"Punkty Krytyczne, Struktury i Pęknięcia". Ostheer w Kampanii Letniej 1943 Roku. Część I
„Punkty Krytyczne, Struktury i Pęknięcia”
Ostheer w kampanii letniej 1943 roku
Część I - Kreowanie
Pola Bitwy
Sytuacja
Militarna Niemiec Jesienią 1942 Roku
Apogeum. Tak jednym słowem można było opisać sytuację
wojenną Niemiec jesienią 1942 roku, patrząc tylko na przebieg linii frontu i
osiągnięte w efekcie letniej kampanii sukcesy z perspektywy każdego
ówczesnego obserwatora zmagań. Fakt, że mimo całej serii widowiskowych
zwycięstw militarnych nie udało się osiągnąć zakładanych celów o znaczeniu
strategicznym niknął gdzieś, wobec przesunięcia granicy kontroli nad podbitym
terytorium o setki kilometrów na wschód i południowy wschód w Związku
Radzieckim, a także w związku z osiągnięciem bezpośrednich przedpoli Delty
Nilu. Choć w przypadku obszarów roponośnych – tak krytycznie ważnych z punktu
widzenia niemieckiej zdolności do dalszego prowadzenia wojny – udało się
przejąć tylko niedużą część sowieckich pól naftowych, ale nawet to dawało
szansę Niemcom rozwiązanie wielu problemów surowcowych w stosunkowo niedalekiej
przyszłości. Wymuszone okolicznościami zatrzymanie ofensywy Grup Armii „A” i
„B” niosło ze sobą konieczność zrewidowania dotychczasowych planów i jasnym
stało się, że trzeba będzie przejść do obrony. Wydawało się to rozsądnym
wyjściem w istniejącym impasie, a przede wszystkim dawało czas na konsolidację
sił i przygotowanie się do kolejnej rundy zmagań w nadchodzącym 1943 roku. Ze
względów militarnych utrzymanie osiągniętej rubieży miało znaczenie
strategiczne i dawało nadzieję na uzyskanie korzystnych rozwiązań w przypadku
osiągnięcia sukcesów w kolejnej kampanii na dotychczasowo traktowanych
priorytetowo kierunkach operacyjnych. Trzeba było jednak przetrwać zimę i
odzyskać zdolności ofensywne.
Oczywiście,
nawet nie znając kulisów ówczesnych wydarzeń można było wnikliwie badając
poszczególne elementy struktury dostrzec piętrzenia się symptomów kryzysu,
towarzyszących armii od kulminacji kampanii zimowej 1941/1942, ale atmosfera
optymizmu panująca w OKH nie brała się znikąd i nie mąciły jej ani informacje o
nadchodzącej ofensywie brytyjskiej w Egipcie, ani obserwowane przez „Fremde
Heere Ost” przygotowania do sowieckich wystąpień ofensywnych – te dyskutowano w
OKH już od przełomu sierpnia i września 1942 roku. Mimo, że wywiad był zdania,
że Sowieci są w stanie przeprowadzić działania ofensywne w skali operacyjnej,
uważano jednak, że przy użyciu mobilnych rezerw Osthheer sobie poradzi w każdej
sytuacji, tym bardziej, że w Zachodniej Europie posiadano całkiem sporo
odtwarzanych związków taktycznych, które w wypadku kryzysu można byłoby
przerzucić na Wschód. Zwykle wskazuje się na decyzje podejmowane przez Adolfa
Hitlera wskazując pierwotne źródło kryzysu niemieckiej armii na Wschodzie, ale
mimo wszystkich swoich wad Führer Rzeszy Niemieckiej był raczej ofiarą optyki
prezentowanej przez najbliższych i najbardziej zaufanych doradców, niż
samodzielnym sprawcą katastrofy. Największym problemem niemieckiego
kierownictwa wojennego opierającego się na woli jednego człowieka nie był w tym
przypadku jego dyletanctwo czy brak zdolności do podejmowania szybkich decyzji,
ale zaufanie do ocen formułowanych przez specjalistów, którym nadmiernie
zaufał. Oczywiście, w procesie stopniowego odrywania się od rzeczywistości
ważną role odgrywał ów „urzędowy optymizm” charakteryzujący relacje Hitlera z
większością jego najbliższego otoczenia, a który brał się z typowej dla
systemów totalitarnych niechęci podwładnych do przekazywania wodzowi złych
informacji. W warunkach, w których jedno słowo Hitlera mogło rozpocząć, lub
zakończyć błyskotliwą karierę jego najbliższe otoczenie często świadomie
fałszowało obraz rzeczywistości, byleby tylko nie zaryzykować wypadnięcia z
łask, nadzwyczaj chętnie starano się przedstawiać rzeczywistość w taki sposób,
aby odepchnąć od siebie potencjalny gniew Wodza. Znakomitym przykładem takiego
postępowania są tutaj przywołane już rozważania „Fremde Heere Ost”, na temat
sowieckich możliwości ofensywnych. Z jednej strony w swym raporcie z dnia 19
sierpnia 1942 roku stojący na czele wywiadu Reinhard Gehlen referował wprost -
jako się rzekło - o zdolności sił sowieckich do działań ofensywnych w skali
operacyjnej, ale już 7 września 1942 roku szef FHO stwierdzał w pierwszym
rzędzie, że Armia Czerwona nie dysponuje niewyczerpalnymi zasobami ludzkimi i
ma obecnie mniejsze możliwości w tym względzie, niż rok wcześniej[1]. W
początkach października 1942 roku FHO skupiało się na zagrożeniu sowieckimi
wystąpieniami ofensywnymi w centralnej części Frontu Wschodniego (przeciw
Grupie Armii „Środek”), dopiero w połowie miesiąca ostrzegając o możliwej
ofensywie sowieckiej nad Donem i przeciwko skrzydłom 6 Armii w rejonie
Stalingradu jednocześnie oceniając zagrożenie jako stosunkowo małe, aby w
raporcie z 31 października 1942 roku ponownie wskazywać środkowy odcinek frontu
jako najbardziej zagrożony. Ponownie FHO informowało OKH – i Hitlera – o
zagrożeniu dla sił Grupy Armii „B” nad Wołgą dopiero 18 listopada 1942 roku
dopiero wówczas pisząc wprost o zagrożeniu 6 Armii okrążeniem. Następnego dnia
Sowieci rozpoczęli Operację „Uran”, która przyniosła im największe jak
dotychczas zwycięstwo w skali operacyjnej. Oprócz jednakże zwyczajnie
„dworskiej” postawy kluczowych doradców[2],
niemałą rolę odgrywał w ówczesnej sytuacji czynnik charakteryzujący ogromną
większość wyższych dowódców operacyjnych i członków sztabu generalnego –
zwyczajne niedocenianie możliwości sowieckich sił zbrojnych, przy jednoczesnym
przecenieniu zdolności bojowej Wehrmachtu. Co szczególnie szokujące, postawa
taka byłaby może zrozumiała, gdyby istotnie Hitler i jego najbliższe otoczenie
faktycznie kierowało działaniami wojennymi w sposób w jaki zazwyczaj się to
przedstawia, czyli mówiąc najogólniej „przestawiając chorągiewki na mapie”, tak
jednak proces decyzyjny bynajmniej nie wyglądał. Referując Hitlerowi aktualną
sytuację członkowie Sztabu Generalnego, najwyżsi rangą dowódcy związków
operacyjnych, ale także dowódcy innych rodzajów wojsk i kierujący pracą poszczególnych
resortów związanych z wysiłkiem zbrojeniowym funkcjonariusze partyjni
dysponowali gigantycznymi ilościami raportów, zestawień i dokumentów w bardzo
jasny i klarowny sposób malujących rzeczywistość. Ta wiedza nie zawsze była
Hitlerowi przedstawiana w dostatecznie wyrazisty sposób, co jeszcze bardziej
gmatwało proces decyzyjny, abstrahując od faktu, że z oczywistych przyczyn
ideologicznych Wódz Rzeszy Niemieckiej przyjmował zasadniczą wyższość
niemieckiego żołnierza nad każdym potencjalnym wrogiem jako właściwie aksjomat.
Nawet jeśliby docenić efektywność bojową Wehrmachtu i wyeksponować wszystkie
pozytywne cechy jego organizacji i stosowanej w trakcie operacji militarnych
zaawansowanej taktyki, jesienią 1942 roku niemieckie siły zbrojne tkwiły w uścisku
potężnego kryzysu. Pierwszym jego objawem był drastyczny spadek wartości
bojowej poszczególnych związków taktycznych, uwypuklonej jeszcze poprzez
katastrofalnie nadmierne rozciągnięcie w przestrzeni. Wystarczy przyjrzeć się
wykazywanym przez poszczególne związki brakom w sile żywej, zgodnie ze stanem
na dzień 1 listopada 1942 roku[3]:
|
Dywizje
Grupy Armii „Północ” |
|||||
|
8. Pz Div. |
1335 |
30. ID |
3266 |
212. ID |
2328 |
|
18. (Mot.) ID |
2018 |
32. ID |
2886 |
215. ID |
3135 |
|
20. (Mot.) ID |
1487 |
58. ID |
1166 |
217. ID |
998 |
|
5. Geb. Div. |
3336 |
61. ID |
913 |
218. ID |
3742 |
|
5. Jäg. Div. |
4330 |
81. ID |
3736 |
223. ID |
3763 |
|
8. Jäg. Div. |
3368 |
96. ID |
1658 |
225. ID |
912 |
|
28. Jäg. Div. |
4552 |
121. ID |
2798 |
227. ID |
4063 |
|
1.
ID |
827 |
122. ID |
3168 |
254. ID |
2044 |
|
11. ID |
875 |
123. ID |
2274 |
290. ID |
3636 |
|
12. ID |
2282 |
126. ID |
4226 |
291. ID |
820 |
|
21. ID |
2003 |
132. ID |
4673 |
329. ID |
3666 |
|
24. ID |
6832 |
170. ID |
2695 |
Średni ubytek - 2737 |
|
|
Dywizje 2
Armii (Grupa Armii „B”) |
|||||
|
27. Pz Div. |
1211 |
82. ID |
3834 |
377. ID |
6363 |
|
45. ID |
2636 |
88. ID |
2866 |
383. ID |
4187 |
|
57. ID |
4226 |
299. ID |
2559 |
385. ID |
3095 |
|
68. ID |
2626 |
323. ID |
6224 |
387. ID |
5045 |
|
75. ID |
5027 |
340. ID |
4289 |
Średni ubytek - 3878 |
|
|
Dywizje 6
Armii i 4 Armii Pancernej |
|||||
|
14. Pz Div. |
5434 |
44. ID |
4238 |
295. ID |
9037 |
|
16. Pz Div. |
7673 |
71. ID |
7353 |
297. ID |
7000 |
|
22. Pz Div. |
5000 |
76. ID |
6981 |
305. ID |
8520 |
|
24. Pz Div. |
5126 |
79. ID |
8294 |
371. ID |
6000 |
|
3. (Mot.) ID |
4831 |
94. ID |
8233 |
376. ID |
6464 |
|
16. (Mot.) ID |
6000 |
100. Jäg. Div. |
7739 |
384. ID |
5937 |
|
29. (Mot.) ID |
4000 |
113. ID |
5854 |
389. ID |
7852 |
|
60. (Mot.) ID |
5848 |
Średni ubytek - 6519 |
|||
Pierwszym,
co rzuca się w oczy, jest bardzo niski stan osobowy związków taktycznych bardzo
zagrożonej nad Wołgą Grupy Armii „B”, nawet jeśli należy pamiętać o tym, że
wiele niemieckich dywizji miało w swoich strukturach szereg jednostek wsparcia
detaszowanych z rezerw OKH (artyleria, pionierzy i tym podobne). Dowodzący 6
Armią Friedrich Paulus właściwie nie posiadał w tych warunkach realnej
zdolności do przeciwstawienia się potencjalnej sowieckiej ofensywie o wymiarze
operacyjnym, a dowództwo Grupy Armii „B” musiało równie wiele uwagi poświęcać
siłom sojuszniczym, które stanowiły obsadę bardzo długiej linii frontu,
zabezpieczającej skrzydła jednostek tkwiących nad Wołgą. Rzecz jasna do tak
wielkiej erozji wartości bojowej związków taktycznych nie doszło w Grupie Armii
„B” z dnia na dzień – na dłuższą metę trwająca od lata do późnej jesieni 1942 zaciekła
bitwa materiałowa na podejściach do Stalingradu, a potem już w samym mieście na
dłuższą metę przynosiła Niemcom wiele wymiernych sukcesów w postaci strat
przeciwnika znacząco przewyższających straty własne. Otrzeźwienie w obliczu
sowieckich przygotowań do wielkich operacji zaczepnych bynajmniej nie przyszło
zbyt późno, jednak z uwagi na odległości dzielące linie frontu od miejsc
postoju posiadanych rezerw wymagało zbyt wielkiego wysiłku transportowego, by
mogło realnie wpłynąć na sytuację operacyjną sił Ostheer na południowym
skrzydle Frontu Wschodniego, choć ruch tychże rezerw zaczął się zanim Sowieci
przystąpili do natarcia.
Rzecz
jasna proces erozji zasobów ludzkich w szeregach jednostek bojowych Wehrmachtu
stacjonujących na Froncie Wschodnim był procesem długotrwałym, nie ograniczonym
do miesięcy jesiennych, podczas których postępy niemieckiej ofensywy w stronę
Wołgi i Kaukazu dramatycznie zwolniły, lub wręcz wyhamowały całkowicie. Już
latem 1942 roku, krótko po rozpoczęciu generalnej ofensywy poziom strat
jednostek Grupy Armii „B” w sile żywej przyjął alarmujący poziom – w lipcu
odnotowano 30827 poległych, zaginionych i rannych, w zamian otrzymując 19400
osób uzupełnień. W sierpniu poziom strat wzrósł do liczby 49225 zabitych,
zaginionych i rannych, natomiast poziom uzupełnień spadł do liczby 13000 osób.
Zanim zatem oddziały Grupy Armii „B” podjęły wyczerpującą bitwę materiałową w
rejonie Stalingradu stan większości jej związków taktycznych pozostawiał wiele
do życzenia, a w niektórych przypadkach wręcz zmuszał do radykalnych rozwiązań[4].
Już wówczas dywizje Grupy Armii „Północ” wykazywały średnio brak 2029 ludzi,
Grupy Armii „Środek” brak 2120 ludzi, a Grupy Armii „B” aż 3521 ludzi, przy
czym w 6 Armii średnia ta była nawet wyższa i wyniosła aż 3779 ludzi. Nie dziwi
zatem fakt, że już wówczas w najbardziej wyczerpanych jednostkach nastąpił
proces konsolidacji zdziesiątkowanych pododdziałów, by móc nadal używać tych
związków na polu walki. Nie mogło być inaczej, jeśli w okresie pomiędzy lipcem,
a listopadem 1942 roku z szeregów Ostheer ubyło 500 922 żołnierzy z powodu
strat bojowych (z danych OKW, dziesięciodniowe raporty OKH Ersatz wykazują
nieco mniejszą liczbę 498 786 ludzi), oraz 357 914 chorych,
przetransportowanych na leczenie do Niemiec, w zamian za co front otrzymał 509
700 uzupełnień[5].
Rosnący
i coraz bardziej palący problem uzupełnień dla istniejących jednostek polowych,
ale także konieczność tworzenia nowych dywizji dostrzegano już od pewnego
czasu. Latem i wczesną jesienią 1942 roku, w poszukiwaniu rozwiązania, Armia
Rezerwowa podjęła ogromny wysiłek tworzenia nowych jednostek, ale jednocześnie
rozpoczęła się jej gruntowna reorganizacja, która miała przynieść rozwiązanie
istniejących problemów. Przede wszystkim dla lepszej kontroli nad szkoleniem
rosnących ilości rekrutów powołano do życia dowództwa polowych dywizji
szkolnych (Feldausbilung Division), których utworzono sześć – 153, 381, 387,
388, 390, 391. Już we wrześniu 1942 roku udało się zakończyć program szkolenia
podstawowego powołanego pod broń wiosną tego roku rocznika 1923, ale w związku
olbrzymim zapotrzebowaniem na materiał ludzki trzeba było w połowie
października rozpocząć pobór części rocznika 1924. Rocznik ów, liczący łącznie
654 057 młodych mężczyzn nie mógł jednak sam w sobie zabezpieczyć potrzeb Armii
Rezerwowej, gdyż zapotrzebowanie oszacowano na milion ludzi, a do wojsk
lądowych miało trafić w początkach roku jedynie około 260 000 ludzi z całej
puli powołanych pod broń rekrutów. Pozostało szukać zasobów ludzkich w innych
obszarach – 9 września 1942 roku Hitler polecił rozpocząć proces tworzenia
nowych jednostek polowych z personelu Luftwaffe, która w tym okresie osiągnęła
stan 1 900 000 osób. Początkowo mowa była o procesie formowania brygad, jednak
ostatecznie sformowano do końca roku dwadzieścia dywizji (Polowe Dywizje
Luftwaffe), do których w 1943 roku dołączyły dwie kolejne. Proces ów bynajmniej
nie osłabił pod względem liczby struktur sił powietrznych – do końca roku
Luftwaffe przyjęła do zadań pomocniczych ponad 100 000 Hiwisów, oraz
kilkadziesiąt tysięcy skierowanych przymusowo do struktur młodych ludzi z
organizacji młodzieżowych. Planowano wypełnienie powstałych luk napływem około
120 000 nastolatków, ale dość nieoczekiwany opór społeczny w znacznej mierze
ograniczył te ambitne plany, przynajmniej na razie[6].
