„I nikt nie wyszedł stąd żywy…” Dzieje Kwestii Irlandzkiej Część I
„I nikt nie wyszedł stąd żywy…”
Dzieje Kwestii
Irlandzkiej
Szmaragdowa
Wyspa
Jest w tym miejscu na ziemi właściwie od początku
zapisanych dziejów coś mistycznego, coś co każe nam myśleć o Irlandii w pewien
określony sposób. Może z polskiej perspektywy patrząc chodzi o swoiste
zrozumienie postaw i nadziej w związku z trudną i bolesną przeszłością
politycznej podległości obcemu mocarstwu, gdzie romantyzm klęsk kolejnych
powstań tożsamy jest niespełnianym tak długo polskim nadziejom na wolność i
niepodległość? Może to irlandzkie trwające setki lat trwanie w biedzie i
niepewności, skutkujące niekończącą się falą emigracyjną stale osłabiającą
dogorywającą i obumierającą tkankę specyficznej celtyckiej kultury budzi rozmiłowane
w poczuciu współczucia dla słabszych i podbitych? Jakby nie patrzeć owa „irlandzkość”,
a właściwie chyba nawet bardziej „celtyckość” była i jest wszechobecna w
kulturze masowej, nadal wdzierając się szturmem do serc i umysłów ludzi
wrażliwych równolegle na słabość maluczkich i piękno ich starań o wzniesienie
się na wyżyny wolności. Nigdy nie dziwiła mnie zatem skłonność do korzystania obficie
ze spuścizny celtyckiej kultury, przede wszystkim z jej obszarów językowych
przez mistrzów literatury fantastycznej, którzy z umiłowaniem lepili sztuczne
języki wymyślanych przez siebie kultur na podstawie słów i zwrotów pochodzących
właśnie z języka używanego drzewiej przez lud zamieszkujący Szmaragdową Wyspę.
Najczęściej owe „kultury” wzbogacane językiem Gaelów same skazane były na
zagładę – Elfowie stworzenie przez Tolkiena raz na zawsze w świecie literatury
umocowani zostali jako wspaniała, pełna magii i wysokiej kultury społeczność,
która musi obumrzeć pod ciosami rozwijających się dynamicznie brutalnych nowych
sił. Tak sprawę przedstawił w swoich powieściach choćby i doskonale znany Sapkowski
ze swym Universum Wiedźmina. Jest zatem pewna sympatia i jest też swego rodzaju
współczucie dla dziś już niemal całkowicie wypartego z codziennego użycia
języka, ale też dla całej kultury i historii zamieszkującego wyspę ludu. Co
jednak, gdy padnie pytanie o szczegóły? O przyczyny dla których setki lat
Irlandia znajdowała się mocy najpierw Anglii, potem współtworzyła Wielką
Brytanię, będąc jednocześnie gorącym tyglem i biernym obserwatorem własnych
dziejów? Co właściwie wiemy o szeroko pojętej „Kwestii Irlandzkiej”? Jak doszło
do tego, że tak długo na naszych oczach mógł rozgrywać się od dekad dramat
podziału i nienawiści, po czym w ciągu jednego pokolenia nagle ustąpić miejsca pokojowej
koegzystencji i w pewnych granicach nawet wybaczeniu? Jakie siły ułożyły takie
a nie inne tory dziejów tej krainy „Ulissesów” i przytulnych pubów?
W czasach pierwszych ludzi Irlandia pozostawała na uboczu
powolnego tworzenia się cywilizacji ludzkiej, choć pierwsze ślady bytności
ludzi na wyspie datuje się na około 34 000 lat temu nauka wciąż spiera się
na temat możliwości istnienia ludzkich skupisk w czasach Paleolitu. Z całą
pewnością natomiast dowodzi istnienia zwartych skupisk ludzkich mniej więcej
12, do 13 tysięcy lat temu. Być może grupy ludzi przedostały się do Irlandii
poprzez powstały wskutek zmian klimatycznych lądowy przesmyk łączący Irlandię z
innymi lądami, ale wraz z odizolowaniem wyspy od kontynentu, napływ nowych
przybyszy z pewnością osłabł. Istniejące wówczas na wyspie społeczności musiały
zostać też mocno dotknięte przez kolejne zlodowacenie, ale przetrwały i przez
stulecia rozwijały się powoli, w pewnej izolacji od kontynentu. Z powodu
klimatu i warunków geograficznych życie na wyspie musiało być szczególnie
trudnym wyzwaniem, ale odkrycia archeologiczne wskazują, że już 3500 lat przed
Chrystusem lokalne społeczności były w stanie wytworzyć dość dobrą organizację
wspólnotową i stworzyć system pól uprawnych. Proces kulturotwórczy uległ
przyspieszeniu wraz z wejściem wyspy w wiek żelaza, czyli około 600 lat przed
Chrystusem, kiedy to nie tylko doszło rewolucji technologicznej związanej z
rozpowszechnieniem się nowej metalurgii, ale także z początkiem penetracji
wyspy przez pierwsze grupy pochodzenia celtyckiego, które wraz z pojawieniem
się na wyspie przyniosły ze sobą własny system wierzeń, język i ogólnie rzecz
ujmując – własną kulturę.
O ile niemal niczego nie wiemy na temat struktur
społecznych ludności zamieszkującej Irlandię w czasach przedhistorycznych (a
przynajmniej niczego nie możemy być pewni) pierwsze kontakty pomiędzy
mieszkańcami Hibernii – jak wyspę ochrzcili Rzymianie – a tymi ostatnimi, po
ich podboju południowej części wyspy zwanej Wielką Brytanią zaowocowały opisami
zorganizowanych w królestwa społeczności, w których kluczową rolę odgrywała
arystokracja posiadająca monopol na władanie bronią i wąska warstwa ludności
władająca językiem pisanym, stanowiąca być może rodzaj administracyjnego
zaplecza tych pierwszych iryjskich królestw. Choć przez długie stulecia uważano
za całkowicie naturalne transponowanie na grunt irlandzki typowych dla zamieszkujących
kontynent plemion celtyckich struktur społecznych ze szczególną rolę warstwy
kapłańskiej – Druidów – obecnie pogląd ten nie jest już tak silnie umocowany i
właściwie traktowany jest w kręgach akademickich jako myślenie wręcz
stereotypowe. Wspomniana nazwa wyspy – Hibernia – pojawia się po raz pierwszy w
pismach Rzymian około 100 roku naszej ery i obecnie spekuluje się jedynie, czy w
owym okresie kontakty rzymsko-iryjskie miały charakter zorganizowany, czy też
bardziej spontaniczny. Jak by nie było, Tacyt wspominał o pewnym iryjskim
księciu, który wygnany z rodzimej wyspy szukał rzymskiego wsparcia dla sprawy
odzyskania utraconej władzy i ziemi, ale nie istnieje żaden poważny dowód na
to, że faktycznie rzymskie wojsko prowadziło jakieś poważniejsze operacje
militarne na wyspie w takim czy innym imieniu. Jeśli już, to ekspansja miała
miejsce w dokładnie przeciwnym kierunku – z Hibernii na Wielką Brytanię, ale to
miało miejsce dużo, dużo później. Istotniejsze dla rozwoju kultury Irlandii
były pierwsze kontakty z religią Chrześcijan, które datuje się obecnie na mniej
więcej połowę IV wieku, a które z czasem rozwinęły na wyspie specyficzną formę
religii monoteistycznej w opozycji do dawnych, politeistycznych wierzeń,
opierająca się przede wszystkim na prężnie rozwijającym się nurcie monastycznym.
Proces chrystianizacji był stopniowy i w efekcie tego rozłożenia w czasie dał
dostatecznie silny impuls do narodzin zupełnie oryginalnej kultury
chrześcijańskiej, które w równym stopniu podtrzymywała przy życiu
charakterystyczną dla poprzedniej epoki ornamentykę i przybyłą z Wielkiej Brytanii
łacinę, jako język liturgii.
Oratorium Gallara - prawdopodobnie najstarszy chrześcijański obiekt sakralny w Irlandii
Wspomniana wcześniej ekspansja ludów zamieszkujących
Irlandię na Wielka Brytanię rozpoczęła się zapewne ponad stulecie po przybyciu
na wyspę pierwszych misjonarzy chrześcijańskich. Była możliwa przede wszystkim
z powodu stopniowego zaniku władzy rzymskiej począwszy od ewakuacji z prowincji
brytyjskich głównych sił armii rzymskiej na kontynent w efekcie wojen domowych
za panowania Cesarza Honoriusza. Ten drastyczny krok spowodował upadek systemu
obrony prowincji rzymskich zarówno od północy – Wał Hadriana – jak również od zachodu,
gdy nie było już sprawnej rzymskiej floty mogącej osłonić długie zachodnie
wybrzeże wyspy przed napadami Germanów z drugiej strony Morza Północnego. W
efekcie tak dokonanych wyrw w rzymskim systemie obrony rozpoczął się długi i
chaotyczny okres migracji, podboju i koegzystencji powierzchownie tylko
zlatynizowanej ludności rzymskiej części Wielkiej Brytanii z ludami zza
rzymskiego limesu. Pierwszym poświadczonym historycznie przyczółkiem zdobytym
przez Irów na terenach Wielkiej Brytanii było powstałe pod koniec V wieku
naszej ery królestwo Dal Riata, założone przez króla Fergusa Mor mac Eirc, jak
chce legenda – syna Erca z Dalriada. Organizm ten obejmował swym zasięgiem
dzisiejsze hrabstwo Argyll w Zachodniej Szkocji (Argyll od „Wybrzeża Gaelów”),
Wyspy Zachodnie i kilka okręgów w dzisiejszym Ulsterze. Choć początki państwa
wywodzi się z legend i mitów, w okresie największego rozwoju terytorialnego Dal
Riaty mamy już do czynienia z całkiem historycznymi postaciami, takimi jak
Cinaed mac Ailipin (Kenneth MacAlpin), który będąc królem Dal Riaty około 843
roku stał się także królem Piktów i przeżył niedole wikińskiego podboju. Ostatecznie
to i inne państewka Gaelów nazywanych w źródłach z epoki z łaciny „Scoti”
spełniwszy swą dziejową rolę zanikły łącząc się z Królestwem Alby w późniejszą,
średniowieczną Szkocję, a ofiarowując jej wiele z kultury, języka i obyczaju.
