„I nikt nie wyszedł stąd żywy…” Dzieje Kwestii Irlandzkiej Część I

 




„I nikt nie wyszedł stąd żywy…”

Dzieje Kwestii Irlandzkiej

 


Szmaragdowa Wyspa

          Jest w tym miejscu na ziemi właściwie od początku zapisanych dziejów coś mistycznego, coś co każe nam myśleć o Irlandii w pewien określony sposób. Może z polskiej perspektywy patrząc chodzi o swoiste zrozumienie postaw i nadziej w związku z trudną i bolesną przeszłością politycznej podległości obcemu mocarstwu, gdzie romantyzm klęsk kolejnych powstań tożsamy jest niespełnianym tak długo polskim nadziejom na wolność i niepodległość? Może to irlandzkie trwające setki lat trwanie w biedzie i niepewności, skutkujące niekończącą się falą emigracyjną stale osłabiającą dogorywającą i obumierającą tkankę specyficznej celtyckiej kultury budzi rozmiłowane w poczuciu współczucia dla słabszych i podbitych? Jakby nie patrzeć owa „irlandzkość”, a właściwie chyba nawet bardziej „celtyckość” była i jest wszechobecna w kulturze masowej, nadal wdzierając się szturmem do serc i umysłów ludzi wrażliwych równolegle na słabość maluczkich i piękno ich starań o wzniesienie się na wyżyny wolności. Nigdy nie dziwiła mnie zatem skłonność do korzystania obficie ze spuścizny celtyckiej kultury, przede wszystkim z jej obszarów językowych przez mistrzów literatury fantastycznej, którzy z umiłowaniem lepili sztuczne języki wymyślanych przez siebie kultur na podstawie słów i zwrotów pochodzących właśnie z języka używanego drzewiej przez lud zamieszkujący Szmaragdową Wyspę. Najczęściej owe „kultury” wzbogacane językiem Gaelów same skazane były na zagładę – Elfowie stworzenie przez Tolkiena raz na zawsze w świecie literatury umocowani zostali jako wspaniała, pełna magii i wysokiej kultury społeczność, która musi obumrzeć pod ciosami rozwijających się dynamicznie brutalnych nowych sił. Tak sprawę przedstawił w swoich powieściach choćby i doskonale znany Sapkowski ze swym Universum Wiedźmina. Jest zatem pewna sympatia i jest też swego rodzaju współczucie dla dziś już niemal całkowicie wypartego z codziennego użycia języka, ale też dla całej kultury i historii zamieszkującego wyspę ludu. Co jednak, gdy padnie pytanie o szczegóły? O przyczyny dla których setki lat Irlandia znajdowała się mocy najpierw Anglii, potem współtworzyła Wielką Brytanię, będąc jednocześnie gorącym tyglem i biernym obserwatorem własnych dziejów? Co właściwie wiemy o szeroko pojętej „Kwestii Irlandzkiej”? Jak doszło do tego, że tak długo na naszych oczach mógł rozgrywać się od dekad dramat podziału i nienawiści, po czym w ciągu jednego pokolenia nagle ustąpić miejsca pokojowej koegzystencji i w pewnych granicach nawet wybaczeniu? Jakie siły ułożyły takie a nie inne tory dziejów tej krainy „Ulissesów” i przytulnych pubów?

          W czasach pierwszych ludzi Irlandia pozostawała na uboczu powolnego tworzenia się cywilizacji ludzkiej, choć pierwsze ślady bytności ludzi na wyspie datuje się na około 34 000 lat temu nauka wciąż spiera się na temat możliwości istnienia ludzkich skupisk w czasach Paleolitu. Z całą pewnością natomiast dowodzi istnienia zwartych skupisk ludzkich mniej więcej 12, do 13 tysięcy lat temu. Być może grupy ludzi przedostały się do Irlandii poprzez powstały wskutek zmian klimatycznych lądowy przesmyk łączący Irlandię z innymi lądami, ale wraz z odizolowaniem wyspy od kontynentu, napływ nowych przybyszy z pewnością osłabł. Istniejące wówczas na wyspie społeczności musiały zostać też mocno dotknięte przez kolejne zlodowacenie, ale przetrwały i przez stulecia rozwijały się powoli, w pewnej izolacji od kontynentu. Z powodu klimatu i warunków geograficznych życie na wyspie musiało być szczególnie trudnym wyzwaniem, ale odkrycia archeologiczne wskazują, że już 3500 lat przed Chrystusem lokalne społeczności były w stanie wytworzyć dość dobrą organizację wspólnotową i stworzyć system pól uprawnych. Proces kulturotwórczy uległ przyspieszeniu wraz z wejściem wyspy w wiek żelaza, czyli około 600 lat przed Chrystusem, kiedy to nie tylko doszło rewolucji technologicznej związanej z rozpowszechnieniem się nowej metalurgii, ale także z początkiem penetracji wyspy przez pierwsze grupy pochodzenia celtyckiego, które wraz z pojawieniem się na wyspie przyniosły ze sobą własny system wierzeń, język i ogólnie rzecz ujmując – własną kulturę.

          O ile niemal niczego nie wiemy na temat struktur społecznych ludności zamieszkującej Irlandię w czasach przedhistorycznych (a przynajmniej niczego nie możemy być pewni) pierwsze kontakty pomiędzy mieszkańcami Hibernii – jak wyspę ochrzcili Rzymianie – a tymi ostatnimi, po ich podboju południowej części wyspy zwanej Wielką Brytanią zaowocowały opisami zorganizowanych w królestwa społeczności, w których kluczową rolę odgrywała arystokracja posiadająca monopol na władanie bronią i wąska warstwa ludności władająca językiem pisanym, stanowiąca być może rodzaj administracyjnego zaplecza tych pierwszych iryjskich królestw. Choć przez długie stulecia uważano za całkowicie naturalne transponowanie na grunt irlandzki typowych dla zamieszkujących kontynent plemion celtyckich struktur społecznych ze szczególną rolę warstwy kapłańskiej – Druidów – obecnie pogląd ten nie jest już tak silnie umocowany i właściwie traktowany jest w kręgach akademickich jako myślenie wręcz stereotypowe. Wspomniana nazwa wyspy – Hibernia – pojawia się po raz pierwszy w pismach Rzymian około 100 roku naszej ery i obecnie spekuluje się jedynie, czy w owym okresie kontakty rzymsko-iryjskie miały charakter zorganizowany, czy też bardziej spontaniczny. Jak by nie było, Tacyt wspominał o pewnym iryjskim księciu, który wygnany z rodzimej wyspy szukał rzymskiego wsparcia dla sprawy odzyskania utraconej władzy i ziemi, ale nie istnieje żaden poważny dowód na to, że faktycznie rzymskie wojsko prowadziło jakieś poważniejsze operacje militarne na wyspie w takim czy innym imieniu. Jeśli już, to ekspansja miała miejsce w dokładnie przeciwnym kierunku – z Hibernii na Wielką Brytanię, ale to miało miejsce dużo, dużo później. Istotniejsze dla rozwoju kultury Irlandii były pierwsze kontakty z religią Chrześcijan, które datuje się obecnie na mniej więcej połowę IV wieku, a które z czasem rozwinęły na wyspie specyficzną formę religii monoteistycznej w opozycji do dawnych, politeistycznych wierzeń, opierająca się przede wszystkim na prężnie rozwijającym się nurcie monastycznym. Proces chrystianizacji był stopniowy i w efekcie tego rozłożenia w czasie dał dostatecznie silny impuls do narodzin zupełnie oryginalnej kultury chrześcijańskiej, które w równym stopniu podtrzymywała przy życiu charakterystyczną dla poprzedniej epoki ornamentykę i przybyłą z Wielkiej Brytanii łacinę, jako język liturgii.


Oratorium Gallara - prawdopodobnie najstarszy chrześcijański obiekt sakralny w Irlandii

          Wspomniana wcześniej ekspansja ludów zamieszkujących Irlandię na Wielka Brytanię rozpoczęła się zapewne ponad stulecie po przybyciu na wyspę pierwszych misjonarzy chrześcijańskich. Była możliwa przede wszystkim z powodu stopniowego zaniku władzy rzymskiej począwszy od ewakuacji z prowincji brytyjskich głównych sił armii rzymskiej na kontynent w efekcie wojen domowych za panowania Cesarza Honoriusza. Ten drastyczny krok spowodował upadek systemu obrony prowincji rzymskich zarówno od północy – Wał Hadriana – jak również od zachodu, gdy nie było już sprawnej rzymskiej floty mogącej osłonić długie zachodnie wybrzeże wyspy przed napadami Germanów z drugiej strony Morza Północnego. W efekcie tak dokonanych wyrw w rzymskim systemie obrony rozpoczął się długi i chaotyczny okres migracji, podboju i koegzystencji powierzchownie tylko zlatynizowanej ludności rzymskiej części Wielkiej Brytanii z ludami zza rzymskiego limesu. Pierwszym poświadczonym historycznie przyczółkiem zdobytym przez Irów na terenach Wielkiej Brytanii było powstałe pod koniec V wieku naszej ery królestwo Dal Riata, założone przez króla Fergusa Mor mac Eirc, jak chce legenda – syna Erca z Dalriada. Organizm ten obejmował swym zasięgiem dzisiejsze hrabstwo Argyll w Zachodniej Szkocji (Argyll od „Wybrzeża Gaelów”), Wyspy Zachodnie i kilka okręgów w dzisiejszym Ulsterze. Choć początki państwa wywodzi się z legend i mitów, w okresie największego rozwoju terytorialnego Dal Riaty mamy już do czynienia z całkiem historycznymi postaciami, takimi jak Cinaed mac Ailipin (Kenneth MacAlpin), który będąc królem Dal Riaty około 843 roku stał się także królem Piktów i przeżył niedole wikińskiego podboju. Ostatecznie to i inne państewka Gaelów nazywanych w źródłach z epoki z łaciny „Scoti” spełniwszy swą dziejową rolę zanikły łącząc się z Królestwem Alby w późniejszą, średniowieczną Szkocję, a ofiarowując jej wiele z kultury, języka i obyczaju. Ślady bytności iryjskich Gaelów na wielkiej Brytanii w tym okresie znaleźliśmy także w Walii, Kumbrii i Kornwalii, gdzie mieszają się z innymi przybyszami z kontynentu europejskiego, wstrząsanego dramatycznymi wydarzeniami mającymi miejsce po zagładzie rzymskiej kultury na Zachodzie („Pars Occidentalis”), po chwilowym triumfie Germanów nad trupem rzymskiej władzy.