Drenowanie zasobów ludzkich Luftwaffe nie rozwiązywało całkowicie problemu
rosnącego niedoboru materiału ludzkiego w sytuacji konieczności uzupełniania
rosnących strat w ludziach i jednoczesnej konieczności formowania nowych
związków taktycznych na potrzeby rożnych Teatrów Działań. Taki sposób relokacji
zasobów ludzkich na dłuższą metę nie mógł zostać uznany za racjonalny –
naprędce formowane dywizje polowe Luftwaffe cierpiały na dramatyczny wręcz brak
wyszkolonej kadry oficerskiej i podoficerskiej i chyba tylko wyjątkowo długi
czas szkolenia i zgrywania tak tworzonych jednostek mógłby dać im jako taki
poziom efektywności bojowej. Oczywistym jest, że próba zatrzymania kadr
zasilających wojska polowe wynikała z niechęci szefa Luftwaffe, Hermanna
Göringa do jakiejkolwiek formy ograniczania jego władzy. Jako jeden z
najważniejszych „satrapów” w bezpośrednim otoczeniu Hitlera w ciągu krótkiego
czasu stracił on wiele ze swego znaczenia i był nadal marginalizowany przez
swoich rywali o względy Wodza. Tymczasem projekt transferu zasobów ludzkich z
Luftwaffe do wojsk polowych dawał mu dużą szansę na sformowanie niezależnej od
OKW siły zbrojnej tak, jak czynił to konsekwentnie Heinrich Himmler ze „swoją”
Waffen-SS. Być może właśnie dlatego, „władca” Luftwaffe tak chętnie deklarował
ogromne przywiązanie do narodowo-socjalistycznych idei szerokich mas
żołnierskich swej formacji, co jednak zebrane wszystko razem nie rzucało zbyt
pozytywnych perspektyw na możliwości szybkiego uzupełnienia liczby dywizji
armii polowej. Zarówno OKW, jak i OKH doskonale zdawały sobie z tego sprawę,
ale niewiele mogły zrobić, w sytuacji, w której ideologia brała górę nad
racjonalnym i chłodnym myśleniem.
Istniały
rzec jasna inne możliwości, z których można było wobec coraz ostrzejszego
kryzysu zasobów ludzkich Wehrmachtu skorzystać, nawet jeśli jeszcze nie tak
dawno wizja taka, odrzucana była ze wstrętem powodowanym wątpliwościami natury
– a jakże – ideologicznej. Dysponowano na kontrolowanych obszarach wielkimi
cudzoziemskimi zasobami ludzkimi. Istniały rozmaite formacje wojskowe złożone z
żołnierzy cudzoziemskich, takie jak choćby sformowany z Francuzów „Legion des
Volontaires Francais Contre le Bolschevisme”, oficjalnie zorganizowany jako 638
Regiment Piechoty, ale dotychczas nie starano się w żaden sposób rozwijać tego
rodzaju „formacji narodowych” w wymiarze liczebnym. Dla wspomnianej jednostki
francuskiej ustalono wręcz górny limit liczebności, nigdy zresztą przez Legion
nie osiągnięty, który w szczycie rozwoju liczył około 2300 ludzi. Rzecz jasna w
tej sytuacji cudzoziemskie związki nie miały, bo mieć nie mogły poważniejszego
wpływu na bieg działań wojennych stanowiąc wszystkie razem niewielki promil
liczebności ogólnej niemieckiej Ostheer. Niemcy niespecjalnie zabiegali o
względy społeczności krajów okupowanych w kwestii tworzenia tego rodzaju
jednostek z prostej przyczyny – sam Führer uważał ich za renegatów własnej
sprawy narodowej i żywił głęboki brak zaufania wobec ludzi, o których mawiał,
że zdradziwszy raz, zdradzą najpewniej także i Niemców[7] i
to przy pierwszej nadarzającej się okazji. Czas nastał jednak szczególny i
należało zupełnie redefiniować dotychczasowe poglądy na temat rekrutacji
cudzoziemców, co ostatecznie stało się latem 1942 roku. Podczas gdy jeszcze
zimą 1941/1942 z trudem tolerowano niewielkie tubylcze formacje pomocnicze o
charakterze policyjnym na terytoriach wschodnich w czerwcu 1942 roku OKW
poważnie już przeciążone obowiązkami policyjnymi o ochronnymi na Wschodzie
zapytało wprost urząd Reichsführera SS o stworzenie z Ukraińców i Bałtów
jednostek nazwanych „Schutzmannschaften” na poziomie batalionu i rozmieszczenie
ich w newralgicznych z punktu widzenia niemieckiej logistyki wojennej w strefie
okupowanej. Ewidentnie starano się grać w tym wypadku kartą narodowościową
wykorzystując niechęć i animozje pomiędzy poszczególnymi grupami etnicznymi w
ZSRR. Wkrótce jednak powołano do życia „Ordnungsdienst” – Urząd Porządkowy –
czyli formację tworzącą oddziały policyjne i porządkowe złożone z różnych grup
etnicznych, także z Rosjan na obszarze RFSRR. Choć Hitler nadal wzbraniał się
przed wydaniem zgody na tworzenie wojskowych formacji z mieszkańców terytoriów
okupowanych na Wschodzie pierwotna tama pękła i w miarę rosnących potrzeb i
kurczenia się środków własnych jego opór sukcesywnie malał. Przede wszystkim
zaczęły powstawać niewielkie oddziały pozostające pod niemieckim dowództwem, a
złożone z mieszkańców południowych i południowo-wschodnich republik ZSRR,
skupiające w swych szeregach Ormian, Gruzinów, Azerów, Kirgizów i tak dalej, razem
bardzo nieprecyzyjnie nazywanych „Turkomanami”. Wkrótce jednostki osiągnęły
rozmiary batalionów i pełniły rolę jednostek porządkowych, budowlanych i
zaopatrzeniowych. Już w sierpniu 1942 roku OKH wydało dokument[8]
wyszczególniający konkretne jednostki tubylcze na Wschodzie wraz z oceną ich
przydatności. Dokument ten stwierdzał między innymi, że traktowano odtąd
formacje „turkomańskie” i kozackie z wyłączeniem Tatarów Krymskich jako
absolutnie pewne i zdolne do służby na froncie na równych prawach z oddziałami
niemieckimi. Oddziały pomocnicze złożone z Białorusinów, Ukraińców i Bałtów
uznano za zdolne do pełnienia służby wyłącznie w strefie tyłowej, ale
jednocześnie zalecano pomoc przy organizacji większej ilości formacji
policyjnych i paramilitarnych z uwagi na ich przydatność. Dla lepszej kontroli
nad tworzącym się w ten sposób „Wojskiem Wschodnim” – „Osttruppen” – utworzono
nowe struktury desygnując kolejnych oficerów uznanych za specjalistów do
tworzenia wojskowych jednostek w obrębie konkretnych nacji[9]. W
połowie września 1942 roku uchylono cały szereg kolejnych restrykcji
krępujących dotychczas rozwój formacji wojskowych złożonych z mieszkańców ZSRR
i u schyłku roku pełniący obowiązki dowódcy Wojsk Wschodnich generał porucznik
Heinz Hellmich raportował istnienie 176 batalionów i 39 kompanii różnego
przeznaczenia, sformowanych z mieszkańców terytoriów okupowanych na Wschodzie.
Oczywiście liczby te nie uwzględniały całej gamy różnych jednostek
funkcjonujących „nieoficjalnie” w strefie przyfrontowej na rzecz i pod kontrolą
dowództw różnych szczebli wojsk polowych. W tym samym okresie Estończycy jako
pierwsi spośród Bałtów otrzymali zgodę na tworzenie wojskowej formacji
regularnej. Wkrótce dołączyli do nich Łotysze i to Łotysz jako pierwszy
żołnierz z terytorium ZSRR w służbie Niemiec otrzymał wniosek o odznaczenie
Krzyżem Żelaznym[10].
Oczywistym było w tych okolicznościach, że nastąpił pewien przełom i wkrótce
liczba różnorakich jednostek sformowanych z mieszkańców ZSRR znacząco wzrośnie,
a możliwość zastąpienia tysięcy niemieckich żołnierzy w służbie na tyłach przez
tubylców miało już duże znaczenie w ówczesnym położeniu Ostheer[11].
Mieszkańcy
ZSRR nie stanowili jednak jedynego rezerwuaru tak potrzebnych zasobów ludzkich
w niemieckiej strefie kontroli. Istniały jeszcze duże możliwości w tym
względzie na terytoriach anektowanych kosztem podbitej Polski. Liczbę
nieniemieckich mieszkańców terytoriów włączonych do Rzeszy oceniano na około 6
milionów osób – w przeważającej mierze mowa tutaj o Polakach. Wobec tej
mniejszości stosowano od chwili podboju Polski co najmniej rozchwianą politykę,
zależną właściwie wyłącznie od woli i operatywności lokalnych struktur
administracyjnych. Na przykład na Pomorzu pobór do Wehrmachtu zaczął się
jeszcze jesienią 1939 roku, ale w Kraju warty, czy na Śląsku sprawy ułożyły się
zupełnie inaczej i tamtejsze władze nie nalegały zbytnio na prowadzenie
regularnego poboru, a przynajmniej nie na tak wczesnym etapie działań
wojennych. Było to o tyle dziwne, że z wielu różnych powodów wprowadzenie na
terenach anektowanych w dniu 4 marca 1941 roku list narodowościowych (znanych
doskonale „Volkslist”) dało silny i natychmiastowy efekt w postaci bardzo dużej
liczby wniosków rozpoznanych pozytywnie[12].
Naturalnie w większości przypadków kwalifikacja konkretnych osób do DVL
wynikała nie tyle z poczucia przypływu patriotyzmu, lecz z postawy urzędników
pochylających się nad napływającymi ankietami, którzy usiłowali uzyskać jak
najkorzystniejsze efekty akcji. Do końca 1942 roku w ten sposób zarejestrowano
łącznie we wszystkich czterech grupach DVL 3124000 osób, przy bardzo niskim
poziomie wniosków rozpatrywanych negatywnie w niektórych regionach. Na przykład
na obszarach wiejskich wschodniej części Górnego Śląska odsetek wniosków
rozpatrzonych negatywnie wyniósł zaledwie 2,5 %. Inaczej sprawy układały się na
Pomorzu, gdzie procent odrzuconych ankiet oscylował wokół kwoty 25 %. Bez
względu na w taki sposób osiągane „sukcesy” akcji polityka władz okupacyjnych
wobec żywiołu polskiego na obszarach anektowanych bynajmniej nie zachęcała do
służby w wojsku i praktycznie od razu zaczął rzucać się w oczy problem
wysokiego poziomu dezercji, lub prób uchylania się od służby wojskowej na tle
innych Okręgów Wojskowych. Mimo uzyskania całkiem dużej liczby potencjalnych
rekrutów poprzez tak pojętą formę naturalizacji nie uczyniono na razie zbyt
wiele, aby zmienić fatalny w sumie obraz efektów poboru w Okręgach Wojskowych
na wschodzie kraju, choć zdawano sobie sprawę z przyczyn takiego stanu rzeczy.
Jak się wydaje jednak na tym etapie wojny korzyści z bezprzykładnego terroru i
gospodarki rabunkowej prowadzonej przez władze Rzeszy względem polskiej
mniejszości przeważały nad korzyściami płynącymi z rekrutacji stricte nieniemieckich
grup ludnościowych terytoriów anektowanych. Aż do połowy 1943 roku nie
uczyniono w tej materii dosłownie niczego.
Udział
obcokrajowców w Wojnie na Wschodzie miał rosnący wpływ na problem zasobów
ludzkich, ale mimo znaczącego przyspieszenia tworzenia takich jednostek na
potrzeby niemieckiego wysiłku wojennego trzeba było posunąć się do poszukania
„oszczędności” wewnątrz struktur związków polowych. OKH i OKW w zasadzie od
przełomu 1941/1942 milcząco aprobowały stan permanentnego niedoboru ludzi w
dużej części posiadanych dywizji piechoty stanowiących kręgosłup Wehrmachtu
jako takiego, ale także Ostheer. Od wiosny 1942 roku oficjalnie usankcjonowano
taki stan rzeczy poprzez trwałe ustalenie istnienia dywizji piechoty o różnych
strukturach organizacyjnych, w większości przypadków zredukowanych względem
oficjalnych tabel organizacyjnych z uwagi na brak zdolności do uzupełnienia
poniesionych wcześniej strat. W ogromnej większości przypadków chodziło o
utrwalenie dwubatalionowej organizacji pułku piechoty (od 15 października 1942
roku były to pułki grenadierów), ale często także zmniejszenia ilości działonów
w baterii artylerii z czterech do trzech. Oczywiście „ofiarą” tej polityki
padały także inne pododdziały tworzące dywizje piechoty i łączono ze sobą
bataliony rozpoznawcze z przeciwpancernymi tworząc bardzo różne pod względem
organizacyjnym struktury nazywane najczęściej „batalionami szybkimi”. Nie
wszystkie dywizje piechoty traktowano tak samo, gdyż opisany proces
organizacyjnej konsolidacji dotyczył przede wszystkim dywizji piechoty
podległych grupom armii „Nord” i „Mitte”. Wraz z przenoszeniem ciężaru działań
ofensywnych na południowy kierunek operacyjny Frontu Wschodniego starano się
uzupełnić dywizje tam operujące do pełnych stanów. Działania te oznaczały
przyznanie niemożności prowadzenia przez Wehrmacht poważnych działań
ofensywnych na więcej niż jednym kierunku operacyjnym. Była to bolesna i trudna
do zaakceptowania prawda i choć OKH pocieszało się złym stanem sił sowieckich
przeciwników, czuło się zmuszone do zaimplementowania rozwiązań płynących z
doświadczeń I Wojny Światowej, czyli zainicjowania dzielenia posiadanych
związków taktycznych na wyraźnie widoczne pod względem efektywności bojowej
kategorie. Posiadane zasoby pozwalały na tym etapie działań wojennych na
utrzymanie czterdziestu pełnoetatowych, trzypułkowych dywizji piechoty.
Faktycznie osiągnięto ten pułap latem, poprzez uzupełnienie do pełnych stanów
dwudziestu trzech dywizji i owe czterdzieści dywizji miały obok części dywizji
szybkich stanowić ofensywny rdzeń Wehrmachtu. Kolejnych czterdzieści dywizji
zamierzono uprościć organizacyjnie do poziomu dwupułkowych jednostek oraz dodać
do tej liczby kolejne dywizje, które tworzono w ramach kolejnych Fal
Mobilizacyjnych[13].
Uproszczenie ich struktur rozwiązywało w znacznej mierze problem braku
adekwatnych zasobów ludzkich, a jednocześnie pozwalało użyć tak skompletowanych
dywizji na froncie, gdyż mimo znacznie słabszych stanów osobowych dywizje te
miały zostać w najbliższej przyszłości – w związku z planowanym wzrostem
produkcji uzbrojenia i amunicji – znacznie lepiej wyposażone w broń ciężką, a
przede wszystkim, zmiany nie dotykały organizacji regimentu artylerii. Dywizje
takie w założeniu były w stanie dysponując praktycznie niezmienioną siła ognia
utrzymywać linię frontu, ale trudno było nawet w teorii oczekiwać od nich
efektywności w działaniach zaczepnych na poziomie zbliżonym do dywizji
pierwszej kategorii. Na Teatrach Działań uznawanych za drugorzędne planowano
pozostawić aż pięćdziesiąt cztery dywizje niższej kategorii, które jednak
strukturalnie sytuowały się znacznie niżej od związków uproszczonych,
uznawanych za zdolne do służby na I Linii, z uwagi na redukcję zdolności
transportowych. Dywizje te, najczęściej określane jako „stacjonarne” początkowo
nie miały być upośledzane pod innymi względami, ale sam fakt odebrania im
podstawowych jednostek transportowych czynił je właściwie „dywizjami
jednorazowego użytku”, gdyż w przypadku konieczności odwrotu tego rodzaju związki
w zasadzie nie miały możliwości zabrania ze sobą jakiegokolwiek ciężkiego
wyposażenia z artylerią polową włącznie. OKH także tym faktem się nie
przejmowało, bowiem i w tym przypadku za absolutnie priorytetowe uznano
podtrzymanie choćby częściowej zdolności ofensywnej związków taktycznych
piechoty, a brak wyposażenia i środków transportowych uznano za tymczasową
anomalię, gdyż jako się rzekło – obiecywany wzrost produkcji wojennej miał
pozwolić w bardzo nieodległej perspektywie na doposażenie tak osłabionych
dywizji. Wszystkie te manipulacje przy tabelach organizacji miały na
przestrzeni miesięcy jesiennych 1942 roku przynieść „oszczędność” około 600000
żołnierzy, co jak widać po wcześniejszych wyliczeniach powinno faktycznie
definitywnie zasklepić lukę w zasobach ludzkich Wehrmachtu[14].