Ślady bytności iryjskich Gaelów na wielkiej Brytanii w tym okresie znaleźliśmy
także w Walii, Kumbrii i Kornwalii, gdzie mieszają się z innymi przybyszami z
kontynentu europejskiego, wstrząsanego dramatycznymi wydarzeniami mającymi
miejsce po zagładzie rzymskiej kultury na Zachodzie („Pars Occidentalis”), po chwilowym
triumfie Germanów nad trupem rzymskiej władzy.
Płaskorzeźba przedstawiająca Diarmaita mac Cerballa.
Choć przywykliśmy do stereotypu „Mrocznego Wieku” jako
najtrafniejszego opisu czasu nastającego po śmierci rzymskiej kultury na
Zachodzie, w rzeczywistości wymiana idei trwała wówczas w najlepsze, a ów wiek
jawi się w historii Irlandii, jako złoty czas kultury i rozwoju. Otóż, choć
czasem tak trudno w to uwierzyć ów czas wojny i podziału potrafił działać też
na korzyść młodych i prężnych kultur. Jak każe wierzyć nam legenda, około 432
roku na wyspę przybywa św. Patryk i rozpoczyna swą działalność misyjną. W
obliczu zachowanych materiałów źródłowych wiemy dziś, że przybycie tej
niezwykłej postaci musiało mieć miejsce znacznie później, bo około 460 roku, a
431 rok zapisał się w pamięci przybyciem na wyspę pierwszego biskupa Irlandii –
„Dla potrzeb tamtejszych Chrześcijan”, co oznacza, że religia ta musiała
rozwijać się na długo przed Patrykiem i jego misją. Dzięki kronikom Prospera z
Akwitanii wiemy, że ów biskup nazywał się Palladius i niewątpliwie pochodził z
rodziny galo-rzymskiej. Jak by nie było, kolejne dwa stulecia to kres
nieprawdopodobnego wprost rozwoju duchowego i kulturalnego Irlandii – z jednej
strony, wciąż młode struktury chrześcijańskie wzmacniały się stale poprzez
nieustanny napływ eremitów i mnichów z całej chrześcijańskiej Europy, dla
których naturalna izolacja i możliwość pracy misyjnej stanowiła idealne warunki
dla kontemplacji i życia w zgodzie z naukami Chrystusa, z drugiej zaś strony,
pieczołowicie chroniona łacina liturgii Irów pozwoliła temu językowi przetrwać Średniowiecze
i na nowo rozpowszechnić się poprzez kaplice i opactwa w całej Zachodniej
Europie. Tak oto najmłodsze dziecię kościoła spłaciło swój dług wobec matki –
kultury. Przez dwieście lat starannie iluminowane w charakterystyczny i
unikatowy sposób pisma i kroniki chrześcijańskie stanowiły punkt oparcia dla
rozwoju kultury mówionej i religii jako takiej. Jednak czas prosperity nagle
zakończył się gigantycznym kryzysem i rozpadem, za którym stały dwa czynniki –
najazdy okrutnych przybyszów z dzisiejszej Skandynawii, czyli Wikingów, oraz
wielka zaraza, która drastycznie zmniejszyła populację Irlandii w latach
sześćdziesiątych i siedem dziesiątych VII wieku.
The Book of Kells.
Impakt towarzyszący tej epoce gwałtu i nieszczęść był
ogromny i niszczycielski niczym orkan. Najpewniej ludność Irlandii osiągnęła w
okresie poprzedzającym te wydarzenia liczebność stanowiącą punkt bez odwrotu
zgodnie z maltuzjańską teorią ograniczonych zasobów. Zatem pod wpływem dziesiątkującej
ludność zarazy i przy okazji kryzysu gospodarczego, który w jej efekcie objawił
się z całą brutalnością rozpadły się istniejące dotychczas struktury i ramy.
Wraz z gwałtowną pauperyzacją społeczności tworzących irlandzkie królestwa
upada kultura, ale także zdolność do dania odporu nadciągających morzem wrogów –
Wikingów. Nie tylko zresztą ich, gdyż latem 684 roku doszło do pierwszej poświadczonej
historycznymi źródłami inwazji angielskiej, gdy król Northumbrii Ecgfrith na
czele swych zastępów zaatakował irlandzką Bregę. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii
mieli jednak dość własnych kłopotów z kolejną falą migracji zza ich zachodniej,
morskiej granicy, aby na długi czas porzucić myśli o podboju sąsiedniej wyspy
lub jej części. To Wikingowie stali się niszczycielską siłą podmywającą
skutecznie wszystkie istniejące na Wyspach fundamenty dotychczasowej kultury
państwowej. Pierwszy poświadczony historycznie napad Wikingów miał miejsce w
795 roku. Najeźdźcy złupili wybrzeże i powrócili do siebie zbrojni w wiedzę o
tubylcach i ich słabościach. Wkrótce rajdy długich łodzi Wikingów stały się codziennością
i choć przez pierwsze dekady miały one charakter wybitnie rabunkowy, wkrótce
kolejne grupy zaczęły osiedlać się na wybrzeżach budując ufortyfikowane osady,
z których zaczęli dokonywać zbrojnych wypraw łupieskich w głąb lądu, najczęściej
wykorzystując do tego celu sieć rzeczną. Po 840 roku napady te przybrały na
sile, a już dekadę później dotychczasowe punkty oparcia Wikingów zaczęły
zmieniać się w prosperujące ośrodki handlowe, wśród których prym zaczął wieść
znakomicie położony Dublin. Ślady osadnictwa Wikingów z tego okresu zachowały się
nie tylko w ujściu rzeki Liffey, ale także w rejonie Waterford, Limerick i
Cork. Było to o tyle proste przedsięwzięcie, że nie istniała od dawna żadna centralna
siła zdolna zjednoczyć ludy iryjskie w oporze wobec bezwzględnego łupieżcy. Tradycja
mówi wprawdzie o znaku „Najwyższego Króla” – Czerwona Dłoń „Niall of the Nine
Hosteges”, ale mowa raczej o czasach równoległych do tradycji arturiańskiej niż
epoki najazdów Wikingów. Jak by nie było, po 920 roku ostoja wpływów nordyckich
w Irlandii – Dublin – był już okazałym i solidnie umocnionym miastem
aspirującym do miana głównego ośrodka wymiany handlowej. Dopiero niemal
stulecie później udało się iryjskim panom zatrzymać napór Wikingów i przejść do
ofensywy, w której efekcie okresowo zdołali nawet Mael Finnia mac Flannacain z
Bregi i Cerball mac Muirecain z Leinster sięgnąć po Atha Cliath, jak w mowie
Gaellów nazywano Dublin. Wkrótce jednak Wikingowie odzyskali utracone pozycje i
choć nigdy już nie zbliżyli się do możliwości pełnego podboju wyspy,
zakorzenili się na niej na stałe, kładąc podwaliny pod nowe możliwości rozwoju
poprzez utrwalenie nowego systemu wymiany handlowej opartej o srebrny pieniądz
po raz pierwszy bity właśnie w Atha Cliath w 992 roku. Konieczność zorganizowania
się na nowo w tak niebezpiecznych czasach spowodowała restytucję tytułu „Najwyższego
Króla Irlandii”, jednak nie w rozumieniu „zjednoczyciela wyspy”, a bardziej władcy
zdolnego do zdominowania politycznie i militarnie innych ośrodków władzy w
rodzaju średniowiecznego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Pierwszym
władcą, który zdołał w ten sposób zdominować podzielonych Irów i narzucić
przynajmniej większości z nich swą wolę był Brian Boru, który w roku 1014 pobił
dotkliwie Wikingów pod Clontarf, co jednak przypłacił własnym życiem.
Ostatecznie Dublin zajęty został przez władcę Leinster Diarmuita mac Mael nMbo
w roku 1052. Dzięki uzyskaniu kontroli nad tak ważnym punktem wymiany handlowej
władca Leinster był w stanie stać się dominującą w Irlandii postacią i narzucić
siłą innym państewkom (choć nie wszystkim) swój tytuł „Najwyższego Króla”.
Zdolność do utrzymania wymiany handlowej opartej na żywym pieniądzu
doprowadziła wkrótce do ożywienia gospodarczego na całej wyspie, ale najwięcej
profitów z tego tytułu lądowało w sakwie kolejnych władców Leinster, zwanych
dynastią O’Brien.
