"Nad rzeką której nie ma"
"Nad rzeką której nie ma"
I.
Dawno, bardzo dawno temu nakręcił Pan Andrzej Barański film zatytułowany tak, jak ja dziś tytułuję mój artykuł. Film jak film - ma swoje wady i zalety, ale odnieść się trzeba przede wszystkim do jego tytułu, ponieważ ten właśnie pomaga racjonalnie nazwać obraz wydarzeń powstały skutkiem obserwacji na przestrzeni minionych dwóch tygodni zmagań Wielkiego Świata z samym sobą. Właściwie można śmiało oskarżyć mnie o zaprzeczanie swoim własnym ideom, bo przecież obserwując, a przede wszystkim usiłując opisać to wszystko co zaobserwowałem najzupełniej wbrew własnym słowom i intencjom podaję tlen jak paliwo uczestnikom tej globalnej groteski, buduję zasięgi i tym samym uczestniczę świadomie w tej grotesce, którą tak bardzo gardzę. Nawet gorzej - równie świadomie zapraszam innych do uczestnictwa, choćby i poprzez ewentualną lekturę tego, co tutaj zostanie zapisane. Nikogo zdaje się nie zaskoczę wzmiankując o tym, że dziś scenarzyści filmów, a przede wszystkim seriali telewizyjnych czują się zmuszeni tak budować narrację swych bohaterów, by potencjalny odbiorca, lub jak kto woli - widz - zasiadający przez telewizorem, a odrywający wzrok od smartfona tylko co pewien czas i na pewien czas mógł stosunkowo łatwo "odzyskać kontakt" z nurtem narracji i sensem fabuły. Oczywiście, w efekcie tego kluczowego zagadnienia akcja nie powinna być zbyt wartka, a "ploty" i "twisty" niezbyt zamaszyste, bo w oczywisty sposób zbyt natarczywa ich gwałtowność zerwie skutecznie kontakt mózgu widza z fabułą i wtedy cały wysiłek diabli wezmą. Jakie by jednak nie były starania i wysiłki największych nawet "telewizjonerów" każdy serial dochodzi do ściany, w której musi się wreszcie wydarzyć coś, co rozwieje narastająca mgłę nudy i na nowo rozpali uczucia i dyskusje.
Jak zatem należało się spodziewać najbardziej "pierwszoplanowe" postacie serialu pod tytułem "Świat jaki nam przypadł do egzystencji" na pierwsze oznaki zmrożenia fabuły i tym samym znudzenia widza natychmiast przystąpiły do działania. Co szczególnie urocze - wszyscy na raz. Najpierw odezwali się Rosjanie, którzy z sobie tylko znanych powodów zainicjowali Wielką Kontrofensywę Zimową. Prowadząc wojnę mogą to zrobić, jest bowiem element dość charakterystyczny dla działań wojennych w sytuacji wyczerpania impetu ofensywy przeciwnika i choćby celem przejęcia inicjatywy operacyjnej w walkach na froncie. Mogłem sobie darować całą tę introdukcję, bo przecież żadne to dla Czytelników arkana, tyle, że Rosjanie rozpoczęli Wielką Kontrofensywę Zimową wojsk ukraińskich. Przede wszystkim, najbardziej frasujące jest w tej sytuacji to, że z równie nieznanych mi powodów strona ukraińska, gdy już została uświadomiona przez pro rosyjskie media, że prowadzi kontrofensywę, bardzo ochoczo do niej medialnie przystąpiła. Proszę mnie zrozumieć dobrze - walki na froncie trwają i są w wielu punktach bardzo zacięte, ale wizja wielkiej bitwy charakteryzowanej i pudrowanej z uporem na coś, co może mieć jakieś decydujące dla losów wojny wydarzenie, jest zwykłym humbugiem. Tymczasem jednak, nośność medialna Wielkiej Zimowej Kontrofensywy Której Nie Ma najwyraźniej zaszkodziła samopoczuciu Wielkiego Sprawcy Światowego Pokoju, który stanął rzecz jasna na wysokości zadania i dodał super twist od siebie rezygnując wprawdzie z aneksji Grenlandii, ale za to dynamizując działania stanowiące część "planu" zaprowadzenia porządku w udręczonym okrucieństwem reżimu Iranie, zatem przygotowując Inwazję, Której Nie Ma - mało tego - Której Nie Będzie. Przy okazji niejako kładąc kolejny trwały fundament w dziele zaprowadzania nowego pokojowego ładu na świecie, czyli dyskutując sprawy globalne i ich kształt z przedstawicielami Albanii i Maroka. Mi osobiście najbardziej przypadła do gustu idea budowy boisk piłkarskich na uprzednio oczywiście uprzątniętych ruinach Strefy Gazy. Czyż może istnieć bardziej krzepiący widok od tuzów i bogaczy tego świata obserwujących ze swych apartamentów w kipiących od złota strzelistych wieżach nowych hoteli zmagania piłkarskie futbolowych nadziej przyszłej reprezentacji narodowej Palestyny, w których jak przypuszczam w rolę arbitrów wcielą sie lokalni działacze Hamasu, którzy także powinni wziąć aktywny udział w dziele odbudowy wnet po opuszczeniu swych podziemnych schronów, których nie będą już rzecz jasna niszczyć siły IDF stanowiące jak się zdaje wymagającą widownię wszystkich tych wydarzeń. Na wszelki wypadek najaktywniejsi uczestnicy Wydarzeń, Których Nie Ma potwierdzili swoją aktywność - Ukraińcy chwalebnym udziałem w ćwiczeniach NATO, podczas których zniszczyli zdaniem setek internetowych ekspertów dwie batalionowe grupy taktyczne sił NATO (według innych "źródeł" dwa bataliony) za pomocą dronów, Prezydent Zełenski dorzucił od siebie publicznie stwierdzenie, że Ukraina wygrywa wojnę, a Donald Trump (rzutem na taśmę) odzyskał medialny top topów rzucając do gry Cła, Których Nie Ma. Zapiera dech w piersiach - prawda?