Płaskorzeźba przedstawiająca Diarmaita mac Cerballa.

          Choć przywykliśmy do stereotypu „Mrocznego Wieku” jako najtrafniejszego opisu czasu nastającego po śmierci rzymskiej kultury na Zachodzie, w rzeczywistości wymiana idei trwała wówczas w najlepsze, a ów wiek jawi się w historii Irlandii, jako złoty czas kultury i rozwoju. Otóż, choć czasem tak trudno w to uwierzyć ów czas wojny i podziału potrafił działać też na korzyść młodych i prężnych kultur. Jak każe wierzyć nam legenda, około 432 roku na wyspę przybywa św. Patryk i rozpoczyna swą działalność misyjną. W obliczu zachowanych materiałów źródłowych wiemy dziś, że przybycie tej niezwykłej postaci musiało mieć miejsce znacznie później, bo około 460 roku, a 431 rok zapisał się w pamięci przybyciem na wyspę pierwszego biskupa Irlandii – „Dla potrzeb tamtejszych Chrześcijan”, co oznacza, że religia ta musiała rozwijać się na długo przed Patrykiem i jego misją. Dzięki kronikom Prospera z Akwitanii wiemy, że ów biskup nazywał się Palladius i niewątpliwie pochodził z rodziny galo-rzymskiej. Jak by nie było, kolejne dwa stulecia to kres nieprawdopodobnego wprost rozwoju duchowego i kulturalnego Irlandii – z jednej strony, wciąż młode struktury chrześcijańskie wzmacniały się stale poprzez nieustanny napływ eremitów i mnichów z całej chrześcijańskiej Europy, dla których naturalna izolacja i możliwość pracy misyjnej stanowiła idealne warunki dla kontemplacji i życia w zgodzie z naukami Chrystusa, z drugiej zaś strony, pieczołowicie chroniona łacina liturgii Irów pozwoliła temu językowi przetrwać Średniowiecze i na nowo rozpowszechnić się poprzez kaplice i opactwa w całej Zachodniej Europie. Tak oto najmłodsze dziecię kościoła spłaciło swój dług wobec matki – kultury. Przez dwieście lat starannie iluminowane w charakterystyczny i unikatowy sposób pisma i kroniki chrześcijańskie stanowiły punkt oparcia dla rozwoju kultury mówionej i religii jako takiej. Jednak czas prosperity nagle zakończył się gigantycznym kryzysem i rozpadem, za którym stały dwa czynniki – najazdy okrutnych przybyszów z dzisiejszej Skandynawii, czyli Wikingów, oraz wielka zaraza, która drastycznie zmniejszyła populację Irlandii w latach sześćdziesiątych i siedem dziesiątych VII wieku.


The Book of Kells.

          Impakt towarzyszący tej epoce gwałtu i nieszczęść był ogromny i niszczycielski niczym orkan. Najpewniej ludność Irlandii osiągnęła w okresie poprzedzającym te wydarzenia liczebność stanowiącą punkt bez odwrotu zgodnie z maltuzjańską teorią ograniczonych zasobów. Zatem pod wpływem dziesiątkującej ludność zarazy i przy okazji kryzysu gospodarczego, który w jej efekcie objawił się z całą brutalnością rozpadły się istniejące dotychczas struktury i ramy. Wraz z gwałtowną pauperyzacją społeczności tworzących irlandzkie królestwa upada kultura, ale także zdolność do dania odporu nadciągających morzem wrogów – Wikingów. Nie tylko zresztą ich, gdyż latem 684 roku doszło do pierwszej poświadczonej historycznymi źródłami inwazji angielskiej, gdy król Northumbrii Ecgfrith na czele swych zastępów zaatakował irlandzką Bregę. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii mieli jednak dość własnych kłopotów z kolejną falą migracji zza ich zachodniej, morskiej granicy, aby na długi czas porzucić myśli o podboju sąsiedniej wyspy lub jej części. To Wikingowie stali się niszczycielską siłą podmywającą skutecznie wszystkie istniejące na Wyspach fundamenty dotychczasowej kultury państwowej. Pierwszy poświadczony historycznie napad Wikingów miał miejsce w 795 roku. Najeźdźcy złupili wybrzeże i powrócili do siebie zbrojni w wiedzę o tubylcach i ich słabościach. Wkrótce rajdy długich łodzi Wikingów stały się codziennością i choć przez pierwsze dekady miały one charakter wybitnie rabunkowy, wkrótce kolejne grupy zaczęły osiedlać się na wybrzeżach budując ufortyfikowane osady, z których zaczęli dokonywać zbrojnych wypraw łupieskich w głąb lądu, najczęściej wykorzystując do tego celu sieć rzeczną. Po 840 roku napady te przybrały na sile, a już dekadę później dotychczasowe punkty oparcia Wikingów zaczęły zmieniać się w prosperujące ośrodki handlowe, wśród których prym zaczął wieść znakomicie położony Dublin. Ślady osadnictwa Wikingów z tego okresu zachowały się nie tylko w ujściu rzeki Liffey, ale także w rejonie Waterford, Limerick i Cork. Było to o tyle proste przedsięwzięcie, że nie istniała od dawna żadna centralna siła zdolna zjednoczyć ludy iryjskie w oporze wobec bezwzględnego łupieżcy. Tradycja mówi wprawdzie o znaku „Najwyższego Króla” – Czerwona Dłoń „Niall of the Nine Hosteges”, ale mowa raczej o czasach równoległych do tradycji arturiańskiej niż epoki najazdów Wikingów. Jak by nie było, po 920 roku ostoja wpływów nordyckich w Irlandii – Dublin – był już okazałym i solidnie umocnionym miastem aspirującym do miana głównego ośrodka wymiany handlowej. Dopiero niemal stulecie później udało się iryjskim panom zatrzymać napór Wikingów i przejść do ofensywy, w której efekcie okresowo zdołali nawet Mael Finnia mac Flannacain z Bregi i Cerball mac Muirecain z Leinster sięgnąć po Atha Cliath, jak w mowie Gaellów nazywano Dublin. Wkrótce jednak Wikingowie odzyskali utracone pozycje i choć nigdy już nie zbliżyli się do możliwości pełnego podboju wyspy, zakorzenili się na niej na stałe, kładąc podwaliny pod nowe możliwości rozwoju poprzez utrwalenie nowego systemu wymiany handlowej opartej o srebrny pieniądz po raz pierwszy bity właśnie w Atha Cliath w 992 roku. Konieczność zorganizowania się na nowo w tak niebezpiecznych czasach spowodowała restytucję tytułu „Najwyższego Króla Irlandii”, jednak nie w rozumieniu „zjednoczyciela wyspy”, a bardziej władcy zdolnego do zdominowania politycznie i militarnie innych ośrodków władzy w rodzaju średniowiecznego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Pierwszym władcą, który zdołał w ten sposób zdominować podzielonych Irów i narzucić przynajmniej większości z nich swą wolę był Brian Boru, który w roku 1014 pobił dotkliwie Wikingów pod Clontarf, co jednak przypłacił własnym życiem. Ostatecznie Dublin zajęty został przez władcę Leinster Diarmuita mac Mael nMbo w roku 1052. Dzięki uzyskaniu kontroli nad tak ważnym punktem wymiany handlowej władca Leinster był w stanie stać się dominującą w Irlandii postacią i narzucić siłą innym państewkom (choć nie wszystkim) swój tytuł „Najwyższego Króla”. Zdolność do utrzymania wymiany handlowej opartej na żywym pieniądzu doprowadziła wkrótce do ożywienia gospodarczego na całej wyspie, ale najwięcej profitów z tego tytułu lądowało w sakwie kolejnych władców Leinster, zwanych dynastią O’Brien.


