"Punkty Krytyczne, Struktury i Pęknięcia". Ostheer w Kampanii Letniej 1943 Roku. Część I

 

„Punkty Krytyczne, Struktury i Pęknięcia”

 

Ostheer w kampanii letniej 1943 roku







Część I - Kreowanie Pola Bitwy

  

Sytuacja Militarna Niemiec Jesienią 1942 Roku

Apogeum. Tak jednym słowem można było opisać sytuację wojenną Niemiec jesienią 1942 roku, patrząc tylko na przebieg linii frontu i osiągnięte w efekcie letniej kampanii sukcesy z perspektywy każdego ówczesnego obserwatora zmagań. Fakt, że mimo całej serii widowiskowych zwycięstw militarnych nie udało się osiągnąć zakładanych celów o znaczeniu strategicznym niknął gdzieś, wobec przesunięcia granicy kontroli nad podbitym terytorium o setki kilometrów na wschód i południowy wschód w Związku Radzieckim, a także w związku z osiągnięciem bezpośrednich przedpoli Delty Nilu. Choć w przypadku obszarów roponośnych – tak krytycznie ważnych z punktu widzenia niemieckiej zdolności do dalszego prowadzenia wojny – udało się przejąć tylko niedużą część sowieckich pól naftowych, ale nawet to dawało szansę Niemcom rozwiązanie wielu problemów surowcowych w stosunkowo niedalekiej przyszłości. Wymuszone okolicznościami zatrzymanie ofensywy Grup Armii „A” i „B” niosło ze sobą konieczność zrewidowania dotychczasowych planów i jasnym stało się, że trzeba będzie przejść do obrony. Wydawało się to rozsądnym wyjściem w istniejącym impasie, a przede wszystkim dawało czas na konsolidację sił i przygotowanie się do kolejnej rundy zmagań w nadchodzącym 1943 roku. Ze względów militarnych utrzymanie osiągniętej rubieży miało znaczenie strategiczne i dawało nadzieję na uzyskanie korzystnych rozwiązań w przypadku osiągnięcia sukcesów w kolejnej kampanii na dotychczasowo traktowanych priorytetowo kierunkach operacyjnych. Trzeba było jednak przetrwać zimę i odzyskać zdolności ofensywne.

Oczywiście, nawet nie znając kulisów ówczesnych wydarzeń można było wnikliwie badając poszczególne elementy struktury dostrzec piętrzenia się symptomów kryzysu, towarzyszących armii od kulminacji kampanii zimowej 1941/1942, ale atmosfera optymizmu panująca w OKH nie brała się znikąd i nie mąciły jej ani informacje o nadchodzącej ofensywie brytyjskiej w Egipcie, ani obserwowane przez „Fremde Heere Ost” przygotowania do sowieckich wystąpień ofensywnych – te dyskutowano w OKH już od przełomu sierpnia i września 1942 roku. Mimo, że wywiad był zdania, że Sowieci są w stanie przeprowadzić działania ofensywne w skali operacyjnej, uważano jednak, że przy użyciu mobilnych rezerw Osthheer sobie poradzi w każdej sytuacji, tym bardziej, że w Zachodniej Europie posiadano całkiem sporo odtwarzanych związków taktycznych, które w wypadku kryzysu można byłoby przerzucić na Wschód. Zwykle wskazuje się na decyzje podejmowane przez Adolfa Hitlera wskazując pierwotne źródło kryzysu niemieckiej armii na Wschodzie, ale mimo wszystkich swoich wad Führer Rzeszy Niemieckiej był raczej ofiarą optyki prezentowanej przez najbliższych i najbardziej zaufanych doradców, niż samodzielnym sprawcą katastrofy. Największym problemem niemieckiego kierownictwa wojennego opierającego się na woli jednego człowieka nie był w tym przypadku jego dyletanctwo czy brak zdolności do podejmowania szybkich decyzji, ale zaufanie do ocen formułowanych przez specjalistów, którym nadmiernie zaufał. Oczywiście, w procesie stopniowego odrywania się od rzeczywistości ważną role odgrywał ów „urzędowy optymizm” charakteryzujący relacje Hitlera z większością jego najbliższego otoczenia, a który brał się z typowej dla systemów totalitarnych niechęci podwładnych do przekazywania wodzowi złych informacji. W warunkach, w których jedno słowo Hitlera mogło rozpocząć, lub zakończyć błyskotliwą karierę jego najbliższe otoczenie często świadomie fałszowało obraz rzeczywistości, byleby tylko nie zaryzykować wypadnięcia z łask, nadzwyczaj chętnie starano się przedstawiać rzeczywistość w taki sposób, aby odepchnąć od siebie potencjalny gniew Wodza. Znakomitym przykładem takiego postępowania są tutaj przywołane już rozważania „Fremde Heere Ost”, na temat sowieckich możliwości ofensywnych. Z jednej strony w swym raporcie z dnia 19 sierpnia 1942 roku stojący na czele wywiadu Reinhard Gehlen referował wprost - jako się rzekło - o zdolności sił sowieckich do działań ofensywnych w skali operacyjnej, ale już 7 września 1942 roku szef FHO stwierdzał w pierwszym rzędzie, że Armia Czerwona nie dysponuje niewyczerpalnymi zasobami ludzkimi i ma obecnie mniejsze możliwości w tym względzie, niż rok wcześniej[1]. W początkach października 1942 roku FHO skupiało się na zagrożeniu sowieckimi wystąpieniami ofensywnymi w centralnej części Frontu Wschodniego (przeciw Grupie Armii „Środek”), dopiero w połowie miesiąca ostrzegając o możliwej ofensywie sowieckiej nad Donem i przeciwko skrzydłom 6 Armii w rejonie Stalingradu jednocześnie oceniając zagrożenie jako stosunkowo małe, aby w raporcie z 31 października 1942 roku ponownie wskazywać środkowy odcinek frontu jako najbardziej zagrożony. Ponownie FHO informowało OKH – i Hitlera – o zagrożeniu dla sił Grupy Armii „B” nad Wołgą dopiero 18 listopada 1942 roku dopiero wówczas pisząc wprost o zagrożeniu 6 Armii okrążeniem. Następnego dnia Sowieci rozpoczęli Operację „Uran”, która przyniosła im największe jak dotychczas zwycięstwo w skali operacyjnej. Oprócz jednakże zwyczajnie „dworskiej” postawy kluczowych doradców[2], niemałą rolę odgrywał w ówczesnej sytuacji czynnik charakteryzujący ogromną większość wyższych dowódców operacyjnych i członków sztabu generalnego – zwyczajne niedocenianie możliwości sowieckich sił zbrojnych, przy jednoczesnym przecenieniu zdolności bojowej Wehrmachtu. Co szczególnie szokujące, postawa taka byłaby może zrozumiała, gdyby istotnie Hitler i jego najbliższe otoczenie faktycznie kierowało działaniami wojennymi w sposób w jaki zazwyczaj się to przedstawia, czyli mówiąc najogólniej „przestawiając chorągiewki na mapie”, tak jednak proces decyzyjny bynajmniej nie wyglądał. Referując Hitlerowi aktualną sytuację członkowie Sztabu Generalnego, najwyżsi rangą dowódcy związków operacyjnych, ale także dowódcy innych rodzajów wojsk i kierujący pracą poszczególnych resortów związanych z wysiłkiem zbrojeniowym funkcjonariusze partyjni dysponowali gigantycznymi ilościami raportów, zestawień i dokumentów w bardzo jasny i klarowny sposób malujących rzeczywistość. Ta wiedza nie zawsze była Hitlerowi przedstawiana w dostatecznie wyrazisty sposób, co jeszcze bardziej gmatwało proces decyzyjny, abstrahując od faktu, że z oczywistych przyczyn ideologicznych Wódz Rzeszy Niemieckiej przyjmował zasadniczą wyższość niemieckiego żołnierza nad każdym potencjalnym wrogiem jako właściwie aksjomat. Nawet jeśliby docenić efektywność bojową Wehrmachtu i wyeksponować wszystkie pozytywne cechy jego organizacji i stosowanej w trakcie operacji militarnych zaawansowanej taktyki, jesienią 1942 roku niemieckie siły zbrojne tkwiły w uścisku potężnego kryzysu. Pierwszym jego objawem był drastyczny spadek wartości bojowej poszczególnych związków taktycznych, uwypuklonej jeszcze poprzez katastrofalnie nadmierne rozciągnięcie w przestrzeni. Wystarczy przyjrzeć się wykazywanym przez poszczególne związki brakom w sile żywej, zgodnie ze stanem na dzień 1 listopada 1942 roku[3]:

Dywizje Grupy Armii „Północ”