Wyobrażenie Króla Briana Boru
W efekcie stopniowego wchłonięcia pozostałości wikińskiej kolonizacji
w struktury iryjskiej kultury i wzrostu znaczenia władców Leinster kolejni
przedstawiciele dynastii O’Brien uzyskali zdolność do prowadzenia polityki
wykraczającej poza obręb wyspy i angażowania się w sprawy Szkocji, Walii i
Królestwa Wysp. Muircherteach Ua Briain był pierwszym władcą Irów, który
potrafił realnie wpływać na sytuację polityczną w obszarach wykraczających poza
sama wyspę. Jego rosnący wpływ na Królestwo Wysp spowodował zresztą w latach
1098 – 1102 interwencję zbrojną Króla Norwegii, Magnusa III Olaffsona. Nierozstrzygnięty
zbrojnie konflikt o przywództwo rozwiązano poprzez małżeństwo córki Muircherteacha
z synem Magnusa. Wspólnymi siłami usiłowali oni teraz zdominować wyspę, lecz
podczas wyprawy na Ulaid (dzisiejszy Ulster) Magnus został zamordowany
skrytobójczo, prawdopodobnie na życzenie Muircherteacha, przy czym mimo
wszystkich swoich talentów politycznych ten ostatni nie utrzymał się u władzy
zbyt długo, przegrywając z nowym prężnym ośrodkiem władzy w Connacht, na
którego czele stał Toirdelbach Ua Conchobhair. Ten ostatni zdołał także sięgnąć
po tytuł „Najwyższego Króla” i doprowadzić do znacznego osłabienia
potencjalnych rywali, ale tak jak poprzednicy nie był w stanie narzucić swej
woli całej wyspie. Jako protoplasta nowej „dynastii” Toirdelbach utrzymał się u
władzy blisko pięćdziesiąt lat, może przede wszystkim dlatego, że dbał o rozwój
handlu, ale także pokrył swe władztwo jako pierwszy z Irów siecią kamiennych
zamków, będących na wzór Europy kontynentalnej ośrodkami królewskiego wpływu i
administracji. Jeden z jego synów – Rhuadhri – po śmierci ojca zdołał także sięgnąć
po najwyższą władzę nad większą częścią wyspy, ale jego największy sukces w
postaci wygnania z wyspy potencjalnego rywala w postaci władcy Leinster,
Diarmaita macMurchada stał się w rzeczywistością przyczyną klęski jego ambicji
i upadku zalążków centralnej władzy nad wyspą. Diarmait bowiem, pokonany i
wygnany udał się po pomoc do obcej siły drzemiącej tuż obok Szmaragdowej Wyspy –
do Królestwa Normanów.
Anglicy w
Irlandii
W maju 1169 roku wyruszyła z błogosławieństwem
duchowieństwa i władcy Anglii, Henryka wyprawa wielmożów normańskich do
Irlandii, która w ciągu zaledwie kilku tygodni doprowadziła do odzyskania
królestwa przez Diarmaita. Złożyło się na to kilka przyczyn, z których najważniejszymi
były, jak się wydaje, rosnące rozdrobnienie Iryjskie, wyczerpanie kluczowych
graczy trwającymi przez kilka dekad brutalnymi konfliktami o władzę najwyższą i
oczywiście militarna przewaga ciężkozbrojnej jazdy normańskiej. Diarmait
zapłacił swym sprzymierzeńcom jedyną walutą jaką mógł zapłacić – ziemią. Dla
wiecznie głodnych ziemi i tytułów rycerzy normańskich gest Diarmaita z uwagi na
obce wsparcie jego władzy zwanym odtąd „Cudzoziemskim” Irlandia jawiła się jako
wyśmienity łup zabezpieczający ich fortunę na pokolenia. Tak się też stało,
gdyż znakomitej rycerskiej jeździe Normanów nie były w stanie oprzeć się iryjskie
hufce skonfliktowanych zresztą wzajemnie królów i udzielnych książąt. Diarmait
zabezpieczył przyszłość swoją i swego rodu jeszcze bardziej – wydał za
kierującego wyprawą Richarda de Clare zwanego „Strongbow” swoją córkę Aoife
znaną później z legend i ballad jako Eva z Leinster, lub Czerwona Eva i ogłosił
swym następcą. Krok ten nie przypadł do gustu suzerenowi Richarda, Henrykowi II
Angielskiemu, który nie był zbyt przychylny perspektywie utworzenia nowego, prężnego
ośrodka władzy Normanów pod bokiem własnego królestwa. Ostatecznie, jednak
rozwój sytuacji zmusił Henryka do osobistego zaangażowania w sprawę Richarda,
gdyż rychła (w 1171 roku) śmierć Diarmaita pozwoliła mu upomnieć się o obiecany
Leinster, co jednak spowodowało powstanie silnej koalicji pozostałych iryjskich
monarchów przeciw przybyszom. Ostatecznie siły iryjskie bezskutecznie oblegając
Atha Cliath spowodowały interwencję głównych sił królestwa Henryka. Nie będąc w
stanie oprzeć się normańskiej potędze większość panów iryjskich przyjęła
warunki Henryka, który zamiast niezależnego królestwa Leinster wolał widzieć zależne
od siebie terytorium lenne. Przede wszystkim jednak wychodząc naprzeciw
oczekiwaniom kościoła, który pobłogosławił wyprawę oczekując własnych korzyści,
wymusił Henryk wprowadzenie gregoriańskich reform instytucji kościelnych na
wyspie, przede wszystkim wprowadzając korzystny dla kleru system podatkowy. W
roku 1172 Henryk opuścił wyspę naglony sprawami pozostałych części jego
obszernego władztwa i walki w Irlandii wybuchły na nowo. Po trzech latach
Henryk kolejny raz wymusił zbrojnie posłuch i narzucił traktat windsorski,
który czynił go władcą dotychczas podbitego terytorium uznając władzę
Ruahiriego nad resztą wyspy, co okazało się jednak rozwiązaniem nietrwałym.
Ostatecznie w roku 1177 Henryk ogłosił swego syna Jana „Panem Irlandii”, co
miało o tyle istotny efekt, że otwierało przed normańskim rycerstwem drogę do
dalszych podbojów, a ponieważ w monarchii Henryka nie brakowało młodszych synów
feudałów z nijakimi perspektywami na własną ziemię, nigdy koronie nie zabrakło chętnych
na wzięciu działu w irlandzkiej imprezie. Tak oto, krok po kroku normańskie rycerstwo
opanowywało wyspę natychmiast umacniając kamiennymi zamkami każdy połeć
opanowanej ziemi. W rzeczy samej, długotrwałe zmagania o władzę nad wyspą nie
były dla normańskiego rycerstwa łatwe – tubylcy stawiali twardy opór, czasem
jednoczyli się w wielkiej sile i byli w stanie odzyskiwać pewne obszary, ale
doraźnie tworzone koalicje nigdy nie okazywały się na tyle trwałe, by całkiem
zniechęcić przybyszów zza morza do rezygnacji z ziemi i podboju. W 1261 roku
Fineen MacCarthy (albo Fineen of Ringrone), władca Desmond zdołał zadać najeźdźcom
poważną klęskę w bitwie pod Callann, w efekcie której padło na placu boju ośmiu
baronów, piętnastu rycerzy i znaczna liczba pospolitych żołnierzy. Zwycięstwo
to pozwoliło ocalić przed podbojem Gaelickie Desmond przez kolejne dekady, ale
już w 1300 roku władztwo angielskie rozciągało się na ponad połowę terytorium
wyspy. Do pełnego podboju wyspy brakowało mimo wszystko Anglikom bardzo
niewiele i byli ku temu na najlepszej drodze, ale niespodziewanie kolejne
dekady XIV wieku przyniosły gwałtowną zapaść ich siły na wyspie. Przyczyny tego
nagłego zwrotu nie opierały się bynajmniej na chwalebnym zjednoczeniu ocalałych
iryjskich państewek, które były w tym okresie trwały skłócone bardziej niż
chyba kiedykolwiek wcześniej. Przede wszystkim monarchia angielska przeżyła ostry
kryzys związany z klęskami i utratą na rzecz monarchii francuskiej większości
swych ziem na kontynencie, przy okazji doznając szeregu upokarzających porażek
ze Szkotami. Od 1337 roku coraz więcej sił żywych i pieniędzy kosztowała Anglię
przygoda w postaci próby opanowania Królestwa Francji szerzej znana jako Wojna
Stuletnia, a w reszcie w roku 1348 na wyspę wtargnęła wielka zaraza, od pewnego
czasu już pustosząca Europę i znana pod nazwą „czarnej śmierci”.
Pomnik upamiętniający Bitwę pod Callann
Anglicy przez długi czas przeważali nad państwami Gaellów
nie tylko siłą militarną, ale także sprawniejszą administracją i nowinkami w
zakresie uprawy ziemi i hodowli. Obszar pozostający pod ich władaniem
niezmiennie rósł w dobrobyt i coraz szybciej pokrywał się siecią osiedli o
zwartej, miejskiej zabudowie, co w warunkach straszliwej zarazy okazało się dla
społeczności podbitego obszaru dosłownie zabójcze, gdyż zaraza uderzyła obszary
gęściej zaludnione znacznie mocniej, niż wiejskie tereny pozostające pod władzą
królów iryjskich. Po przejściu zarazy opustoszałe wsie i miasteczka po pewnym
czasie ponownie zaczęły zaludniać się Gaellami, co miało ten pozytywny skutek,
że nastąpiło ożywienie życia gospodarczego na wyspie udręczonej dekadami
najazdów i prób reconquisty utraconych na rzecz Anglików ziem. Kryzys w Anglii
wywołany Wojną Stuletnią trwał i pogłębił się jeszcze podczas kolejnych dekad
walk o koronę podczas Wojen Róż. Do czasu bitwy pod Bosworth terytorium pozostające
pod kontrolą angielską skurczyło się do niewielkiego w sumie obszaru
okalającego Dublin – ostoję władzy angielskiej na wyspie – nazywanego „The Pale”.
Przyczółek angielski trwał, głównie dlatego, że był stosunkowo silnie
ufortyfikowany, dawał jednak nadzieję tamtejszym panom ziemskim na wznowienie
podboju wyspy, gdy tylko nadejdą lepsze czasy. W okresie osłabienia władzy
królewskiej władza rządzącego „The Pale” rodu Earl of Kildare opierała się
przede wszystkim na nadal odczuwanej przewadze militarnej nad Irami, oraz
systemie sojuszy zawieranych z niektórymi z władców, którzy w rozgrywkach o
powiększenie własnej władzy chętnie korzystali z angielskiej pomocy. Panowie z
Kildare byli także przez dość długi czas stosunkowo niezależni w swych
poczynaniach od władzy w Londynie, ale dopiero ogólne uspokojenie sytuacji w
Anglii po zakończeniu Wojen Dwóch Róż pozwoliło monarchii na rozciągnięcie ściślejszej
kontroli nad poczynaniami tamtejszych Landlordów. Zresztą ci ostatni jakby
przeczuwając kres swobody i niezależności kilkukrotnie dawali dowody niechęci
wobec Londynu posuwając się do otwartej wręcz zdrady – tak było gdy poparli
pretendenta z domu Yorków w 1487 roku, zapraszając do Dublina posiłki
burgundzkie, tak było wreszcie, gdy w 1536 roku Thomas Silken posunął się do
otwartej rebelii przeciw Tudorom. Nie jest jasne kiedy dokładnie król Henryk Tudor
postanowił wznowić podbój wyspy – opisywane tutaj wydarzenia znacząco jednak
przyspieszyły jego działania na rzecz uzyskania pełnej kontroli nad „The Pale”,
ale także nad próbą budowy wielkiego imperium na Wyspach Brytyjskich. Jak by
nie było, w 1542 roku zlikwidował Henryk Tudor tytuł Pana Irlandii tworząc w to
miejsce Królestwo Irlandii, a koronę tego nowo utworzonego królestwa na skronie
włożył mu zwołany w tymże roku Parlament Irlandii, w którym obok iryjskich
władyków miejsce znaleźli także przedstawiciele nowych rodów z mieszanej,
anglo-iryjskiej arystokracji, oraz czysto angielscy panowie z „The Pale”.