Oczywiście decyzje podejmowane przez wydziały OKH związane z organizacją wojsk
polowych nie polegały wyłącznie na „cięciach”. Podjęto próbę częściowego
zrekompensowania wojskom polowym tak poważnej redukcji bojowych pododdziałów w
istniejących dywizjach poprzez usprawnienie systemu uzupełnień i jednoczesnym
zbudowaniu możliwości częściowego wykorzystania związków zapasowych do działań
bojowych w różnym zakresie i w różnej skali. Pogodzeniu tych dwóch celów
służyła reorganizacja istniejących dywizji „zapasowych” (dywizje pełniące
funkcje szkoleniowe nie nazywały się wprost „zapasowymi”, gdyż nie miały w swej
nazwie żadnego wyróżnika określającego ich podstawową funkcję, mając po prostu
numer porządkowy – na przykład Division Nr 14.) funkcjonujących dotychczas w
ramach struktur Okręgów Wojskowych – Wehrkreise. Teraz pozbawiono te dowództwa
części jednostek zapasowych, zmieniając w dywizje rezerwowe, które odrywano od
struktur Okręgów Wojskowych i wysyłano stopniowe na zaplecze frontu
wschodniego, lub w różne regiony okupowanej Europy. Teraz związki te nadal
miały przede wszystkim dostarczać uzupełnień do dywizji frontowych (czyniąc to
szybciej z uwagi na mniejsza odległość), ale po przyjęciu na stan broni
ciężkiej – w tym organicznych jednostek artylerii polowej – także przejąć część
funkcji okupacyjno-porządkowych, a nawet brać udział w walkach jako jednostki
zaporowe. Rozdział aktywnych dywizji dotyczył także broni pancernej – do
traktowanych priorytetowo pod względem uzupełnień pierwszej kategorii zaliczono
siedemnaście dywizji pancernych i siedem dywizji zmotoryzowanych, które
konsekwentnie przemianowywano na dywizje grenadierów pancernych. Pozostałe
dziesięć dywizji pancernych i cztery dywizje zmotoryzowane uznano za dywizje
drugiej kategorii i świadomie pozostawiano w stanie wyraźnie upośledzonym pod
względem ilości i jakości zarówno wyposażenia, jak i kadr. Zmiany wdrażano
sukcesywnie pod kątem przygotowań do kolejnej wielkiej wiosennej ofensywy,
która – jak uważano powszechnie w najwyższych kręgach władzy politycznej i
wojskowej Niemiec miała przynieść definitywne zwycięstwo na Wschodzie.
Na
oczach OKH podjęta latem 1942 roku próba zawładnięcia Kaukazem i tym samym
przejęcia zasobów surowców pozwalających na kontynuowanie wojny z koalicją
mocarstw z klasycznej wojny manewrowej zmieniła się w wyniszczającą bitwę
materiałową i problem ten dotyczył nie tylko szczególnie wrażliwych dla
Wehrmachtu zasobów ludzkich[15].
W sytuacji nieuzyskania w zasadzie żadnych strategicznych celów kampanii, a
uwikłania się w przewlekłe i wyniszczające walki skutkujące gwałtownym
obniżeniem się stanów związków taktycznych (zwłaszcza pododdziałów stricte
bojowych) szczególnego znaczenia nabierał problem rekompensaty tych ubytków
siłą ognia. Choć roczne zestawienia często nie pokazują problemu wprost,
gwałtowny ubytek sił jesienią 1942 roku dotyczył właściwie wszystkich dziedzin
wyposażenia bojowego – od czołgów i pojazdów mechanicznych w ogóle, po samoloty[16].
Od
początku działań wojennych niemieckie siły zbrojne cierpiały na dotkliwy brak
pojazdów mechanicznych zdolnych do przewożenia ładunków w stosunku do swych
potrzeb. Aż do apogeum kampanii 1941 roku i rozpoczęcia Operacji „Tajfun”
problem ten rzadko bywał widoczny gołym okiem – zwykle Wehrmacht był w stanie
rozstrzygać kolejne kampanie militarne w takim tempie i na takiej głębokości
operacyjnej, że zawsze balansująca na granicy wydajności logistyka
bezpośredniego zaplecza linii frontu była w stanie dźwignąć ciężar materialnego
zabezpieczenia działań bojowych. Rozległość frontu wschodniego, fatalna infrastruktura
oraz konieczność zabezpieczenia działań armii liczebnej w nieznanych dotąd
rozmiarach przyczyniła się do głębokiego kryzysu zaopatrzeniowego, z którym
państwo niemieckie mimo konsekwentnej centralizacji zarządzania zasobami nie
było sobie na dłuższą metę poradzić. Opanowanie sytuacji wiosną 1942 roku i
trwała poprawa poziomu zaopatrzenia sił Ostheer wynikała z olbrzymich
inwestycji w infrastrukturę kolejową i heroicznej wręcz postawę wojsk
kolejowych – dotąd niezbyt docenianych i absolutnie pomijanych w hierarchii
pryncypiów. O ile jednak poprawa zdolności przewozowej do strefy przyfrontowej
faktycznie nastąpiła, to rozciągnięcie frontu latem i jesienią 1942 roku
zaostrzyło kryzys w strukturach zabezpieczenia logistycznego działań w samej
strefie walk. Mimo czterech lat starań w zakresie standaryzacji produkcji
ciężarówek[17]
i samochodów na rzecz sił zbrojnych nadal istniał olbrzymi niedobór zdolności
produkcyjnej w stosunku do potrzeb, wzmaganych jeszcze rozbudową struktur
Wehrmachtu w całości i Ostheer w szczególności. W pewnym stopniu sytuację
ratowały masowe rekwizycje pojazdów mechanicznych na całym obszarze Europy
pozostającym pod kontrolą Niemiec, jednak działanie miało także swoją cenę,
gdyż wpływało na zdolności produkcyjne i dystrybucję wielu gałęzi gospodarki
wojennej obszarów okupowanych. Kolejnym czynnikiem łagodzącym chroniczny już
właściwie kryzys było coraz szersze stosowanie wozów ciągnionych przez konie,
nazywanych tradycyjnie w armii „Panje Wagen”[18],
których olbrzymie ilości dostępne były w środkowej i wschodniej części Europie.
Oczywiście, mimo wszystkich bezcennych usług oferowanych przez zaprzęgi konne
obecne w strukturach Ostheer jesienią 1942 roku nawet w dywizjach pancernych[19],
na dłuższą metę dotkliwy brak niezawodnego transportu samochodowego miał
olbrzymi wpływ na zdolność bojową wojsk polowych nie tylko biorąc pod uwagę potencjalny
wolumen przewożonego zaopatrzenia, ale także ograniczając mobilność wojsk
polowych w ogóle.
Nie
tylko geografia powodowała trudności w tej palącej kwestii – problemem samym w
sobie pozostawał wspomniany rozrost Wehrmachtu, który od chwili inwazji na ZSRR
stale zwiększał ilość związków taktycznych, między innymi poprzez podjęcie
zadania formowania nowych związków szybkich[20],
a także konieczność zapewnienia logistyki w zasadzie w całości opartej o
transport samochodowy siłom operującym w Afryce Północnej. Mimo tak wielkich
wyzwań produkcja samochodów ciężarowych pomimo pewnej poprawy ilościowej
zupełnie nie nadążała za zapotrzebowaniem[21].
|
Produkcja wybranych rodzajów pojazdów mechanicznych w
1942 roku w ujęciu miesięcznym |
||||||
|
Miesiąc |
Ciężarówki |
Pojazdy
specjalistyczne |
Motocykle |
|||
|
Produkcja |
Straty |
Produkcja |
Straty |
Produkcja |
Straty |
|
|
I |
3210 |
1408 |
1716 |
575 |
3042 |
802 |
|
II |
2843 |
2200 |
1922 |
371 |
2588 |
882 |
|
III |
4434 |
1645 |
2516 |
828 |
2764 |
680 |
|
IV |
4602 |
2726 |
2374 |
753 |
3084 |
1013 |
|
V |
4582 |
2253 |
2014 |
743 |
2954 |
936 |
|
VI |
4355 |
1621 |
2156 |
769 |
2937 |
658 |
|
VII |
5126 |
2906 |
2269 |
1014 |
3083 |
917 |
|
VIII |
3678 |
1387 |
2300 |
1104 |
2461 |
995 |
|
IX |
4177 |
2558 |
2178 |
1264 |
3313 |
1260 |
|
X |
4505 |
8865 |
1469 |
6147 |
2292 |
6167 |
|
XI |
4151 |
10462 |
1632 |
5118 |
2928 |
6066 |
|
XII |
4044 |
11053 |
1606 |
6558 |
2571 |
5454 |
Wzrost
produkcji samochodów ciężarowych w stosunku do pierwszego kwartału roku jest
bardzo widoczny, ale mimo dość szybkiego uzyskania efektów w postaci większej
wydajności kolejne miesiące nie przyniosły już większych postępów. Przyczyną
takiego stanu rzeczy była konieczność produkcji dużej ilości części zamiennych
wymagana przez Ministerstwo, co konsekwentnie tłumiło produkcję gotowych
pojazdów, ale także postawa samych producentów – ten segment nie przynosił
przedsiębiorcom zbyt dużych zysków, a ponadto w ciągu stosunkowo krótkiego
czasu instytucje państwowe w ramach szukania oszczędności uczyniły ją jeszcze
mniej dochodową. Pewną poprawę zdolności transportowych i generalnie rzecz
ujmując – mobilności wojsk – gwarantowały wdrażane w ciągu 1942 roku programy
„Maultier” i „RSO”, które miały w stosunkowo krótkim czasie nasycić Wehrmacht
relatywnie dużą ilością pojazdów półgąsienicowych i gąsiennicowych o
nieporównywalnie większej zdolności pokonywania poznanych w ZSRR trudności
terenowych i pogodowych, od klasycznych samochodów ciężarowych. Jeszcze przed
końcem 1942 roku niemieckie zakłady przemysłowe zdołały wykonać 635 pojazdów
„Maultier”, co samo w sobie nie jest rzecz jasna ilością mogącą imponować, ale
w nieco szerszej perspektywie czasowej gwarantowało szybki wzrost produkcji
wozów tanich i bardzo przydatnych w realiach funkcjonowania „Ostfront”.
Mimo
poprawy poziomu produkcji w dziedzinie broni pancernej, rozumianej generalnie
jako produkcja czołgów, samobieżnych dział przeciwpancernych, dział szturmowych
(pozostających pod nadzorem artylerii jako rodzaju wojsk), oraz innych tego
typu wozów bojowych, nadal istniał problem z wypełnieniem stanów etatowych
wielu związków taktycznych. W styczniu 1942 roku na potrzeby sił zbrojnych
fabryki w Niemczech opuściło 315 czołgów i 43 przeciwpancerne działa
samobieżne. Już na pierwszy rzut oka liczby te wydają się całkowicie
nieadekwatne do potrzeb wojny, jaką po załamaniu się „Barbarossy” toczyły teraz
Ostheer. Aby jednak lepiej zrozumieć skale trudności wypada przypomnieć sobie,
że rok 1942 był także kolejnym rokiem stopniowej wymiany sprzętu na bardziej
przydatny w służbie. Mimo strat i zużycia ilość czołgów Pz III i Pz IV w
standardzie prezentowanym przez najnowsze modele powoli rosła, ale obserwując
całkowite zasoby niemieckich sił zbrojnych zdumiewa ilość pojazdów w oczywisty
sposób nie przystających swymi walorami do potrzeb frontu i pozbawionych już
możliwości modernizacyjnych.
Spośród
5973 czołgów wszystkich typów i przeznaczeń pozostających na stanie niemieckich
sił zbrojnych w dniu 1 grudnia 1942 roku czołgów Pz I było 692, czołgów Pz II
1006, a czołgów Pz 38 (t) pozostawało w służbie 334. Dla porównania, wszystkich
modeli Pz III posiadano 2767, a Pz IV 901. W tych okolicznościach coraz większe
znaczenie miały działa szturmowe i samobieżne działa przeciwpancerne, od
których w coraz większej mierze zależała zdolność oporu niemieckich wojsk
polowych wobec stale rosnącej liczby sowieckich czołgów średnich i ciężkich.
Wedle tego samego sprawozdania na dzień 1 grudnia 1942 roku siły zbrojne
posiadały 975 pojazdów StuG i StuH, oraz 850 wozów „Marder” i to na tych
pojazdach w coraz większym stopniu opierała się zdolność niszczenia sowieckich
czołgów na polu walki. Oczywiście nie ma sensu wprost porównywać ilości czołgów
średnich i lekkich, lub ich uzbrojenia i opancerzenia – jest to zbyt złożone w
warunkach Wojny na Wschodzie zagadnienie – przecież przeciwnik Ostheer także
używał w warunkach bojowych wielkiej liczby czołgów lekkich, jednakże w chwili
ustabilizowania się linii frontu jesienią 1942 roku typowe pojazdy stanowiące
wyposażenie niemieckich dywizji pancernych bardzo przydatne w działaniach
manewrowych okazywały się w większości niezbyt zdolne to prowadzenia walk w
realiach bitwy materiałowej, z natury rzeczy bardziej statycznej. Do tego
dochodził kolejny problem, czyli bardzo niski poziom gotowości bojowej pojazdów
pancernych w wielu związkach polowych na Wschodzie. Krótko mówiąc, mimo
powolnego wdrażania do produkcji nowych typów czołgów, znacznie lepiej
przystosowanych do nowego rodzaju działań bojowych i wzmacniania opancerzenia i
uzbrojenia w konstrukcjach już produkowanych Panzerwaffe pod względem
wyposażenia nie była w stanie osiągnąć takiego wpływu na bieg działań
wojennych, jakiego od niej oczekiwało Najwyższe Dowództwo. Brak strategicznych
rozstrzygnięć kampanii letniej 1942 roku zaskoczył w pewnym sensie Panzerwaffe,
która mimo swej liczebności i rozbudowy poziomej (wspomnianego wcześniej
procesu formowania nowych związków pancernych) okazała się niezdolna na dłuższą
metę do odegrania kluczowej roli w nadchodzącej bitwie defensywnej z uwagi na
stosunkowo niewielką względem potrzeb ilość pojazdów typów przydatnych do projektowanych
w najbliższej perspektywie działań. Mimo oczywistych trudności stan Panzerwaffe
nie budził jednak poważnych obaw w OKH, gdyż produkcja stopniowo rosła i w
teorii jej poziom pozwalał zaspokoić potrzeby sił zbrojnych, ale przede
wszystkim oczekiwano w stosunkowo krótkiej perspektywie czasowej poważnych
dostaw nowych typów pojazdów pancernych, które miały całkowicie zdominować pole
bitwy z uwagi na swoje dane techniczno-taktyczne. Oczywiście nie była to wyłącznie
kwestia szeroko pojętej jakości pojazdów – resort odpowiedzialny za produkcje
wojenną planował także ogromny wzrost ilości wyprodukowanych pojazdów
pancernych, bo zaplanowano oddanie w ręce żołnierzy Wehrmachtu w nadchodzącym
1943 roku aż 9981 wozów bojowych, co stanowiło wręcz gigantyczny wzrost
względem kończącego się powoli 1942 roku[22].
Te szokujące swym rozmachem liczby były odpowiedzią na wyartykułowane we
wrześniu 1942 roku żądanie podniesienia produkcji broni pancernej do
miesięcznego poziomu 800 czołgów, 300 samobieżnych dział przeciwpancernych i
dodatkowych 300 podwozi gąsiennicowych do wiosny 1944 roku[23].
W zasadzie, w chwili dokonywania tych uzgodnień OKH było przekonane, że w ten
sposób produkcja nie tylko pokryje straty, ale pozwoli na stworzenie potężnej
rezerwy strategicznej, zdolnej do obrony niemieckiej sfery kontroli w Europie
przed jakimkolwiek zagrożeniem. Oczywiście wielu – jak Walter Rohland –
wskazywało na ogromne trudności związane z tak wielkim przyspieszeniem
produkcji, choćby w kwestii dostaw surowców czy zapotrzebowania na siłę
roboczą. Mimo oporów i potencjalnych trudności przedstawiony w listopadzie 1942
roku program rozbudowy sił pancernych wyraźnie trafił do przekonania Adolfa
Hitlera, który uznał go za absolutny priorytet[24] -
nic dziwnego, bo w znacznej mierze rozwiązywał problem braku sprzętu pancernego
dla blisko połowy dywizji szybkich.
Dotychczasowy
poziom produkcji zbrojeniowej innych rodzajów broni także nie ułatwiał procesu
rozbudowy i dostosowywania Wehrmachtu do potrzeb toczonej już „wojny
globalnej”. Niemiecki przemysł posiadał zdolność do produkcji bardzo szerokiej
gamy uzbrojenia wysokiej jakości - w tym artylerii – jednakże od chwili
rozpoczęcia wojny z ZSRR stanął przed zadaniem, do którego był absolutnie nie
przygotowany, czyli do jednoczesnego uzupełnienia strat, zastępowania
wyposażenia uznanego za przestarzałe na rzecz nowych konstrukcji, oraz
reagowania na rosnące zapotrzebowanie sił zbrojnych w konkretnych segmentach
broni, która okazywała się szczególnie potrzebna w dużo większych ilościach,
niż zakładano w pierwszych latach wojny. W okresie 1939-1941 bieg działań
wojennych nie wymuszał żadnych poważniejszych zmian w produkcji artylerii, gdyż
toczone przez Wehrmacht kampanie były stosunkowo krótkie i jednocześnie niezbyt
kosztowne w kwestii wyposażenia artyleryjskiego wobec osiąganych rezultatów. W
efekcie przemysł w zasadzie radził sobie z produkcją luf armatnich różnych
kalibrów i przeznaczeń, choć oczywiście chętnie sięgano po sprzęt zdobyczny,
którego w efekcie oszałamiających zwycięstw kampanii letniej 1941 roku
niebywale przybyło. Z wielu względów nie uznawano jednak za wskazane, by na tym
etapie wojny powstawały jednostki do służby na Froncie Wschodnim w całości
wyposażone w artyleryjski sprzęt zdobyczny, ponadto, wiele jednostek już
operujących w 1942 roku w ramach „Ostheer” cierpiało na duże lub nawet bardzo
duże niedobory wyposażenia artyleryjskiego związane ze stratami bojowymi, lub
zużyciem. Przemysł miał ogromne problemy z dostarczeniem ogromnej ilości dział
i problem ten pozostał właściwie nierozwiązany w ciągu całego roku, co
skutkowało podobnie jak w przypadku problemu niedostatku rekruta
zaakceptowaniem funkcjonowania dużej części jednostek artyleryjskich na froncie
w warunkach obniżonych względem tabel organizacji etatów. Trzydziałowe baterie,
czy coraz częstsze zastępowanie dział piechoty moździerzami stało się normą.