Wyobrażenie Króla Briana Boru

          W efekcie stopniowego wchłonięcia pozostałości wikińskiej kolonizacji w struktury iryjskiej kultury i wzrostu znaczenia władców Leinster kolejni przedstawiciele dynastii O’Brien uzyskali zdolność do prowadzenia polityki wykraczającej poza obręb wyspy i angażowania się w sprawy Szkocji, Walii i Królestwa Wysp. Muircherteach Ua Briain był pierwszym władcą Irów, który potrafił realnie wpływać na sytuację polityczną w obszarach wykraczających poza sama wyspę. Jego rosnący wpływ na Królestwo Wysp spowodował zresztą w latach 1098 – 1102 interwencję zbrojną Króla Norwegii, Magnusa III Olaffsona. Nierozstrzygnięty zbrojnie konflikt o przywództwo rozwiązano poprzez małżeństwo córki Muircherteacha z synem Magnusa. Wspólnymi siłami usiłowali oni teraz zdominować wyspę, lecz podczas wyprawy na Ulaid (dzisiejszy Ulster) Magnus został zamordowany skrytobójczo, prawdopodobnie na życzenie Muircherteacha, przy czym mimo wszystkich swoich talentów politycznych ten ostatni nie utrzymał się u władzy zbyt długo, przegrywając z nowym prężnym ośrodkiem władzy w Connacht, na którego czele stał Toirdelbach Ua Conchobhair. Ten ostatni zdołał także sięgnąć po tytuł „Najwyższego Króla” i doprowadzić do znacznego osłabienia potencjalnych rywali, ale tak jak poprzednicy nie był w stanie narzucić swej woli całej wyspie. Jako protoplasta nowej „dynastii” Toirdelbach utrzymał się u władzy blisko pięćdziesiąt lat, może przede wszystkim dlatego, że dbał o rozwój handlu, ale także pokrył swe władztwo jako pierwszy z Irów siecią kamiennych zamków, będących na wzór Europy kontynentalnej ośrodkami królewskiego wpływu i administracji. Jeden z jego synów – Rhuadhri – po śmierci ojca zdołał także sięgnąć po najwyższą władzę nad większą częścią wyspy, ale jego największy sukces w postaci wygnania z wyspy potencjalnego rywala w postaci władcy Leinster, Diarmaita macMurchada stał się w rzeczywistością przyczyną klęski jego ambicji i upadku zalążków centralnej władzy nad wyspą. Diarmait bowiem, pokonany i wygnany udał się po pomoc do obcej siły drzemiącej tuż obok Szmaragdowej Wyspy – do Królestwa Normanów.

 

Anglicy w Irlandii

          W maju 1169 roku wyruszyła z błogosławieństwem duchowieństwa i władcy Anglii, Henryka wyprawa wielmożów normańskich do Irlandii, która w ciągu zaledwie kilku tygodni doprowadziła do odzyskania królestwa przez Diarmaita. Złożyło się na to kilka przyczyn, z których najważniejszymi były, jak się wydaje, rosnące rozdrobnienie Iryjskie, wyczerpanie kluczowych graczy trwającymi przez kilka dekad brutalnymi konfliktami o władzę najwyższą i oczywiście militarna przewaga ciężkozbrojnej jazdy normańskiej. Diarmait zapłacił swym sprzymierzeńcom jedyną walutą jaką mógł zapłacić – ziemią. Dla wiecznie głodnych ziemi i tytułów rycerzy normańskich gest Diarmaita z uwagi na obce wsparcie jego władzy zwanym odtąd „Cudzoziemskim” Irlandia jawiła się jako wyśmienity łup zabezpieczający ich fortunę na pokolenia. Tak się też stało, gdyż znakomitej rycerskiej jeździe Normanów nie były w stanie oprzeć się iryjskie hufce skonfliktowanych zresztą wzajemnie królów i udzielnych książąt. Diarmait zabezpieczył przyszłość swoją i swego rodu jeszcze bardziej – wydał za kierującego wyprawą Richarda de Clare zwanego „Strongbow” swoją córkę Aoife znaną później z legend i ballad jako Eva z Leinster, lub Czerwona Eva i ogłosił swym następcą. Krok ten nie przypadł do gustu suzerenowi Richarda, Henrykowi II Angielskiemu, który nie był zbyt przychylny perspektywie utworzenia nowego, prężnego ośrodka władzy Normanów pod bokiem własnego królestwa. Ostatecznie, jednak rozwój sytuacji zmusił Henryka do osobistego zaangażowania w sprawę Richarda, gdyż rychła (w 1171 roku) śmierć Diarmaita pozwoliła mu upomnieć się o obiecany Leinster, co jednak spowodowało powstanie silnej koalicji pozostałych iryjskich monarchów przeciw przybyszom. Ostatecznie siły iryjskie bezskutecznie oblegając Atha Cliath spowodowały interwencję głównych sił królestwa Henryka. Nie będąc w stanie oprzeć się normańskiej potędze większość panów iryjskich przyjęła warunki Henryka, który zamiast niezależnego królestwa Leinster wolał widzieć zależne od siebie terytorium lenne. Przede wszystkim jednak wychodząc naprzeciw oczekiwaniom kościoła, który pobłogosławił wyprawę oczekując własnych korzyści, wymusił Henryk wprowadzenie gregoriańskich reform instytucji kościelnych na wyspie, przede wszystkim wprowadzając korzystny dla kleru system podatkowy. W roku 1172 Henryk opuścił wyspę naglony sprawami pozostałych części jego obszernego władztwa i walki w Irlandii wybuchły na nowo. Po trzech latach Henryk kolejny raz wymusił zbrojnie posłuch i narzucił traktat windsorski, który czynił go władcą dotychczas podbitego terytorium uznając władzę Ruahiriego nad resztą wyspy, co okazało się jednak rozwiązaniem nietrwałym. Ostatecznie w roku 1177 Henryk ogłosił swego syna Jana „Panem Irlandii”, co miało o tyle istotny efekt, że otwierało przed normańskim rycerstwem drogę do dalszych podbojów, a ponieważ w monarchii Henryka nie brakowało młodszych synów feudałów z nijakimi perspektywami na własną ziemię, nigdy koronie nie zabrakło chętnych na wzięciu działu w irlandzkiej imprezie. Tak oto, krok po kroku normańskie rycerstwo opanowywało wyspę natychmiast umacniając kamiennymi zamkami każdy połeć opanowanej ziemi. W rzeczy samej, długotrwałe zmagania o władzę nad wyspą nie były dla normańskiego rycerstwa łatwe – tubylcy stawiali twardy opór, czasem jednoczyli się w wielkiej sile i byli w stanie odzyskiwać pewne obszary, ale doraźnie tworzone koalicje nigdy nie okazywały się na tyle trwałe, by całkiem zniechęcić przybyszów zza morza do rezygnacji z ziemi i podboju. W 1261 roku Fineen MacCarthy (albo Fineen of Ringrone), władca Desmond zdołał zadać najeźdźcom poważną klęskę w bitwie pod Callann, w efekcie której padło na placu boju ośmiu baronów, piętnastu rycerzy i znaczna liczba pospolitych żołnierzy. Zwycięstwo to pozwoliło ocalić przed podbojem Gaelickie Desmond przez kolejne dekady, ale już w 1300 roku władztwo angielskie rozciągało się na ponad połowę terytorium wyspy. Do pełnego podboju wyspy brakowało mimo wszystko Anglikom bardzo niewiele i byli ku temu na najlepszej drodze, ale niespodziewanie kolejne dekady XIV wieku przyniosły gwałtowną zapaść ich siły na wyspie. Przyczyny tego nagłego zwrotu nie opierały się bynajmniej na chwalebnym zjednoczeniu ocalałych iryjskich państewek, które były w tym okresie trwały skłócone bardziej niż chyba kiedykolwiek wcześniej. Przede wszystkim monarchia angielska przeżyła ostry kryzys związany z klęskami i utratą na rzecz monarchii francuskiej większości swych ziem na kontynencie, przy okazji doznając szeregu upokarzających porażek ze Szkotami. Od 1337 roku coraz więcej sił żywych i pieniędzy kosztowała Anglię przygoda w postaci próby opanowania Królestwa Francji szerzej znana jako Wojna Stuletnia, a w reszcie w roku 1348 na wyspę wtargnęła wielka zaraza, od pewnego czasu już pustosząca Europę i znana pod nazwą „czarnej śmierci”.


Pomnik upamiętniający Bitwę pod Callann

          Anglicy przez długi czas przeważali nad państwami Gaellów nie tylko siłą militarną, ale także sprawniejszą administracją i nowinkami w zakresie uprawy ziemi i hodowli. Obszar pozostający pod ich władaniem niezmiennie rósł w dobrobyt i coraz szybciej pokrywał się siecią osiedli o zwartej, miejskiej zabudowie, co w warunkach straszliwej zarazy okazało się dla społeczności podbitego obszaru dosłownie zabójcze, gdyż zaraza uderzyła obszary gęściej zaludnione znacznie mocniej, niż wiejskie tereny pozostające pod władzą królów iryjskich. Po przejściu zarazy opustoszałe wsie i miasteczka po pewnym czasie ponownie zaczęły zaludniać się Gaellami, co miało ten pozytywny skutek, że nastąpiło ożywienie życia gospodarczego na wyspie udręczonej dekadami najazdów i prób reconquisty utraconych na rzecz Anglików ziem. Kryzys w Anglii wywołany Wojną Stuletnią trwał i pogłębił się jeszcze podczas kolejnych dekad walk o koronę podczas Wojen Róż. Do czasu bitwy pod Bosworth terytorium pozostające pod kontrolą angielską skurczyło się do niewielkiego w sumie obszaru okalającego Dublin – ostoję władzy angielskiej na wyspie – nazywanego „The Pale”. Przyczółek angielski trwał, głównie dlatego, że był stosunkowo silnie ufortyfikowany, dawał jednak nadzieję tamtejszym panom ziemskim na wznowienie podboju wyspy, gdy tylko nadejdą lepsze czasy. W okresie osłabienia władzy królewskiej władza rządzącego „The Pale” rodu Earl of Kildare opierała się przede wszystkim na nadal odczuwanej przewadze militarnej nad Irami, oraz systemie sojuszy zawieranych z niektórymi z władców, którzy w rozgrywkach o powiększenie własnej władzy chętnie korzystali z angielskiej pomocy. Panowie z Kildare byli także przez dość długi czas stosunkowo niezależni w swych poczynaniach od władzy w Londynie, ale dopiero ogólne uspokojenie sytuacji w Anglii po zakończeniu Wojen Dwóch Róż pozwoliło monarchii na rozciągnięcie ściślejszej kontroli nad poczynaniami tamtejszych Landlordów. Zresztą ci ostatni jakby przeczuwając kres swobody i niezależności kilkukrotnie dawali dowody niechęci wobec Londynu posuwając się do otwartej wręcz zdrady – tak było gdy poparli pretendenta z domu Yorków w 1487 roku, zapraszając do Dublina posiłki burgundzkie, tak było wreszcie, gdy w 1536 roku Thomas Silken posunął się do otwartej rebelii przeciw Tudorom. Nie jest jasne kiedy dokładnie król Henryk Tudor postanowił wznowić podbój wyspy – opisywane tutaj wydarzenia znacząco jednak przyspieszyły jego działania na rzecz uzyskania pełnej kontroli nad „The Pale”, ale także nad próbą budowy wielkiego imperium na Wyspach Brytyjskich. Jak by nie było, w 1542 roku zlikwidował Henryk Tudor tytuł Pana Irlandii tworząc w to miejsce Królestwo Irlandii, a koronę tego nowo utworzonego królestwa na skronie włożył mu zwołany w tymże roku Parlament Irlandii, w którym obok iryjskich władyków miejsce znaleźli także przedstawiciele nowych rodów z mieszanej, anglo-iryjskiej arystokracji, oraz czysto angielscy panowie z „The Pale”.