Zasięg terytorialny "The Pale" około 1450 roku
W epoce Tudorów podbój Irlandii przebiegał dwutorowo,
łączył bowiem akcje militarne z posunięciami dyplomatycznymi, co podyktowane
było tutejszymi realiami – choć wielu iryjskich landlordów stawiało militarny
opór władzy królewskiej, równie wielu rozumiało, że w drodze negocjacji są w
stanie utrzymać się na swojej ziemi, mając w perspektywie możliwość poszerzenia
własnego władztwa kosztem tych, którzy się buntowali. Na dłuższą metę
arystokracje iryjska nie była w stanie stawiać dostatecznie silnego oporu
Londynowi i konsekwentnie zmniejszał się jej stan posiadania. W drugiej połowie
XVI wieku doszło do szeregu niezwykle ostrych konfliktów (Bunt Desmonda, a
przede wszystkim Wojna Dziewięcioletnia), w których konsekwencji Londyn wdrożył
nową, ostrzejszą politykę wobec opornych. Rozpoczął się okres niszczenia
dawnych struktur iryjskich poprzez tak zwane „Plantations” – wielkie wywłaszczenia
zbuntowanej arystokracji. W początkowej fazie poddano „Plantacji” ziemie w
dzisiejszym Ulsterze, stopniowo jednak, w kolejnych fazach podboju
rozszerzanych na kolejne obszary. Klęska Gaellów w Wojnie Dziewięcioletniej
stanowiła punkt graniczny – w jej bezpośredniej konsekwencji monarchia
angielska nie zdecydowała się jeszcze na rozwiązania stricte siłowe, ale
wkrótce później, na samą wieść o możliwym kolejnym ataku angielskim w
odpowiedzi na spiski iryjskich lordów ziemskich znaczna część tych ostatnich po
prostu uciekła z wyspy porzucając swe włości, szukając bezskutecznie poparcia
dla swojej sprawy za granicą. Londyn wykorzystał nadarzająca się okazję i zajął
opuszczone ziemie nadając je angielskiej szlachcie. Dla Gaellów był to potężny
cios – już w 1614 roku podczas posiedzenia Parlamentu Wyspy okazało się, że
Panowie Iryjscy jako Katolicy nie mają już większości, która skutkiem „Plantations”
nieodwołalnie przeszła w ręce anglikańskich posiadaczy ziemskich związanych z
Koroną. To także w tym okresie konfrontacja iryjsko-angielska osiąga kolejne
ostre linie podziału, gdyż do gry wchodzi także czynnik religijny. Z jednej
strony, monarchia Tudorów, a później także Stuartów uzyskuje w Irlandii potężną
podporę w postaci lojalnych rodów protestanckich, z drugiej jednak strony mimo często
drakońskich przepisów prawnych zdecydowana większość Irów stanowiących dół
drabiny społecznej pozostaje przy katolicyzmie. Ów podział zaostrzy się jeszcze
bardziej w XVII stuleciu, stuleciu wielkiej irlandzkiej klęski.
Sztych z epoki przedstawiający Bitwę nad rzeką Boyne.
Tak jak w czasach średniowiecznych fortuna angielska i jej
przewagi w Irlandii zależały w dużej mierze od aktualnej kondycji monarchii. W
okresie wzrostu znaczenia Anglii proces podboju zyskiwał na dynamice, ale gdy
kraj pogrążał się w kryzysie, dynamika owa malała i słabła. Aż do wybuchu
wewnętrznego konfliktu o władzę w Anglii, pozycja monarchii na wyspie wydawała się
nienaruszalna, ale gdy tylko doszło do walk Króla z Parlamentem na Wielkiej
Brytanii Irlandczycy natychmiast wywołali powstanie, na którego czele stanął Felim
O’Neill. Powstańcy nie zdołali opanować Dublina, ale uniknęli natychmiastowej
klęski, dzięki wydanej przez O’Neilla Proklamacji w Dungannon, w której posunął
się on do fałszerstwa twierdząc, że powstańcy działają w imieniu i za zgoda
Króla. Ten krok, w połączeniu ze stosunkowo łatwym opanowaniem Ulsteru
spowodował żywiołowy napływ ochotników w szeregi powstańczej armii. Fałszerstwo
rzecz jasna szybko wyszło na jaw – Król odcinał się od poczynań powstańców –
jednakże brutalne wyrównanie rachunków z protestanckimi osadnikami w najsilniej
skolonizowanym Ulsterze stanowiło swoiste zerwanie mostów. Nawet jeśli poważna
część arystokracji zasilającej powstanie nie miała ochoty zrywać z Koroną
powstanie dawało jej szanse na realizację najważniejszych postulatów –
odzyskania ziemi zagarniętej podczas „plantacji”, oraz zakończenia dominacji
protestanckiej i uzyskania swobód religijnych. Powstańcy irlandzcy mieli
przeciwko sobie nie tylko siły lojalne względem Parlamentu Angielskiego, ale
także szybko powołane do życia milicje protestanckie (głównie ulsterskie), oraz
armię szkockich „Covenanters”, równie pełną religijnego zapału, jak anglikańscy
lojaliści. W 1642 roku w rękach sił powstańczych znajdowało się mniej więcej
dwie trzecie wyspy, ale nie mieli oni dość sił, aby całkowicie opanować wyspę.
Obie strony okopały się na swoich pozycjach mając świadomość, że po masakrach
protestanckich osadników w Ulsterze (przynajmniej 4000 ofiar, w tym kobiety i
dzieci), nie ma już odwrotu i w tych okolicznościach powstanie początkowo
firmowane jako ruch w obronie Króla zmieniło się za aprobatą katolickiej
hierarchii kościelnej wyspy w otwarty bunt przeciw angielskiej władzy. W dążeniu
do scementowania głównych ośrodków buntu irlandzcy katolicy powołali do życia
Konfederację Irlandzką, jako alternatywny ośrodek władzy wobec angielskiej
dominacji. Konfederacja nie mając dość sił na szybkie zakończenie działań
przyjęła postawę wyczekującą, licząc na zwycięstwo Króla w angielskiej wojnie
domowej i zakładając możliwość uzyskania korzystnych warunków w wypadku takiego
obrotu spraw. Po klęsce monarchii jednak kres irlandzkiej wolności przyszedł
bardzo szybko – w latach 1649-1651 armia Parlamentu błyskawicznie i niezwykle
brutalnie rozprawiła się z powstańcami ponownie poddając Irlandię władzy
angielskiej. Szacuje się, że wojna pochłonęła przynajmniej 200 000 ofiar
po obu stronach, co w połączeniu z załamaniem się koniunktury gospodarczej (być
może w efekcie tak zwanej „małej epoki lodowcowej”) doprowadziło kraj do
niebywałej ruiny. Parlament rozszerzył jeszcze bardziej „Plantacje”, które
objęły w zasadzie cały kraj za wyjątkiem Connacht, w którym ziemię ocaliło
kilkaset katolickich rodów, głównie kosztem najbardziej zaangażowanych w
powstanie. Ostatnim aktem desperacji stał się bunt przeciw angielskiej „The
Glorious Revolution”, która w niemal bezkrwawy sposób wyniosła na londyński
tron Williama of Orange, strącając zeń Jakuba Stuarta. Ten ostatni poszukał
schronienia wśród przyjaznych mu rodów katolickich w Irlandii, gdzie rozegrał
się ostatni i najkrwawszy akt zmagań o koronę angielską – oraz o przyszłość
Szmaragdowej Wyspy. Katastrofalna klęska poniesiona przez stronników Jakuba nad
rzeką Boyne w dniu 1 lipca 1690 roku nie tylko ostatecznie pogrzebała
jakiekolwiek nadzieje katolików na odzyskanie supremacji na wyspie, ale jeszcze
bardziej umocniła panowanie angielskie. Po dziś dzień wszyscy irlandzcy protestanci
hucznie obchodzą rocznicę swego zwycięstwa nad Boyne, a kulminacyjnym elementem
tych obchodów jest tradycyjny przemarsz świętujących przez obszary zamieszkały
przede wszystkim przez społeczności związane z kościołem katolickim. W
konsekwencji wszystkich tych klęsk Irlandia powitała rozpoczynający się „Wiek
Rozumu” w sytuacji, w której właściwie cała ziemia uprawna znalazła się w
rękach liczącej mniej więcej 5 % populacji wyspy grupy lojalnych wobec
angielskiej korony arystokracji, posiadającej absolutny monopol na władzę także
w dziedzinie produkcji i handlu. Katolicka większość znalazła się w pozycji
tragicznie ubogiego dzierżawcy lub wyrobnika. Wkrótce sprawy miały się jeszcze
bardziej pogorszyć, gdyż znakomita większość właścicieli ziemskich dość szybko zaczęła
opuszczać wyspę, pozostawiając ziemie pod cudzym zarządem, który miał wycisnąć
z majątków jak najwięcej środków na inwestycje w innych obszarach rodzącego się
Imperium Brytyjskiego. W latach 1740-1741 fala głodu, która przetoczyła się
przez wyspę zabrała przeszło 400 000 ofiar śmiertelnych i spowodowała
obliczana na około 150 000 osób falę emigracyjną. Dawna kultura Gaellów umierała
długo i wśród wielkich cierpień.