II.
Byłoby to wszystko naprawdę zabawne, gdyby nie było tak tragicznie groteskowe i nie na miejscu. Mogę zapewnić wszystkich, że to zaledwie początek, że w najbliższych miesiącach, latach tego typu sytuacje będą się nie tylko powtarzać, ale wręcz dominować dyskurs. Mówiąc szczerze, obawiam się, że dojdziemy do takiej wprawy w stosunkowo krótkim zresztą czasie, że o samym dyskursie też będziemy mogli mówić śmiało, że Go Ni Ma. Co do tego ostatniego, jestem swych słów bardziej niż pewny, gdyż przetarliśmy pierwsze szlaki i idzie nam to w wymiarze globalnym coraz lepiej. Jakby jednak na przekór prądom chciałbym dorzucić kilka słów o tym co jest i to właśnie w tym momencie.
Jest zatem niewesoła sytuacja na froncie zmagań w obronie suwerenności i terytorialnej integralności Ukrainy i to pomimo faktycznych rosyjskich trudności w utrzymaniu łączności na choćby przyzwoitym poziomie - rzecz jasna przyzwoitym w warunkach toczonego tam konfliktu. Jak się wydaje Po kilku dniach chaosu większego niż zazwyczaj Rosjanie doszli już w tym aspekcie do siebie. Udało im się osiągnąć pewne niepokojące sukcesu w rejonie Kupiańska, gdzie dotychczas szło im wręcz fatalnie. W ciągu ostatnich kilku dni udało im się dokonać kilku wyrw w ukraińskiej obronie na odcinku frontu dokładnie na wschód od miasta. Kilka ukraińskich jednostek wielkości kompanii zostało tam odciętych, a rosyjski grupy szturmowe posunęły się niemal pod same zabudowania Kupiańska, zanim siłom ukraińskim udało się zniszczyć najbardziej wysunięte do przodu pododdziały. Na odcinku frontu o którym w ciągu ostatnich dni było z tytułu "kontrofensywy" najgłośniej, sytuacja jest dość stabilna, a po okresie chaosu w szeregach ukraińskich po upadku Hulajpola, udało się wreszcie zabezpieczyć kluczowe kierunki działań i "usztywnić" linie frontu. na zachod od miasta siły rosyjskie odepchnęły jeszcze ukraińskich obrońców o parę kilometrów, ale także tutaj sytuacja się ustabilizowała, częściowo skutkiem ukraińskich kontrataków, częściowo skutkiem ogólnego wyczerpania sił rosyjskich w tym rejonie. Największe sukcesy siły ukraińskie osiągnęły na Zaporożu, gdzie po długim okresie bierności i stopniowego oddawania kolejnych pozycji obronnych udało się wreszcie zatrzymać pochód Rosjan w stronę Zaporoża (miasta) i odzyskać część uprzednio opuszczonych pozycji. Przez kolejne kilka dni Rosjanie nie próbowali nawet wznowić swych operacji zaczepnych, co należy odebrać jako widomy znak dużych strat i wyczerpania - przynajmniej chwilowego - własnych możliwości ofensywnych. Gorzej natomiast wygląda sytuacja ukraińskich obrońców w rejonie Łymania. Tam Rosjanie zyskali sporo terenu, a przede wszystkim, poważnie zagrozili obrońcom tej miejscowości izolacją od reszty ukraińskich sił. Co niepokoi najbardziej na dzień dzisiejszy, to gasnący zapał sojuszników Ukrainy do zasilania żywą gotówką czeskiego programu dostarczania amunicji artyleryjskiej siłom ukraińskich. Choć rzadko się o tym mówi, program ten ma bardzo duże znaczenie dla podtrzymywania zdolności ukraińskich wojsk lądowych do walki o wysokiej intensywności, więc jego postępujące trudności obserwuję z autentycznie rosnącym niepokojem.
Nawet nie będę próbował weryfikować Wydarzeń, Których Nie Ma, bo to po prostu nie ma najmniejszego sensu - na temat owianych już legendą zdarzeń z terenu natowskiego poligonu wypowiedzieli się już znani i ogólnie szanowani eksperci w dziedzinie współczesnej wojskowości, znajdziecie Państwo w ogólnych ciemnościach ich głos bez trudu, wystarczy tylko zacząć od wpisania w wyszukiwarkę choćby i fejsbukową nazwiska "Piotr Lewandowski", do czego zachęcam na przestrzeni minionych czterech lat zdaje się nie po raz pierwszy celem samodzielnej weryfikacji różnych doniesień. Co ciekawe jednak, mimo totalnego chaosu w świecie globalnych finansów serwowanych nam z niezwykłą amplitudą przez mieszkańca Białego Domu i jakby nieco wbrew internetowym nurtom niezmiennie od trzydziestu lat wieszczących kres Starej Dobrej Europy Indeks PMI unijnego przemysłu podniósł się powyżej 50 % i to głównie dzięki przebudzeniu się w tym segmencie gospodarczym Niemiec. Także umówmy się - Kontrofensywa Zimowa trwa, Europa upada, Trump buduje globalny pokój, wszystkim i tak dyrygują zza kulis Komunistyczne Chiny, a Kurtz odwraca głowę i ostatkiem sił mamrocze:
"Groza... Groza..."

Komentarze
Prześlij komentarz