Zasięg terytorialny "The Pale" około 1450 roku

          W epoce Tudorów podbój Irlandii przebiegał dwutorowo, łączył bowiem akcje militarne z posunięciami dyplomatycznymi, co podyktowane było tutejszymi realiami – choć wielu iryjskich landlordów stawiało militarny opór władzy królewskiej, równie wielu rozumiało, że w drodze negocjacji są w stanie utrzymać się na swojej ziemi, mając w perspektywie możliwość poszerzenia własnego władztwa kosztem tych, którzy się buntowali. Na dłuższą metę arystokracje iryjska nie była w stanie stawiać dostatecznie silnego oporu Londynowi i konsekwentnie zmniejszał się jej stan posiadania. W drugiej połowie XVI wieku doszło do szeregu niezwykle ostrych konfliktów (Bunt Desmonda, a przede wszystkim Wojna Dziewięcioletnia), w których konsekwencji Londyn wdrożył nową, ostrzejszą politykę wobec opornych. Rozpoczął się okres niszczenia dawnych struktur iryjskich poprzez tak zwane „Plantations” – wielkie wywłaszczenia zbuntowanej arystokracji. W początkowej fazie poddano „Plantacji” ziemie w dzisiejszym Ulsterze, stopniowo jednak, w kolejnych fazach podboju rozszerzanych na kolejne obszary. Klęska Gaellów w Wojnie Dziewięcioletniej stanowiła punkt graniczny – w jej bezpośredniej konsekwencji monarchia angielska nie zdecydowała się jeszcze na rozwiązania stricte siłowe, ale wkrótce później, na samą wieść o możliwym kolejnym ataku angielskim w odpowiedzi na spiski iryjskich lordów ziemskich znaczna część tych ostatnich po prostu uciekła z wyspy porzucając swe włości, szukając bezskutecznie poparcia dla swojej sprawy za granicą. Londyn wykorzystał nadarzająca się okazję i zajął opuszczone ziemie nadając je angielskiej szlachcie. Dla Gaellów był to potężny cios – już w 1614 roku podczas posiedzenia Parlamentu Wyspy okazało się, że Panowie Iryjscy jako Katolicy nie mają już większości, która skutkiem „Plantations” nieodwołalnie przeszła w ręce anglikańskich posiadaczy ziemskich związanych z Koroną. To także w tym okresie konfrontacja iryjsko-angielska osiąga kolejne ostre linie podziału, gdyż do gry wchodzi także czynnik religijny. Z jednej strony, monarchia Tudorów, a później także Stuartów uzyskuje w Irlandii potężną podporę w postaci lojalnych rodów protestanckich, z drugiej jednak strony mimo często drakońskich przepisów prawnych zdecydowana większość Irów stanowiących dół drabiny społecznej pozostaje przy katolicyzmie. Ów podział zaostrzy się jeszcze bardziej w XVII stuleciu, stuleciu wielkiej irlandzkiej klęski.


Sztych z epoki przedstawiający Bitwę nad rzeką Boyne.

          Tak jak w czasach średniowiecznych fortuna angielska i jej przewagi w Irlandii zależały w dużej mierze od aktualnej kondycji monarchii. W okresie wzrostu znaczenia Anglii proces podboju zyskiwał na dynamice, ale gdy kraj pogrążał się w kryzysie, dynamika owa malała i słabła. Aż do wybuchu wewnętrznego konfliktu o władzę w Anglii, pozycja monarchii na wyspie wydawała się nienaruszalna, ale gdy tylko doszło do walk Króla z Parlamentem na Wielkiej Brytanii Irlandczycy natychmiast wywołali powstanie, na którego czele stanął Felim O’Neill. Powstańcy nie zdołali opanować Dublina, ale uniknęli natychmiastowej klęski, dzięki wydanej przez O’Neilla Proklamacji w Dungannon, w której posunął się on do fałszerstwa twierdząc, że powstańcy działają w imieniu i za zgoda Króla. Ten krok, w połączeniu ze stosunkowo łatwym opanowaniem Ulsteru spowodował żywiołowy napływ ochotników w szeregi powstańczej armii. Fałszerstwo rzecz jasna szybko wyszło na jaw – Król odcinał się od poczynań powstańców – jednakże brutalne wyrównanie rachunków z protestanckimi osadnikami w najsilniej skolonizowanym Ulsterze stanowiło swoiste zerwanie mostów. Nawet jeśli poważna część arystokracji zasilającej powstanie nie miała ochoty zrywać z Koroną powstanie dawało jej szanse na realizację najważniejszych postulatów – odzyskania ziemi zagarniętej podczas „plantacji”, oraz zakończenia dominacji protestanckiej i uzyskania swobód religijnych. Powstańcy irlandzcy mieli przeciwko sobie nie tylko siły lojalne względem Parlamentu Angielskiego, ale także szybko powołane do życia milicje protestanckie (głównie ulsterskie), oraz armię szkockich „Covenanters”, równie pełną religijnego zapału, jak anglikańscy lojaliści. W 1642 roku w rękach sił powstańczych znajdowało się mniej więcej dwie trzecie wyspy, ale nie mieli oni dość sił, aby całkowicie opanować wyspę. Obie strony okopały się na swoich pozycjach mając świadomość, że po masakrach protestanckich osadników w Ulsterze (przynajmniej 4000 ofiar, w tym kobiety i dzieci), nie ma już odwrotu i w tych okolicznościach powstanie początkowo firmowane jako ruch w obronie Króla zmieniło się za aprobatą katolickiej hierarchii kościelnej wyspy w otwarty bunt przeciw angielskiej władzy. W dążeniu do scementowania głównych ośrodków buntu irlandzcy katolicy powołali do życia Konfederację Irlandzką, jako alternatywny ośrodek władzy wobec angielskiej dominacji. Konfederacja nie mając dość sił na szybkie zakończenie działań przyjęła postawę wyczekującą, licząc na zwycięstwo Króla w angielskiej wojnie domowej i zakładając możliwość uzyskania korzystnych warunków w wypadku takiego obrotu spraw. Po klęsce monarchii jednak kres irlandzkiej wolności przyszedł bardzo szybko – w latach 1649-1651 armia Parlamentu błyskawicznie i niezwykle brutalnie rozprawiła się z powstańcami ponownie poddając Irlandię władzy angielskiej. Szacuje się, że wojna pochłonęła przynajmniej 200 000 ofiar po obu stronach, co w połączeniu z załamaniem się koniunktury gospodarczej (być może w efekcie tak zwanej „małej epoki lodowcowej”) doprowadziło kraj do niebywałej ruiny. Parlament rozszerzył jeszcze bardziej „Plantacje”, które objęły w zasadzie cały kraj za wyjątkiem Connacht, w którym ziemię ocaliło kilkaset katolickich rodów, głównie kosztem najbardziej zaangażowanych w powstanie. Ostatnim aktem desperacji stał się bunt przeciw angielskiej „The Glorious Revolution”, która w niemal bezkrwawy sposób wyniosła na londyński tron Williama of Orange, strącając zeń Jakuba Stuarta. Ten ostatni poszukał schronienia wśród przyjaznych mu rodów katolickich w Irlandii, gdzie rozegrał się ostatni i najkrwawszy akt zmagań o koronę angielską – oraz o przyszłość Szmaragdowej Wyspy. Katastrofalna klęska poniesiona przez stronników Jakuba nad rzeką Boyne w dniu 1 lipca 1690 roku nie tylko ostatecznie pogrzebała jakiekolwiek nadzieje katolików na odzyskanie supremacji na wyspie, ale jeszcze bardziej umocniła panowanie angielskie. Po dziś dzień wszyscy irlandzcy protestanci hucznie obchodzą rocznicę swego zwycięstwa nad Boyne, a kulminacyjnym elementem tych obchodów jest tradycyjny przemarsz świętujących przez obszary zamieszkały przede wszystkim przez społeczności związane z kościołem katolickim. W konsekwencji wszystkich tych klęsk Irlandia powitała rozpoczynający się „Wiek Rozumu” w sytuacji, w której właściwie cała ziemia uprawna znalazła się w rękach liczącej mniej więcej 5 % populacji wyspy grupy lojalnych wobec angielskiej korony arystokracji, posiadającej absolutny monopol na władzę także w dziedzinie produkcji i handlu. Katolicka większość znalazła się w pozycji tragicznie ubogiego dzierżawcy lub wyrobnika. Wkrótce sprawy miały się jeszcze bardziej pogorszyć, gdyż znakomita większość właścicieli ziemskich dość szybko zaczęła opuszczać wyspę, pozostawiając ziemie pod cudzym zarządem, który miał wycisnąć z majątków jak najwięcej środków na inwestycje w innych obszarach rodzącego się Imperium Brytyjskiego. W latach 1740-1741 fala głodu, która przetoczyła się przez wyspę zabrała przeszło 400 000 ofiar śmiertelnych i spowodowała obliczana na około 150 000 osób falę emigracyjną. Dawna kultura Gaellów umierała długo i wśród wielkich cierpień.