Przyczyny
narodowego odrodzenia
Utwierdzenie supremacji angielskiej w Irlandii przyniosło
nie tylko ogromne zmiany w żywym organizmie społecznym, ale rzutowało także na
życie ekonomiczne i kulturalne. Dominacja angielska przejawiała się przede
wszystkim wypchnięciem poza struktury władzy nie tylko katolickiej większości,
ale także potomków szkockich prezbiterian zamieszkujących w zwartych enklawach
dużą część dzisiejszego Ulsteru – ci ostatni mieli wprawdzie prawo do
zasiadania w Parlamencie, ale nie mogli już obejmować żadnych istotnych funkcji
publicznych. Skłaniało to wielu do konwersji religijnej na anglikanizm w oczywistym
celu rozwijania kariery lub po prostu zyskania prawa do posiadania ziemi. W
przypadku katolików takie konwersje nie oznaczały często autentycznego
przejścia do obozu władzy, gdyż mimo wszystkich niedogodności pewna niemała
grupa konwertytów dokonała tego kroku wyłącznie w celach ekonomicznych,
pozostając w głębi ducha katolikami. Charakterystyczne były akty konwersji
jednego, ustalonego uprzednio członka irlandzkiego rodu, na którego
przepisywano całość posiadanej przez ów ród ziemi, tak by mógł on zarządzać nią
w imieniu pozostałych, a przede wszystkim móc ubiegać się o kredyty hipoteczne
w celu zakupu nowych działek, gdyż prawo do kredytu także uzależnione było od
wyznania. W ciągu XVII i XVIII wieku zresztą pojawił się nagle bardzo duży
areał ziemi do nabycia, więc tego rodzaju operacje były czymś normalnym i
szeroko rozpowszechnionym. Nowe działki ziemi uprawnej pojawiały się nie z
powodu wyprzedawania starych majątków, lecz z powodu totalnej deforestacji
wyspy będącej konsekwencją rabunkowego wyrębu lasów na potrzeby ekstensywnie
rozwijanego protoprzemysłu metalurgicznego, ale przede wszystkim na potrzeby
rosnącej w siłę angielskiej marynarki wojennej, głównego odbiorcy ścinanych w
błyskawicznym tempie lasów. Deforestacja wyspy spowodowała zresztą szybkie
wyjaławianie sporych areałów ziemskich i stałe poszukiwanie nowych działek pod
uprawy i hodowlę jeszcze bardziej przyspieszała proces przemian w strukturze
agrarnej i ekonomicznej w ogóle. Generalnie rzecz ujmując, od początków XVII
wieku tradycyjne źródła dochodu właścicieli ziemskich ewoluują w kierunku dynamicznego
rozwoju eksportu przede wszystkim solonej wieprzowiny i zbóż (głównie pszenicy)
na potrzeby angielskiej floty handlowej i wojennej, oraz po długich targach
także do zamorskich kolonii Anglii położonych w pasie tropików. Wraz z
pogarszaniem się jakości ziem owo pierwotne ożywienie ekonomiczne stopniowo
zamiera i ulega stagnacji. W tym okresie na znaczeniu zyskuje uprawa ziemniaka,
który obok roślin strączkowych stanie się głównym źródłem pożywienia dla
irlandzkiego chłopstwa. Okres względnej stabilizacji przynosi zresztą po 1780
roku gwałtowna eksplozję demograficzną na irlandzkiej wsi, która żyjąc na stale
ograniczonym areale ziem uprawnych coraz bardziej uzależnia się od ziemniaka i jednocześnie
z coraz większym trudem znosi stopniowy wzrost rent dzierżawczych będących w
tym okresie nadal jedynym pewnym źródłem dochodu wielkiej własności ziemskiej,
choć i tak już nie nadążającej za spiralą cen generowaną przez gwałtowny wzrost
aktywności produkcyjnej będącym widomym znakiem nadchodzącej już wielkimi
krokami wielkiej rewolucji przemysłowej, której przecież Anglia będzie
pierwszym beneficjentem. Wszystko to powoduje, że już zaledwie w drugim
pokoleniu po Boyne niemała część arystokracji ziemskiej zaczyna się coraz
bardziej utożsamiać z wyspą niż z samą Anglią wskutek bardzo restrykcyjnej
polityki promującej przede wszystkim angielski handel, angielską produkcję i
angielskie rolnictwo. Tak powstawać będą zatem nowe linie podziału, nowe
zjawiska i fenomeny społeczno-ekonomiczne dla których utrwalony obecnie
przemocą porządek stawać się będzie coraz bardziej niewygodny. Choć oczywiście
wraz ze stopniowym wzrostem wysokości rent ziemskich wśród irlandzkiego chłopstwa
zaczną tworzyć się czasem całkiem spore grupy opierające się na różne sposoby
nowym sposobom naliczania dzierżaw, to trwałość porządku zaprowadzonego
angielskim podbojem kwestionować zacznie także niemała część arystokracji
ziemskiej, tylko w teorii będącej tego nowego porządku beneficjentem.
Zasięg terytorialny angielskich "Plantacji" na obszarze Irlandii
Pierwszym i podstawowym celem zabiegów lokalnej
arystokracji było żądanie szerszego otwarcia angielskich rynków zbytu na towary
produkowane na wyspie. Kolejnym, gdy te drzwi wreszcie udało się uchylić,
zwiększenie znaczenia i roli lokalnego Parlamentu. Przed tym ostatnim rząd
królewski bronił się jak mógł opierając się na skrajnie lojalnej grupie
fanatycznych anglikańskich posiadaczy ziemskich zawsze pamiętających o rzezi
ulsterskiej sprzed ponad stulecia, a przede wszystkim, czerpiącym całkiem
realne profity w postaci absolutnego monopolu na obsadzanie stanowisk w
administracji królewskiej. Sztywny gorset twardego prawa udało się rozluźnić
dopiero w okresie amerykańskiej Wojny o Niepodległość, w czasie której z uwagi na
groźbę obcej inwazji powołano wielotysięczną irlandzką milicję (dotąd irlandzkim
katolikom niewolno było nawet szkolić się w zakresie używania broni nie
wspominając o jej posiadaniu) i rząd desperacko usiłujący ratować swój stan
posiadania w Ameryce Północnej był oczywiście dużo bardziej skłonny do szukania
kompromisu. Po zakończeniu wojny koniunktura międzynarodowa oczywiście uległa
drastycznemu pogorszeniu, ale ziarno woli zwiększenia wpływu na swój własny los
w Irlandii zostało już zasiane, a co najważniejsze doprowadziło do niezwykłego
sojuszu katolików i prezbiterian. Panujący system polityczny skłonił tak
odległe od siebie grupy wyznaniowe do zajęcia wspólnego stanowiska wyrażanego dążeniem
do wyeliminowania religii z życia politycznego oraz zwiększeniem roli
irlandzkiego parlamentaryzmu na rzecz większego samostanowienia mieszkańców
wyspy o swoim losie. Wkrótce w pewnej mierze pod wpływem ideałów francuskiej rewolucji
ruch ewoluował w stronę nowych horyzontów, były nimi republikanizm i całkowite zrzucenie
brytyjskiej dominacji. W 1791 roku grupa dysydentów irlandzkich (za wyjątkiem
dwóch bez wyjątku prezbiterian z Ulsteru) utworzyła „Stowarzyszenie
Zjednoczonego Irlandczyka” (Society of the Union Irishmen), w którym bardzo
szybko pierwsze skrzypce odgrywać zaczęli radykałowie w rodzaju Theobalda Wolfe’a
Tone’a. Wywołana przez ruch reolucja w 1798 roku dość szybko została przez siły
brytyjskie stłumiona, a sam Tone popełnił samobójstwo nie czekając na swoja
egzekucję jako zdrajca. Konsekwencją irredenty była nowa forma brytyjskiej
kontroli nad Irlandią – Akt Zjednoczenia z 1800 roku, który miał w założeniach
jeszcze bardziej wzmocnić kontrolę nad wyspą, a który wyznaczył jedynie na nowo
dawne linie podziału. Już w 1803 roku Robert Emmet usiłował dokonać zbrojnego
przewrotu w duchu rewolucji republikańskiej, ale jego wystąpienie zostało
błyskawicznie stłumione, a on sam stracony.
Wolfe Tone
Przede wszystkim akt jednoczący korony został poparty przez
dominujący stale w irlandzkim parlamencie ruch lojalistów, wielkich posiadaczy
ziemskich, którzy w imię utrzymania swego stanu posiadania skłonni byli
zrezygnować z jakiejkolwiek formy autonomii na wyspie godząc się na likwidację
parlamentu wyspy w zamian za pulę miejsc w parlamencie londyńskim. Wkrótce lojaliści
musieli przełknąć gorzką pigułkę – ich monopol na władzę i majątek w Irlandii
został złamany poprzez rozszerzenie wprowadzonej jeszcze w XVIII wieku zasady „politycznej
franczyzy”, która dopuszczała do udziału w parlamencie katolików pod warunkiem
spełnienia określonych wymagań majątkowych. W 1832 roku ustalono taką wartość
na poziomie 10 funtów, co stanowiło o zablokowaniu możliwości ubiegania się o
miejsce w parlamencie ogromnej większości katolików irlandzkich, ale uchylając
drzwi do niej niemałej grupie ambitnych katolików usiłujących rywalizować
ekonomicznie ze starą angielską arystokracją. W tym okresie trudno było wielu
lordom zrozumieć, że zyskujący na znaczeniu brytyjski parlamentaryzm sam w
sobie nie może na dłuższą metę działać na zasadzie dwóch standardów w jednym i
tym samym kraju. Fakt ten nie umykał uwadze domagającym się uchylenia starych i
dyskryminujących mniejszości religijne przepisów. Choć zatem rosło znaczenie
katolickiej arystokracji ziemskiej na wyspie większość najbardziej widocznych
nierówności po staremu nie znajdowała rozwiązania, a wręcz coraz silniej
narastała. Irlandzka wieś nie tylko nie zyskiwała niczego na stopniowej
emancypacji katolickiej arystokracji, ale wręcz coraz bardziej pogrążała się coraz
bardziej w starych, quasi feudalnych schematach egzystencji. Przy istniejącym
stanie prawnym ograniczającym prawo do posiadania w zasadzie całej ziemi uprawnej
dla około 10 000 osób i przy okazji stałego, dynamicznego wzrostu liczby
ludności Irlandii ówczesne realia gospodarki na wskroś maltuzjańskiej (zdobycze
rozwijającej się brytyjskiej rewolucji przemysłowej wciąż szerokim łukiem
omijały irlandzką wieś) stanowiły doskonały przepis na katastrofę. Doszło do
niej w połowie lat czterdziestych XIX wieku, a był nią Gorta Mor - „Wielki Głód”.