8. Pz Div.

1335

30. ID

3266

212. ID

2328

18. (Mot.) ID

2018

32. ID

2886

215. ID

3135

20. (Mot.) ID

1487

58. ID

1166

217. ID

998

5. Geb. Div.

3336

61. ID

913

218. ID

3742

5. Jäg. Div.

4330

81. ID

3736

223. ID

3763

8. Jäg. Div.

3368

96. ID

1658

225. ID

912

28. Jäg. Div.

4552

121. ID

2798

227. ID

4063

1.    ID

827

122. ID

3168

254. ID

2044

11. ID

875

123. ID

2274

290. ID

3636

12. ID

2282

126. ID

4226

291. ID

820

21. ID

2003

132. ID

4673

329. ID

3666

24. ID

6832

170. ID

2695

Średni ubytek - 2737

Dywizje 2 Armii (Grupa Armii „B”)

27. Pz Div.

1211

82. ID

3834

377. ID

6363

45. ID

2636

88. ID

2866

383. ID

4187

57. ID

4226

299. ID

2559

385. ID

3095

68. ID

2626

323. ID

6224

387. ID

5045

75. ID

5027

340. ID

4289

Średni ubytek - 3878

Dywizje 6 Armii i 4 Armii Pancernej

14. Pz Div.

5434

44. ID

4238

295. ID

9037

16. Pz Div.

7673

71. ID

7353

297. ID

7000

22. Pz Div.

5000

76. ID

6981

305. ID

8520

24. Pz Div.

5126

79. ID

8294

371. ID

6000

3. (Mot.) ID

4831

94. ID

8233

376. ID

6464

16. (Mot.) ID

6000

100. Jäg. Div.

7739

384. ID

5937

29. (Mot.) ID

4000

113. ID

5854

389. ID

7852

60. (Mot.) ID

5848

Średni ubytek - 6519

 

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest bardzo niski stan osobowy związków taktycznych bardzo zagrożonej nad Wołgą Grupy Armii „B”, nawet jeśli należy pamiętać o tym, że wiele niemieckich dywizji miało w swoich strukturach szereg jednostek wsparcia detaszowanych z rezerw OKH (artyleria, pionierzy i tym podobne). Dowodzący 6 Armią Friedrich Paulus właściwie nie posiadał w tych warunkach realnej zdolności do przeciwstawienia się potencjalnej sowieckiej ofensywie o wymiarze operacyjnym, a dowództwo Grupy Armii „B” musiało równie wiele uwagi poświęcać siłom sojuszniczym, które stanowiły obsadę bardzo długiej linii frontu, zabezpieczającej skrzydła jednostek tkwiących nad Wołgą. Rzecz jasna do tak wielkiej erozji wartości bojowej związków taktycznych nie doszło w Grupie Armii „B” z dnia na dzień – na dłuższą metę trwająca od lata do późnej jesieni 1942 zaciekła bitwa materiałowa na podejściach do Stalingradu, a potem już w samym mieście na dłuższą metę przynosiła Niemcom wiele wymiernych sukcesów w postaci strat przeciwnika znacząco przewyższających straty własne. Otrzeźwienie w obliczu sowieckich przygotowań do wielkich operacji zaczepnych bynajmniej nie przyszło zbyt późno, jednak z uwagi na odległości dzielące linie frontu od miejsc postoju posiadanych rezerw wymagało zbyt wielkiego wysiłku transportowego, by mogło realnie wpłynąć na sytuację operacyjną sił Ostheer na południowym skrzydle Frontu Wschodniego, choć ruch tychże rezerw zaczął się zanim Sowieci przystąpili do natarcia.

Rzecz jasna proces erozji zasobów ludzkich w szeregach jednostek bojowych Wehrmachtu stacjonujących na Froncie Wschodnim był procesem długotrwałym, nie ograniczonym do miesięcy jesiennych, podczas których postępy niemieckiej ofensywy w stronę Wołgi i Kaukazu dramatycznie zwolniły, lub wręcz wyhamowały całkowicie. Już latem 1942 roku, krótko po rozpoczęciu generalnej ofensywy poziom strat jednostek Grupy Armii „B” w sile żywej przyjął alarmujący poziom – w lipcu odnotowano 30827 poległych, zaginionych i rannych, w zamian otrzymując 19400 osób uzupełnień. W sierpniu poziom strat wzrósł do liczby 49225 zabitych, zaginionych i rannych, natomiast poziom uzupełnień spadł do liczby 13000 osób. Zanim zatem oddziały Grupy Armii „B” podjęły wyczerpującą bitwę materiałową w rejonie Stalingradu stan większości jej związków taktycznych pozostawiał wiele do życzenia, a w niektórych przypadkach wręcz zmuszał do radykalnych rozwiązań[4]. Już wówczas dywizje Grupy Armii „Północ” wykazywały średnio brak 2029 ludzi, Grupy Armii „Środek” brak 2120 ludzi, a Grupy Armii „B” aż 3521 ludzi, przy czym w 6 Armii średnia ta była nawet wyższa i wyniosła aż 3779 ludzi. Nie dziwi zatem fakt, że już wówczas w najbardziej wyczerpanych jednostkach nastąpił proces konsolidacji zdziesiątkowanych pododdziałów, by móc nadal używać tych związków na polu walki. Nie mogło być inaczej, jeśli w okresie pomiędzy lipcem, a listopadem 1942 roku z szeregów Ostheer ubyło 500 922 żołnierzy z powodu strat bojowych (z danych OKW, dziesięciodniowe raporty OKH Ersatz wykazują nieco mniejszą liczbę 498 786 ludzi), oraz 357 914 chorych, przetransportowanych na leczenie do Niemiec, w zamian za co front otrzymał 509 700 uzupełnień[5].

Rosnący i coraz bardziej palący problem uzupełnień dla istniejących jednostek polowych, ale także konieczność tworzenia nowych dywizji dostrzegano już od pewnego czasu. Latem i wczesną jesienią 1942 roku, w poszukiwaniu rozwiązania, Armia Rezerwowa podjęła ogromny wysiłek tworzenia nowych jednostek, ale jednocześnie rozpoczęła się jej gruntowna reorganizacja, która miała przynieść rozwiązanie istniejących problemów. Przede wszystkim dla lepszej kontroli nad szkoleniem rosnących ilości rekrutów powołano do życia dowództwa polowych dywizji szkolnych (Feldausbilung Division), których utworzono sześć – 153, 381, 387, 388, 390, 391. Już we wrześniu 1942 roku udało się zakończyć program szkolenia podstawowego powołanego pod broń wiosną tego roku rocznika 1923, ale w związku olbrzymim zapotrzebowaniem na materiał ludzki trzeba było w połowie października rozpocząć pobór części rocznika 1924. Rocznik ów, liczący łącznie 654 057 młodych mężczyzn nie mógł jednak sam w sobie zabezpieczyć potrzeb Armii Rezerwowej, gdyż zapotrzebowanie oszacowano na milion ludzi, a do wojsk lądowych miało trafić w początkach roku jedynie około 260 000 ludzi z całej puli powołanych pod broń rekrutów. Pozostało szukać zasobów ludzkich w innych obszarach – 9 września 1942 roku Hitler polecił rozpocząć proces tworzenia nowych jednostek polowych z personelu Luftwaffe, która w tym okresie osiągnęła stan 1 900 000 osób. Początkowo mowa była o procesie formowania brygad, jednak ostatecznie sformowano do końca roku dwadzieścia dywizji (Polowe Dywizje Luftwaffe), do których w 1943 roku dołączyły dwie kolejne. Proces ów bynajmniej nie osłabił pod względem liczby struktur sił powietrznych – do końca roku Luftwaffe przyjęła do zadań pomocniczych ponad 100 000 Hiwisów, oraz kilkadziesiąt tysięcy skierowanych przymusowo do struktur młodych ludzi z organizacji młodzieżowych. Planowano wypełnienie powstałych luk napływem około 120 000 nastolatków, ale dość nieoczekiwany opór społeczny w znacznej mierze ograniczył te ambitne plany, przynajmniej na razie[6]. Drenowanie zasobów ludzkich Luftwaffe nie rozwiązywało całkowicie problemu rosnącego niedoboru materiału ludzkiego w sytuacji konieczności uzupełniania rosnących strat w ludziach i jednoczesnej konieczności formowania nowych związków taktycznych na potrzeby rożnych Teatrów Działań. Taki sposób relokacji zasobów ludzkich na dłuższą metę nie mógł zostać uznany za racjonalny – naprędce formowane dywizje polowe Luftwaffe cierpiały na dramatyczny wręcz brak wyszkolonej kadry oficerskiej i podoficerskiej i chyba tylko wyjątkowo długi czas szkolenia i zgrywania tak tworzonych jednostek mógłby dać im jako taki poziom efektywności bojowej. Oczywistym jest, że próba zatrzymania kadr zasilających wojska polowe wynikała z niechęci szefa Luftwaffe, Hermanna Göringa do jakiejkolwiek formy ograniczania jego władzy. Jako jeden z najważniejszych „satrapów” w bezpośrednim otoczeniu Hitlera w ciągu krótkiego czasu stracił on wiele ze swego znaczenia i był nadal marginalizowany przez swoich rywali o względy Wodza. Tymczasem projekt transferu zasobów ludzkich z Luftwaffe do wojsk polowych dawał mu dużą szansę na sformowanie niezależnej od OKW siły zbrojnej tak, jak czynił to konsekwentnie Heinrich Himmler ze „swoją” Waffen-SS. Być może właśnie dlatego, „władca” Luftwaffe tak chętnie deklarował ogromne przywiązanie do narodowo-socjalistycznych idei szerokich mas żołnierskich swej formacji, co jednak zebrane wszystko razem nie rzucało zbyt pozytywnych perspektyw na możliwości szybkiego uzupełnienia liczby dywizji armii polowej. Zarówno OKW, jak i OKH doskonale zdawały sobie z tego sprawę, ale niewiele mogły zrobić, w sytuacji, w której ideologia brała górę nad racjonalnym i chłodnym myśleniem.