Normą bardzo niebezpieczną, gdyż to artyleria a nie lotnictwo czy broń pancerna
była kręgosłupem niemieckiej armii. Stało się to szczególnie widoczne w
realiach Frontu Wschodniego z uwagi na jego rozległość i rosnące „osamotnienie”
dywizji piechoty mimo skokowego wzrostu liczebności związków pancernych i
zmotoryzowanych w przededniu Operacji „Barbarossa”. Owszem, patrząc na
dotychczasowe dokonania Wehrmachtu z perspektywy wojennej propagandy i przede
wszystkim skupiając się na kluczowych momentach kampanii w Polsce czy Francji
ma się nieodparte wrażenie zależności niemieckiej myśli operacyjnej od taktyki
szybkich i głębokich uderzeń skomasowanej masy broni pancernej wspieranej przez
Luftwaffe, jednakże bez piechoty wspieranej przez najlepszą pod względem
organizacji walki artylerię te wspaniałe sukcesy nie byłyby możliwe. Zarówno w
obronie, jak i w ataku niemiecka artyleria osiągnęła w 1941 roku apogeum swej
siły i znaczenia na polu bitwy, ale późniejsze straty, jak również stopniowy
wzrost efektywności sowieckiej artylerii na polu walki doprowadził do kryzysu,
z którym OKH i OKW nie były w stanie sobie poradzić.
Jedną
z przyczyn takiego stanu rzeczy był stały, skokowy wręcz wzrost produkcji dział
czołgowych[25].
Kolejnym, choć jak się wydaje przecenianym zbyt często produkcja luf dla
artylerii przeciwlotniczej. Jakby nie patrzeć na to zagadnienie brak
dostatecznych mocy przerobowych skutkował dwoma konkretnymi konsekwencjami dla
niemieckiej artylerii polowej w 1942 roku – brakiem dostatecznych zasobów dla
pełnego odtworzenia potencjału jednostek bojowych w dużej części dywizji
operujących na Wschodzie oraz brak zainteresowania wprowadzaniem do produkcji
nowych modeli standardowych dział polowych. Oczywiście w niemieckich zakładach
zbrojeniowych powstało wiele projektów nowego wyposażenia artyleryjskiego i
dużą część z nich skierowano do produkcji, ale do końca działań wojennych de
facto podstawowe modele dział[26]
stanowiące od pierwszego dnia wojny wyposażenie pułków artylerii polowej
pozostało bez zmian. W pewnej mierze istniejące braki były rekompensowane przez
wzrost ilości posiadanych wyrzutni rakiet, które jednak mimo rosnącego
znaczenia z uwagi na wiele czynników nie mogły przejąć wielu z zadań artylerii
lufowej. Poniższe zestawienie produkcji i strat podstawowego sprzętu
artyleryjskiego Wehrmachtu dość dobrze ilustruje skalę problemu[27].
|
Produkcja
i straty w artylerii polowej i artylerii piechoty w 1942 roku |
||||||||
|
|
Działa piechoty |
Wyrzutnie rakiet |
Lekka artyleria polowa |
Ciężka artyleria polowa |
||||
|
miesiąc |
Prod. |
Ubytki |
Prod. |
Ubytki |
Prod. |
Ubytki |
Prod. |
Ubytki |
|
I |
77 |
199 |
145 |
3 |
50 |
201 |
53 |
114 |
|
II |
120 |
206 |
114 |
19 |
108 |
145 |
72 |
70 |
|
III |
237 |
181 |
290 |
11 |
143 |
327 |
75 |
73 |
|
IV |
160 |
114 |
319 |
2 |
106 |
86 |
110 |
53 |
|
V |
102 |
196 |
748 |
10 |
96 |
167 |
61 |
64 |
|
VI |
134 |
78 |
539 |
21 |
68 |
80 |
51 |
76 |
|
VII |
100 |
87 |
339 |
13 |
85 |
83 |
96 |
160 |
|
VIII |
141 |
191 |
293 |
33 |
190 |
244 |
81 |
160 |
|
IX |
133 |
75 |
323 |
41 |
115 |
139 |
81 |
107 |
|
X |
161 |
73 |
257 |
78 |
125 |
89 |
75 |
95 |
|
XI |
122 |
112 |
379 |
126 |
179 |
147 |
84 |
141 |
|
XII |
200 |
106 |
118 |
75 |
254 |
172 |
92 |
93 |
|
Razem |
1687 |
1618 |
3864 |
432 |
1519 |
1880 |
931 |
1206 |
|
Różnica |
+ 69 |
+3432 |
-361 |
-275 |
||||
Wraz
z narastaniem kryzysu w postaci braku adekwatnych do potrzeb ilości dział
polowych postępowało dostosowywanie się najwyższych władz wojskowych do
zaistniałej sytuacji. Dobrym przykładem na reagowanie na występujące braki jest
proces formowania nowej, 282 Wirtembersko-Badeńskiej Dywizji Piechoty na mocy
rozkazu wydanego przez OKH Gen.St. d.H. Org.-Abt I w dniu 31 grudnia 1942 roku
na obszarze podległym OB „West”. Wykorzystując kadry zapewnione przez 165, 182
i 185 Dywizję Piechoty, szkoły wojskowe i napływ rekruta z rocznika 1924
dywizja została skompletowana pod względem kadrowym do siły wymaganej Tabelą Organizacji
w dniu 1 marca 1943 roku, a w ciągu kolejnego miesiąca otrzymała komplet
wyposażenia i z dniem 1 kwietnia 1943 roku uzyskała gotowość bojową. W tym dniu
w skład jej jednostek artylerii weszły cztery lekkie haubice leFH 16,
osiemnaście lekkich dział piechoty leIG 18, dwadzieścia lekkich haubic leFH 18,
dwanaście ciężkich haubic sFH 18, a także dwanaście dział polowych produkcji
francuskiej – cztery armaty K 331 (f) i osiem sFH 414 (f). Pod tym względem
dywizja nie była wyjątkiem i coraz więcej jednostek polowych charakteryzowało
się rosnącą mozaiką wyposażenia artyleryjskiego. Jedynie w segmencie moździerzy
nie występowały tego rodzaju trudności i dywizja – jak wiele innych – posiadała
komplet stu pięćdziesięciu sztuk tego rodzaju broni[28].
Patrząc
na stan spraw związanych z niedoborem broni ciężkiej na przestrzeni 1942 roku
widać wyraźnie z jak wielkimi trudnościami musiało mierzyć się OKH w dwóch
najbardziej palących kwestiach – podtrzymania zdolności bojowej „Ostheer” i
jednoczesnego stworzenia liczącej się rezerwy operacyjnej w ręku najwyższego
dowództwa wojskowego. W styczniu 1942 roku na stanie Wehrmachtu znajdowało się
łącznie 26494 moździerze, 4684 działa piechoty, 6701 lekkich dział polowych i
3419 ciężkich dział polowych. W październiku tego roku wykazywano na stanie
odpowiednio 32883 moździerze, 4633 działa piechoty, 6204 lekkie działa polowe i
3395 ciężkich dział polowych. W tych warunkach zadanie formowania nowych
dywizji niezbędnych do zapewnienia kontroli nad niemiecką strefą wpływu stawało
się niezmiernie trudne, a pełne uzupełnienie stanów istniejących dywizji –
wręcz niemożliwe.
Podobne
trudności napotykała Luftwaffe – także w przypadku niemieckich sił powietrznych
dał się zaobserwować gwałtowny spadek ilości samolotów w służbie operacyjnej,
przy jednoczesnym wzroście aktywności sił powietrznych wroga na istniejących
Teatrach Działań. W teorii działania sił powietrznych wroga nie sprawiały
wrażenia autentycznego zagrożenia – nadal operacje brytyjskich przede wszystkim
sił powietrznych przeciw celom w Europie Zachodniej i samej Rzeszy miały dość
sporadyczny charakter, a Luftwaffe nie musiała utrzymywać zbyt wielkich sił we
Francji, czy w krajach Beneluxu. Na Śródziemnomorskim Teatrze Działań
zaangażowanie niemieckich sił powietrznych rosło, ale nie były one w swym
wysiłku bojowym osamotnione – niemieckie samoloty operowały tam wspólnie z
włoskimi siłami powietrznymi i radziły sobie przy tym dość dobrze, choć coraz
wyższym kosztem. Najgorzej sytuacja sprzętowa kształtowała się na Wschodzie,
gdzie nie zdołano uzupełnić strat powstałych wskutek walk toczonych podczas
Operacji „Barbarossa” i „Tajfun”, ale skąd także zabrano szereg jednostek
bojowych na rzecz innych Teatrów Działań. W dniu 3 stycznia 1942 roku stan
liczebny Luftwaffe osiągnął minimum – dysponowała łącznie 5589 samolotami, z
których zaledwie 2554 pozostawało w gotowości bojowej przy etatach wymagających
posiadania 7161 maszyn. Mimo rosnących potrzeb Frontu Wschodniego najwyższe
dowództwo Luftwaffe dało swym podwładnym odpowiedzialnym za operacje powietrzne
na tym Teatrze Działań jasno do zrozumienia, że nie może liczyć na transfer
nowych jednostek lotniczych. W zamian dokonano całego szeregu zmian
organizacyjnych – 10 kwietnia 1942 roku z rejonu Smoleńska zabrano V
Fliegerkorps dowodzony przez generała Richthofena i po krótkim pobycie w
Niemczech sztab tej wielkiej jednostki zameldował się 28 kwietnia na Krymie.
Pozostały na centralnym kierunku działań V Fliegerkorps generała Greima przejął
pełną odpowiedzialność za centralny i północny kierunek działań, przy czym za
wsparcie Grupy Armii „Północ” odpowiadać miała 1 Dywizja Lotnicza generała
porucznika Fiebiga, za wsparcie Grupy Armii „Środek” natomiast nowo powstała 2
Dywizja Lotnicza, której struktury utworzył dotychczasowy sztab Flü „Africa” z
generałem porucznikiem Stefanem Fröchlichem na czele. Luftwaffe nie miała
dostatecznych środków, by zabezpieczać całą długość Frontu Wschodniego i
intensyfikacja działań na jakimkolwiek kierunku powodowała stałą konieczność
manewrowania siłami - w dniu 30 marca 1942 roku wszystkie jednostki operujące
na Froncie Wschodnim posiadały jedynie 1766 samolotów[29].
W związku z tym sprawa kluczową stało się przygotowanie odpowiedniej ilości
lotnisk z odpowiednią infrastrukturą, co konsekwentnie realizowano późną wiosną
i wczesnym latem. Znacznie poprawiono system łączności i usprawniono dowodzenie
na szczeblu operacyjnym, co dość szybko przyniosło poprawę efektywności bojowej
sił powietrznych. Duże znaczenie miało także sukcesywne wprowadzanie do służby
nowych typów samolotów – przede wszystkim najnowszej wersji Bf-109, ale także
samolotów szturmowych i myśliwsko-bombowych. Udało się także podnieść stan
liczebny jednostek bojowych zarówno w kwestii samolotów, jak i dostępnych
załóg. Już 1 czerwca 1942 roku jednostki lotnicze Luftwaffe na Wschodzie
meldowały stan 2324 samolotów, co stanowiło znaczną poprawę względem wiosny
1942 roku. Luftwaffe odebrała Armii szereg jednostek lotniczych
(Nachtaufklärungsstaffeln i Fernaufklärungsstaffeln), które posłużyły do
sformowania większych związków lotniczych odpowiedzialnych za rozpoznanie i
podlegających bardziej scentralizowanemu dowództwu – Fernaufklärungsgruppe.
Także na Zachodzie i na Południu sytuacja stawała się poprawiać – nowe Fw-190 A
i Bf-109 G okazywały się bardzo skutecznym narzędziem prowadzenia wojny
powietrznej, w wielu aspektach przewyższając używane w tym okresie przez
brytyjski RAF konstrukcje. Mimo braku rewolucji w wyposażeniu jednostek
bombowych i konieczności koncentrowania się na działaniach w wymiarze
taktycznym Luftwaffe zdawała się „łapać drugi oddech”, nie brakowało jednak w
łonie ścisłego jej kierownictwa kontrowersji i różnic zdań. Erhardt Milch
zdecydowany był naciskać na skokowe zwiększanie produkcji lotniczej, czego
potrzeby zdawał się nie dostrzegać Hans Jeschonnek. Oczywiście, wobec opisanych
problemów natury sprzętowej na pierwszy rzut oka stanowisko Szefa Sztabu
Generalnego Luftwaffe wydaje się kolosalnym błędem, ale w rzeczywistości nie
było ono bynajmniej podyktowane naiwnością. Proces uzupełniania strat kadrowych
wiosną i latem 1942 roku polegał przede wszystkim na praktycznie całkowitym wydrenowaniu
zasobów istniejących lotniczych grup zapasowych (Ergänzugungsgruppen), co
spowodowało konieczność gwałtownego zwiększenia naboru nowego personelu
latającego, przy jednoczesnym skracaniu kursów pilotażu. Ewentualny rozwój
liczebny Luftwaffe musiał w tych warunkach spowodować skokowy wzrost niedoboru
wyszkolonego personelu latającego, a każdy rodzaj działalności sił powietrznych
pozostawał ściśle uzależniony od ilości posiadanych rezerw paliw lotniczych i
zdolności produkcyjnych tychże.
|
Produkcja
i zużycie paliw lotniczych w tonach – 1942 rok |
||
|
|
Produkcja |
Zużycie |
|
1 kwartał |
281000 |
272000 |
|
2 kwartał |
333000 |
388000 |
|
3 kwartał |
417000 |
412000 |
|
4 kwartał |
441000 |
354000 |
Jak
widać po przedstawionym zestawieniu różnica pomiędzy poziomem produkcji paliw
lotniczych, a ich zużyciem przez Luftwaffe była bardzo niewielka i nie tylko
nie pozwalała na stworzenie większej rezerwy, ale także nakazywała dość dużą
powściągliwość w kwestii tego w jaki sposób i gdzie należało wykorzystywać
posiadane zasoby najefektywniej. Abstrahując od skąpych dostaw nowego sprzętu
latającego[30],
Luftwaffe posiadała pewien sufit w postaci maksymalnej ilości posiadanych
jednostek lotniczych, a faktycznie jedynym sposobem na wzrost liczebności pod
względem wyposażenia lotniczego pozostawały manipulacje w strukturach jednostek
bojowych, czyli rezygnacja z jednostek bombowych (lub używających samolotów
wielosilnikowych w ogóle) na rzecz jednostek używających samolotów
jednosilnikowych. Na dłuższą metę Jeschonnek zorientowany na efektywne
wykorzystywanie potencjału Luftwaffe do operacji bombowych nie mógł się rzecz
jasna zgodzić. Także nasycenie jednostek bojowych nowymi pilotami w stosunkowo
krótkim czasie miało swoje konsekwencje. Wprawdzie Luftwaffe, która
skoncentrowała na południowym odcinku Frontu Wschodniego poważne siły
błyskawicznie zdobyła panowanie w powietrzu, a jej uderzenia w tym okresie
można streścić jako błyskawiczne, morderczo precyzyjne i wprost dewastujące[31],
ale dość szybko okazało się, jak wiele słabości trapi Luftwaffe. Do tych
najbardziej dotkliwych należał brak wyspecjalizowanych jednostek lotniczych do
operacji wsparcia własnych wojsk naziemnych. Wprawdzie pod dowództwem
Richthofena i Pflugbeila znalazło się łącznie aż dwadzieścia dwie bombowe
Kampfgruppe, ale próby wykorzystywania części z nich do ataków na cele położone
bezpośrednio na polu walki okazały się kosztowne – operujący na samolotach
Heinkel He-111 KG-55 dokonał wprawdzie szeregu niszczących ataków za pomocą
bomb odłamkowych SD-2, ale stracił przy tym aż osiem maszyn. Biorąc pod uwagę,
że do zakończenia walk w dniu 20 maja cała 4 Flota Powietrzna straciła 37
samolotów w walce, były to straty niemałe. Mimo wszystko kampanię należało
uznać za udaną – w tym samym okresie siły sowieckie straciły 417 samolotów, ale
rozpoczęcie sowieckiej ofensywy w rejonie Izjum spowodowało po 12 maja szybki
przerzut głównych sił Luftwaffe na północ, tym samym 4 Flota rozpoczęła nową
kampanię właściwie bez pauzy operacyjnej i miała ją kontynuować w zasadzie do
jesieni. Należy wyraźnie zaznaczyć, że zmiany w organizacji dowodzenia na
szczeblu operacyjnym i poprawa funkcjonowania łączności przyniosły wymierne i
pozytywne rezultaty – jak stwierdzał raport sztabu 1 Armii Pancernej
Wehrmachtu, uderzenia lotnicze były niebywale skuteczne, myśliwce stanowiły
skuteczną zaporę dla wrogich formacji bombowych i szturmowych, a poszczególne
dowództwa związków polowych nie oczekiwały na reakcję własnych sił powietrznych
dłużej niż dwadzieścia minut. Niemiecki kontratak skierowany przeciw
sowieckiemu wyłomowi w rejonie Izjum wsparty został specjalnie utworzoną
Gevechtsverband „Süd”, składająca się z jedenastu lotniczych Gruppen, a
pozostałe jednostki skierowano do ataków na linie komunikacyjne wroga i jego
lotniska. Tylko w dniu 13 maja 1942 roku piloci operującej z bazy w
Konstantyniwce JG-77 „Herz Ass” zgłosili jedenaście zwycięstw powietrznych i
nawet mimo świadomości istnienia zjawiska „overclaiming” skuteczność Jagdwaffe
była przerażająca. Większość sowieckich pułków lotniczych uwikłanych w walki w
drugiej dekadzie maja wykazywała po sześć i mniej samolotów na stanie i nie
była w stanie w żaden sposób wpłynąć na obraz sytuacji. Do chwili zamknięcia
pierścienia okrążenia wokół sowieckich jednostek nacierających na Charków,
czyli do dnia 24 maja siły Pflugbeila wykonały 15 648 lotów bojowych, zrzucając
7700 ton bomb. Straty Luftwaffe z przyczyn bojowych wyniosły podczas bitwy 49
samolotów i 110 lotników. Kolejne operacje bojowe z użyciem sił powietrznych na
rzecz wsparcia wojsk polowych „Ostheer” w miesiącach letnich miały podobny
przebieg – szczególnie istotne okazała się wsparcie powietrzne podczas trudnej
operacji zdobywania Sewastopola, kiedy to w ciągu miesiąca samoloty 4 Floty
Powietrznej wykonały tak wielki wysiłek bojowy, że przekroczyły wszelkie normy
dostarczanego nad cel tonażu bomb (do 4 lipca zrzucono 28 528 ton bomb w
rejonie walk), co było możliwe przede wszystkim dzięki osiągnięciu bardzo
wysokiego współczynnika utrzymania zdolności bojowej sprzętu latającego,
wynoszącego bardzo wysokie w realiach Frontu Wschodniego 64 % stanu
ewidencyjnego jednostek. Bezustanny wysiłek bojowy i coraz większe oddalenie od
dobrze przygotowanych baz lotniczych dysponujących znakomitym zapleczem miał
jednak swoją cenę – wprawdzie wyrażane w liczbach cząstkowych, dzielonych na
poszczególne fazy walk, lub operacje zaczepne straty własne wydawały się
niewielkie, niemniej jednak miały coraz większy wpływ na wyczerpywanie się
potencjału niezwyciężonej zdawałoby się Luftwaffe. W okresie czerwiec –
październik 1942 suma miesięcznych strat bojowych i operacyjnych w jednostkach
myśliwskich i bombowych była dość zbliżona i wynosiła po 15, do 20 % stanów.