Irlandzka wieś w połowie XIX wieku
Wieś irlandzka wchodziła w dekadę lat czterdziestych XIX
wieku jako najbiedniejsza wieś w całej zachodniej części Europy, jednocześnie niemal
w całości uzależniona od ziemniaczanej monokultury. W 1844 roku Benjamin
Disraeli pisał o ówczesnej irlandzkiej wsi – „Głodująca populacja, nieobecna
arystokracja, obcy wszystkim protestancki kościół i dla odmiany – najsłabsza egzekutywa
na świecie”. Rzecz jasna samo dostrzeganie problemu nigdy jeszcze nie
implikowało jego rozwiązań – w ciągu pierwszych czterech dekad Unii do Irlandii
wyekspediowano ponad 100 rządowych komisarzy, którzy współdziałali z ponad sześćdziesięcioma
miejscowymi komisjami mającymi na celu ocenę stanu kraju. Wszystkie bez wyjątku
wieszczyły katastrofę – eksplozja demograficzna, powszechna bieda i obejmujące
trzy czwarte populacji bezrobocie agrarne i katastrofalne warunki bytowe skutkujące
haniebnym wprost stanem higieny były realnymi problemami, z którymi jednak żaden
rząd Jego Królewskiej Mości nie potrafił sobie poradzić. Wprost przeciwnie –
istniejące przepisy prawne dopuściły do kolejnej „rewolucji agrarnej”, w czasie
której właściciele ziemscy w okresie bezpośrednio poprzedzającym nadejście
zarazy ziemniaczanej zastosowali na masową skalę akcję wyrzucania chłopów z
dzierżaw z powodu ekonomicznej kalkulacji. Dość powszechnie uznano bowiem istniejący
system rent za przynoszący zbyt małe dochody implementując w zamian gwałtowny
rozwój hodowli przede wszystkim owczej, wychodząc rosnącemu zapotrzebowaniu na
wełnę błyskawicznie rozwijającego się przemysłu włókienniczego w Królestwie. Świadomie
zatem drastycznie podnoszono wysokość rent, aby albo usunąć z ziemi
przeszkadzających rozszerzaniu pastwisk chłopów irlandzkich, albo w razie
upierania się tych ostatnich przy pozostaniu i uprawie ziemi zdyskontować sobie
w taki właśnie sposób utratę potencjalnego dochodu z hodowli i eksportu wełny.
W 1842 roku wartość rent ziemskich w Irlandii osiągnęła zawrotne 6 000 000
funtów, przy czym na wyspie mieszkało wówczas niemal osiem i pół miliona ludzi
(w ogromnej mierze na wsi), a areał upraw zbóż osiągnął absolutne minimum,
jednocześnie koncentrując się niemal wyłącznie na uprawie ziemniaka, który jako
jedyna uprawa dawał względną gwarancję zdolności do wykarmienia rodziny. Kryzys
postępował tym bardziej i szybciej, jako że dochody rodzin chłopskich spadły do
tak niskiego poziomu, że nie były już w stanie dokonywać jakichkolwiek zakupów
artykułów przemysłowych, co powodowało gwałtowną pauperyzację wąskiej i słabej
wciąż warstwy małomiasteczkowego mieszczaństwa, które trudniło się handlem i w
mniejszym stopniu usługami. Gdy uderzyła zaraza w zasadzie nie istniały żadne
rezerwy żywności, którymi można by stosunkowo szybko wesprzeć głodująca
ludność. Już pierwszy rok zarazy ziemniaczanej przyniósł katastrofę właściwie
wszystkich warstw społecznych Irlandii nie obejmując jedynie właścicieli
ziemskich, których zresztą w ogromnej większości zresztą przebywającej bardzo
daleko od miejsca dramatu. Najwięcej ofiar głód przyniósł w południowych i
zachodnich hrabstwach, tam, gdzie język Gaellów utrzymywał jeszcze dość szeroki
zasięg codziennego użytkowania. Na drugi ogień poszła reszta kraju. Nawet
współczesne szacunki nie są zgodne co do liczby ofiar śmiertelnych – pewne jest
jedynie to, że ciągu zaledwie dekady od nastania „Wielkiego Głodu” wyspę
opuściło ponad dwa miliony Irlandczyków wybierając emigrację nad głodową
śmierć. Sytuację pogarszał jeszcze nowy rząd londyński, który w imię doktryny
leseferyzmu ograniczył właściwie do zero rządową pomoc, co utrwaliło i
wzmocniło czynniki kryzysowe. Poza dogmatyzmem ekonomicznym równie rujnujący
okazał się dogmatyzm polityczny – wywołane w oku cyklonu przez ruch „Młodych
Irlandczyków” nieudane powstanie spowodowało jeszcze większą niechęć kół
rządowych do udzielenia głodującej wyspie jakiejkolwiek pomocy. Choć może wydać
się to mało wiarygodne naprawdę znaleźli się w Parlamencie mówcy, którzy uzasadniali
głód w Irlandii boską interwencją słusznie karzącą zdradzieckich katolików.
Szczytem wszystkiego była tragedia, do której doszło w Doolough wiosną 1849
roku. 30 marca tego roku do głodującej osady przybyło do głodującej osady Louisburgh
dwóch przedstawicieli lokalnych władz z Westport w celu zbadania kto dokładnie
uprawniony jest do otrzymania rządowej pomocy w postaci żywności. Z nieznanych
powodów nie zrobili tego, a jedynie przenieśli się do Delphi Lodge na noc
pozostawiając po sobie instrukcję, by wszyscy ubiegający się o pomoc stawili
się tamże nazajutrz. Zdesperowani i wygłodzeni do ostatka mieszkańcy Louisburgh
i okolic powlekli się do odległej o 19 kilometrów Delphi Lodge wlokąc się z
trudem po trudnym szlaku przez całą noc. Po przybyciu na miejsce po
wielogodzinnej wędrówce ostatkiem sił licząca kilkaset osób grupa została przez
urzędników odesłana do domów po uznaniu przez oficjeli, że nie wymagają oni
rządowej pomocy. Zrozpaczeni ludzie podjęli zatem powrotną wędrówkę, pozostawiając
za sobą na szlaku przynajmniej dwadzieścia osób w różnym wieku i różnej płci
zmarłych z wyczerpania. Ten szczególnie drastyczny przypadek igrania z ludzkim
życiem podczas głodu jest jedynie uzupełnieniem kompletnej nieudolności w
próbach zorganizowania pomocy – w 1847 roku najpierw rząd poinformował o zaciągnięciu
pożyczki w wysokości około 14 milionów funtów na rzecz zakupu niezbędnej ilości
żywności i pokrycia strat wynikających z planowanej obniżki podatków, co
spowodowało gigantyczną falę spekulacji giełdowych i w ich efekcie obniżyło
efektywną kwotę pomocy do zaledwie około 9 milionów funtów, by trzy miesiące później
w zasadzie całkowicie umyć ręce od problemu poprzez wniesienie ustawy o pomocy
utrzymanej w duchu zasady „Irlandzka Własność musi wesprzeć Irlandzką Biedę”.