Istniały rzec jasna inne możliwości, z których można było wobec coraz ostrzejszego kryzysu zasobów ludzkich Wehrmachtu skorzystać, nawet jeśli jeszcze nie tak dawno wizja taka, odrzucana była ze wstrętem powodowanym wątpliwościami natury – a jakże – ideologicznej. Dysponowano na kontrolowanych obszarach wielkimi cudzoziemskimi zasobami ludzkimi. Istniały rozmaite formacje wojskowe złożone z żołnierzy cudzoziemskich, takie jak choćby sformowany z Francuzów „Legion des Volontaires Francais Contre le Bolschevisme”, oficjalnie zorganizowany jako 638 Regiment Piechoty, ale dotychczas nie starano się w żaden sposób rozwijać tego rodzaju „formacji narodowych” w wymiarze liczebnym. Dla wspomnianej jednostki francuskiej ustalono wręcz górny limit liczebności, nigdy zresztą przez Legion nie osiągnięty, który w szczycie rozwoju liczył około 2300 ludzi. Rzecz jasna w tej sytuacji cudzoziemskie związki nie miały, bo mieć nie mogły poważniejszego wpływu na bieg działań wojennych stanowiąc wszystkie razem niewielki promil liczebności ogólnej niemieckiej Ostheer. Niemcy niespecjalnie zabiegali o względy społeczności krajów okupowanych w kwestii tworzenia tego rodzaju jednostek z prostej przyczyny – sam Führer uważał ich za renegatów własnej sprawy narodowej i żywił głęboki brak zaufania wobec ludzi, o których mawiał, że zdradziwszy raz, zdradzą najpewniej także i Niemców[7] i to przy pierwszej nadarzającej się okazji. Czas nastał jednak szczególny i należało zupełnie redefiniować dotychczasowe poglądy na temat rekrutacji cudzoziemców, co ostatecznie stało się latem 1942 roku. Podczas gdy jeszcze zimą 1941/1942 z trudem tolerowano niewielkie tubylcze formacje pomocnicze o charakterze policyjnym na terytoriach wschodnich w czerwcu 1942 roku OKW poważnie już przeciążone obowiązkami policyjnymi o ochronnymi na Wschodzie zapytało wprost urząd Reichsführera SS o stworzenie z Ukraińców i Bałtów jednostek nazwanych „Schutzmannschaften” na poziomie batalionu i rozmieszczenie ich w newralgicznych z punktu widzenia niemieckiej logistyki wojennej w strefie okupowanej. Ewidentnie starano się grać w tym wypadku kartą narodowościową wykorzystując niechęć i animozje pomiędzy poszczególnymi grupami etnicznymi w ZSRR. Wkrótce jednak powołano do życia „Ordnungsdienst” – Urząd Porządkowy – czyli formację tworzącą oddziały policyjne i porządkowe złożone z różnych grup etnicznych, także z Rosjan na obszarze RFSRR. Choć Hitler nadal wzbraniał się przed wydaniem zgody na tworzenie wojskowych formacji z mieszkańców terytoriów okupowanych na Wschodzie pierwotna tama pękła i w miarę rosnących potrzeb i kurczenia się środków własnych jego opór sukcesywnie malał. Przede wszystkim zaczęły powstawać niewielkie oddziały pozostające pod niemieckim dowództwem, a złożone z mieszkańców południowych i południowo-wschodnich republik ZSRR, skupiające w swych szeregach Ormian, Gruzinów, Azerów, Kirgizów i tak dalej, razem bardzo nieprecyzyjnie nazywanych „Turkomanami”. Wkrótce jednostki osiągnęły rozmiary batalionów i pełniły rolę jednostek porządkowych, budowlanych i zaopatrzeniowych. Już w sierpniu 1942 roku OKH wydało dokument[8] wyszczególniający konkretne jednostki tubylcze na Wschodzie wraz z oceną ich przydatności. Dokument ten stwierdzał między innymi, że traktowano odtąd formacje „turkomańskie” i kozackie z wyłączeniem Tatarów Krymskich jako absolutnie pewne i zdolne do służby na froncie na równych prawach z oddziałami niemieckimi. Oddziały pomocnicze złożone z Białorusinów, Ukraińców i Bałtów uznano za zdolne do pełnienia służby wyłącznie w strefie tyłowej, ale jednocześnie zalecano pomoc przy organizacji większej ilości formacji policyjnych i paramilitarnych z uwagi na ich przydatność. Dla lepszej kontroli nad tworzącym się w ten sposób „Wojskiem Wschodnim” – „Osttruppen” – utworzono nowe struktury desygnując kolejnych oficerów uznanych za specjalistów do tworzenia wojskowych jednostek w obrębie konkretnych nacji[9]. W połowie września 1942 roku uchylono cały szereg kolejnych restrykcji krępujących dotychczas rozwój formacji wojskowych złożonych z mieszkańców ZSRR i u schyłku roku pełniący obowiązki dowódcy Wojsk Wschodnich generał porucznik Heinz Hellmich raportował istnienie 176 batalionów i 39 kompanii różnego przeznaczenia, sformowanych z mieszkańców terytoriów okupowanych na Wschodzie. Oczywiście liczby te nie uwzględniały całej gamy różnych jednostek funkcjonujących „nieoficjalnie” w strefie przyfrontowej na rzecz i pod kontrolą dowództw różnych szczebli wojsk polowych. W tym samym okresie Estończycy jako pierwsi spośród Bałtów otrzymali zgodę na tworzenie wojskowej formacji regularnej. Wkrótce dołączyli do nich Łotysze i to Łotysz jako pierwszy żołnierz z terytorium ZSRR w służbie Niemiec otrzymał wniosek o odznaczenie Krzyżem Żelaznym[10]. Oczywistym było w tych okolicznościach, że nastąpił pewien przełom i wkrótce liczba różnorakich jednostek sformowanych z mieszkańców ZSRR znacząco wzrośnie, a możliwość zastąpienia tysięcy niemieckich żołnierzy w służbie na tyłach przez tubylców miało już duże znaczenie w ówczesnym położeniu Ostheer[11].

Mieszkańcy ZSRR nie stanowili jednak jedynego rezerwuaru tak potrzebnych zasobów ludzkich w niemieckiej strefie kontroli. Istniały jeszcze duże możliwości w tym względzie na terytoriach anektowanych kosztem podbitej Polski. Liczbę nieniemieckich mieszkańców terytoriów włączonych do Rzeszy oceniano na około 6 milionów osób – w przeważającej mierze mowa tutaj o Polakach. Wobec tej mniejszości stosowano od chwili podboju Polski co najmniej rozchwianą politykę, zależną właściwie wyłącznie od woli i operatywności lokalnych struktur administracyjnych. Na przykład na Pomorzu pobór do Wehrmachtu zaczął się jeszcze jesienią 1939 roku, ale w Kraju warty, czy na Śląsku sprawy ułożyły się zupełnie inaczej i tamtejsze władze nie nalegały zbytnio na prowadzenie regularnego poboru, a przynajmniej nie na tak wczesnym etapie działań wojennych. Było to o tyle dziwne, że z wielu różnych powodów wprowadzenie na terenach anektowanych w dniu 4 marca 1941 roku list narodowościowych (znanych doskonale „Volkslist”) dało silny i natychmiastowy efekt w postaci bardzo dużej liczby wniosków rozpoznanych pozytywnie[12]. Naturalnie w większości przypadków kwalifikacja konkretnych osób do DVL wynikała nie tyle z poczucia przypływu patriotyzmu, lecz z postawy urzędników pochylających się nad napływającymi ankietami, którzy usiłowali uzyskać jak najkorzystniejsze efekty akcji. Do końca 1942 roku w ten sposób zarejestrowano łącznie we wszystkich czterech grupach DVL 3124000 osób, przy bardzo niskim poziomie wniosków rozpatrywanych negatywnie w niektórych regionach. Na przykład na obszarach wiejskich wschodniej części Górnego Śląska odsetek wniosków rozpatrzonych negatywnie wyniósł zaledwie 2,5 %. Inaczej sprawy układały się na Pomorzu, gdzie procent odrzuconych ankiet oscylował wokół kwoty 25 %. Bez względu na w taki sposób osiągane „sukcesy” akcji polityka władz okupacyjnych wobec żywiołu polskiego na obszarach anektowanych bynajmniej nie zachęcała do służby w wojsku i praktycznie od razu zaczął rzucać się w oczy problem wysokiego poziomu dezercji, lub prób uchylania się od służby wojskowej na tle innych Okręgów Wojskowych. Mimo uzyskania całkiem dużej liczby potencjalnych rekrutów poprzez tak pojętą formę naturalizacji nie uczyniono na razie zbyt wiele, aby zmienić fatalny w sumie obraz efektów poboru w Okręgach Wojskowych na wschodzie kraju, choć zdawano sobie sprawę z przyczyn takiego stanu rzeczy. Jak się wydaje jednak na tym etapie wojny korzyści z bezprzykładnego terroru i gospodarki rabunkowej prowadzonej przez władze Rzeszy względem polskiej mniejszości przeważały nad korzyściami płynącymi z rekrutacji stricte nieniemieckich grup ludnościowych terytoriów anektowanych. Aż do połowy 1943 roku nie uczyniono w tej materii dosłownie niczego.