 

Przyczyny narodowego odrodzenia

          Utwierdzenie supremacji angielskiej w Irlandii przyniosło nie tylko ogromne zmiany w żywym organizmie społecznym, ale rzutowało także na życie ekonomiczne i kulturalne. Dominacja angielska przejawiała się przede wszystkim wypchnięciem poza struktury władzy nie tylko katolickiej większości, ale także potomków szkockich prezbiterian zamieszkujących w zwartych enklawach dużą część dzisiejszego Ulsteru – ci ostatni mieli wprawdzie prawo do zasiadania w Parlamencie, ale nie mogli już obejmować żadnych istotnych funkcji publicznych. Skłaniało to wielu do konwersji religijnej na anglikanizm w oczywistym celu rozwijania kariery lub po prostu zyskania prawa do posiadania ziemi. W przypadku katolików takie konwersje nie oznaczały często autentycznego przejścia do obozu władzy, gdyż mimo wszystkich niedogodności pewna niemała grupa konwertytów dokonała tego kroku wyłącznie w celach ekonomicznych, pozostając w głębi ducha katolikami. Charakterystyczne były akty konwersji jednego, ustalonego uprzednio członka irlandzkiego rodu, na którego przepisywano całość posiadanej przez ów ród ziemi, tak by mógł on zarządzać nią w imieniu pozostałych, a przede wszystkim móc ubiegać się o kredyty hipoteczne w celu zakupu nowych działek, gdyż prawo do kredytu także uzależnione było od wyznania. W ciągu XVII i XVIII wieku zresztą pojawił się nagle bardzo duży areał ziemi do nabycia, więc tego rodzaju operacje były czymś normalnym i szeroko rozpowszechnionym. Nowe działki ziemi uprawnej pojawiały się nie z powodu wyprzedawania starych majątków, lecz z powodu totalnej deforestacji wyspy będącej konsekwencją rabunkowego wyrębu lasów na potrzeby ekstensywnie rozwijanego protoprzemysłu metalurgicznego, ale przede wszystkim na potrzeby rosnącej w siłę angielskiej marynarki wojennej, głównego odbiorcy ścinanych w błyskawicznym tempie lasów. Deforestacja wyspy spowodowała zresztą szybkie wyjaławianie sporych areałów ziemskich i stałe poszukiwanie nowych działek pod uprawy i hodowlę jeszcze bardziej przyspieszała proces przemian w strukturze agrarnej i ekonomicznej w ogóle. Generalnie rzecz ujmując, od początków XVII wieku tradycyjne źródła dochodu właścicieli ziemskich ewoluują w kierunku dynamicznego rozwoju eksportu przede wszystkim solonej wieprzowiny i zbóż (głównie pszenicy) na potrzeby angielskiej floty handlowej i wojennej, oraz po długich targach także do zamorskich kolonii Anglii położonych w pasie tropików. Wraz z pogarszaniem się jakości ziem owo pierwotne ożywienie ekonomiczne stopniowo zamiera i ulega stagnacji. W tym okresie na znaczeniu zyskuje uprawa ziemniaka, który obok roślin strączkowych stanie się głównym źródłem pożywienia dla irlandzkiego chłopstwa. Okres względnej stabilizacji przynosi zresztą po 1780 roku gwałtowna eksplozję demograficzną na irlandzkiej wsi, która żyjąc na stale ograniczonym areale ziem uprawnych coraz bardziej uzależnia się od ziemniaka i jednocześnie z coraz większym trudem znosi stopniowy wzrost rent dzierżawczych będących w tym okresie nadal jedynym pewnym źródłem dochodu wielkiej własności ziemskiej, choć i tak już nie nadążającej za spiralą cen generowaną przez gwałtowny wzrost aktywności produkcyjnej będącym widomym znakiem nadchodzącej już wielkimi krokami wielkiej rewolucji przemysłowej, której przecież Anglia będzie pierwszym beneficjentem. Wszystko to powoduje, że już zaledwie w drugim pokoleniu po Boyne niemała część arystokracji ziemskiej zaczyna się coraz bardziej utożsamiać z wyspą niż z samą Anglią wskutek bardzo restrykcyjnej polityki promującej przede wszystkim angielski handel, angielską produkcję i angielskie rolnictwo. Tak powstawać będą zatem nowe linie podziału, nowe zjawiska i fenomeny społeczno-ekonomiczne dla których utrwalony obecnie przemocą porządek stawać się będzie coraz bardziej niewygodny. Choć oczywiście wraz ze stopniowym wzrostem wysokości rent ziemskich wśród irlandzkiego chłopstwa zaczną tworzyć się czasem całkiem spore grupy opierające się na różne sposoby nowym sposobom naliczania dzierżaw, to trwałość porządku zaprowadzonego angielskim podbojem kwestionować zacznie także niemała część arystokracji ziemskiej, tylko w teorii będącej tego nowego porządku beneficjentem.


Zasięg terytorialny angielskich "Plantacji" na obszarze Irlandii

          Pierwszym i podstawowym celem zabiegów lokalnej arystokracji było żądanie szerszego otwarcia angielskich rynków zbytu na towary produkowane na wyspie. Kolejnym, gdy te drzwi wreszcie udało się uchylić, zwiększenie znaczenia i roli lokalnego Parlamentu. Przed tym ostatnim rząd królewski bronił się jak mógł opierając się na skrajnie lojalnej grupie fanatycznych anglikańskich posiadaczy ziemskich zawsze pamiętających o rzezi ulsterskiej sprzed ponad stulecia, a przede wszystkim, czerpiącym całkiem realne profity w postaci absolutnego monopolu na obsadzanie stanowisk w administracji królewskiej. Sztywny gorset twardego prawa udało się rozluźnić dopiero w okresie amerykańskiej Wojny o Niepodległość, w czasie której z uwagi na groźbę obcej inwazji powołano wielotysięczną irlandzką milicję (dotąd irlandzkim katolikom niewolno było nawet szkolić się w zakresie używania broni nie wspominając o jej posiadaniu) i rząd desperacko usiłujący ratować swój stan posiadania w Ameryce Północnej był oczywiście dużo bardziej skłonny do szukania kompromisu. Po zakończeniu wojny koniunktura międzynarodowa oczywiście uległa drastycznemu pogorszeniu, ale ziarno woli zwiększenia wpływu na swój własny los w Irlandii zostało już zasiane, a co najważniejsze doprowadziło do niezwykłego sojuszu katolików i prezbiterian. Panujący system polityczny skłonił tak odległe od siebie grupy wyznaniowe do zajęcia wspólnego stanowiska wyrażanego dążeniem do wyeliminowania religii z życia politycznego oraz zwiększeniem roli irlandzkiego parlamentaryzmu na rzecz większego samostanowienia mieszkańców wyspy o swoim losie. Wkrótce w pewnej mierze pod wpływem ideałów francuskiej rewolucji ruch ewoluował w stronę nowych horyzontów, były nimi republikanizm i całkowite zrzucenie brytyjskiej dominacji. W 1791 roku grupa dysydentów irlandzkich (za wyjątkiem dwóch bez wyjątku prezbiterian z Ulsteru) utworzyła „Stowarzyszenie Zjednoczonego Irlandczyka” (Society of the Union Irishmen), w którym bardzo szybko pierwsze skrzypce odgrywać zaczęli radykałowie w rodzaju Theobalda Wolfe’a Tone’a. Wywołana przez ruch reolucja w 1798 roku dość szybko została przez siły brytyjskie stłumiona, a sam Tone popełnił samobójstwo nie czekając na swoja egzekucję jako zdrajca. Konsekwencją irredenty była nowa forma brytyjskiej kontroli nad Irlandią – Akt Zjednoczenia z 1800 roku, który miał w założeniach jeszcze bardziej wzmocnić kontrolę nad wyspą, a który wyznaczył jedynie na nowo dawne linie podziału. Już w 1803 roku Robert Emmet usiłował dokonać zbrojnego przewrotu w duchu rewolucji republikańskiej, ale jego wystąpienie zostało błyskawicznie stłumione, a on sam stracony.