Gdy w końcu ogólny spadek dochodów państwa z pogrążonej w kryzysie wyspy zmusił
rząd aktywnego działania, zdobył się on jedynie na niewiele znaczące gesty – odmówiono
pomocy każdemu, kto posiadał więcej niż jedna czwartą akra (0,1 Hektara), co
spowodowało masowe opuszczanie działek przez dzierżawców nie mogących w tej
sytuacji zrobić już niczego więcej. W 1849 roku działki opuściło ponad 90 000
dzierżawców, rok później kolejne ponad 100 000. W końcu kryzys uderzył
także w interesy wielkiej własności ziemskiej, gdyż kryzys ograniczył dostęp do
kredytu, a jednocześnie, wraz z masowym opuszczaniem dzierżaw przez chłopów
malały ich aktywa, co uniemożliwiało prowadzenie jakiejkolwiek działalności z
braku kapitału. Postępujący ręka w rękę wraz z głodem fizycznym głód kapitału
doprowadził do masowej wyprzedaży posiadłości ziemskich w Irlandii, co
doprowadziło do kolejnej fali spekulacji, gdyż nowi inwestorzy zamierzając jak
najszybciej odzyskać włożony w ziemię kapitał zwykle radykalnie podnosili i tak
już bardzo wysokie czynsze, co z kolei doprowadziło rychło do nowej fali
ekspulsji zadłużonych dzierżawców z pańskiej ziemi i zasilania przez nich
samych i ich rodziny tułającej się po kraju biedoty. Największe korzyści – poza
spekulantami – odnieśli inwestorzy w rodzący się powoli w Irlandii wielki
przemysł. Przede wszystkim ta część irlandzkiej biedoty, która z różnych
powodów nie zdecydowała się na emigrację, lub nie zmarła z głodu podążyła na
północ, ku Belfastowi i Londonderry, gdzie znajdowała zatrudnienie za głodowe
stawki w tamtejszym przemyśle stoczniowym i włókienniczym. Konkurencja ze
strony tej nowej katolickiej klasy robotniczej spotkała się z jawną wrogością
ze stroną ich nowych prezbiteriańskich i anglikańskich sąsiadów, co stało się
zarzewiem nowego, bardzo silnego konfliktu. Tragedia „Wielkiego Głodu”
odmieniła Irlandię całkowicie – począwszy od straty ogromnej liczby ludności –
której liczba nawet po ustąpieniu głodu stale malała – po jeszcze większe pogłębienie
nierówności społecznych i politycznych na wyspie, co napędzało wspomnianą
wcześniej emigrację. O ile na wyspie w 1841 roku mieszkało niemal 8,2 miliona
ludzi, to spis ludności w roku 1851 wykazał już tylko 6,55 miliona ludności i
tendencja ta trwała aż do lat dwudziestych XX wieku, kiedy to ludności wyspy
osiągnęła minimum wynoszące niewiele ponad 4 miliony ludności, przy czym na
obszarze dzisiejszej Republiki Irlandzkiej dziejowym minimum okazał się rok
1961, kiedy to terytorium kraju zamieszkiwało zaledwie niewiele ponad 2,8
miliona osób. Dla łatwiejszego zrozumienia ogromu konsekwencji „Wielkiego Głodu”
– do dziś liczba ludności na obszarze Republiki wynosząc około 5,2 miliona
ludzi nie zdołała sięgnąć liczby 6,5 miliona ludzi mieszkających na tym
obszarze prze „Wielkim Głodem”.
Eksmisja rodziny irlandzkich chłopów za długi
Ta tragiczna dekada doprowadziła cały kraj na skraj upadku –
ucierpiały ostatecznie wszystkie grupy społeczne, choć oczywiście wielcy
posiadacze ziemscy zdecydowanie mniej od reszty społeczeństwa. Niskie płace
ograniczały rozwój przemysłu i usług, rozpleniła się prostytucja, trwała wielka
emigracja. Co ciekawe w irlandzkim folklorze silnym szczególnie w tradycyjnym
śpiewie zachowało się niewiele piosenek poświęconych pamięci „Wielkiego Głodu”.
Zdecydowana większość powstającego w owych czasach repertuaru dotyczyła
emigracji, tak jak traktuje tekst chyba najpopularniejszej irlandzkiej pieśni z
tego okresu – „Farewell to Skibbereen”. Rzeczywistość po „Wielkim Głodzie” była
bowiem niemal równie okrutna. Aż do lat siedemdziesiątych XIX wieku kraj toczył
potworny kryzys ekonomiczny, w owym czasie z powodu trudności ekonomicznych
średni wiek zawierania małżeństw podniósł się o ponad cztery lata. Trudno było
też znaleźć odpowiednie lokum – większość domów pozostawianych przez emigrantów
natychmiast rozbierano, starano się osiedlać w miasteczkach i miastach, gdzie
łatwiej było pracę, a gdzie wyniszczona ekonomicznie warstwa drobnomieszczańska
nie dysponowała kapitałem w dostatecznej ilości by finansować budowę kamienic
czynszowych. Koło się zamykało, stary kraj konał, a chyba jedyną kwestią, która
ruszyła do przodu było powszechne nauczanie, które z jednej strony dość skutecznie
zwalczyło powszechny dotąd analfabetyzm, z drugiej zaś strony jeszcze bardziej
ograniczyło używanie starego języka Gaellów, uczono bowiem czytać i pisać w
języku urzędowym Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, czyli po
angielsku.
Centrum Dublina w drugiej połowie XIX wieku
Można zatem zadać pytanie – gdzie tutaj właściwie można
powiedzieć o odrodzeniu narodowym, skoro od połowy lat pięćdziesiątych nawet
język tubylczej większości mieszkańców wyspy zaczął zanikać? Otóż niezwykłej
wagi nabrał wspomniany wcześniej incydent, nazywany Powstaniem Młodych
Irlandczyków. Kim właściwie byli? Korzystając z postępującej emancypacji politycznej
pojawiła się grupa irlandzkiego pochodzenia polityków wyraźnie zafascynowanych
rozwojem ruchu republikańskiego w Europie. Na fali „Wiosny Ludów” i
rozbudzonych w ten sposób oczekiwań także w Irlandii uwierzono w możliwość bezkrwawej
rewolty i odzyskania prawa do samostanowienia przez znakomitą większość
mieszkańców wyspy. Na czele ruchu powstałego wokół tej idei stanęli Thomas
Francis Meagher, Michael Doheny i William Smith O’Brien. Co szczególnie
istotne, starając się pozyskać jak najszersze poparcie dla swych postulatów
posługiwali się oni zupełnie nową symboliką, przedstawiając sztandar ruchu w
postaci trójkolorowej flagi, na której poza zielenią wyobrażającą irlandzką
katolicka większość znalazło się także miejsce dla koloru pomarańczowego uosabiającego
udział irlandzkich protestantów w wymarzonej republice. Do wybuchu powstania
doprowadziły w zasadzie same władze brytyjskie, które obawiając się wystąpień
społecznych w krytycznym okresie głodu i masowych wystąpień na kontynencie
europejskim zawiesiły funkcjonowanie „Habeas Corpus Act”. Obawiając się
rychłego internowania organizatorzy ruchu poczuli, że nie mają już odwrotu i
zdecydowali się wywołać powstanie, choć tak naprawdę nie uczynili w tym
kierunku żadnych przygotowań. Wezwany do rebelii tłum około dwóch tysięcy w
zasadzie nieuzbrojonych w żadna broń Irlandczyków reprezentujących niemal bez
wyjątku najniższe warstwy społeczne został bez trudu rozpędzony przez oddziały
policji królewskiej. Po upadku „powstania” najbardziej zaangażowani skazani
zostali na śmierć za zdradę, ostatecznie jednak spotkali się na wygnaniu na
Ziemi Van Diemena, czyli na dzisiejszej Tasmanii. Sądu uniknęło dwóch aktywnych
działaczy ruchu – James Stephens i John O’Mahony, którzy zbiegli na kontynent i
spotkali się w Paryżu. W konsekwencji kolejnej klęski militarnej obaj zamyślali
nad nowym sposobem pokonania i wygnania Brytyjczyków z Irlandii studiując pisma
europejskich rewolucjonistów i wizjonerów, którzy zresztą tez jak dotychczas
niewiele wskórali w walce „Za wolność Waszą i Naszą”. Rozstali się w 1858 roku
właściwie nie znajdując żadnego realnego sposobu na szybkie zwycięstwo. Obaj
wiedzieli jednak, że od czegoś należy zacząć i postanowili stworzyć nowe
organizacje stawiające sobie za cel umocnienie masowego poparcia dla idei
wolnej od Brytyjczyków republikańskiej Irlandii. O’Mahony wyjechał do Stanów
Zjednoczonych, gdzie osiedliło się w niedługim czasie bardzo wielu wychodźców
ze starego kraju. Tamże, znajdując rychło stosunkowo silne poparcie dla
narodowego sentymentu założył i wnet rozbudował do całkiem sporych rozmiarów
organizację o nazwie „Braterstwo Fenian” – „Fenian Brotherhood”. Stephens
natomiast mimo swej przeszłości odważył się na krok odważniejszy i powrócił do
Irlandii, gdzie przemierzył wkrótce całą wyspę wzdłuż i wszerz rozbudowując
struktury powołanej przez siebie do życia organizacji o takich samych celach,
jak Fenianie w USA. Ruch ten nazwał „Irish Republican Brotherhood”, czyli „Irlandzkim
Braterstwem Republikańskim”. Choć obie organizacje w wielu aspektach
rywalizowały ze sobą, łącznie nazywane są w historiografii „Ruchem Fenian”, który
w odróżnieniu od swych ideowych protoplastów miał się okazać ruchem dużo
trwalszym i przez to dużo bardziej dla brytyjskiej władzy niebezpiecznym.
James Stephens
Przede wszystkim IRB miała być organizacją powszechną, co
dzięki niebywałemu poświęceniu dla sprawy prezentowanemu przez założyciela
stało się dość szybko. IRB przyjęło zasadę tajności organizacji i dość dobrze się
zakonspirowało tworząc sieć „kręgów”, które w znacznej mierze funkcjonowały w
pewnej od siebie niezależności – w efekcie aresztowanie części członków
ograniczało straty, gdyż co do zasady nie mieli oni zbyt wielkiej wiedzy na
temat innych „kręgów”. Organizacja była absolutnie demokratyczna, co w
rozgoryczonym i skrajnie biednym społeczeństwie irlandzkim, ale także w kręgach
irlandzkich wychodźców gwarantowało wręcz niewyczerpalne zasoby ludzkie. Sam
Stephens nazwał idee ruchu idą „Wściekłej Demokracji”, celem IRB było przede
wszystkim ustanowienie wolnej i niepodległej Republiki Irlandzkiej, gdyż Naród
Irlandzki ma naturalne prawo do samostanowienia i wolności. W oczach Stephensa
i jego zwolenników cel organizacji można było osiągnąć jedynie poprzez
rewolucyjną walkę zbrojną, a choć przeciwnikiem w tej walce miało być
największe ówcześnie mocarstwo świata uważano zgodnie, że cel wytyczony IRB
jest do osiągnięcia pod warunkiem zjednoczenia wysiłku całego narodu, gdyż jak
powiedział Stephens - „Common people are the rightfull rulers of their own
destiny” (Zjednoczeni ludzie są prawymi władcami swego przeznaczenia). Już po
latach działalności amerykański odłam Fenian zreorganizowany został na nowo w znacznie
silniej związaną z IRB partię o nazwie „Clann na Gaell” – Rodzina Gaellów,
czasem tłumaczone nieprecyzyjnie na Dzieci Gaellów.