Udział obcokrajowców w Wojnie na Wschodzie miał rosnący wpływ na problem zasobów ludzkich, ale mimo znaczącego przyspieszenia tworzenia takich jednostek na potrzeby niemieckiego wysiłku wojennego trzeba było posunąć się do poszukania „oszczędności” wewnątrz struktur związków polowych. OKH i OKW w zasadzie od przełomu 1941/1942 milcząco aprobowały stan permanentnego niedoboru ludzi w dużej części posiadanych dywizji piechoty stanowiących kręgosłup Wehrmachtu jako takiego, ale także Ostheer. Od wiosny 1942 roku oficjalnie usankcjonowano taki stan rzeczy poprzez trwałe ustalenie istnienia dywizji piechoty o różnych strukturach organizacyjnych, w większości przypadków zredukowanych względem oficjalnych tabel organizacyjnych z uwagi na brak zdolności do uzupełnienia poniesionych wcześniej strat. W ogromnej większości przypadków chodziło o utrwalenie dwubatalionowej organizacji pułku piechoty (od 15 października 1942 roku były to pułki grenadierów), ale często także zmniejszenia ilości działonów w baterii artylerii z czterech do trzech. Oczywiście „ofiarą” tej polityki padały także inne pododdziały tworzące dywizje piechoty i łączono ze sobą bataliony rozpoznawcze z przeciwpancernymi tworząc bardzo różne pod względem organizacyjnym struktury nazywane najczęściej „batalionami szybkimi”. Nie wszystkie dywizje piechoty traktowano tak samo, gdyż opisany proces organizacyjnej konsolidacji dotyczył przede wszystkim dywizji piechoty podległych grupom armii „Nord” i „Mitte”. Wraz z przenoszeniem ciężaru działań ofensywnych na południowy kierunek operacyjny Frontu Wschodniego starano się uzupełnić dywizje tam operujące do pełnych stanów. Działania te oznaczały przyznanie niemożności prowadzenia przez Wehrmacht poważnych działań ofensywnych na więcej niż jednym kierunku operacyjnym. Była to bolesna i trudna do zaakceptowania prawda i choć OKH pocieszało się złym stanem sił sowieckich przeciwników, czuło się zmuszone do zaimplementowania rozwiązań płynących z doświadczeń I Wojny Światowej, czyli zainicjowania dzielenia posiadanych związków taktycznych na wyraźnie widoczne pod względem efektywności bojowej kategorie. Posiadane zasoby pozwalały na tym etapie działań wojennych na utrzymanie czterdziestu pełnoetatowych, trzypułkowych dywizji piechoty. Faktycznie osiągnięto ten pułap latem, poprzez uzupełnienie do pełnych stanów dwudziestu trzech dywizji i owe czterdzieści dywizji miały obok części dywizji szybkich stanowić ofensywny rdzeń Wehrmachtu. Kolejnych czterdzieści dywizji zamierzono uprościć organizacyjnie do poziomu dwupułkowych jednostek oraz dodać do tej liczby kolejne dywizje, które tworzono w ramach kolejnych Fal Mobilizacyjnych[13]. Uproszczenie ich struktur rozwiązywało w znacznej mierze problem braku adekwatnych zasobów ludzkich, a jednocześnie pozwalało użyć tak skompletowanych dywizji na froncie, gdyż mimo znacznie słabszych stanów osobowych dywizje te miały zostać w najbliższej przyszłości – w związku z planowanym wzrostem produkcji uzbrojenia i amunicji – znacznie lepiej wyposażone w broń ciężką, a przede wszystkim, zmiany nie dotykały organizacji regimentu artylerii. Dywizje takie w założeniu były w stanie dysponując praktycznie niezmienioną siła ognia utrzymywać linię frontu, ale trudno było nawet w teorii oczekiwać od nich efektywności w działaniach zaczepnych na poziomie zbliżonym do dywizji pierwszej kategorii. Na Teatrach Działań uznawanych za drugorzędne planowano pozostawić aż pięćdziesiąt cztery dywizje niższej kategorii, które jednak strukturalnie sytuowały się znacznie niżej od związków uproszczonych, uznawanych za zdolne do służby na I Linii, z uwagi na redukcję zdolności transportowych. Dywizje te, najczęściej określane jako „stacjonarne” początkowo nie miały być upośledzane pod innymi względami, ale sam fakt odebrania im podstawowych jednostek transportowych czynił je właściwie „dywizjami jednorazowego użytku”, gdyż w przypadku konieczności odwrotu tego rodzaju związki w zasadzie nie miały możliwości zabrania ze sobą jakiegokolwiek ciężkiego wyposażenia z artylerią polową włącznie. OKH także tym faktem się nie przejmowało, bowiem i w tym przypadku za absolutnie priorytetowe uznano podtrzymanie choćby częściowej zdolności ofensywnej związków taktycznych piechoty, a brak wyposażenia i środków transportowych uznano za tymczasową anomalię, gdyż jako się rzekło – obiecywany wzrost produkcji wojennej miał pozwolić w bardzo nieodległej perspektywie na doposażenie tak osłabionych dywizji. Wszystkie te manipulacje przy tabelach organizacji miały na przestrzeni miesięcy jesiennych 1942 roku przynieść „oszczędność” około 600000 żołnierzy, co jak widać po wcześniejszych wyliczeniach powinno faktycznie definitywnie zasklepić lukę w zasobach ludzkich Wehrmachtu[14]. Oczywiście decyzje podejmowane przez wydziały OKH związane z organizacją wojsk polowych nie polegały wyłącznie na „cięciach”. Podjęto próbę częściowego zrekompensowania wojskom polowym tak poważnej redukcji bojowych pododdziałów w istniejących dywizjach poprzez usprawnienie systemu uzupełnień i jednoczesnym zbudowaniu możliwości częściowego wykorzystania związków zapasowych do działań bojowych w różnym zakresie i w różnej skali. Pogodzeniu tych dwóch celów służyła reorganizacja istniejących dywizji „zapasowych” (dywizje pełniące funkcje szkoleniowe nie nazywały się wprost „zapasowymi”, gdyż nie miały w swej nazwie żadnego wyróżnika określającego ich podstawową funkcję, mając po prostu numer porządkowy – na przykład Division Nr 14.) funkcjonujących dotychczas w ramach struktur Okręgów Wojskowych – Wehrkreise. Teraz pozbawiono te dowództwa części jednostek zapasowych, zmieniając w dywizje rezerwowe, które odrywano od struktur Okręgów Wojskowych i wysyłano stopniowe na zaplecze frontu wschodniego, lub w różne regiony okupowanej Europy. Teraz związki te nadal miały przede wszystkim dostarczać uzupełnień do dywizji frontowych (czyniąc to szybciej z uwagi na mniejsza odległość), ale po przyjęciu na stan broni ciężkiej – w tym organicznych jednostek artylerii polowej – także przejąć część funkcji okupacyjno-porządkowych, a nawet brać udział w walkach jako jednostki zaporowe. Rozdział aktywnych dywizji dotyczył także broni pancernej – do traktowanych priorytetowo pod względem uzupełnień pierwszej kategorii zaliczono siedemnaście dywizji pancernych i siedem dywizji zmotoryzowanych, które konsekwentnie przemianowywano na dywizje grenadierów pancernych. Pozostałe dziesięć dywizji pancernych i cztery dywizje zmotoryzowane uznano za dywizje drugiej kategorii i świadomie pozostawiano w stanie wyraźnie upośledzonym pod względem ilości i jakości zarówno wyposażenia, jak i kadr. Zmiany wdrażano sukcesywnie pod kątem przygotowań do kolejnej wielkiej wiosennej ofensywy, która – jak uważano powszechnie w najwyższych kręgach władzy politycznej i wojskowej Niemiec miała przynieść definitywne zwycięstwo na Wschodzie.