Wolfe Tone

          Przede wszystkim akt jednoczący korony został poparty przez dominujący stale w irlandzkim parlamencie ruch lojalistów, wielkich posiadaczy ziemskich, którzy w imię utrzymania swego stanu posiadania skłonni byli zrezygnować z jakiejkolwiek formy autonomii na wyspie godząc się na likwidację parlamentu wyspy w zamian za pulę miejsc w parlamencie londyńskim. Wkrótce lojaliści musieli przełknąć gorzką pigułkę – ich monopol na władzę i majątek w Irlandii został złamany poprzez rozszerzenie wprowadzonej jeszcze w XVIII wieku zasady „politycznej franczyzy”, która dopuszczała do udziału w parlamencie katolików pod warunkiem spełnienia określonych wymagań majątkowych. W 1832 roku ustalono taką wartość na poziomie 10 funtów, co stanowiło o zablokowaniu możliwości ubiegania się o miejsce w parlamencie ogromnej większości katolików irlandzkich, ale uchylając drzwi do niej niemałej grupie ambitnych katolików usiłujących rywalizować ekonomicznie ze starą angielską arystokracją. W tym okresie trudno było wielu lordom zrozumieć, że zyskujący na znaczeniu brytyjski parlamentaryzm sam w sobie nie może na dłuższą metę działać na zasadzie dwóch standardów w jednym i tym samym kraju. Fakt ten nie umykał uwadze domagającym się uchylenia starych i dyskryminujących mniejszości religijne przepisów. Choć zatem rosło znaczenie katolickiej arystokracji ziemskiej na wyspie większość najbardziej widocznych nierówności po staremu nie znajdowała rozwiązania, a wręcz coraz silniej narastała. Irlandzka wieś nie tylko nie zyskiwała niczego na stopniowej emancypacji katolickiej arystokracji, ale wręcz coraz bardziej pogrążała się coraz bardziej w starych, quasi feudalnych schematach egzystencji. Przy istniejącym stanie prawnym ograniczającym prawo do posiadania w zasadzie całej ziemi uprawnej dla około 10 000 osób i przy okazji stałego, dynamicznego wzrostu liczby ludności Irlandii ówczesne realia gospodarki na wskroś maltuzjańskiej (zdobycze rozwijającej się brytyjskiej rewolucji przemysłowej wciąż szerokim łukiem omijały irlandzką wieś) stanowiły doskonały przepis na katastrofę. Doszło do niej w połowie lat czterdziestych XIX wieku, a był nią Gorta Mor - „Wielki Głód”.


Irlandzka wieś w połowie XIX wieku

          Wieś irlandzka wchodziła w dekadę lat czterdziestych XIX wieku jako najbiedniejsza wieś w całej zachodniej części Europy, jednocześnie niemal w całości uzależniona od ziemniaczanej monokultury. W 1844 roku Benjamin Disraeli pisał o ówczesnej irlandzkiej wsi – „Głodująca populacja, nieobecna arystokracja, obcy wszystkim protestancki kościół i dla odmiany – najsłabsza egzekutywa na świecie”. Rzecz jasna samo dostrzeganie problemu nigdy jeszcze nie implikowało jego rozwiązań – w ciągu pierwszych czterech dekad Unii do Irlandii wyekspediowano ponad 100 rządowych komisarzy, którzy współdziałali z ponad sześćdziesięcioma miejscowymi komisjami mającymi na celu ocenę stanu kraju. Wszystkie bez wyjątku wieszczyły katastrofę – eksplozja demograficzna, powszechna bieda i obejmujące trzy czwarte populacji bezrobocie agrarne i katastrofalne warunki bytowe skutkujące haniebnym wprost stanem higieny były realnymi problemami, z którymi jednak żaden rząd Jego Królewskiej Mości nie potrafił sobie poradzić. Wprost przeciwnie – istniejące przepisy prawne dopuściły do kolejnej „rewolucji agrarnej”, w czasie której właściciele ziemscy w okresie bezpośrednio poprzedzającym nadejście zarazy ziemniaczanej zastosowali na masową skalę akcję wyrzucania chłopów z dzierżaw z powodu ekonomicznej kalkulacji. Dość powszechnie uznano bowiem istniejący system rent za przynoszący zbyt małe dochody implementując w zamian gwałtowny rozwój hodowli przede wszystkim owczej, wychodząc rosnącemu zapotrzebowaniu na wełnę błyskawicznie rozwijającego się przemysłu włókienniczego w Królestwie. Świadomie zatem drastycznie podnoszono wysokość rent, aby albo usunąć z ziemi przeszkadzających rozszerzaniu pastwisk chłopów irlandzkich, albo w razie upierania się tych ostatnich przy pozostaniu i uprawie ziemi zdyskontować sobie w taki właśnie sposób utratę potencjalnego dochodu z hodowli i eksportu wełny. W 1842 roku wartość rent ziemskich w Irlandii osiągnęła zawrotne 6 000 000 funtów, przy czym na wyspie mieszkało wówczas niemal osiem i pół miliona ludzi (w ogromnej mierze na wsi), a areał upraw zbóż osiągnął absolutne minimum, jednocześnie koncentrując się niemal wyłącznie na uprawie ziemniaka, który jako jedyna uprawa dawał względną gwarancję zdolności do wykarmienia rodziny. Kryzys postępował tym bardziej i szybciej, jako że dochody rodzin chłopskich spadły do tak niskiego poziomu, że nie były już w stanie dokonywać jakichkolwiek zakupów artykułów przemysłowych, co powodowało gwałtowną pauperyzację wąskiej i słabej wciąż warstwy małomiasteczkowego mieszczaństwa, które trudniło się handlem i w mniejszym stopniu usługami. Gdy uderzyła zaraza w zasadzie nie istniały żadne rezerwy żywności, którymi można by stosunkowo szybko wesprzeć głodująca ludność. Już pierwszy rok zarazy ziemniaczanej przyniósł katastrofę właściwie wszystkich warstw społecznych Irlandii nie obejmując jedynie właścicieli ziemskich, których zresztą w ogromnej większości zresztą przebywającej bardzo daleko od miejsca dramatu. Najwięcej ofiar głód przyniósł w południowych i zachodnich hrabstwach, tam, gdzie język Gaellów utrzymywał jeszcze dość szeroki zasięg codziennego użytkowania. Na drugi ogień poszła reszta kraju. Nawet współczesne szacunki nie są zgodne co do liczby ofiar śmiertelnych – pewne jest jedynie to, że ciągu zaledwie dekady od nastania „Wielkiego Głodu” wyspę opuściło ponad dwa miliony Irlandczyków wybierając emigrację nad głodową śmierć. Sytuację pogarszał jeszcze nowy rząd londyński, który w imię doktryny leseferyzmu ograniczył właściwie do zero rządową pomoc, co utrwaliło i wzmocniło czynniki kryzysowe. Poza dogmatyzmem ekonomicznym równie rujnujący okazał się dogmatyzm polityczny – wywołane w oku cyklonu przez ruch „Młodych Irlandczyków” nieudane powstanie spowodowało jeszcze większą niechęć kół rządowych do udzielenia głodującej wyspie jakiejkolwiek pomocy. Choć może wydać się to mało wiarygodne naprawdę znaleźli się w Parlamencie mówcy, którzy uzasadniali głód w Irlandii boską interwencją słusznie karzącą zdradzieckich katolików. Szczytem wszystkiego była tragedia, do której doszło w Doolough wiosną 1849 roku. 30 marca tego roku do głodującej osady przybyło do głodującej osady Louisburgh dwóch przedstawicieli lokalnych władz z Westport w celu zbadania kto dokładnie uprawniony jest do otrzymania rządowej pomocy w postaci żywności. Z nieznanych powodów nie zrobili tego, a jedynie przenieśli się do Delphi Lodge na noc pozostawiając po sobie instrukcję, by wszyscy ubiegający się o pomoc stawili się tamże nazajutrz. Zdesperowani i wygłodzeni do ostatka mieszkańcy Louisburgh i okolic powlekli się do odległej o 19 kilometrów Delphi Lodge wlokąc się z trudem po trudnym szlaku przez całą noc. Po przybyciu na miejsce po wielogodzinnej wędrówce ostatkiem sił licząca kilkaset osób grupa została przez urzędników odesłana do domów po uznaniu przez oficjeli, że nie wymagają oni rządowej pomocy. Zrozpaczeni ludzie podjęli zatem powrotną wędrówkę, pozostawiając za sobą na szlaku przynajmniej dwadzieścia osób w różnym wieku i różnej płci zmarłych z wyczerpania. Ten szczególnie drastyczny przypadek igrania z ludzkim życiem podczas głodu jest jedynie uzupełnieniem kompletnej nieudolności w próbach zorganizowania pomocy – w 1847 roku najpierw rząd poinformował o zaciągnięciu pożyczki w wysokości około 14 milionów funtów na rzecz zakupu niezbędnej ilości żywności i pokrycia strat wynikających z planowanej obniżki podatków, co spowodowało gigantyczną falę spekulacji giełdowych i w ich efekcie obniżyło efektywną kwotę pomocy do zaledwie około 9 milionów funtów, by trzy miesiące później w zasadzie całkowicie umyć ręce od problemu poprzez wniesienie ustawy o pomocy utrzymanej w duchu zasady „Irlandzka Własność musi wesprzeć Irlandzką Biedę”. Gdy w końcu ogólny spadek dochodów państwa z pogrążonej w kryzysie wyspy zmusił rząd aktywnego działania, zdobył się on jedynie na niewiele znaczące gesty – odmówiono pomocy każdemu, kto posiadał więcej niż jedna czwartą akra (0,1 Hektara), co spowodowało masowe opuszczanie działek przez dzierżawców nie mogących w tej sytuacji zrobić już niczego więcej. W 1849 roku działki opuściło ponad 90 000 dzierżawców, rok później kolejne ponad 100 000. W końcu kryzys uderzył także w interesy wielkiej własności ziemskiej, gdyż kryzys ograniczył dostęp do kredytu, a jednocześnie, wraz z masowym opuszczaniem dzierżaw przez chłopów malały ich aktywa, co uniemożliwiało prowadzenie jakiejkolwiek działalności z braku kapitału. Postępujący ręka w rękę wraz z głodem fizycznym głód kapitału doprowadził do masowej wyprzedaży posiadłości ziemskich w Irlandii, co doprowadziło do kolejnej fali spekulacji, gdyż nowi inwestorzy zamierzając jak najszybciej odzyskać włożony w ziemię kapitał zwykle radykalnie podnosili i tak już bardzo wysokie czynsze, co z kolei doprowadziło rychło do nowej fali ekspulsji zadłużonych dzierżawców z pańskiej ziemi i zasilania przez nich samych i ich rodziny tułającej się po kraju biedoty. Największe korzyści – poza spekulantami – odnieśli inwestorzy w rodzący się powoli w Irlandii wielki przemysł. Przede wszystkim ta część irlandzkiej biedoty, która z różnych powodów nie zdecydowała się na emigrację, lub nie zmarła z głodu podążyła na północ, ku Belfastowi i Londonderry, gdzie znajdowała zatrudnienie za głodowe stawki w tamtejszym przemyśle stoczniowym i włókienniczym. Konkurencja ze strony tej nowej katolickiej klasy robotniczej spotkała się z jawną wrogością ze stroną ich nowych prezbiteriańskich i anglikańskich sąsiadów, co stało się zarzewiem nowego, bardzo silnego konfliktu. Tragedia „Wielkiego Głodu” odmieniła Irlandię całkowicie – począwszy od straty ogromnej liczby ludności – której liczba nawet po ustąpieniu głodu stale malała – po jeszcze większe pogłębienie nierówności społecznych i politycznych na wyspie, co napędzało wspomnianą wcześniej emigrację. O ile na wyspie w 1841 roku mieszkało niemal 8,2 miliona ludzi, to spis ludności w roku 1851 wykazał już tylko 6,55 miliona ludności i tendencja ta trwała aż do lat dwudziestych XX wieku, kiedy to ludności wyspy osiągnęła minimum wynoszące niewiele ponad 4 miliony ludności, przy czym na obszarze dzisiejszej Republiki Irlandzkiej dziejowym minimum okazał się rok 1961, kiedy to terytorium kraju zamieszkiwało zaledwie niewiele ponad 2,8 miliona osób. Dla łatwiejszego zrozumienia ogromu konsekwencji „Wielkiego Głodu” – do dziś liczba ludności na obszarze Republiki wynosząc około 5,2 miliona ludzi nie zdołała sięgnąć liczby 6,5 miliona ludzi mieszkających na tym obszarze prze „Wielkim Głodem”.