Także zsumowanie strat łącznych Luftwaffe w tym okresie pokazuje jak szybkiej
erozji ulegała jej siła bojowa, co musiało się w końcu przełożyć na gwałtowny
spadek jej bojowej efektywności, tym bardziej, że przecież Front Wschodni nie
był jedynym obszarem bojowej aktywności niemieckich sił powietrznych[32].
|
Straty
bezpowrotne Luftwaffe z podziałem na Teatry Działań |
||
|
|
Front
Wschodni |
Inne
Teatry Działań |
|
Czerwiec
1942 |
350 |
299 |
|
Lipiec
1942 |
438 |
386 |
|
Sierpień
1942 |
436 |
371 |
|
Wrzesień
1942 |
332 |
206 |
|
Październik
1942 |
200 |
324 |
|
Listopad
1942 |
224 |
595 |
|
Grudzień
1942 |
408 |
366 |
|
Łącznie |
2388 |
2547 |
|
Suma Strat |
4935 |
|
Tak
jak w przypadku sił polowych zaprezentowany poziom strat – przy istniejących
możliwościach ich bieżącego uzupełniania – w gruncie rzeczy doprowadził do
trwającej tygodniami stopniowej erozji siły bojowej niemieckiej Luftwaffe. Tak
jak w przypadku dywizji „Ostheer”, mowa o trudno dostrzegalnym zjawisku dla
najwyższego dowództwa, gdyż straty zadawane sowieckim siłom powietrznym
wielokrotnie przewyższały straty własne, co w zasadzie traktowano już jako pewien
aksjomat i w pewien sposób przyzwyczajono się, do tego, że bez względu na
okoliczności Luftwaffe w przypadku nadejścia momentu krytycznego „jakoś sobie
poradzi”. Główną przyczyną utrwalenia się takiego sposobu myślenia w ścisłym
kierownictwie wojennym był rzecz jasna rosnący bezwład decyzyjny w łonie samego
OKL, gdzie stale słabła pozycja pragmatycznego Jeschonnka, przy jednoczesnym
utrzymywaniu się znaczenia „starego towarzysza partyjnego”, Hermanna Göringa.
Mówiono rzecz jasna głośno i otwarcie o drastycznym obniżeniu się na
przestrzeni miesięcy jesiennych stanów bojowych – gdy rozpoczynano realizację
„Fall Blau” dysponowano w 4 Flocie Powietrznej siłą 480 bombowców, z których aż
323 (67 %) pozostawały w gotowości operacyjnej, co stanowiło wyśmienity wynik w
niemieckich realiach. Gdy natomiast 10 października 1942 roku 4 Flota
Powietrzna otrzymała polecenie skoncentrowania wszystkich dostępnych bombowców
do operacji zniszczenia pól naftowych w rejonie Groznego była w stanie
skierować do akcji zaledwie 129 sprawnych maszyn z 232 posiadanych łącznie na
stanie bombowców[33].
Poziom gotowości bojowej posiadanych sił obniżył się zatem wyraźnie, bo spadł
do zaledwie 55 %, przy jednoczesnym wykruszeniu się dysponowanych załóg i
samolotów wskutek opisywanego wysokiego poziomu strat własnych wynikającego z
nadmiernej eksploatacji posiadanych sił, które tygodniami wykonywały operacje
bojowe w szalonym wręcz tempie – jak w przypadku III./KG 55, która jeszcze
późną wiosną potrafiła mając w linii zaledwie kilkanaście sprawnych maszyn
wykonywać około pięćdziesięciu lotów bojowych dziennie i to tempo działań nie słabło
latem i jesienią ani na moment. Podstawowym i nierozwiązywalnym w ciągu
krótkiego czasu problemem przyspieszającym zjawisko erozji trawiące siły
Luftwaffe na Froncie Wschodnim był karykaturalny wręcz poziom infrastruktury w
bazach wysuniętych setki kilometrów na wschód od punktu wyjścia kampanii
letniej 1942 roku. Problem był w istocie nierozwiązywalny, gdyż wystąpił w
momencie, w którym z szeregów Luftwaffe w bardzo krótkim czasie ubyło blisko
200 000 ludzi skierowanych do służby w jednostkach polowych na froncie, których
nie dało się zastąpić w krótkim czasie. Drenaż zasobów ludzkich dotknął
przecież przede wszystkim operacyjnego zaplecza sił powietrznych, czyli
jednostek łączności i budowlanych. To bardzo utrudniało jesienią 1942 roku
prawidłowe funkcjonowanie zaplecza bojowego komponentu Luftwaffe, który
właściwie nie był w stanie wspierać skutecznie jednoczesnych operacji Grupa
Armii „A” i „B”. Widać to szczególnie wyraźnie zestawiając miesięczny stan
gotowości bojowej jednostek Luftwaffe[34].
|
Stan liczebny jednostek lotniczych niemieckich sił
powietrznych - 1942 |
|||
|
|
Stan etatowy |
Stan aktualny |
W gotowości bojowej |
|
3 Stycznia |
7161 |
5589 |
2554 |
|
7 Lutego |
7160 |
5691 |
2359 |
|
4 Marca |
7668 |
5486 |
2439 |
|
10 Kwietnia |
7480 |
5568 |
3007 |
|
10 Maja |
7347 |
6041 |
3483 |
|
10 Czerwca |
7330 |
6511 |
4194 |
|
10 Lipca |
7484 |
6548 |
3995 |
|
10 Sierpnia |
7573 |
6310 |
3860 |
|
10 Września |
7736 |
6491 |
4117 |
|
10 Października |
7919 |
6673 |
4074 |
|
10 Listopada |
8367 |
6661 |
4100 |
|
10 Grudnia |
8786 |
5970 |
3502 |
Jak
wynika z zestawienia, szefostwo sił powietrznych mimo lawinowo rosnącego zapotrzebowania
na jednostki bojowe (cały rok 1942 to choćby znaczny wzrost liczebny nocnego
lotnictwa myśliwskiego) na dłuższą metę nie było w stanie w sposób znaczący
zwiększyć swych bojowych aktywów, choć należy przyznać, że zdołało wyprowadzić
siły powietrzne z zapaści, w której znalazły się na przełomie 1941/1942.
Największym problemem pozostawał niski poziom gotowości bojowej jednostek
lotniczych, co stawiało pod poważnym znakiem zapytania zdolność Luftwaffe do
realnego oddziaływania na sytuację bojową w skali operacyjnej.
Najmniejszy
z trzech rodzajów sił zbrojnych Niemiec – Kriegsmarine – kończyła jesienią 1942
roku jedną ze swoich najbardziej udanych kampanii militarnych w dotychczasowych
zmaganiach, Operację „Paukenschlag”. W czasie bezlitosnej ofensywy okrętów
podwodnych u brzegów Ameryki, a wkrótce także na Karaibach, a nawet na wodach
Zatoki św. Wawrzyńca Niemcy kosztem dwudziestu dwóch utraconych okrętów
podwodnych zdołali posłać na dno 609 statków alianckich różnych bander o
łącznej pojemności 3,1 miliona ton BRT, co spowodowało ogromny chaos w systemie
alianckiej logistyki. Szczególnie dotkliwe okazały się być duże straty zadane
flocie tankowców – w efekcie naruszenia łańcucha dostaw trzeba było we
Wschodniej Kanadzie okresowo wprowadzić racjonowanie paliw płynnych, rzecz
trudna do zaakceptowania biorąc pod uwagę alianckie możliwości surowcowe w tym
względzie. Gdy jednak rosnący opór i coraz lepsza organizacja sieci konwojowej
zmusiła niemieckie kierownictwo wojny podwodnej do stopniowego wycofywania
swych sił z powrotem na szlaki północnoatlantyckie sukcesy gwałtownie zmalały,
a straty własne bardzo wzrosły – w drugiej połowie 1942 roku FdU odnotowało
stratę aż 66 okrętów podwodnych, przy 21 utraconych w ciągu pierwszych miesięcy
tego roku. Niemcy odnieśli wprawdzie bardzo duże sukcesy na dalekich morzach, a
także na arktycznej trasie konwojowej wiodącej do ZSRR (po klęsce konwoju PQ-17
kolejny wyruszył ta trasą do portów ZSRR dopiero we wrześniu), ale w
rzeczywistości działania te tylko „pudrowały” coraz gorszą dla Niemiec sytuację
na morzach. Efektywność operacji U-Bootów przeciw coraz lepiej chronionym
konwojom na kluczowej trasie wiodącej przez Północny Atlantyk już od połowy
1941 roku była bardzo niska, a alianckie siły obronne zyskiwały coraz większą
przewagę technologiczną nad niemieckimi podwodniakami. Faktycznie ogromne
sukcesy możliwe były jedynie w rejonach o słabej i bardzo słabej organizacji
obrony – tak jak miało to miejsce na wodach Południowego Atlantyku, czy u
wybrzeży Ameryk, ale także tam wkrótce „źródło” zaczęło wygasać. Sam Dönitz
zdawał sobie sprawę ze stopniowego odwracania się wojennej fortuny i choć
propaganda potrafiła nazwać rok 1942 „Rokiem U-Bootów”, dowodzący tą formacją
admirał wraz ze stopniowym wycofywaniem swych sił spod morskich wrót Ameryki
coraz częściej starał się przygotować Hitlera i opinie publiczną na nadchodzące
„chude czasy” i przede wszystkim – rosnące straty własne. W rzeczywistości
skala sukcesu Operacji „Paukenschlag” wyniosła Dönitza bardzo wysoko w
hierarchii ścisłego kierownictwa wojennego Niemiec, a Hitler, który jeszcze nie
tak dawno rozczarowany wynikami kampanii na Północnym Atlantyku odsyłał okręty
podwodne na Morze Śródziemne, lub do Arktyki, gdzie w jego ocenie faktycznie
mogłyby w jakichś sposób realnie wesprzeć wysiłek wojsk lądowych, nagle zaczął
coraz częściej liczyć się z opinią szefa FdU. De facto Dönitz znacząco wzmocnił
swoją osobistą pozycję atrakcyjną wizją opóźniania zwiększania aktywności
militarnej aktywności Aliantów Zachodnich z każdą zatopioną toną na szlakach
żeglugowych, choć w rzeczywistości jego techniczne i taktyczne[35]
zacofanie względem rozwoju środków wojny morskiej (zwłaszcza systemów walki
radioelektronicznej) stawiało Kriegsmarine we wprost rozpaczliwym położeniu.
Już raz – w 1940 roku – okazało się, że niemieckie okręty podwodne nie stanowią
istotnej zapory dla dużych operacji amfibijnych Aliantów Zachodnich, teraz
jednak zapomniano o tej lekcji i traktowano U-Bootwaffe jako autentyczna zaporę
antyinwazyjną. Listopad 1942 roku przyniósł pod tym względem co najmniej
niejednoznaczne wyniki zmagań, łatwo było w efekcie nimi manipulować i dość
dowolnie przedstawiać w Berlinie. Odpowiedzialny za prowadzenie działań okrętów
podwodnych Karl Dönitz informował, że Kriegsmarine zadała w tym szczytowym
miesiącu swej kampanii na szlakach żeglugowych Aliantów swój największy jak
dotychczas sukces topiąc około 900 000 ton BRT i zadając niebagatelne straty
marynarkom wojennym swych przeciwników[36].
W rzeczywistości, okręty podwodne Państw Osi posłały na dno w tym miesiącu 119
statków o łącznym tonażu 729 000 ton BRT, co stanowiło ogromny sukces. Jednak
tylko dwadzieścia dziewięć z nich zatopiono na szlaku północnoatlantyckim,
wiodącym z Ameryki do Wielkiej Brytanii, wszystkie pozostałe uległy natomiast
torpedom i pociskom z artylerii pokładowej na odleglejszych akwenach. Mimo
zaangażowania kilkudziesięciu w sumie jednostek niemieckich i włoskich, okręty
podwodne nie były w stanie w poważniejszy sposób zakłócić operacji lądowania
Aliantów w Afryce Północnej („Torch”), co miało szczególne znaczenie dla całego
Śródziemnomorskiego Teatru Działań. Z uwagi na arcytrudne warunki działania
także na Dalekiej Północy nie udało się już nigdy powtórzyć sukcesu z batalii z
PQ-17. Gwałtowny rozwój liczebny niemieckich sił podwodnych miał obok stałego
wzmacniania potencjału alianckich sił obronnych bardzo duże znaczenie w
procesie stabilizowania sytuacji. W listopadzie i grudniu 1942 roku z uwagi na
„Torch” ruch alianckich konwojów na trasie północnoatlantyckiej był mniejszy
niż zazwyczaj i z tych samych powodów także mniej U-Bootów skierowanych zostało
do akcji na Północnym Atlantyku, ale spojrzenie na efekt operacji bojowych tych
ostatnich jest świadectwem nowej, niekorzystnej dla Niemców tendencji. W
okresie wspomnianych dwóch miesięcy Kriegsmarine wykonała łącznie 84 patrole
okrętów podwodnych, z których 36 (czyli aż 43 %) dowodzonych było przez
debiutantów. Podczas tych operacji zatopiono 59 statków, tracą 13 własnych
okrętów podwodnych (15 % użytych sił), ale aż czterdzieści trzy (51 %
uczestniczących w patrolach) U-Booty nie zdołały odnotować żadnego sukcesu.
Owszem, straty zadane z wszystkich przyczyn alianckiej żegludze w ciągu 1942
roku były bardzo ciężkie – spisano ze stanu 1664 statki o łącznym tonażu 7,8
miliona ton BRT, z czego okręty podwodne zatopiły 1160 statków o łącznym tonażu
6,25 miliona ton BRT. Straty te spowodowały, że żegluga aliancka kończyła rok
1942 ze stratą netto wynoszącą 1,3 miliona ton BRT. Szczególnie wielkie straty
poniosła aliancka flota zbiornikowców, co spowodowało znaczące obniżenie
brytyjskich rezerw paliwowych, które zmniejszyły się na przestrzeni roku z 7 do
około, 5,25 miliona ton[37]. Czy
był to jednak autentyczny powód do optymizmu dla kierownictwa niemieckiej wojny
morskiej? Fakty były takie, że na dłuższą metę okręty podwodne nie były w
stanie przerwać, lub choćby realnie zagrozić któremukolwiek z kluczowych dla
Aliantów szlaków żeglugowych. Niemcy nie potrafili na dłuższą metę zablokować
nawet trasy północnej – do ZSRR – choć tam byli w stanie z uwagi na bliskość
własnych baz w północnej Norwegii operować swymi okrętami nawodnymi i siłami
powietrznymi. Należy zaznaczyć wyraźnie, że dowództwo Kriegsmarine miało przy
tym pełną świadomość sytuacji i od dłuższego czasu notowało stałą tendencję
spadkową skuteczności bojowej swych morskich formacji. Znacznie większe
znaczenie miały z punktu widzenia Ostheer i zmagań na Froncie Wschodnim działania
sił morskich Niemiec i ich sojuszników na dwóch niewielkich i zamkniętych
akwenach – na Bałtyku i na Morzu Czarnym. Pomijając fakt znikomej efektywności
sowieckiej marynarki wojennej na tych morskich Teatrach Działań niemiecka
marynarka we współpracy z Luftwaffe potrafiła realizować dwa swoje
najważniejsze zadania – skutecznie osłaniać ruch własnej żeglugi na Bałtyku z
arcyważnym importem szwedzkich rud z okręgu Kiruna do Rzeszy, oraz wspierać
operacje Wehrmachtu w strefie przybrzeżnej Morza Czarnego, gdzie Admirał Morza
Czarnego mając do dyspozycji jedynie ścigacze i promy potrafił transportować
odczuwalne ilości zaopatrzenia, a nawet całe związki taktyczne. Wszystko to
było możliwe z powodu bardzo słabego dowodzenia znacznie liczniejszą i silniejszą
marynarką ZSRR, brakiem efektywnego wsparcia ze strony sił powietrznych i
bardzo kiepską infrastrukturą pozostałych Sowietom jeszcze baz morskich.