Na oczach OKH podjęta latem 1942 roku próba zawładnięcia Kaukazem i tym samym przejęcia zasobów surowców pozwalających na kontynuowanie wojny z koalicją mocarstw z klasycznej wojny manewrowej zmieniła się w wyniszczającą bitwę materiałową i problem ten dotyczył nie tylko szczególnie wrażliwych dla Wehrmachtu zasobów ludzkich[15]. W sytuacji nieuzyskania w zasadzie żadnych strategicznych celów kampanii, a uwikłania się w przewlekłe i wyniszczające walki skutkujące gwałtownym obniżeniem się stanów związków taktycznych (zwłaszcza pododdziałów stricte bojowych) szczególnego znaczenia nabierał problem rekompensaty tych ubytków siłą ognia. Choć roczne zestawienia często nie pokazują problemu wprost, gwałtowny ubytek sił jesienią 1942 roku dotyczył właściwie wszystkich dziedzin wyposażenia bojowego – od czołgów i pojazdów mechanicznych w ogóle, po samoloty[16].

Od początku działań wojennych niemieckie siły zbrojne cierpiały na dotkliwy brak pojazdów mechanicznych zdolnych do przewożenia ładunków w stosunku do swych potrzeb. Aż do apogeum kampanii 1941 roku i rozpoczęcia Operacji „Tajfun” problem ten rzadko bywał widoczny gołym okiem – zwykle Wehrmacht był w stanie rozstrzygać kolejne kampanie militarne w takim tempie i na takiej głębokości operacyjnej, że zawsze balansująca na granicy wydajności logistyka bezpośredniego zaplecza linii frontu była w stanie dźwignąć ciężar materialnego zabezpieczenia działań bojowych. Rozległość frontu wschodniego, fatalna infrastruktura oraz konieczność zabezpieczenia działań armii liczebnej w nieznanych dotąd rozmiarach przyczyniła się do głębokiego kryzysu zaopatrzeniowego, z którym państwo niemieckie mimo konsekwentnej centralizacji zarządzania zasobami nie było sobie na dłuższą metę poradzić. Opanowanie sytuacji wiosną 1942 roku i trwała poprawa poziomu zaopatrzenia sił Ostheer wynikała z olbrzymich inwestycji w infrastrukturę kolejową i heroicznej wręcz postawę wojsk kolejowych – dotąd niezbyt docenianych i absolutnie pomijanych w hierarchii pryncypiów. O ile jednak poprawa zdolności przewozowej do strefy przyfrontowej faktycznie nastąpiła, to rozciągnięcie frontu latem i jesienią 1942 roku zaostrzyło kryzys w strukturach zabezpieczenia logistycznego działań w samej strefie walk. Mimo czterech lat starań w zakresie standaryzacji produkcji ciężarówek[17] i samochodów na rzecz sił zbrojnych nadal istniał olbrzymi niedobór zdolności produkcyjnej w stosunku do potrzeb, wzmaganych jeszcze rozbudową struktur Wehrmachtu w całości i Ostheer w szczególności. W pewnym stopniu sytuację ratowały masowe rekwizycje pojazdów mechanicznych na całym obszarze Europy pozostającym pod kontrolą Niemiec, jednak działanie miało także swoją cenę, gdyż wpływało na zdolności produkcyjne i dystrybucję wielu gałęzi gospodarki wojennej obszarów okupowanych. Kolejnym czynnikiem łagodzącym chroniczny już właściwie kryzys było coraz szersze stosowanie wozów ciągnionych przez konie, nazywanych tradycyjnie w armii „Panje Wagen”[18], których olbrzymie ilości dostępne były w środkowej i wschodniej części Europie. Oczywiście, mimo wszystkich bezcennych usług oferowanych przez zaprzęgi konne obecne w strukturach Ostheer jesienią 1942 roku nawet w dywizjach pancernych[19], na dłuższą metę dotkliwy brak niezawodnego transportu samochodowego miał olbrzymi wpływ na zdolność bojową wojsk polowych nie tylko biorąc pod uwagę potencjalny wolumen przewożonego zaopatrzenia, ale także ograniczając mobilność wojsk polowych w ogóle.

Nie tylko geografia powodowała trudności w tej palącej kwestii – problemem samym w sobie pozostawał wspomniany rozrost Wehrmachtu, który od chwili inwazji na ZSRR stale zwiększał ilość związków taktycznych, między innymi poprzez podjęcie zadania formowania nowych związków szybkich[20], a także konieczność zapewnienia logistyki w zasadzie w całości opartej o transport samochodowy siłom operującym w Afryce Północnej. Mimo tak wielkich wyzwań produkcja samochodów ciężarowych pomimo pewnej poprawy ilościowej zupełnie nie nadążała za zapotrzebowaniem[21].

Produkcja wybranych rodzajów pojazdów mechanicznych w 1942 roku w ujęciu miesięcznym

Miesiąc

Ciężarówki

Pojazdy specjalistyczne

Motocykle

Produkcja

Straty

Produkcja

Straty

Produkcja

Straty

I

3210

1408

1716

575

3042

802

II

2843

2200

1922

371

2588

882

III

4434

1645

2516

828

2764

680

IV

4602

2726

2374

753

3084

1013

V

4582

2253

2014

743

2954

936

VI

4355

1621

2156

769

2937

658

VII

5126

2906

2269

1014

3083

917

VIII

3678

1387

2300

1104

2461

995

IX

4177

2558

2178

1264

3313

1260

X

4505

8865

1469

6147

2292

6167

XI

4151

10462

1632

5118

2928

6066

XII

4044

11053

1606

6558

2571

5454

 

Wzrost produkcji samochodów ciężarowych w stosunku do pierwszego kwartału roku jest bardzo widoczny, ale mimo dość szybkiego uzyskania efektów w postaci większej wydajności kolejne miesiące nie przyniosły już większych postępów. Przyczyną takiego stanu rzeczy była konieczność produkcji dużej ilości części zamiennych wymagana przez Ministerstwo, co konsekwentnie tłumiło produkcję gotowych pojazdów, ale także postawa samych producentów – ten segment nie przynosił przedsiębiorcom zbyt dużych zysków, a ponadto w ciągu stosunkowo krótkiego czasu instytucje państwowe w ramach szukania oszczędności uczyniły ją jeszcze mniej dochodową. Pewną poprawę zdolności transportowych i generalnie rzecz ujmując – mobilności wojsk – gwarantowały wdrażane w ciągu 1942 roku programy „Maultier” i „RSO”, które miały w stosunkowo krótkim czasie nasycić Wehrmacht relatywnie dużą ilością pojazdów półgąsienicowych i gąsiennicowych o nieporównywalnie większej zdolności pokonywania poznanych w ZSRR trudności terenowych i pogodowych, od klasycznych samochodów ciężarowych. Jeszcze przed końcem 1942 roku niemieckie zakłady przemysłowe zdołały wykonać 635 pojazdów „Maultier”, co samo w sobie nie jest rzecz jasna ilością mogącą imponować, ale w nieco szerszej perspektywie czasowej gwarantowało szybki wzrost produkcji wozów tanich i bardzo przydatnych w realiach funkcjonowania „Ostfront”.

Mimo poprawy poziomu produkcji w dziedzinie broni pancernej, rozumianej generalnie jako produkcja czołgów, samobieżnych dział przeciwpancernych, dział szturmowych (pozostających pod nadzorem artylerii jako rodzaju wojsk), oraz innych tego typu wozów bojowych, nadal istniał problem z wypełnieniem stanów etatowych wielu związków taktycznych. W styczniu 1942 roku na potrzeby sił zbrojnych fabryki w Niemczech opuściło 315 czołgów i 43 przeciwpancerne działa samobieżne. Już na pierwszy rzut oka liczby te wydają się całkowicie nieadekwatne do potrzeb wojny, jaką po załamaniu się „Barbarossy” toczyły teraz Ostheer. Aby jednak lepiej zrozumieć skale trudności wypada przypomnieć sobie, że rok 1942 był także kolejnym rokiem stopniowej wymiany sprzętu na bardziej przydatny w służbie. Mimo strat i zużycia ilość czołgów Pz III i Pz IV w standardzie prezentowanym przez najnowsze modele powoli rosła, ale obserwując całkowite zasoby niemieckich sił zbrojnych zdumiewa ilość pojazdów w oczywisty sposób nie przystających swymi walorami do potrzeb frontu i pozbawionych już możliwości modernizacyjnych.