Eksmisja rodziny irlandzkich chłopów za długi

          Ta tragiczna dekada doprowadziła cały kraj na skraj upadku – ucierpiały ostatecznie wszystkie grupy społeczne, choć oczywiście wielcy posiadacze ziemscy zdecydowanie mniej od reszty społeczeństwa. Niskie płace ograniczały rozwój przemysłu i usług, rozpleniła się prostytucja, trwała wielka emigracja. Co ciekawe w irlandzkim folklorze silnym szczególnie w tradycyjnym śpiewie zachowało się niewiele piosenek poświęconych pamięci „Wielkiego Głodu”. Zdecydowana większość powstającego w owych czasach repertuaru dotyczyła emigracji, tak jak traktuje tekst chyba najpopularniejszej irlandzkiej pieśni z tego okresu – „Farewell to Skibbereen”. Rzeczywistość po „Wielkim Głodzie” była bowiem niemal równie okrutna. Aż do lat siedemdziesiątych XIX wieku kraj toczył potworny kryzys ekonomiczny, w owym czasie z powodu trudności ekonomicznych średni wiek zawierania małżeństw podniósł się o ponad cztery lata. Trudno było też znaleźć odpowiednie lokum – większość domów pozostawianych przez emigrantów natychmiast rozbierano, starano się osiedlać w miasteczkach i miastach, gdzie łatwiej było pracę, a gdzie wyniszczona ekonomicznie warstwa drobnomieszczańska nie dysponowała kapitałem w dostatecznej ilości by finansować budowę kamienic czynszowych. Koło się zamykało, stary kraj konał, a chyba jedyną kwestią, która ruszyła do przodu było powszechne nauczanie, które z jednej strony dość skutecznie zwalczyło powszechny dotąd analfabetyzm, z drugiej zaś strony jeszcze bardziej ograniczyło używanie starego języka Gaellów, uczono bowiem czytać i pisać w języku urzędowym Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, czyli po angielsku.


Centrum Dublina w drugiej połowie XIX wieku

          Można zatem zadać pytanie – gdzie tutaj właściwie można powiedzieć o odrodzeniu narodowym, skoro od połowy lat pięćdziesiątych nawet język tubylczej większości mieszkańców wyspy zaczął zanikać? Otóż niezwykłej wagi nabrał wspomniany wcześniej incydent, nazywany Powstaniem Młodych Irlandczyków. Kim właściwie byli? Korzystając z postępującej emancypacji politycznej pojawiła się grupa irlandzkiego pochodzenia polityków wyraźnie zafascynowanych rozwojem ruchu republikańskiego w Europie. Na fali „Wiosny Ludów” i rozbudzonych w ten sposób oczekiwań także w Irlandii uwierzono w możliwość bezkrwawej rewolty i odzyskania prawa do samostanowienia przez znakomitą większość mieszkańców wyspy. Na czele ruchu powstałego wokół tej idei stanęli Thomas Francis Meagher, Michael Doheny i William Smith O’Brien. Co szczególnie istotne, starając się pozyskać jak najszersze poparcie dla swych postulatów posługiwali się oni zupełnie nową symboliką, przedstawiając sztandar ruchu w postaci trójkolorowej flagi, na której poza zielenią wyobrażającą irlandzką katolicka większość znalazło się także miejsce dla koloru pomarańczowego uosabiającego udział irlandzkich protestantów w wymarzonej republice. Do wybuchu powstania doprowadziły w zasadzie same władze brytyjskie, które obawiając się wystąpień społecznych w krytycznym okresie głodu i masowych wystąpień na kontynencie europejskim zawiesiły funkcjonowanie „Habeas Corpus Act”. Obawiając się rychłego internowania organizatorzy ruchu poczuli, że nie mają już odwrotu i zdecydowali się wywołać powstanie, choć tak naprawdę nie uczynili w tym kierunku żadnych przygotowań. Wezwany do rebelii tłum około dwóch tysięcy w zasadzie nieuzbrojonych w żadna broń Irlandczyków reprezentujących niemal bez wyjątku najniższe warstwy społeczne został bez trudu rozpędzony przez oddziały policji królewskiej. Po upadku „powstania” najbardziej zaangażowani skazani zostali na śmierć za zdradę, ostatecznie jednak spotkali się na wygnaniu na Ziemi Van Diemena, czyli na dzisiejszej Tasmanii. Sądu uniknęło dwóch aktywnych działaczy ruchu – James Stephens i John O’Mahony, którzy zbiegli na kontynent i spotkali się w Paryżu. W konsekwencji kolejnej klęski militarnej obaj zamyślali nad nowym sposobem pokonania i wygnania Brytyjczyków z Irlandii studiując pisma europejskich rewolucjonistów i wizjonerów, którzy zresztą tez jak dotychczas niewiele wskórali w walce „Za wolność Waszą i Naszą”. Rozstali się w 1858 roku właściwie nie znajdując żadnego realnego sposobu na szybkie zwycięstwo. Obaj wiedzieli jednak, że od czegoś należy zacząć i postanowili stworzyć nowe organizacje stawiające sobie za cel umocnienie masowego poparcia dla idei wolnej od Brytyjczyków republikańskiej Irlandii. O’Mahony wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiedliło się w niedługim czasie bardzo wielu wychodźców ze starego kraju. Tamże, znajdując rychło stosunkowo silne poparcie dla narodowego sentymentu założył i wnet rozbudował do całkiem sporych rozmiarów organizację o nazwie „Braterstwo Fenian” – „Fenian Brotherhood”. Stephens natomiast mimo swej przeszłości odważył się na krok odważniejszy i powrócił do Irlandii, gdzie przemierzył wkrótce całą wyspę wzdłuż i wszerz rozbudowując struktury powołanej przez siebie do życia organizacji o takich samych celach, jak Fenianie w USA. Ruch ten nazwał „Irish Republican Brotherhood”, czyli „Irlandzkim Braterstwem Republikańskim”. Choć obie organizacje w wielu aspektach rywalizowały ze sobą, łącznie nazywane są w historiografii „Ruchem Fenian”, który w odróżnieniu od swych ideowych protoplastów miał się okazać ruchem dużo trwalszym i przez to dużo bardziej dla brytyjskiej władzy niebezpiecznym.


James Stephens

          Przede wszystkim IRB miała być organizacją powszechną, co dzięki niebywałemu poświęceniu dla sprawy prezentowanemu przez założyciela stało się dość szybko. IRB przyjęło zasadę tajności organizacji i dość dobrze się zakonspirowało tworząc sieć „kręgów”, które w znacznej mierze funkcjonowały w pewnej od siebie niezależności – w efekcie aresztowanie części członków ograniczało straty, gdyż co do zasady nie mieli oni zbyt wielkiej wiedzy na temat innych „kręgów”. Organizacja była absolutnie demokratyczna, co w rozgoryczonym i skrajnie biednym społeczeństwie irlandzkim, ale także w kręgach irlandzkich wychodźców gwarantowało wręcz niewyczerpalne zasoby ludzkie. Sam Stephens nazwał idee ruchu idą „Wściekłej Demokracji”, celem IRB było przede wszystkim ustanowienie wolnej i niepodległej Republiki Irlandzkiej, gdyż Naród Irlandzki ma naturalne prawo do samostanowienia i wolności. W oczach Stephensa i jego zwolenników cel organizacji można było osiągnąć jedynie poprzez rewolucyjną walkę zbrojną, a choć przeciwnikiem w tej walce miało być największe ówcześnie mocarstwo świata uważano zgodnie, że cel wytyczony IRB jest do osiągnięcia pod warunkiem zjednoczenia wysiłku całego narodu, gdyż jak powiedział Stephens - „Common people are the rightfull rulers of their own destiny” (Zjednoczeni ludzie są prawymi władcami swego przeznaczenia). Już po latach działalności amerykański odłam Fenian zreorganizowany został na nowo w znacznie silniej związaną z IRB partię o nazwie „Clann na Gaell” – Rodzina Gaellów, czasem tłumaczone nieprecyzyjnie na Dzieci Gaellów.