W
sumie, zbierając razem wszystkie te poszczególne elementy perspektywy na
utrzymanie przez Rzeszę zdolności do dalszego prowadzenia wojny nie były
traktowane jako szczególnie dobre. Rozumiano konieczność zbudowania rezerw
strategicznych z uwagi na Aliantów Zachodnich, którzy stopniowo rozbudowywali
własne siły, a z uwagi na ich morską potęgę mogli uderzyć potężnie i co gorsza
– w dowolnym miejscu kontrolowanej przez Niemcy strefy. Z drugiej natomiast
strony jasnym było, że istnieje pewna rezerwa czasu niezbędnego dla realnego
zaangażowania się tychże Mocarstw Zachodnich w działania wojenne w Europie, co
dawało Hitlerowi czas. Warto zwrócić uwagę na to, że znakomita większość
niemieckich programów zbrojeniowych i planów mobilizacyjnych zakładała
osiągnięcie maksimum efektywności na późną wiosnę i lato 1944 roku, co
świadczyć może, że Hitler jako osoba zawsze podejmująca decyzje ostateczne
oczekiwał „wejścia do gry” Amerykanów i Brytyjczyków właśnie w tym okresie.
Jeśli tak, w dużej mierze prawidłowo oszacował on czas potrzebny na zbudowanie
adekwatnej do potrzeb potęgi przez Zachód. Z pewnością w jakichś sposób takie
spojrzenie warunkowało także możliwości niemieckich działań na Wschodzie. Mowa
była już o tym, że pogodzono się milcząco z brakiem możliwości rozstrzygnięcia
wojny na Wschodzie poprzez fizyczny podbój ZSRR zdając sobie sprawę z
niedostatku własnych sił i szczupłości rezerw. Jeśli już można było oczekiwać
jakichkolwiek zmian w skali strategicznej, to wierzono tylko w możliwość
opanowania części sowieckich źródeł ropy i utrzymywania pod kontrolą obszarów o
dużym znaczeniu ekonomicznym dla Rzeszy z uwagi na choćby zasoby surowców.
Istotnym novum w sposobie myślenia Hitlera na temat toczonej przez Niemcy wojny
była więc koncentracja wysiłków na zdolności do tego stanu podtrzymywania, przy
jednoczesnym znacznym ograniczeniu ambicji strategicznych.
Tak
zatem powstało koło zamachowe wielu kolejno następujących po sobie trudnych
decyzji natury strategicznej i operacyjnej – należało bezwzględnie utrzymać
kontrolowaną przez Wehrmacht strefę dającą zasoby materialne niezbędne dla
podtrzymania zdolności do dalszego prowadzenia wojny z potężną koalicja wrogów
Rzeszy, by móc produkować więcej czołgów, dział i samolotów, oraz – co równie
istotne – zapewnić tanią, lub wręcz darmową siłę roboczą zdolną zastąpić
Niemców powoływanych do służby w armii, by uzupełnić ponoszone na wojnie straty
i tworzyć nowe dywizje, których głód wobec stale rosnących potrzeb tak bardzo
odczuwano.
Wróg
Po
ponad roku działań wojennych na bezkresnych obszarach Związku Radzieckiego
wszyscy uczestniczący w tych zmaganiach członkowie Ostheer – od szeregowych
weteranów, po najwyższych rangą oficerów – mieli wrażenie, że bardzo dobrze
poznali swego wroga. W gruncie rzeczy, Armia Czerwona niewiele się pod wieloma
względami zmieniła od swej poprzedniczki – Armii Carskiej. Mało wyrafinowana
taktycznie, działająca często bezładną masą ludzi i sprzętu, popełniająca
wielokrotnie te same błędy. Mimo wszystko, owe sowieckie masy często tkwiące z
uporem w beznadziejnej obronie do ostatniego żołnierza lub nacierające bez
wytchnienia wprost po stertach ciał wcześniej poległych kolegów robiły na
niemieckich żołnierzach równie upiorne wrażenie, co krajobrazy Związku
Radzieckiego, czy poziom życia jego mieszkańców. Front Wschodni był
przerażającym miejscem niezależnie od tego, gdzie się na nim służyło i w jakim
charakterze, a przede wszystkim gdzieś tam w oddali, często przez całe tygodnie
zupełnie niewidoczny czaił się wróg – liczny i twardy, skory do poświęceń i
trudny do pokonania. Oczywiście żołnierze Ostheer na podstawie własnych
doświadczeń wyczuwali w przeważającej większości przypadków, że są lepiej
wyszkoleni, a prowadzą ich do walki bardziej kompetentni oficerowie na różnych
szczeblach i to zaufanie do własnych umiejętności często decydowało o życiu lub
śmierci tak w pierwszych miesiącach Wojny na Wschodzie, jak i w czasie kampanii
późniejszych. Mimo wszystko walka z żołnierzami Związku Radzieckiego należała
do doświadczeń ekstremalnych nawet w realiach II Wojny Światowej, nie tylko
dlatego, że konflikt na Wschodzie był chyba najbardziej przepełniony ideologią
z wszystkich frontów II Wojny Światowej. Dla Niemców „Sowiecki Raj” i wszystkie
jego części składowe – poczucie własnej wyższości, niewysłowiona bieda
tubylców, bezkresne lasy pełne mokradeł, lub niekończące się stepy zlewały się
ostatecznie wraz z postacią radzieckiego żołnierza w jedno. Cały kraj stawał
się wrogiem, co ostatecznie nie tylko budowało poczucie strachu, ale i
popychało do potwornych zbrodni. Przede wszystkim jednak podpowiadało zasadnicze
pytanie, brzmiące najczęściej – „ilu jeszcze?” lub „ile jeszcze?”.
W
oczach Niemców żołnierz sowiecki pozbawiony był jakiejkolwiek indywidualności i
najczęściej kojarzył się właśnie z masą. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że
wrażenie niekończących się zasobów ludzkich i sprzętowych Armii Czerwonej było
czymś powszechnym i opartym na całkiem realnych podstawach – włącznie z własną
obserwacją na czele. Nigdy wcześniej niemieckie siły zbrojne nie musiały
prowadzić działań wojennych wobec wroga, któremu zadawano tak kolosalne straty
w ludziach i sprzęcie, po czym mimo utraty olbrzymich obszarów kraju nadal
kontynuował on wojnę i był w stanie bez końca, zdawałoby się, zapełniać szeregi
kolejnych dywizji i brygad ludźmi, czołgami i działami.
Kolokwialnie
– kolos, który pod gradem ciosów chwiał się, ale nie upadał. Kolos, który swymi
możliwościami demograficznymi czynił siebie niezwyciężonym i nie odczuwał w
związku z tym ponoszonych strat ludzkich. To jednak tylko stereotyp, jeden z
resztą z wielu stereotypów towarzyszących postrzeganiu realiów Frontu
Wschodniego przez obserwatorów zmagań, zarówno wtedy, jak i dziś. Ogrom strat
ponoszonych przez siły zbrojne ZSRR był przedmiotem wielkiej troski ze strony
najwyższych władz tego państwa z samym Józefem Stalinem na czele. Oczywiście
trudno przyjąć taką możliwość do wiadomości mając do czynienia z uosobieniem
tyranii porównywalnym chyba tylko wyłącznie z Adolfem Hitlerem, ale faktycznie
tak było i istniały ku temu poważne powody. Najbardziej oczywistym był
oczywiście prosty fakt przegrywania zmagań wojennych, a często niedostrzeganym
był powód równie wielkiej, a może nawet i większej wagi – wyczerpywania się
zasobów w nieakceptowalnym tempie, dzięki którym tę wojnę można było nadal
prowadzić.
Aby
zrozumieć wagę zagadnienia sowieckich zasobów ludzkich i możliwości lub
konieczności ich alokacji należy przyjrzeć się sowieckiej demografii, co z
uwagi na stan badań jest zadaniem niełatwym. Władze sowieckie z wyraźną
niechęcią zajmowały się wnikliwymi badaniami demograficznymi z wielu powodów, z
których najbardziej oczywisty jest ten, że w okresie 1929-1939 miały w tej
materii wiele do ukrycia. W efekcie akcji kolektywizacyjnej i towarzyszących
jej brutalnych represji, ale również przy okazji „Wielkiego Głodu” i wreszcie
„Wielkiej Czystki” na przestrzeni omawianej dekady ZSRR poniósł straty ludzkie
porównywalne do wieloletniego i krwawego konfliktu takiego, jak zmagania II
Wojny Światowej. Do dziś zresztą o łącznych liczbach ofiar wymienionych wydarzeń
mimo tytanicznej pracy wielu historyków możemy mówić wyłącznie w formie
spekulatywnej. Jakby nie było, straty demograficzne liczone w milionach miały
wpływ na zdolności mobilizacyjne ZSRR, które jakkolwiek nadal ogromne, zostały
jednak skutkiem polityki wewnętrznej władz kraju zmniejszone. Rzecz sprowadza
się do tego, że zmniejszyły się nie tylko z powodu ponadmiarowej liczby zgonów
(najgorszy pod tym względem okres „Wielkiego Głodu” przyniósł
najprawdopodobniej w całym Związku Radzieckim nieco ponad sześć milionów ofiar)[38],
ale także z powodu wykluczenia społecznego bardzo licznych grup ludności,
skazanej na wewnętrzną banicję, lub uwięzionej w rozwijanym nieustannie
aparacie represji. Z wielu względów pewnej części dotkniętych przez represje
świadomie z powodu braku politycznego zaufania nie zamierzano do sił zbrojnych
powoływać, deportacje przyniosły kolejne tysiące ofiar śmiertelnych (co
najmniej milion osób), tysiące kolejnych osób figurowało w spisach
mobilizacyjnych wyłącznie statystycznie. Mowa rzecz jasna o skazanych za
przestępstwa z art. 58, czyli z powodu działalności kontrrewolucyjnej na karę
pozbawienia wolności z zakazem prawa do korespondencji, co w praktyce oznaczało
natychmiastowo wykonywaną karę śmierci[39].
W sumie, spis ludności z roku 1939 pomimo wszystkich tych strat demograficznych
wymieniał liczbę 170 557 000 mieszkańców ZSRR, która skutkiem aneksji i
podbojów militarnych kolejnych terytoriów Europy wschodniej wzrosła w 1941 roku
najprawdopodobniej do liczby 196 716 000[40],
którą to liczbę mieszkańców podaje się najczęściej jako oficjalne dane władz
państwowych ZSRR. Nie wynikało jednak z tak skokowego wzrostu ludności równie
radykalne zwiększenie możliwości mobilizacyjnych – równolegle przecież z
zajęciem wspomnianych terytoriów w latach 1939-1941 wzrosła liczba osób
deportowanych z zamieszkujących je grup etnicznych, tak jak w stosunku do wielu
z pozostałych pozostawała niechęć wynikająca z niepewności ich politycznej
postawy (Bałtowie, Polacy, część Białorusinów i Ukraińców itd…), która w oczach
aparatu państwowego stawiała możliwość skorzystania z tych zasobów ludzkich pod
poważnym znakiem zapytania. Nie da się jednakże w okresie poprzedzającym
bezpośrednio agresję Niemiec na ZSRR dokładnie wskazać liczby takich osób, z
pewnością jednak była ona niemała – w sensie należy ją obliczać bardziej jako
setki niż dziesiątki tysięcy mężczyzn, mimo, że nie jestem w stanie podać
dokładnej liczby osób wyłączonych w ten sposób z potencjalnej puli ludzkich
uzupełnień. Możliwym jest jednak podanie łącznej liczby mężczyzn w wieku poboru
w ZSRR w 1939 roku (na podstawie spisu ludności) i stopnia wykorzystania rezerw
ludzkich (na podstawie raportów właściwych urzędów i instytucji), co powinno
rzucić więcej światła na zagadnienie dostępności (lub nie) zasobów ludzkich w
ZSRR. W poszczególnych kategoriach wiekowych liczby te prezentują się
następująco[41]:
|
Liczby ludności w poszczególnych grupach wiekowych w
ZSRR w 1941 r. (w milionach) |
|||
|
Grupa Wiekowa |
Mężczyźni |
Kobiety |
Razem |
|
15-19 lat |
8,46 |
8,72 |
17,18 |
|
20-24 lata |
7,63 |
8,15 |
15,78 |
|
25-29 lat |
9,05 |
9,47 |
18,52 |
|
30-34 lata |
7,75 |
7,85 |
15,6 |
|
35-39 lat |
6,03 |
6,93 |
12,96 |
|
40-44 lata |
4,46 |
5,14 |
9,6 |
|
Razem |
43,38 |
46,26 |
89,64 |
Wynikająca
z prostego przeliczenia liczby mężczyzn w grupach wiekowych pożądanych w
służbie w siłach zbrojnych liczba niemal czterdziestu trzech i pół miliona
ludzi robi wrażenie nieskończonych w warunkach drugowojennych zasobów ludzkich,
jednakże sami Sowieci analizując własne potrzeby mobilizacyjne na wypadek wojny
przed jej wybuchem, a potem tworząc zestawienia posiadanych rezerw ludzkich już
w trakcie działań wojennych stawiali znacznie niższe kwoty mężczyzn zdolnych do
służby wojskowej. W efekcie rozmaitych wspomnianych wykluczeni i ubytków, ale
także z powodu konieczności zapewnienia rad do pracy gospodarce państwa
odpowiedzialne departamenty Sztabu Generalnego szacowały ilość rezerw ludzkich
dużo poniżej wykazanej liczby. Oczywiście każdego kolejnego roku nowy rocznik
osiągał wiek zdolności do służby w armii, ale także każdego roku kolejny
rocznik zakres wiekowy poboru opuszczał, a gdy wybuchła wojna, trzeba było stan
rezerw ludzkich umniejszyć o zasoby skierowano w celu skompletowania struktur
sił zbrojnych czasu wojny, czyli mówiąc krótko o wyniki mobilizacji, ale także
i to bardzo szybko – o konieczność skierowania do istniejących związków
bojowych uzupełnień w związku ze stratami ocenianymi jako bezpowrotne.
Szczególnie silne wrażenie robią dwa dokumenty powstały w agendach sowieckiego
Sztabu Generalnego, określające kwoty mobilizowanych do służby, strat,
uzupełnień i pozostających do dyspozycji rezerw.
Pierwszy
dokument, sporządził w dniu 1 maja 1942 roku Szef Departamentu Organizacji i
Archiwów w Dyrektoriacie Operacyjnym Sztabu Generalnego Armii Czerwonej,
pułkownik Jefremow[42].
Na podstawie zgromadzonych dokumentów wylicza on stan armii Związku
Radzieckiego w chwili agresji Niemiec na 4 924 000 ludzi, i wskazuje, że do dnia
1 sierpnia 1941 roku szeregi Armii Czerwonej zasiliło 2 456 000 ludzi z
mobilizacji. Do dnia 1 stycznia 1942 roku Armię Czerwoną zasiliło już razem 11
790 000 ludzi, do których w okresie 1 stycznia 1942 – 1 marca 1942 dołączyło
kolejnych 700 000 powołanych do służby. W sumie zatem do dnia 1 marca 1942 roku
nie uwzględniwszy strat liczebność Armii Czerwonej powinna osiągnąć pułap 17
414 000 ludzi, jednakże tego dnia stan liczebny wszystkich formacji radzieckich
to 9 315 000 ludzi. W tym samym czasie jednak, straty bezpowrotne szacowano na
3 217 000 ludzi, zatem nie wiedziano w departamencie Jefremowa co stało się z 4
882 000 powołanych do służby Czerwonoarmistów. Bez względu na niepowodzenia
sowieckich sprawozdawców i brak dokumentacji raport Jefremowa jest dość cennym
artefaktem, gdyż przede wszystkim, pokazuje, że już do dnia 1 marca 1942 roku
powołano pod broń z puli zdolnych do służby niemal siedemnaście i pół miliona
ludzi. Więcej światła na kwestię stanu zasobów ludzkich ZSRR w tym okresie
rzuca drugi z oficjalnych dokumentów – tym razem określający stan zasobów
ludzkich na dzień 1 września 1942 roku i sygnowany podpisem generała Jefima
Szczadienki, pełniącego obowiązki Szefa Głównego Zarządu Formowania i
Mobilizacji Sztabu Generalnego Armii Czerwonej i Zastępcy Ministra Obrony.