Spośród 5973 czołgów wszystkich typów i przeznaczeń pozostających na stanie niemieckich sił zbrojnych w dniu 1 grudnia 1942 roku czołgów Pz I było 692, czołgów Pz II 1006, a czołgów Pz 38 (t) pozostawało w służbie 334. Dla porównania, wszystkich modeli Pz III posiadano 2767, a Pz IV 901. W tych okolicznościach coraz większe znaczenie miały działa szturmowe i samobieżne działa przeciwpancerne, od których w coraz większej mierze zależała zdolność oporu niemieckich wojsk polowych wobec stale rosnącej liczby sowieckich czołgów średnich i ciężkich. Wedle tego samego sprawozdania na dzień 1 grudnia 1942 roku siły zbrojne posiadały 975 pojazdów StuG i StuH, oraz 850 wozów „Marder” i to na tych pojazdach w coraz większym stopniu opierała się zdolność niszczenia sowieckich czołgów na polu walki. Oczywiście nie ma sensu wprost porównywać ilości czołgów średnich i lekkich, lub ich uzbrojenia i opancerzenia – jest to zbyt złożone w warunkach Wojny na Wschodzie zagadnienie – przecież przeciwnik Ostheer także używał w warunkach bojowych wielkiej liczby czołgów lekkich, jednakże w chwili ustabilizowania się linii frontu jesienią 1942 roku typowe pojazdy stanowiące wyposażenie niemieckich dywizji pancernych bardzo przydatne w działaniach manewrowych okazywały się w większości niezbyt zdolne to prowadzenia walk w realiach bitwy materiałowej, z natury rzeczy bardziej statycznej. Do tego dochodził kolejny problem, czyli bardzo niski poziom gotowości bojowej pojazdów pancernych w wielu związkach polowych na Wschodzie. Krótko mówiąc, mimo powolnego wdrażania do produkcji nowych typów czołgów, znacznie lepiej przystosowanych do nowego rodzaju działań bojowych i wzmacniania opancerzenia i uzbrojenia w konstrukcjach już produkowanych Panzerwaffe pod względem wyposażenia nie była w stanie osiągnąć takiego wpływu na bieg działań wojennych, jakiego od niej oczekiwało Najwyższe Dowództwo. Brak strategicznych rozstrzygnięć kampanii letniej 1942 roku zaskoczył w pewnym sensie Panzerwaffe, która mimo swej liczebności i rozbudowy poziomej (wspomnianego wcześniej procesu formowania nowych związków pancernych) okazała się niezdolna na dłuższą metę do odegrania kluczowej roli w nadchodzącej bitwie defensywnej z uwagi na stosunkowo niewielką względem potrzeb ilość pojazdów typów przydatnych do projektowanych w najbliższej perspektywie działań. Mimo oczywistych trudności stan Panzerwaffe nie budził jednak poważnych obaw w OKH, gdyż produkcja stopniowo rosła i w teorii jej poziom pozwalał zaspokoić potrzeby sił zbrojnych, ale przede wszystkim oczekiwano w stosunkowo krótkiej perspektywie czasowej poważnych dostaw nowych typów pojazdów pancernych, które miały całkowicie zdominować pole bitwy z uwagi na swoje dane techniczno-taktyczne. Oczywiście nie była to wyłącznie kwestia szeroko pojętej jakości pojazdów – resort odpowiedzialny za produkcje wojenną planował także ogromny wzrost ilości wyprodukowanych pojazdów pancernych, bo zaplanowano oddanie w ręce żołnierzy Wehrmachtu w nadchodzącym 1943 roku aż 9981 wozów bojowych, co stanowiło wręcz gigantyczny wzrost względem kończącego się powoli 1942 roku[22]. Te szokujące swym rozmachem liczby były odpowiedzią na wyartykułowane we wrześniu 1942 roku żądanie podniesienia produkcji broni pancernej do miesięcznego poziomu 800 czołgów, 300 samobieżnych dział przeciwpancernych i dodatkowych 300 podwozi gąsiennicowych do wiosny 1944 roku[23]. W zasadzie, w chwili dokonywania tych uzgodnień OKH było przekonane, że w ten sposób produkcja nie tylko pokryje straty, ale pozwoli na stworzenie potężnej rezerwy strategicznej, zdolnej do obrony niemieckiej sfery kontroli w Europie przed jakimkolwiek zagrożeniem. Oczywiście wielu – jak Walter Rohland – wskazywało na ogromne trudności związane z tak wielkim przyspieszeniem produkcji, choćby w kwestii dostaw surowców czy zapotrzebowania na siłę roboczą. Mimo oporów i potencjalnych trudności przedstawiony w listopadzie 1942 roku program rozbudowy sił pancernych wyraźnie trafił do przekonania Adolfa Hitlera, który uznał go za absolutny priorytet[24] - nic dziwnego, bo w znacznej mierze rozwiązywał problem braku sprzętu pancernego dla blisko połowy dywizji szybkich.

Dotychczasowy poziom produkcji zbrojeniowej innych rodzajów broni także nie ułatwiał procesu rozbudowy i dostosowywania Wehrmachtu do potrzeb toczonej już „wojny globalnej”. Niemiecki przemysł posiadał zdolność do produkcji bardzo szerokiej gamy uzbrojenia wysokiej jakości - w tym artylerii – jednakże od chwili rozpoczęcia wojny z ZSRR stanął przed zadaniem, do którego był absolutnie nie przygotowany, czyli do jednoczesnego uzupełnienia strat, zastępowania wyposażenia uznanego za przestarzałe na rzecz nowych konstrukcji, oraz reagowania na rosnące zapotrzebowanie sił zbrojnych w konkretnych segmentach broni, która okazywała się szczególnie potrzebna w dużo większych ilościach, niż zakładano w pierwszych latach wojny. W okresie 1939-1941 bieg działań wojennych nie wymuszał żadnych poważniejszych zmian w produkcji artylerii, gdyż toczone przez Wehrmacht kampanie były stosunkowo krótkie i jednocześnie niezbyt kosztowne w kwestii wyposażenia artyleryjskiego wobec osiąganych rezultatów. W efekcie przemysł w zasadzie radził sobie z produkcją luf armatnich różnych kalibrów i przeznaczeń, choć oczywiście chętnie sięgano po sprzęt zdobyczny, którego w efekcie oszałamiających zwycięstw kampanii letniej 1941 roku niebywale przybyło. Z wielu względów nie uznawano jednak za wskazane, by na tym etapie wojny powstawały jednostki do służby na Froncie Wschodnim w całości wyposażone w artyleryjski sprzęt zdobyczny, ponadto, wiele jednostek już operujących w 1942 roku w ramach „Ostheer” cierpiało na duże lub nawet bardzo duże niedobory wyposażenia artyleryjskiego związane ze stratami bojowymi, lub zużyciem. Przemysł miał ogromne problemy z dostarczeniem ogromnej ilości dział i problem ten pozostał właściwie nierozwiązany w ciągu całego roku, co skutkowało podobnie jak w przypadku problemu niedostatku rekruta zaakceptowaniem funkcjonowania dużej części jednostek artyleryjskich na froncie w warunkach obniżonych względem tabel organizacji etatów. Trzydziałowe baterie, czy coraz częstsze zastępowanie dział piechoty moździerzami stało się normą. Normą bardzo niebezpieczną, gdyż to artyleria a nie lotnictwo czy broń pancerna była kręgosłupem niemieckiej armii. Stało się to szczególnie widoczne w realiach Frontu Wschodniego z uwagi na jego rozległość i rosnące „osamotnienie” dywizji piechoty mimo skokowego wzrostu liczebności związków pancernych i zmotoryzowanych w przededniu Operacji „Barbarossa”. Owszem, patrząc na dotychczasowe dokonania Wehrmachtu z perspektywy wojennej propagandy i przede wszystkim skupiając się na kluczowych momentach kampanii w Polsce czy Francji ma się nieodparte wrażenie zależności niemieckiej myśli operacyjnej od taktyki szybkich i głębokich uderzeń skomasowanej masy broni pancernej wspieranej przez Luftwaffe, jednakże bez piechoty wspieranej przez najlepszą pod względem organizacji walki artylerię te wspaniałe sukcesy nie byłyby możliwe. Zarówno w obronie, jak i w ataku niemiecka artyleria osiągnęła w 1941 roku apogeum swej siły i znaczenia na polu bitwy, ale późniejsze straty, jak również stopniowy wzrost efektywności sowieckiej artylerii na polu walki doprowadził do kryzysu, z którym OKH i OKW nie były w stanie sobie poradzić.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy był stały, skokowy wręcz wzrost produkcji dział czołgowych[25]. Kolejnym, choć jak się wydaje przecenianym zbyt często produkcja luf dla artylerii przeciwlotniczej. Jakby nie patrzeć na to zagadnienie brak dostatecznych mocy przerobowych skutkował dwoma konkretnymi konsekwencjami dla niemieckiej artylerii polowej w 1942 roku – brakiem dostatecznych zasobów dla pełnego odtworzenia potencjału jednostek bojowych w dużej części dywizji operujących na Wschodzie oraz brak zainteresowania wprowadzaniem do produkcji nowych modeli standardowych dział polowych. Oczywiście w niemieckich zakładach zbrojeniowych powstało wiele projektów nowego wyposażenia artyleryjskiego i dużą część z nich skierowano do produkcji, ale do końca działań wojennych de facto podstawowe modele dział[26] stanowiące od pierwszego dnia wojny wyposażenie pułków artylerii polowej pozostało bez zmian. W pewnej mierze istniejące braki były rekompensowane przez wzrost ilości posiadanych wyrzutni rakiet, które jednak mimo rosnącego znaczenia z uwagi na wiele czynników nie mogły przejąć wielu z zadań artylerii lufowej. Poniższe zestawienie produkcji i strat podstawowego sprzętu artyleryjskiego Wehrmachtu dość dobrze ilustruje skalę problemu[27].