Symbol IRB

          Co spowodowało, że akurat ten ruch republikański zdołał na trwale zakorzenić się w irlandzkim krajobrazie politycznym? Powodów jest kilka i trudno wskazać najważniejszy. Chyba jednak najbezpieczniejsza forma odpowiedzi na to pytanie jest skumulowanie się jak w soczewce wielu czynników równocześnie – osiągnięcia w tym czasie absolutnego dna gospodarczego kryzysu, co nie dawało w istniejącym porządku najmniejszych nawet perspektyw szerokim masom społeczeństwa irlandzkiego, gwałtowny opór warstw posiadających i kościoła, które swoją postawą wobec władz brytyjskich całkowicie zdezawuowały jakiekolwiek społeczne poparcie interesując się wyłącznie własnym partykularnym interesem, oraz przyjęta struktura organizacyjna, która autentycznie zapewniła IRB niebywałą zdolność przetrwania w warunkach konieczności zachowania ścisłej konspiracji. IRB szybko zaangażowało się w ruch „Walki o Ziemię”, niezorganizowanej początkowo i spontanicznej reakcji irlandzkiego chłopstwa na sytuację panująca na wsi z uwagi na stosunki własności ziemskiej. Dzięki zaangażowaniu się w obronę biedoty usuwanej za długi z działek dzierżawnych IRB zyskała niezwykłą popularność na wsi, co ostatecznie utrwaliło istnienie ruchu Fenian. Brytyjski rząd dość szybko pojął, że ruch Fenian może być dlań niebezpieczny, więc nie wahał się przed użyciem sił policyjnych w celu rozbicia ugrupowania. Ku zdziwieniu władz w Londynie kolejne aresztowania nie tylko nie rozbiły organizacji, ale wprost przeciwnie – przydały jej jeszcze popularności. Organizacja uruchomiła kolportaż własnej gazety – „The Irish People” – która została decyzją władz uznana za wywrotową i we wrześniu 1865 roku zamknięta. To z kolei doprowadziło władze ruchu do zwrócenia myśli w stronę zbrojnego wystąpienia przeciw władzy brytyjskiej. Co innego jednak zakonspirować grupę ludzi, a co innego przejść do działań zbrojnych – wywołane przez IRB wystąpienie zbrojne w 1867 roku zakończyło się kompletnym fiaskiem, a większość przywódców ruchu aresztowano. Brytyjczycy wykazali przy tym sporo rozsądku, gdyż choć przed sądami posypały się kary śmierci za zdradę, wyroków nie wykonano. Sytuacja, w której duża część przywódców ruchu tkwiła w angielskich więzieniach doprowadziło pozostałe na wolności przywództwo ruchu do punktu zwrotnego w podjętej walce. Możliwe były już tylko dwa scenariusze – albo kontynuować walkę, a innymi metodami, albo zacząć wszystko od początku, tak jak działo się to po każdym kolejnym nieudanym zrywie od czasów Wolfe’a Tone’a. IRB wybrało walkę, przy czym władze ruchu nie do końca posiadały kontrolę nad biegiem wydarzeń.


Ilustracja artykułu prasowego poświęconego wydarzeniom w Manchesterze 

          11 września 1867 roku w Manchesterze brytyjska policja aresztowała zbiegłego z Dublina po nieudanym wystąpieniu zbrojnym pułkownika Thomasa Kelly pełniącego obowiązki „Centralnego Organizatora republiki Irlandzkiej”. Wraz z nim aresztowany został jego najbliższy współpracownik, kapitan Timothy Deasy. Lokalny przywódca IRB – Edward O’Meagher Condon - postanowił naprędce zorganizować ucieczkę schwytanych i siedem dni później, podczas przewożenia dwóch aresztowanych do sądu na rozprawę trzech działaczy IRB z tutejszej społeczności irlandzkiej - Michael Larkin, William Philip Allen oraz Michael O’Brien z rewolwerami w dłoniach zaatakowało konwój na trasie przejazdu. Gdy dookoła konwoju zapanowało zamieszanie pilnujący aresztantów wewnątrz karety więziennej i dysponujący kluczami do niej sierżant policji Charles Brett zaciekawiony wyjrzał przez dziurkę od klucza po zobaczyć co się właściwie dzieje. Pech chciał, że w tym samym momencie jeden z zamachowców postanowił otworzyć drzwi do karety przestrzeliwując zamek. Gdy padł strzał, policjant trafiony w oko zginął natychmiast. Będący najbliżej zwłok pospolici przestępcy wyrwali pęk kluczy i otwarli drzwi do karety jednocześnie umożliwiając ucieczkę działaczom IRB – ci ostatni natychmiast wmieszali się w gęstniejący wokół konwoju tłum ciekawskich i zbiegli. Mimo wszczęcia natychmiast zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań Policji nie udało się schwytać zbiegów. Udało się natomiast aresztować członków komórki IRB odpowiedzialnej za akcję. Wszystkich trzech uczestników napadu skazano na śmierć za zabójstwo, choć sąd nie dowiódł który konkretnie z zamachowców pociągnął za spust. Wszystkich trzech powieszono publicznie na oczach liczącego dobre dziesięć tysięcy ludzi tłumu. W tym miejscu władze brytyjskie popełniły poważny błąd – ruch republikański bowiem szybko przekuł wydarzenia z Manchester w swój wielki propagandowy sukces zyskując przy tym trzech męczenników idei.


Podobizny zamachowców z Manchesteru

          Gdy ku powszechnemu w Irlandii potępieniu w Manchester wieszano trzech uczestników napadu na konwój więzienny policja aresztowała w Birmingham kolejnego działacza IRB nazwiskiem Richard O’Sullivan Burke. Znalazł się on tam z powodu zadania, które wypełniał dla IRB, a które polegało na nielegalnym zakupie broni. Burke został wydany przez policyjnego informatora i natychmiast po aresztowaniu został przewieziony do pilnie strzeżonego więzienia w Londynie. 13 grudnia 1867 roku pod murami więzienia Clarkenwell w którym przebywał oczekujący na proces Burke wybuchła potężna bomba, która w zamyśle zamachowców miała umożliwić mu ucieczkę. Akcja zakończyła się fiaskiem – więzień nie uciekł, a w efekcie eksplozji zawaliły się sąsiadujące z murem domy mieszkalne, w których zginęło dwanaście osób, a ponad 120 zostało rannych. I tym razem policja ustaliła personalia sprawców, aresztując w sumie osiem osób. Dwójka działaczy IRB przyznała się do winy i przed sądem stanęła przede wszystkim w roli pożądanych przez oskarżenie świadków. Po szybkiej rozprawie trzech oskarżonych uwolniono od zarzutu zabójstwa, skazując za nie tylko jednego działacza IRB, Michaela Barretta. Ostatecznie skazano na karę wieloletniego więzienia także Burke’a, choć ten bronił się dowodząc swego amerykańskiego obywatelstwa.


Egzekucja Michaela Barretta

          Działacze IRB zrozumieli, że nie tędy droga. Po długich debatach zrezygnowali z walki zbrojnej wybierając wariant „długiego marszu” i wpisując w swój statut zapis o możliwości podjęcia walki z Brytyjczykami dopiero wówczas, gdy ruch stanie się naprawdę masowy i zyska odpowiednio szerokie poparcie społeczne w Irlandii. Było to mądre posunięcie. Co szczególnie ważne, już wówczas w łonie ruchu republikańskiego pojawiła się grupa działaczy niechętnych strategii wyczekiwania i budowy fundamentów ruchu. Byli na tyle zagorzałymi zwolennikami sprawy, że nie zamierzali złożyć broni i zdecydowali się działać nadal zbrojnie. Jedna z takich grupek okazała się szczególnie groźna, gdy w 1882 roku dokonała udanego zamachu na dwóch czołowych funkcjonariuszy śledczych policji w Dublinie zajmujących się nielegalnymi ruchami politycznymi, byli to Frederick Cavendish i Thomas Henry Burke. Kolejna grupa tak zwanych „militarystów” zyskała poparcie równie fanatycznych członków „Clann na Gaell” i przygotowała serię ataków bombowych w latach 1881-1885, dokonując między innymi ataku na Izbę Gmin brytyjskiego parlamentu. W odpowiedzi władze brytyjskie utworzyły szereg specjalnych jednostek policyjnych, odpowiedzialnych za likwidację komórek terrorystycznych. Odniosły one z czasem sporo sukcesów, a kampania zamachów bombowych sama w sobie nie przyniosła oczekiwanych przez organizatorów sukcesów. Większa część opinii społecznej uważała podobne akcje za coś godnego potępienia i nieetycznego. Ostatecznie zamachy, co z kolei otwarło pole do działania nowej grupie działaczy irlandzkich, którzy rozpoczęli pokojowymi metodami kampanię na rzecz ustanowienia autonomii w Irlandii poprzez akt prawny zwany „Home Rull” na podobieństwo aktów prawnych regulujących życie innych królewskich dependencji takich jak Australia czy Kanada. U schyłku XIX wieku perspektywa uzyskania tego rodzaju koncesji ze strony rządu brytyjskiego wydawała się jednak nadal dość odległa, nie było jednak innych alternatyw. Mimo wszystko ruch narodowy uzyskał jeden istotny profit swoją działalnością na przestrzeni całego stulecia – gdy kończył się wiek XIX znakomita większość mieszkańców wyspy niezależnie od wyznania i zapatrywań politycznych nazywała siebie Irlandczykami. Ten wielki sukces miał już wkrótce przynieść dalsze owoce kolejnemu pokoleniu działaczy i polityków irlandzkich.

Komentarze

Popularne posty