Symbol IRB
Co spowodowało, że akurat ten ruch republikański zdołał na
trwale zakorzenić się w irlandzkim krajobrazie politycznym? Powodów jest kilka i
trudno wskazać najważniejszy. Chyba jednak najbezpieczniejsza forma odpowiedzi
na to pytanie jest skumulowanie się jak w soczewce wielu czynników równocześnie
– osiągnięcia w tym czasie absolutnego dna gospodarczego kryzysu, co nie dawało
w istniejącym porządku najmniejszych nawet perspektyw szerokim masom
społeczeństwa irlandzkiego, gwałtowny opór warstw posiadających i kościoła,
które swoją postawą wobec władz brytyjskich całkowicie zdezawuowały
jakiekolwiek społeczne poparcie interesując się wyłącznie własnym partykularnym
interesem, oraz przyjęta struktura organizacyjna, która autentycznie zapewniła IRB
niebywałą zdolność przetrwania w warunkach konieczności zachowania ścisłej
konspiracji. IRB szybko zaangażowało się w ruch „Walki o Ziemię”,
niezorganizowanej początkowo i spontanicznej reakcji irlandzkiego chłopstwa na
sytuację panująca na wsi z uwagi na stosunki własności ziemskiej. Dzięki
zaangażowaniu się w obronę biedoty usuwanej za długi z działek dzierżawnych IRB
zyskała niezwykłą popularność na wsi, co ostatecznie utrwaliło istnienie ruchu
Fenian. Brytyjski rząd dość szybko pojął, że ruch Fenian może być dlań
niebezpieczny, więc nie wahał się przed użyciem sił policyjnych w celu rozbicia
ugrupowania. Ku zdziwieniu władz w Londynie kolejne aresztowania nie tylko nie
rozbiły organizacji, ale wprost przeciwnie – przydały jej jeszcze popularności.
Organizacja uruchomiła kolportaż własnej gazety – „The Irish People” – która została
decyzją władz uznana za wywrotową i we wrześniu 1865 roku zamknięta. To z kolei
doprowadziło władze ruchu do zwrócenia myśli w stronę zbrojnego wystąpienia
przeciw władzy brytyjskiej. Co innego jednak zakonspirować grupę ludzi, a co
innego przejść do działań zbrojnych – wywołane przez IRB wystąpienie zbrojne w
1867 roku zakończyło się kompletnym fiaskiem, a większość przywódców ruchu
aresztowano. Brytyjczycy wykazali przy tym sporo rozsądku, gdyż choć przed
sądami posypały się kary śmierci za zdradę, wyroków nie wykonano. Sytuacja, w
której duża część przywódców ruchu tkwiła w angielskich więzieniach
doprowadziło pozostałe na wolności przywództwo ruchu do punktu zwrotnego w
podjętej walce. Możliwe były już tylko dwa scenariusze – albo kontynuować
walkę, a innymi metodami, albo zacząć wszystko od początku, tak jak działo się
to po każdym kolejnym nieudanym zrywie od czasów Wolfe’a Tone’a. IRB wybrało
walkę, przy czym władze ruchu nie do końca posiadały kontrolę nad biegiem
wydarzeń.
Ilustracja artykułu prasowego poświęconego wydarzeniom w Manchesterze
11 września 1867 roku w Manchesterze brytyjska policja
aresztowała zbiegłego z Dublina po nieudanym wystąpieniu zbrojnym pułkownika
Thomasa Kelly pełniącego obowiązki „Centralnego Organizatora republiki
Irlandzkiej”. Wraz z nim aresztowany został jego najbliższy współpracownik,
kapitan Timothy Deasy. Lokalny przywódca IRB – Edward O’Meagher Condon -
postanowił naprędce zorganizować ucieczkę schwytanych i siedem dni później,
podczas przewożenia dwóch aresztowanych do sądu na rozprawę trzech działaczy
IRB z tutejszej społeczności irlandzkiej - Michael Larkin, William Philip Allen
oraz Michael O’Brien z rewolwerami w dłoniach zaatakowało konwój na trasie
przejazdu. Gdy dookoła konwoju zapanowało zamieszanie pilnujący aresztantów wewnątrz
karety więziennej i dysponujący kluczami do niej sierżant policji Charles Brett
zaciekawiony wyjrzał przez dziurkę od klucza po zobaczyć co się właściwie
dzieje. Pech chciał, że w tym samym momencie jeden z zamachowców postanowił
otworzyć drzwi do karety przestrzeliwując zamek. Gdy padł strzał, policjant
trafiony w oko zginął natychmiast. Będący najbliżej zwłok pospolici przestępcy
wyrwali pęk kluczy i otwarli drzwi do karety jednocześnie umożliwiając ucieczkę
działaczom IRB – ci ostatni natychmiast wmieszali się w gęstniejący wokół
konwoju tłum ciekawskich i zbiegli. Mimo wszczęcia natychmiast zakrojonych na szeroką
skalę poszukiwań Policji nie udało się schwytać zbiegów. Udało się natomiast aresztować
członków komórki IRB odpowiedzialnej za akcję. Wszystkich trzech uczestników
napadu skazano na śmierć za zabójstwo, choć sąd nie dowiódł który konkretnie z
zamachowców pociągnął za spust. Wszystkich trzech powieszono publicznie na
oczach liczącego dobre dziesięć tysięcy ludzi tłumu. W tym miejscu władze
brytyjskie popełniły poważny błąd – ruch republikański bowiem szybko przekuł
wydarzenia z Manchester w swój wielki propagandowy sukces zyskując przy tym
trzech męczenników idei.
Podobizny zamachowców z Manchesteru
Gdy ku powszechnemu w Irlandii potępieniu w Manchester
wieszano trzech uczestników napadu na konwój więzienny policja aresztowała w
Birmingham kolejnego działacza IRB nazwiskiem Richard O’Sullivan Burke. Znalazł
się on tam z powodu zadania, które wypełniał dla IRB, a które polegało na
nielegalnym zakupie broni. Burke został wydany przez policyjnego informatora i
natychmiast po aresztowaniu został przewieziony do pilnie strzeżonego więzienia
w Londynie. 13 grudnia 1867 roku pod murami więzienia Clarkenwell w którym
przebywał oczekujący na proces Burke wybuchła potężna bomba, która w zamyśle
zamachowców miała umożliwić mu ucieczkę. Akcja zakończyła się fiaskiem –
więzień nie uciekł, a w efekcie eksplozji zawaliły się sąsiadujące z murem domy
mieszkalne, w których zginęło dwanaście osób, a ponad 120 zostało rannych. I
tym razem policja ustaliła personalia sprawców, aresztując w sumie osiem osób.
Dwójka działaczy IRB przyznała się do winy i przed sądem stanęła przede
wszystkim w roli pożądanych przez oskarżenie świadków. Po szybkiej rozprawie
trzech oskarżonych uwolniono od zarzutu zabójstwa, skazując za nie tylko
jednego działacza IRB, Michaela Barretta. Ostatecznie skazano na karę
wieloletniego więzienia także Burke’a, choć ten bronił się dowodząc swego
amerykańskiego obywatelstwa.
Egzekucja Michaela Barretta
Działacze IRB zrozumieli, że nie tędy droga. Po długich
debatach zrezygnowali z walki zbrojnej wybierając wariant „długiego marszu” i
wpisując w swój statut zapis o możliwości podjęcia walki z Brytyjczykami
dopiero wówczas, gdy ruch stanie się naprawdę masowy i zyska odpowiednio
szerokie poparcie społeczne w Irlandii. Było to mądre posunięcie. Co
szczególnie ważne, już wówczas w łonie ruchu republikańskiego pojawiła się grupa
działaczy niechętnych strategii wyczekiwania i budowy fundamentów ruchu. Byli
na tyle zagorzałymi zwolennikami sprawy, że nie zamierzali złożyć broni i
zdecydowali się działać nadal zbrojnie. Jedna z takich grupek okazała się
szczególnie groźna, gdy w 1882 roku dokonała udanego zamachu na dwóch czołowych
funkcjonariuszy śledczych policji w Dublinie zajmujących się nielegalnymi
ruchami politycznymi, byli to Frederick Cavendish i Thomas Henry Burke. Kolejna
grupa tak zwanych „militarystów” zyskała poparcie równie fanatycznych członków „Clann
na Gaell” i przygotowała serię ataków bombowych w latach 1881-1885, dokonując
między innymi ataku na Izbę Gmin brytyjskiego parlamentu. W odpowiedzi władze
brytyjskie utworzyły szereg specjalnych jednostek policyjnych, odpowiedzialnych
za likwidację komórek terrorystycznych. Odniosły one z czasem sporo sukcesów, a
kampania zamachów bombowych sama w sobie nie przyniosła oczekiwanych przez
organizatorów sukcesów. Większa część opinii społecznej uważała podobne akcje
za coś godnego potępienia i nieetycznego. Ostatecznie zamachy, co z kolei
otwarło pole do działania nowej grupie działaczy irlandzkich, którzy rozpoczęli
pokojowymi metodami kampanię na rzecz ustanowienia autonomii w Irlandii poprzez
akt prawny zwany „Home Rull” na podobieństwo aktów prawnych regulujących życie
innych królewskich dependencji takich jak Australia czy Kanada. U schyłku XIX
wieku perspektywa uzyskania tego rodzaju koncesji ze strony rządu brytyjskiego
wydawała się jednak nadal dość odległa, nie było jednak innych alternatyw. Mimo
wszystko ruch narodowy uzyskał jeden istotny profit swoją działalnością na
przestrzeni całego stulecia – gdy kończył się wiek XIX znakomita większość mieszkańców
wyspy niezależnie od wyznania i zapatrywań politycznych nazywała siebie
Irlandczykami. Ten wielki sukces miał już wkrótce przynieść dalsze owoce
kolejnemu pokoleniu działaczy i polityków irlandzkich.

Komentarze
Prześlij komentarz