Produkcja i straty w artylerii polowej i artylerii piechoty w 1942 roku

 

Działa piechoty

Wyrzutnie rakiet

Lekka artyleria polowa

Ciężka artyleria polowa

miesiąc

Prod.

Ubytki

Prod.

Ubytki

Prod.

Ubytki

Prod.

Ubytki

I

77

199

145

3

50

201

53

114

II

120

206

114

19

108

145

72

70

III

237

181

290

11

143

327

75

73

IV

160

114

319

2

106

86

110

53

V

102

196

748

10

96

167

61

64

VI

134

78

539

21

68

80

51

76

VII

100

87

339

13

85

83

96

160

VIII

141

191

293

33

190

244

81

160

IX

133

75

323

41

115

139

81

107

X

161

73

257

78

125

89

75

95

XI

122

112

379

126

179

147

84

141

XII

200

106

118

75

254

172

92

93

Razem

1687

1618

3864

432

1519

1880

931

1206

Różnica

+ 69

+3432

-361

-275

 

Wraz z narastaniem kryzysu w postaci braku adekwatnych do potrzeb ilości dział polowych postępowało dostosowywanie się najwyższych władz wojskowych do zaistniałej sytuacji. Dobrym przykładem na reagowanie na występujące braki jest proces formowania nowej, 282 Wirtembersko-Badeńskiej Dywizji Piechoty na mocy rozkazu wydanego przez OKH Gen.St. d.H. Org.-Abt I w dniu 31 grudnia 1942 roku na obszarze podległym OB „West”. Wykorzystując kadry zapewnione przez 165, 182 i 185 Dywizję Piechoty, szkoły wojskowe i napływ rekruta z rocznika 1924 dywizja została skompletowana pod względem kadrowym do siły wymaganej Tabelą Organizacji w dniu 1 marca 1943 roku, a w ciągu kolejnego miesiąca otrzymała komplet wyposażenia i z dniem 1 kwietnia 1943 roku uzyskała gotowość bojową. W tym dniu w skład jej jednostek artylerii weszły cztery lekkie haubice leFH 16, osiemnaście lekkich dział piechoty leIG 18, dwadzieścia lekkich haubic leFH 18, dwanaście ciężkich haubic sFH 18, a także dwanaście dział polowych produkcji francuskiej – cztery armaty K 331 (f) i osiem sFH 414 (f). Pod tym względem dywizja nie była wyjątkiem i coraz więcej jednostek polowych charakteryzowało się rosnącą mozaiką wyposażenia artyleryjskiego. Jedynie w segmencie moździerzy nie występowały tego rodzaju trudności i dywizja – jak wiele innych – posiadała komplet stu pięćdziesięciu sztuk tego rodzaju broni[28].

Patrząc na stan spraw związanych z niedoborem broni ciężkiej na przestrzeni 1942 roku widać wyraźnie z jak wielkimi trudnościami musiało mierzyć się OKH w dwóch najbardziej palących kwestiach – podtrzymania zdolności bojowej „Ostheer” i jednoczesnego stworzenia liczącej się rezerwy operacyjnej w ręku najwyższego dowództwa wojskowego. W styczniu 1942 roku na stanie Wehrmachtu znajdowało się łącznie 26494 moździerze, 4684 działa piechoty, 6701 lekkich dział polowych i 3419 ciężkich dział polowych. W październiku tego roku wykazywano na stanie odpowiednio 32883 moździerze, 4633 działa piechoty, 6204 lekkie działa polowe i 3395 ciężkich dział polowych. W tych warunkach zadanie formowania nowych dywizji niezbędnych do zapewnienia kontroli nad niemiecką strefą wpływu stawało się niezmiernie trudne, a pełne uzupełnienie stanów istniejących dywizji – wręcz niemożliwe.

Podobne trudności napotykała Luftwaffe – także w przypadku niemieckich sił powietrznych dał się zaobserwować gwałtowny spadek ilości samolotów w służbie operacyjnej, przy jednoczesnym wzroście aktywności sił powietrznych wroga na istniejących Teatrach Działań. W teorii działania sił powietrznych wroga nie sprawiały wrażenia autentycznego zagrożenia – nadal operacje brytyjskich przede wszystkim sił powietrznych przeciw celom w Europie Zachodniej i samej Rzeszy miały dość sporadyczny charakter, a Luftwaffe nie musiała utrzymywać zbyt wielkich sił we Francji, czy w krajach Beneluxu. Na Śródziemnomorskim Teatrze Działań zaangażowanie niemieckich sił powietrznych rosło, ale nie były one w swym wysiłku bojowym osamotnione – niemieckie samoloty operowały tam wspólnie z włoskimi siłami powietrznymi i radziły sobie przy tym dość dobrze, choć coraz wyższym kosztem. Najgorzej sytuacja sprzętowa kształtowała się na Wschodzie, gdzie nie zdołano uzupełnić strat powstałych wskutek walk toczonych podczas Operacji „Barbarossa” i „Tajfun”, ale skąd także zabrano szereg jednostek bojowych na rzecz innych Teatrów Działań. W dniu 3 stycznia 1942 roku stan liczebny Luftwaffe osiągnął minimum – dysponowała łącznie 5589 samolotami, z których zaledwie 2554 pozostawało w gotowości bojowej przy etatach wymagających posiadania 7161 maszyn. Mimo rosnących potrzeb Frontu Wschodniego najwyższe dowództwo Luftwaffe dało swym podwładnym odpowiedzialnym za operacje powietrzne na tym Teatrze Działań jasno do zrozumienia, że nie może liczyć na transfer nowych jednostek lotniczych. W zamian dokonano całego szeregu zmian organizacyjnych – 10 kwietnia 1942 roku z rejonu Smoleńska zabrano V Fliegerkorps dowodzony przez generała Richthofena i po krótkim pobycie w Niemczech sztab tej wielkiej jednostki zameldował się 28 kwietnia na Krymie. Pozostały na centralnym kierunku działań V Fliegerkorps generała Greima przejął pełną odpowiedzialność za centralny i północny kierunek działań, przy czym za wsparcie Grupy Armii „Północ” odpowiadać miała 1 Dywizja Lotnicza generała porucznika Fiebiga, za wsparcie Grupy Armii „Środek” natomiast nowo powstała 2 Dywizja Lotnicza, której struktury utworzył dotychczasowy sztab Flü „Africa” z generałem porucznikiem Stefanem Fröchlichem na czele. Luftwaffe nie miała dostatecznych środków, by zabezpieczać całą długość Frontu Wschodniego i intensyfikacja działań na jakimkolwiek kierunku powodowała stałą konieczność manewrowania siłami - w dniu 30 marca 1942 roku wszystkie jednostki operujące na Froncie Wschodnim posiadały jedynie 1766 samolotów[29]. W związku z tym sprawa kluczową stało się przygotowanie odpowiedniej ilości lotnisk z odpowiednią infrastrukturą, co konsekwentnie realizowano późną wiosną i wczesnym latem. Znacznie poprawiono system łączności i usprawniono dowodzenie na szczeblu operacyjnym, co dość szybko przyniosło poprawę efektywności bojowej sił powietrznych. Duże znaczenie miało także sukcesywne wprowadzanie do służby nowych typów samolotów – przede wszystkim najnowszej wersji Bf-109, ale także samolotów szturmowych i myśliwsko-bombowych. Udało się także podnieść stan liczebny jednostek bojowych zarówno w kwestii samolotów, jak i dostępnych załóg. Już 1 czerwca 1942 roku jednostki lotnicze Luftwaffe na Wschodzie meldowały stan 2324 samolotów, co stanowiło znaczną poprawę względem wiosny 1942 roku. Luftwaffe odebrała Armii szereg jednostek lotniczych (Nachtaufklärungsstaffeln i Fernaufklärungsstaffeln), które posłużyły do sformowania większych związków lotniczych odpowiedzialnych za rozpoznanie i podlegających bardziej scentralizowanemu dowództwu – Fernaufklärungsgruppe. Także na Zachodzie i na Południu sytuacja stawała się poprawiać – nowe Fw-190 A i Bf-109 G okazywały się bardzo skutecznym narzędziem prowadzenia wojny powietrznej, w wielu aspektach przewyższając używane w tym okresie przez brytyjski RAF konstrukcje. Mimo braku rewolucji w wyposażeniu jednostek bombowych i konieczności koncentrowania się na działaniach w wymiarze taktycznym Luftwaffe zdawała się „łapać drugi oddech”, nie brakowało jednak w łonie ścisłego jej kierownictwa kontrowersji i różnic zdań. Erhardt Milch zdecydowany był naciskać na skokowe zwiększanie produkcji lotniczej, czego potrzeby zdawał się nie dostrzegać Hans Jeschonnek. Oczywiście, wobec opisanych problemów natury sprzętowej na pierwszy rzut oka stanowisko Szefa Sztabu Generalnego Luftwaffe wydaje się kolosalnym błędem, ale w rzeczywistości nie było ono bynajmniej podyktowane naiwnością. Proces uzupełniania strat kadrowych wiosną i latem 1942 roku polegał przede wszystkim na praktycznie całkowitym wydrenowaniu zasobów istniejących lotniczych grup zapasowych (Ergänzugungsgruppen), co spowodowało konieczność gwałtownego zwiększenia naboru nowego personelu latającego, przy jednoczesnym skracaniu kursów pilotażu. Ewentualny rozwój liczebny Luftwaffe musiał w tych warunkach spowodować skokowy wzrost niedoboru wyszkolonego personelu latającego, a każdy rodzaj działalności sił powietrznych pozostawał ściśle uzależniony od ilości posiadanych rezerw paliw lotniczych i zdolności produkcyjnych tychże.

