kwietnia i przejął kontrolę nad miasteczkiem po tym,
jak dotarł do niego paul Galligan, który rozkazy o powstaniu przywiózł z
Dublina pokonując dwieście kilometrów rowerem. W Limerick i Clare zebrało się
łącznie około 300 ochotników, ale nie podjęli oni walki zbrojnej, a w Gallaway
Liam Mellows zebrał mniej więcej 600 ludzi, którzy zaatakowali właściwie nie
posiadając broni (niektórzy zabrali ze sobą piki) posterunki RIC w Clarinbridge
i Oranmore. Wkrótce uzbrojone patrole RIC wspierane przez armię wyparły
powstańców w rejon Athenry, gdzie ich zwarty oddział napotkał lokalny konstabl
policji nazwiskiem Patrick Whelan. Gdy zawołał on w stronę powstańców – „poddajcie
się chłopcy, przecież znam was wszystkich”, odpowiedziały mu strzały, które
pozbawiły go życia. W sobotę po południu siły RIC wsparł dwustuosobowy oddział
Royal Marines z krążownika HMS „Gloucester”, co ostatecznie zniechęciło
powstańców do działania – wkrótce rozeszli się domów.
Brytyjscy żołnierze podczas walk ulicznych w Dublinie.
We wtorek rano w Dublinie dowództwo
nad siłami królewskimi przejął generał Lowe, który zaczął organizować natarcie
na centrum miasta. Nie było to łatwe zadanie, bo choć w garnizonach na
przedmieściach i w bezpośredniej okolicy stacjonowało sporo Regimentów Armii
Brytyjskiej niemalże nie dysponował on siłami zdolnymi do natychmiastowego
działania. Kluczowe jest tutaj wyjaśnienie – w Armii Brytyjskiej słowo
Regiment, oznacza w gruncie rzeczy jednostkę zapasową, zajmującą się szkoleniem
rekruta. Każdy z Regimentów wystawiał zatem na wojnę jednostki na poziomie
batalionu, które tworzyły (z reguły po trzy) Brygady, a te dopiero były odpowiednikiem
typowych Regimentów krajów kontynentalnej Europy. Zdarzało się zatem, że dany
Regiment miał jeden tylko batalion, przy czym inne tworzyły ich nawet osiem lub
więcej. System brytyjski bywa zatem źródłem nieporozumień dla
niezorientowanych, gdyż często mylnie tłumaczą zapis Regiment jako jednostkę o
sile pułku, choć zawsze w tym wypadku mamy do czynienia z batalionem, więc
nazwa „44 RTR” oznacza nie 44 Królewski Pułk Czołgów, lecz 44 batalion
Królewskiego Pułku Czołgów. Miał zatem generał Lowe pod ręką wielu żołnierzy o
względnie dużym doświadczeniu bojowym (przebywających na szkoleniach lub
przepustkach), lecz niewiele gotowych do walki pododdziałów. Pierwsza z
naprędce stworzonych improwizowanych grup bojowych zaatakował powstańców w
rejonie Królewskiej Szkoły Chirurgów, okrążając gmach i izolując broniących się
w nim insurgentów od reszty sił. W mieście panował spory chaos, gdyż cześć
mieszkańców jeszcze w poniedziałek samorzutnie rozpoczęła demontaż wzniesionych
rano barykad. W odpowiedzi na to, ze strony pozycji zajmowanych przez
powstańców padły strzały, co zwiększyło ilość ofiar cywilnych walk. Decydujące
znaczenie miało przybycie z koszar w Athlone dział polowych, których wsparcie
znacznie podbudowało morale obecnych w mieście żołnierzy brytyjskich i
jednocześnie, bardzo zdeprymowało powstańców. Sam Connolly do końca nie wierzył
w możliwość użycia przez Brytyjczyków artylerii w walce, wierząc naiwnie, że
nie przyjdzie im do głowy ostrzeliwać jednego z większych miast na wyspach.
Wkrótce jednak artylerie polową wsparły brytyjskie kanonierki, które wpłynęły
na rzekę Liffey i podjęły ostrzał celów w centrum miasta. Mając silne wsparcie,
Brytyjczycy od środy przystąpili do metodycznego odbijania centrum miasta. Najsilniejszy
atak zorganizował oddział regimentu Sherwood Forresters, który usiłował się
przebić do centrum miasta. Brytyjscy żołnierze atakowali odważnie, ale mało
rozważnie i do końca dnia w jednostce odnotowano 240 zabitych i rannych z
tysiąca zmobilizowanych do akcji żołnierzy. Mimo strat, kolejne godziny walki
coraz bardziej przybliżały atakujących do końcowego zwycięstwa – padł ranny Cathal
Brugha, który był duszą oporu na Southern Dublin Union, a atakujący wzdłuż
North Kings Street opanowali większość budynków podchodząc od północy pod gmach
Czterech Trybunałów. Pomiędzy czwartkiem a sobotą w wielu punktach Dublina
rozsierdzeni poniesionymi stratami brytyjscy żołnierze dopuścili się wielu
aktów gwałtu na ludności cywilnej. Między innymi w rejonie Koszar Portobello
oficer brytyjski nazwiskiem Bowen Colthurst z zimną krwią zamordował sześciu nieuzbrojonych
cywilów, wśród których był znany irlandzki pacyfista Francis Sheehy-Skeffington.
Obraz Brytyjskich żołnierzy z nasadzonymi na karabiny bagnetami brutalnie
przeczesujący mieszkania w kamienicach w centrum i strzelających do każdego,
kto pojawił się na ulicy do głębi wstrząsnął mieszkańcami miasta niezależnie od
wyznawanych politycznych poglądów.
Gmach GPO po zakończeniu walk.
W sobotę sytuacja sił powstańczych
była już rozpaczliwa – zajmowane przez nich budynki były już tylko małymi
wysepkami pośród przeważających sił brytyjskich, których do tego czasu zebrało
się w mieście ponad 16 000 żołnierza. Ostrzał artyleryjski całkowicie
zrujnował gmach GPO ciężko raniąc Jamesa Connolly’ego, który mając strzaskana
kostkę przekazał dowództwo w ręce Pearse’a. Podczas próby wycofania się z
budynku zginął O’Rahilly. Kontynuować rozpaczliwą walkę chciał jeszcze Sean
McLaughlin, a jego plan przebicia się z centrum wciąż walczących grup
powstańców storpedował Pearse, decydując się na kapitulację. Po wydaniu rozkazu
złożenia broni zorganizowany opór ustał, choć strzały w Dublinie słychać było
jeszcze w niedzielę. Ostatnim oddziałem, który poddał się siłom generała Lowe
był trzymający Piekarnię Bolanda batalion Eamona de Valery. Powstanie upadło.
Wszystkie fotografie pochodzą ze zbiorów domen publicznych.

Komentarze
Prześlij komentarz