Mówimy zatem o osobie o znacznie większych możliwościach dostępu do
dokumentacji. Raport Szczadienki sporządzony został na polecenie
Przewodniczącego Rady Obrony ZSRR i do niego osobiście adresowany[43].
Bardzo precyzyjnie wskazuje on stan rezerw ludzkich w ZSRR i jako taki pokazuje
wyraźnie, do jakiego punktu wykorzystania możliwości doszły władze sowieckie
niespełna półtora roku po rozpoczęciu wojny z Niemcami.
|
Stan Liczebny Sił Zbrojnych 22 VI 1941 |
5 000 000 |
|
Użycie zasobów ludzkich po wybuchu wojny |
|
|
Liczebność całkowicie zmobilizowanych sił zbrojnych |
10 000 000 |
|
Liczebność uzupełnień odesłanych do istniejących jednostek |
8 574 500 |
|
Zasoby ludzkie wykorzystane do tworzenia nowych związków bojowych |
6 450 000 |
|
Razem |
25 024 500 |
|
Źródła pokrycia zapotrzebowania na zasoby ludzkie |
|
|
Z zasobów kraju (pobór rekruta) |
18 069 000 |
|
Powrót rannych do szeregów |
3 174 000 |
|
Wykorzystanie uciekinierów z okrążenia |
114 000 |
|
Uwolnienie zasobów na skutek redukcji Tabeli Organizacji i Uzbrojenia
związków tyłowych i polowych |
3 667 300 |
|
Razem |
25 024 500 |
|
Dostępność zasobów ludzkich i ich rozchodowanie |
|
|
Osoby zdolne do służby wojskowej na terytorium ZSRR na dzień 1 stycznia
1941 roku, urodzone w latach 1890-1921 |
20 023 800 |
|
Oficerowie rezerwy |
893 200 |
|
Członkowie grup wiekowych 1919-1921 w czynnej służbie w dniu wybuchu
wojny |
3 679 200 |
|
Kadra oficerska czynna w chwili wybuchu wojny |
554 200 |
|
Poborowi roczników 1922-1923 |
2 118 600 |
|
Poborowi roczników 1924-1925 |
1 450 000 |
|
Specjalne wyjątki od poboru |
2 781 000 |
|
Razem |
31 500 000 |
|
Zasoby ludzkie wykorzystane lub stracone od początku wojny |
|
|
Pozostali na terytorium okupowanym przez wroga |
5 631 000 |
|
Wyłączeni z mobilizacji z uwagi na pochodzenie etniczne |
250 000 |
|
Zmobilizowani do służby |
18 069 000 |
|
Przeniesieni na podstawie Rezolucji 2100 Ludowego Komitetu Obrony z dnia
26 lipca 1942 roku, „O nadzwyczajnych środkach podjętych dla wzmocnienia
Armii Czerwonej” |
1 380 000 |
|
Razem |
24 830 000 |
|
Pozostałe niewykorzystane zasoby ludzkie |
|
|
Specjalne wyjątki od poboru na rzecz gospodarki narodowej |
2 781 000 |
|
W kolumnach roboczych |
1 321 000 |
|
Poborowi rocznika 1925 |
700 000 |
|
Niepowołani do służby w wieku do 45 lat w Centralnym Azjatyckim
Dystrykcie Wojskowym |
600 000 |
|
Niepowołani do służby w wieku powyżej 45 lat |
500 000 |
|
We Frontach Transkaukaskim, Transbajkalskim i Dalekowschodnim |
505 000 |
|
Oficerowie rezerwy |
156 000 |
|
Ozdrowieńcy, którzy powrócą ze szpitali w ciągu kolejnych trzech miesięcy |
350 000 |
|
Razem |
6 973 000 |
|
Zdolni do służby w więzieniach i na terenie GUŁag |
1 156 000 |
|
Potencjalny przyrost liczby zdolnych do służby w ciągu następnych 6 do 7
miesięcy |
2 300 000 |
|
Z wykorzystanej puli 18 069 000 osób na dzień 1 IX 1942 |
|
|
W aktywnej służbie |
11 055 700 |
|
W szpitalach |
766 000 |
|
Niezdolni do służby, zwolnieni |
1 150 000 |
|
Zmarli w szpitalach |
177 000 |
|
Zabici i zaginieni |
4 920 300 |
|
Razem wykorzystano lub stracono do dnia 1 IX 1942 24 830 000 ludzi, co
stanowi 12,7% całej populacji ZSRR, z puli łącznej 31 500 000, co stanowi
16,4 % całej populacji kraju. |
|
Powyższe
informacje malują bardzo czarny obraz błyskawicznej wręcz konsumpcji gros
rezerw ludzkich w sytuacji, w której Armia Czerwona potrzebowała ich bardziej,
niż kiedykolwiek. Można oczywiście argumentować, że najczarniejszy okres w
czasie wojny – miesiące trwania Operacji „Barbarossa” – zakończył się i poziom
strat znacząco spadł, jednakże wobec faktu, że działania w skali operacyjnej,
obliczone na wykorzystanie osłabienia niemieckiego Wehrmachtu i odzyskania
inicjatywy strategicznej, prowadzone właściwie bez ustanku od pierwszych dni
1942 roku nie przyniosły właściwie żadnych sukcesów, a poniesione w ich trakcie
pasmo klęsk doprowadziło do rozerwania frontu na południowym odcinku i kolejnej
wielkiej ofensywy niemieckich sił zbrojnych mogącej mieć znaczenie w skali
strategicznej. Niepokój członków i przewodniczącego Ludowego Komisariatu Obrony
był zupełnie uzasadniony, gdyż straty własne przy tak znikomych efektach
niewiele się różniły od tych ponoszonych w 1941 roku – tylko pomiędzy 28
czerwca, a 24 lipca 1942 roku siły sowieckie broniące południowego skrzydła
Frontu Wschodniego straciły 568 347 ludzi (370 552 zabitych i zaginionych) z
łącznej liczby 1 715 000 użytych w walkach, 2436 czołgów, 13 716 dział i
moździerzy, oraz 783 samoloty[44].
Do początków listopada 1942 roku na tym samym, południowym odcinku frontu
straty sowieckie wzrosły już do 1 586 100 żołnierzy[45],
4852 czołgów, 30 902 dział i moździerzy i 3 490 samolotów[46],
co oznacza niemal kompletną zagładę pierwotnie użytych do operacji obronnej sił
i środków. Wraz ze stratami poniesionymi na innych kierunkach operacyjnych pod
Rżewem, Demiańskiem i Leningradem[47]
oznaczały w praktyce konsumpcję całej puli uzupełnień zaplanowanej na pierwsze
miesiące 1943 roku, ocenianej przez sowiecki sztab generalny na 2 300 000
ludzi, a mówimy o zaledwie pięciomiesięcznym okresie walk. Sowieckie
kierownictwo wojenne w obliczu takich strat i takich niepowodzeń zmuszone
zostało do konsekwentnego wdrażania zmian o charakterze organizacyjnym, nowego
zdefiniowania stosowanej taktyki i gruntownego przemyślenia celów
strategicznych swych działań. W efekcie kolejnych prób dostosowania Armii Czerwonej
do realiów wojny z Niemcami rok 1942 jest okresem wielkiej przebudowy
sowieckich sił zbrojnych właściwie na każdym możliwym poziomie. A ponieważ
odbywało się to w trakcie aktywnych działań, przy wielu ograniczeniach, był to
zatem proces bardzo bolesny i przede wszystkim – kosztowny.
Największym
wyzwaniem dla sowieckiego kierownictwa wojennego było uczynienie Armii
Czerwonej siły zdolnej w pierwszym rzędzie do prowadzenia operacji zaczepnych w
skali operacyjnej, gdyż nawet i bez tragicznych strat pierwszego roku wojny z
Niemcami miała ona w tym względzie niejako naturalne ograniczenia. Mimo
rozbudowanych struktur dowodzenia i zaplecza w postaci państwa, którego
gospodarka poświęcała na program zbrojeń całe lata przed wybuchem wojny
zupełnie nienaturalnej wielkości zasoby, Armia Czerwona jakkolwiek liczebnie
ogromna nawet na stopie pokojowej cierpiała na olbrzymie braki związane z
zapleczem materiałowo technicznym. Braki skutecznych rozwiązań systemowych i w
gruncie rzeczy naturalne wady systemu nakazowo rozdzielczego, w jakim tkwiła gospodarka
całego kraju powodowały liczne dysfunkcje – choćby i takie, że z powodów
statystycznych dla „wykonania planu” na masową skalę manipulowano faktami i
przedstawiano w sprawozdawczości zupełnie nieprawdziwe dane dotyczące stanu
ilościowego sprzętu, zapasów, poziomu produkcji i tym podobne. System
centralnego planowania w swojej naturze stwarzał nieskończone możliwości
matactw i kombinacji na każdym szczeblu, więc nikt w całej Armii Czerwonej nie
wiedział tak do końca, ile liczyła ona samolotów, czołgów czy dział, o zapasach
i częściach zamiennych do użytkowanego sprzętu nie wspominając. Sprzęt techniczny,
jeśli już był, generalnie rzecz ujmując znajdował w nienajlepszym stanie, co
starano się za wszelką cenę maskować na wszelkie dostępne sposoby, bo jedną z
charakterystycznych cech personelu sowieckich sił zbrojnych był katastrofalnie
niski stan kultury technicznej, którego to zjawiska nie udało się właściwie w
ZSRR, a później nawet w Rosji nigdy wyplenić. Oczywiście, opisywane zjawiska
nie zniknęły wraz z rozpoczęciem działań wojennych, a wprost przeciwnie –
ogromne straty w ludziach poniesione przez jako tako wyszkoloną kadrę
przedwojenną jeszcze pogłębiły te problemy. W efekcie strat w ludziach i sprzęcie
Armia Czerwona zaczęła z konieczności upraszczać struktury, co miało swoje
dobre i złe strony. Z braku kadr, a przede wszystkim z braku czasu w strukturze
wojsk polowych ZSRR zaczęły znikać całe poziomy dowodzenia – rozwiązywano
dywizje pancerne i zmechanizowane, dowództwa korpusów i równolegle z powodu
pierwszych objawów braku dostatecznej ilości rezerw ludzkich, upraszczano
Tabele Organizacji i Wyposażenia. Owe redukcje były jednak lekarstwem o bardzo
silnych i groźnych skutkach ubocznych. Owszem, „sprasowanie” struktur
dowodzenia pozwoliło na szybkie skierowanie do walki nowych związków
taktycznych i operacyjnych, a jednocześnie jeszcze bardziej zacieśnić kontrolę
najwyższych władz państwa będących w gruncie rzeczy także najwyższymi władzami
wojskowymi, co miało olbrzymie znaczenie w związku z koniecznością
ustabilizowania frontu. Z drugiej jednak strony centralny system zarządzania
zasobami sił zbrojnych miał takie same wady, jak centralne kierowanie
gospodarką narodową – proste procesy związane choćby z dowodzeniem na polu
walki, transportem rezerw czy zaopatrzenia trwały bardzo długo, ponieważ na każdym
etapie osoby pierwotnie decyzyjne oczekiwały poleceń wyższych, lub najwyższych
władz. Dla Armii Czerwonej, której możliwości transportowe skutkiem
wcześniejszych niedoborów pogłębionych jeszcze stratami wojennymi możliwości
logistycznego zabezpieczenia jakichkolwiek operacji o skali operacyjnej
nastręczało olbrzymie trudności. Paradoksalnie zatem, im większe siły do
wykonania operacji zaczepnej udało się radzieckim sztabom zgromadzić, tym
większe problemy z kontrolą tych sił pojawiały się wraz z rozwojem bitwy.
Zjawisko to pogłębiało się jeszcze w związku z brakiem specjalistów w tak
krytycznych dziedzinach, jak organizacja ognia artylerii, czy planowanie
zabezpieczenia materiałowego działań podstawowych związków taktycznych. Udało
się zatem – w dużej mierze także skutkiem słabości przeciwnika także
wyczerpanego działaniami bojowymi – ustabilizować sytuację i odzyskać kontrolę
nad biegiem działań wojennych, ale stało się to za cenę dramatycznego
ograniczenia zdolności ofensywnych całych sił zbrojnych. Już jednak od wiosny
1942 roku w Armii Czerwonej zaczęto wdrażać wspomniane wcześniej systemowe
zmiany, które miały w zamyśle uczynić ją znacznie bardziej elastyczną i przede
wszystkim – efektywną. Pierwszym świadectwem zmian, była powolna poprawa
funkcjonowania artylerii, w dużej mierze zresztą odbudowywanej właściwie od
zera. Nie tylko rozpoczął się proces tworzenia dużej liczby wyspecjalizowanych
jednostek artyleryjskich, ale także rozbudowa ich struktur. Powiększano zatem
posiadane zasoby zarówno „wszerz”, jak i „w górę”, co było bardzo przytomnym
rozwiązaniem. Ze znanych już powodów artyleria sowiecka nie była w stanie
równać się efektywnością z artylerią swego przeciwnika, najrozsądniejszym zatem
rozwiązaniem było znaczne jej powiększenie. Słabą efektywność równoważono zatem
wzrostem liczebności, co jednak zaostrzało problem słabego zabezpieczenia
materiałowego, niemniej jednak, stopniowo uzyskiwano efekt coraz większego
zakresu oddziaływania własnej projekcji ogniowej na przeciwnika przy
odpowiednio korzystnych warunkach, wprawdzie przez stosunkowo krótki czas, ale
i tak było to lepsze niż totalnie nieefektywne używanie zasobów artyleryjskich
w poprzedniej kampanii.
Podobnie
starano się czynić w kwestii poprawy efektywności bojowej innych rodzajów broni
w wojskach lądowych – od lata 1942 roku w strukturach pojawiają się nowe wyższe
dowództwa w broni pancernej, czyli armie pancerne których schemat organizacyjny
zakładał łączenie związków czołgów, mobilnej piechoty, kawalerii. Aby zwiększyć
siłę i przebojowość posiadanych jednostek pancernych, komasowano je w ramach
korpusów pancernych, a od jesieni 1942 roku, także w korpusach
zmechanizowanych. Wymagało to jednak czasu, a przede wszystkim, odpowiednich
rezerw ludzkich i sprzętowych. Jeszcze w lipcu 1942 roku sytuacja pod względem
organizacyjnym była tak zła, że skutkowała sławetnym rozkazem nr 227, wydanym w
dniu 28 lipca 1942 roku przez Ludowy Komisariat Obrony, znanym potocznie jako
rozkaz „Ani kroku wstecz”. Treść rozkazu i wdrażane nim rozwiązania wskazują
wyraźnie, że istniały wówczas ogromne problemy z dyscypliną, a przede
wszystkim, ze zdolnością do wykonywania elementarnych zadań bojowych
nakreślanych przez Ludowy Komisariat. Choć pierwszym skojarzeniem z jakim
spotyka się wdrażanie rozkazu 227 jest obraz oddziałów zaporowych strzelających
do uchodzących czerwonoarmistów malowany długo i skutecznie przez dość dowolne
interpretowanie faktów, faktyczne znaczenie tej dyrektywy jest jednak nieco
inne. Mając ogromne problemy z mobilnością własnych sił taktyka trwania w
sztywnej obronie miała swoje jak najbardziej logiczne uzasadnienie – siły
sowieckie miały ogromne problemy z przeciwdziałaniem niemieckim operacjom bojowym
w głębi operacyjnej, były zbyt powolne i każde w zasadzie przełamanie
sowieckiej obrony skutkowało katastrofą w postaci żywiołowego i niezwykle
kosztownego odwrotu. A działo się to wszystko na etapie, w którym skutkiem
relokacji sowieckiego przemysłu nadal nie uzyskiwał on swej przewidzianej
wydajności. David M. Glantz zaproponował nieco inną od powszechnie kojarzonych
periodyzację zmagań na Wschodzie, wskazując na trzy wyraźne okresy. Okres
pierwszy, trwający od wybuchu wojny do listopada 1942 roku, w którym siły
sowieckie znajdowały się w strategicznej defensywie, przerywanej nieustannie
próbami wyprowadzenia własnych ofensyw. Okres drugi, trwający od grudnia 1942
roku, do grudnia roku następnego, będący okresem tranzycji od strategicznej
defensywy do uchwycenia inicjatywy strategicznej. I wreszcie okres trzeci,
trwający od stycznia 1944 do końca wojny, będący czasem strategicznej ofensywy
sił sowieckich obliczanej na zniszczenie wroga i zwycięskie zakończenie wojny[48].
Ów pierwszy, aktualnie omawiany okres trwania działań z perspektywy strony
sowieckiej poprzez wdrażanie opisywanych mechanizmów i modyfikowanie struktur
miał decydujący wpływ na rozwój możliwości bojowych i efektywność Armii
Czerwonej – wszystkie późniejsze zmiany miały już bardziej wymiar
„kosmetyczny”, gdyż najgłębsze fundamenty w kwestii mechanizmów funkcjonowania
radzieckich sił zbrojnych położono właśnie wtedy.
Z
jednej strony zatem Armia Czerwona wykorzystała znaczną część potencjalnych
zasobów ludzkich i biorąc pod uwagę swoje własne tragiczne doświadczenia
koncentrowała się na ewolucji w stronę struktur dających jej możliwość
poprawienia efektywności bojowej. Z drugiej zaś strony owe zmiany i
reorganizacje wymagały dużych ilości sprzętu bojowego, który musiał zostać
wyprodukowany przez organizowany w dużej mierze na nowo przemysł zbrojeniowy,
którego wysiłek uzupełniany był (na razie zresztą nieregularnie) przez
odczuwalne w ogólnym rozrachunku, ale nie mające decydującego znaczenia stocki
sprzętu i wyposażenia ze strony zachodnich sojuszników ZSRR. Jeśli zsumujemy
główne wskaźniki możliwości bojowych sił zbrojnych ZSRR w omawianym okresie jej
słabe strony i atuty uwypuklą się jeszcze bardziej[49].
|
Zestawienie
liczebności zasobów Armii Czerwonej przed i po Kampanii Letniej 1942 roku |
||
|
|
1 maja
1942 |
1 listopada
1942 |
|
Liczebność
sił na froncie |
5 677 915 |
6 605 498 |
|
Rezerwa
Naczelnego Dowództwa |
218 276 |
202 965 |
|
Liczebność
formacji dalekowschodnich i zapasowych |
5 040 440 |
3 800 620 |
|
Liczebność
łącznie |
10 936 631 |
10 609 023 |
|
Działa i
moździerze |
107 795 |
168 812 |
|
Wyrzutnie
rakiet |
1 544 |
2 493 |
|
Czołgi
ciężkie |
944 |
1 310 |
|
Czołgi
średnie |
1 956 |
3 878 |
|
Czołgi
lekkie i specjalne |
6 425 |
8 609 |
|
Czołgi
razem |
9 325 |
13 798 |
|
Pojazdy
mechaniczne nieopancerzone |
364 029 |
377 438 |
Patrząc
zatem na obie strony widać wyraźnie dwa przeciwstawne trendy w procesie
stopniowej reorganizacji sił zbrojnych w celu uzyskania pożądanego stopnia
efektywności bojowej, zwłaszcza w wojskach lądowych. Niemcy koncentrowali się
na uzyskaniu pewnej liczby wysokiej jakości jednostek – zarówno pod względem
stanów osobowych, jak i wyposażenia bojowego – które mogłyby w zamyśle stanowić
rodzaj rezerwy strategicznej na wybranym Teatrze Działań Wojennych,
jednocześnie zadawalając się „cięciem” struktur w pozostałej części Wehrmachtu,
co pozwalało na łatwiejsze uzupełnienie tak sformułowanych tabel organizacji
jednostek. Redukowało to możliwości ofensywne całej armii względem
wcześniejszych, mimo wszystko bardziej jednolitych struktur dywizyjnych.
Sowieci, którzy po raz pierwszy zaczęli redukować istniejące struktury jeszcze
jesienią 1941 roku zrozumieli, że istnieje granica upraszczania ich, a
przekroczenie tej granicy w dramatyczny sposób obniża zdolności bojowe wojsk
polowych do stopnia w praktyce uniemożliwiającego prowadzenie operacji zaczepnych
w skali operacyjnej. Równolegle zatem zaczęli dynamicznie rozwijać struktury „w
głąb” tworząc coraz większe formacje zdolne do samodzielnego operowania na polu
walki i rozwijali swoje zdolności logistyczne i zwiększali siłę ognia dzięki
większemu nasyceniu wojska sprzętem. Ów wielki wysiłek organizacyjny miał
miejsce w czasie wyjątkowo kosztownych działań wojennych, zatem proces
„wzmacniania”, był bardziej procesem „odtwarzania”, tyle, że na nowych
zasadach. Niepowodzenia późnego lata i jesieni 1942 roku jasno pokazywały, że
Armia Czerwona nadal miała cały szereg mankamentów, z których najważniejszymi
pozostawały bardzo słabe wyszkolenie dużej części kadr na niemal wszystkich
szczeblach, pomijając aspekt ciągłego niedostosowania jej realnych możliwości
na polu walki względem zamiarów kierownictwa wojennego, którego oczekiwania
względem własnych wojsk były bardzo wysokie. Na przestrzeni kolejnych miesięcy
Armia Czerwona podjęła kilkadziesiąt większych lub mniejszych operacji
zaczepnych mających w zamierzeniach przynieść sukces operacyjny – tylko po
osiągnięciu przez siły niemieckie Wołgi przeprowadzono nie mniej niż sześć tego
typu uderzeń – żadna z nich jednak się nie powiodła. W obliczu tych niepowodzeń
planiści Armii Czerwonej projektujący kolejne operacje zaczepne coraz pilniej
poszukiwali punktów lub obszarów dających realne możliwości odniesienia sukcesu
z powodu słabości wroga. Nadal jednak Najwyższe Dowództwo oczekiwało
zdecydowanych działań na tych odcinkach, które uważało za ważne z politycznego
punktu widzenia, co w dużej mierze implikowało sowieckie zamiary na przełom
jesieni i zimy 1942 roku.
[1]
Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind, The German Army and the Russo-German
war 1941-1943”, Helion 2016, ale także Horst Boog w “Germany In The Second
World War”, Vol. V, Part 2, Clarendon-Oxford 2003.
[2]
Także sam szef sztabu generalnego, Franz Halder przejawiał tendencje do
bagatelizowania zagrożenia ze strony Armii Czerwonej, widać te postawę dośc
wyraźnie podczas analizowania wypowiedzi podczas konferencji militarnych z
udziałem Hitlera, lub w korespondencji, czy też dyskusji z dowódcami wojsk
polowych szczebla operacyjnego.
[3]
Wykaz przygotowany przez G. Liedtke na podstawie “HG Nord. Abt IIa/IIb,
anlagenband 1 zu den Tatigkeitsberichten zum KTB 1.4.1942 – 21.12.1942”, “2.
AOK Ia Anlage z. KTB Russland Schriftwechsel Zustandberichte, Teil I – II.
(1.9.1942 – 20.12.1942)”, oraz zestawienia Davida Glantz zawartego w publikacji
“Armageddon in Stalingrad”.
[4]
Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind. German Army in the Russo-German war
1941-1943”, Helion 2016
[5]
Horst Boog, “Germany and the Second World War”, Vol. VI, na podstawie BA-MA RW
6/556 i 6/558, oraz BA-MA RW 6/543 i 6/544.
[7]
Paul Kluke, “Vierteljahrschefte für
Zeitgeschichte – Nationalsozialistiche Europaideologie“, 1955, str. 240-275,
więcej także w Dafinger/Pohl w „A New Nationalist Europe Under Hitler. Concepts of Europe and Nransnational
Networks in the National Socialist Sphere of Influence. 1933-1945”, London/New York 2019.
[8]
OKH/GenStdH/Org.Abt.(II) No 8000/42g znany jako “Tubylcze Formacje Pomocnicze
na Wschodzie”. Obecnie w zbiorach BA-MA pod sygnaturą RH D 7/8a/2
[9]
Pułkownik Helmuth von Pannwitz skierowany został do pracy and tworzeniem
kozackich formacji kawalerii, natomiast urząd Generała do spraw Kaukaskich
objął generał kawalerii Ernst-August Köstring.
[12]
Tylko w okręgu rybnickim w populacji liczącej łącznie 215 000 osób na listach
DVL znalazło się ostatecznie 130000 osób – na podstawie Hans Umbreit, “German
Rule in the Occupied Territories 1942-1945” w “Germany in the Second World
War”, Vol. 5, Part 2, Clarendon 2003,
str. 132
[13]
Były to 345 i 386 Dywizje Piechoty (częściowo zmotoryzowane), a także 23, 326,
334, 338, 343, 344, 346, 347 i 348 Dywizje Piechoty. 23 Dywizja Piechoty
aktywowana została w miejsce poprzedniczki o tym samym numerze, która posłużyła
do zorganizowania 26 Dywizji Pancernej.
[14]
Ostatecznie ustalono schemat reorganizacji 8 września 1942 roku w dokumencie
wydanym przez OKH/Org. Abt. No 922/42. Dokument ten przechowywany jest w BA-MA
pod sygnaturą 2/932.
[15]
Nadal odczuwano w tej materii niedobór potencjalnych poborowych spowodowany
stratami demograficznymi spowodowanymi przez I Wojnę Światową, a konkretnie
“dziurę” spowodowaną drastycznym spadkiem liczby urodzin, którą można
szacunkowo obliczyć nawet na półtora miliona mężczyzn. Uwaga Autora na
podstawie “The Population History of Germany...”, Instytut Maxa Plancka,
Grudzień 2010.
[16]
Gregory Liedtke wskazuje w “Enduring The Whirlwind...” przykład 389 Dywizji
Piechoty, która na dzień 25 września 1942 roku wykazywała brak w swych
strukturach w stosunku do Sollstärke
między innymi 352 karabinów maszynowych, 115 moździerzy, 7 dział polowych i 4
wyrzutni rakiet „Nebelwerfer”. Jak widać, nawet wzmacnianie dywizji
pododdziałami z rezerw OKH w niewielkim stopniu poprawiało ich kondycję i
efektywność bojową.
[17]
Przede wszystkim kategoryzacja produkcji ciężarówek według ich nośności
wprowadzona decyzją A. Speera w tymze 1942 roku – produkcja pojazdów o nośności
1,5 tony, 3 ton i 4,5 tony. Ustalenia te sprecyzowano podczas posiedzenia
Gównego Komitetu ds Pojazdów w dniu 22 czerwca. Kroener,
Müller, Umbreit, „Germany And The Second World War”, Vol. V,
Part II, Clarendon 2003, str. 681
[18]
Nazwa “Panje wagen” powstała jeszcze w czasach I Wojny Światowej, gdy Niemcy na
Wschodzie zatrudniali wielkie ilości polskich wozaków, którzy podczas jazdy na
swych wozach witając się nawzajem zwracali się do siebie per “Panie”. Uwaga
Autora
[19]
Na przykład w 18 Dywizji Pancernej operującej w strukturach Grupy Armii
“Środek” wozy konne zapewniały transport materiałów niemal w stu pocentach, do
dywizji przylgnęła nazwa używana przez służących w niej żołnierzy - “Panje
Division” – co stanowiło niepozbawioną wisielczego humoru trawestację wyróżnika
“Panzer Division”. Uwaga Autora
[20]
21 Dywizja Pancerna aktywowana 1 sierpnia 1941 roku, 22 Dywizja Pancerna
aktywowana 25 września 1941 roku, 23 Dywizja pancerna w tym samym miesiącu, 24
Dywizja Pancerna powołana do życia 28 listopada 1941 roku, 25 Dywizja Pancerna
aktywowana 25 lutego 1942 roku, 26 Dywizja Pancerna aktywowana 14 września 1942
roku i wreszcie 27 Dywizja Pancerna, której organizację rozpoczęto z dniem 1
października 1942 roku. Uwaga Autora
[21]
Kroener, Müller, Umbreit,
„Germany And The Second World War”, Vol. V, Part II, Clarendon 2003, str. 684
[22]
W 1942 roku wyprodukowano 4759 wozów bojowych wszystkich typów, zatem
prognozowany wzrost wolumenu produkcji niewatpliwie musiał robić na
kierownictwie wojennym olbrzymie wrażenie.
[23]
Dietrich Eichholz, “Gesichte den deutschen Kriegswirtschaft”, Band II, Wyd. II
K.G. Saur, Monachium 2003
[24]
Konferencje z udziałem Hitlera w dniach 22 listopada 1942 roku, oraz w dniach
1-3 grudnia 1942 roku. BA-MA 2/934a, oraz
[25]
W 1939 roku wyprodukował ich przemysł niemiecki 850, w 1940 roku już 3086, w
1941 roku powstało dział czołgowych 6796, a w ciągu 1942 roku zbudowano
kolejnych 9376 sztuk, przy czym zapotrzebowanie stale rosło i plany produkcyjne
na rok 1943 były dużo wyższe. Więcej na temat zapotrzebowania i produkcji luf
armatnich w pracy Fritz Hahn, “Waffen und Geheimwaffen des Deutschen Heeres
1933-1945”, Dörfler Verlag 2003
[27]
Na podstawie Rolf-Dieter Müller
w „Germany and the Second World War”, Vol. V, Part II, Clarendon-Oxford 2003, str. 679
[28]
Więcej na temat procesu aktywacji dywizji i funkcjonowaniu jej pododdziałów
artyleryjskich we Friedrich Kaufmann, “Die Vergessene Division. 282. Baden-Württembergische Infanterie Division”, Kameradschaft
ehem. Angehöriger der 282. Inf.Div, 1985
[29]
E.R. Hotton, “War Over The Steppes. The Air Campaigns On The Eastern Front
1941-1945”, Osprey 2016, Chapter II i III.
[30]
Na przełomie zimy i wiosny 1942 roku
niczym niezwykłym nie było dostarczanie do jednostek myśliwskich samolotów
Messerschmitt Bf-109 E zamiast Bf-109 F-2, lub F-4 z uwagi na brak tych
ostatnich. Tylko JG 51 „Mölders” odebrała przynajmniej kilkanaście takich
samolotów, obok od dłuższego czasu już eksploatowanych „Friedrichów”. Wcześniejszy
model używano przede wszystkim w jednostkach używanych do operacji wsparcia
własnych wojsk naziemnych, niemniej jednak problem braku adekwatnych ilości
sprzętu latającego istniał – Uwaga Autora.
[31]
24 kwietnia 1942 roku, podczas uderzeń lotniczych wspierających Operację
“Trappenjagd” zginął podczas nalotu generał major Nikołaj Aleksiejewicz
Ostriakow, dowodzący Lotnictwem Floty Czarnomorskiej i kierujący sowieckimi
operacjami lotniczymi w obszarze powietrznym Krymu.
[32]
Tabela przygotowana na podstawie Williamson Murray, “Strategy for Defeat. The
Luftwaffe 1933-1945”, Chapter IV, str. 124.
[33]Joel
S. A. Hayward, “Stopped at Stalingrad. The Luftwaffe and The Hitler’s Defeat in
The East, 1942-1943”, University Press of Kansas 1998, str. 179
[34]
Zestawienie na podstawie raportów miesięcznych poziomu gotowości bojowej
przygotowywanych przez Szósty Oddział Generalnego Kwatermistrza Sztabu
Generalnego Luftwaffe (GenSt. Lw.Gen.Qu.Mstr., Abt. 6) – BA-MA RL 2 III/717-734
[35]
Konsekwentnie FdU trzymał się taktyki nocnych ataków na powierzchni, choć nic
tak nie przerażało alianckich dowódców morskich odpowiedzialnych za obronę
szlaków konwojowych jak operacja za dnia z położenia podwodnego.
[36]
Dowództwo niemieckie nie wiedziało przy tym o zatopieniu przez U 155 Pieninga
lotniskowca eskortowego “Avanger” w dniu 15 listopada 1942 roku w rejonie
Gibraltaru, co było bardzo wielkim sukcesem. Uwaga Autora
[37]
Szczegółowa analiza działań bojowych i ich konsekwencji w 1942 roku w Clay
Blair, “Hitler’s Uboat War. Part Two - The Haunted 1942-1945”, Nowy York, 2000
r.
[38]
W sposób kompetentny i racjonalny nad problemem ilości ofiar głodu pochylili
sie R.W. Davies i S. G. Wheatcroft – “The Industrialisation Of The Soviet
Union”, Vol. 5 “The Years of Hunger: Soviet Agriculture, 1931-1933”, Palgrave
Macmillan 2004, str. 412-421
[39]
Szeroko o zagadnieniu w R. Conquest, “The Great Terror: Stalin’s Purge of the
Thirties”, Bodley Head, 2018
[40]
Barbara A. Anderson, Brian D. Silver, “Growth and Diversity of the Population
of the Soviet Union”, The
Annals of the American Academy of Political and Social Science - Sage
Publications ltd, 1990, str. 155-177
[42]
Oryginał przechowywany w TsAMO
pod Sygn. RF, f. 14, op. 113, d. 1, ll. 228–38, szeroko
cytowany w pracy A. A. Szabajewa i S. N.
Michaljewa, “Tragiedija Protiwostojanija: Potieri Woorużiennych Sił SSSR i
Giermaniji w Wielikoj Otiecziestwiennoj Wojnie 1941-1945”, Moskwa 2002
[43]
Oryginał przechowywany w TsAMO
pod Sygn. RF, f. 14, op. 113, d. 1, ll. 187–97, szeroko
cytowany w pracy A. A. Szabajewa i S. N. Michaljewa, “Tragiedija
Protiwostojanija: Potieri Woorużiennych Sił SSSR i Giermaniji w Wielikoj
Otiecziestwiennoj Wojnie 1941-1945”, Moskwa 2002
[44]
Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind. The German Army and the Russo-German
War 1941-1943”, Helion 2016, str. 189
[45]
Straty ludzkie na podstawie pracy
Kriwosziejewa, co w z związku z krytyką tejże powoduje konieczność traktowania
tychże przez Czytelnika jako zaniżone, być może nawet o około 20 procent –
Uwaga Autora
[46]
Tamże, str. 207. Należy w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć że z uwagi na brak
dokumentów straty strony sowieckiej w tym okresie opierają się bardziej na
szacunkach, niż faktach, co przyznają autorzy sowieckich/rosyjskich analiz.
[47]
Tylko letnia ofensywa pod Rżewem kosztowała Związek Radziecki przynajmniej 290 000 żołnierzy – Swietłana
Gierasimowa, “The Rzev Slaughterhouse. The Red Army’s Forgotten 15-month
Campaign Against Army Group Center, 1942-1943”, Helion 2013, str. 98
[48]
David M. Glantz, “From The Don To The Dniepr. Soviet Offensive Operations
December 1942 – August 1943”, Nowy York 2013, str. 2 Wprowadzenia.
[49]
Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind. The German Army and the Russo-German
War 1941-1943”, Helion 2016, str. 244,
Komentarze
Prześlij komentarz