Produkcja i zużycie paliw lotniczych w tonach – 1942 rok

 

Produkcja

Zużycie

1 kwartał

281000

272000

2 kwartał

333000

388000

3 kwartał

417000

412000

4 kwartał

441000

354000

 

Jak widać po przedstawionym zestawieniu różnica pomiędzy poziomem produkcji paliw lotniczych, a ich zużyciem przez Luftwaffe była bardzo niewielka i nie tylko nie pozwalała na stworzenie większej rezerwy, ale także nakazywała dość dużą powściągliwość w kwestii tego w jaki sposób i gdzie należało wykorzystywać posiadane zasoby najefektywniej. Abstrahując od skąpych dostaw nowego sprzętu latającego[30], Luftwaffe posiadała pewien sufit w postaci maksymalnej ilości posiadanych jednostek lotniczych, a faktycznie jedynym sposobem na wzrost liczebności pod względem wyposażenia lotniczego pozostawały manipulacje w strukturach jednostek bojowych, czyli rezygnacja z jednostek bombowych (lub używających samolotów wielosilnikowych w ogóle) na rzecz jednostek używających samolotów jednosilnikowych. Na dłuższą metę Jeschonnek zorientowany na efektywne wykorzystywanie potencjału Luftwaffe do operacji bombowych nie mógł się rzecz jasna zgodzić. Także nasycenie jednostek bojowych nowymi pilotami w stosunkowo krótkim czasie miało swoje konsekwencje. Wprawdzie Luftwaffe, która skoncentrowała na południowym odcinku Frontu Wschodniego poważne siły błyskawicznie zdobyła panowanie w powietrzu, a jej uderzenia w tym okresie można streścić jako błyskawiczne, morderczo precyzyjne i wprost dewastujące[31], ale dość szybko okazało się, jak wiele słabości trapi Luftwaffe. Do tych najbardziej dotkliwych należał brak wyspecjalizowanych jednostek lotniczych do operacji wsparcia własnych wojsk naziemnych. Wprawdzie pod dowództwem Richthofena i Pflugbeila znalazło się łącznie aż dwadzieścia dwie bombowe Kampfgruppe, ale próby wykorzystywania części z nich do ataków na cele położone bezpośrednio na polu walki okazały się kosztowne – operujący na samolotach Heinkel He-111 KG-55 dokonał wprawdzie szeregu niszczących ataków za pomocą bomb odłamkowych SD-2, ale stracił przy tym aż osiem maszyn. Biorąc pod uwagę, że do zakończenia walk w dniu 20 maja cała 4 Flota Powietrzna straciła 37 samolotów w walce, były to straty niemałe. Mimo wszystko kampanię należało uznać za udaną – w tym samym okresie siły sowieckie straciły 417 samolotów, ale rozpoczęcie sowieckiej ofensywy w rejonie Izjum spowodowało po 12 maja szybki przerzut głównych sił Luftwaffe na północ, tym samym 4 Flota rozpoczęła nową kampanię właściwie bez pauzy operacyjnej i miała ją kontynuować w zasadzie do jesieni. Należy wyraźnie zaznaczyć, że zmiany w organizacji dowodzenia na szczeblu operacyjnym i poprawa funkcjonowania łączności przyniosły wymierne i pozytywne rezultaty – jak stwierdzał raport sztabu 1 Armii Pancernej Wehrmachtu, uderzenia lotnicze były niebywale skuteczne, myśliwce stanowiły skuteczną zaporę dla wrogich formacji bombowych i szturmowych, a poszczególne dowództwa związków polowych nie oczekiwały na reakcję własnych sił powietrznych dłużej niż dwadzieścia minut. Niemiecki kontratak skierowany przeciw sowieckiemu wyłomowi w rejonie Izjum wsparty został specjalnie utworzoną Gevechtsverband „Süd”, składająca się z jedenastu lotniczych Gruppen, a pozostałe jednostki skierowano do ataków na linie komunikacyjne wroga i jego lotniska. Tylko w dniu 13 maja 1942 roku piloci operującej z bazy w Konstantyniwce JG-77 „Herz Ass” zgłosili jedenaście zwycięstw powietrznych i nawet mimo świadomości istnienia zjawiska „overclaiming” skuteczność Jagdwaffe była przerażająca. Większość sowieckich pułków lotniczych uwikłanych w walki w drugiej dekadzie maja wykazywała po sześć i mniej samolotów na stanie i nie była w stanie w żaden sposób wpłynąć na obraz sytuacji. Do chwili zamknięcia pierścienia okrążenia wokół sowieckich jednostek nacierających na Charków, czyli do dnia 24 maja siły Pflugbeila wykonały 15 648 lotów bojowych, zrzucając 7700 ton bomb. Straty Luftwaffe z przyczyn bojowych wyniosły podczas bitwy 49 samolotów i 110 lotników. Kolejne operacje bojowe z użyciem sił powietrznych na rzecz wsparcia wojsk polowych „Ostheer” w miesiącach letnich miały podobny przebieg – szczególnie istotne okazała się wsparcie powietrzne podczas trudnej operacji zdobywania Sewastopola, kiedy to w ciągu miesiąca samoloty 4 Floty Powietrznej wykonały tak wielki wysiłek bojowy, że przekroczyły wszelkie normy dostarczanego nad cel tonażu bomb (do 4 lipca zrzucono 28 528 ton bomb w rejonie walk), co było możliwe przede wszystkim dzięki osiągnięciu bardzo wysokiego współczynnika utrzymania zdolności bojowej sprzętu latającego, wynoszącego bardzo wysokie w realiach Frontu Wschodniego 64 % stanu ewidencyjnego jednostek. Bezustanny wysiłek bojowy i coraz większe oddalenie od dobrze przygotowanych baz lotniczych dysponujących znakomitym zapleczem miał jednak swoją cenę – wprawdzie wyrażane w liczbach cząstkowych, dzielonych na poszczególne fazy walk, lub operacje zaczepne straty własne wydawały się niewielkie, niemniej jednak miały coraz większy wpływ na wyczerpywanie się potencjału niezwyciężonej zdawałoby się Luftwaffe. W okresie czerwiec – październik 1942 suma miesięcznych strat bojowych i operacyjnych w jednostkach myśliwskich i bombowych była dość zbliżona i wynosiła po 15, do 20 % stanów. Także zsumowanie strat łącznych Luftwaffe w tym okresie pokazuje jak szybkiej erozji ulegała jej siła bojowa, co musiało się w końcu przełożyć na gwałtowny spadek jej bojowej efektywności, tym bardziej, że przecież Front Wschodni nie był jedynym obszarem bojowej aktywności niemieckich sił powietrznych[32].

Straty bezpowrotne Luftwaffe z podziałem na Teatry Działań

 

Front Wschodni

Inne Teatry Działań

Czerwiec 1942

350

299

Lipiec 1942

438

386

Sierpień 1942

436

371

Wrzesień 1942

332

206

Październik 1942

200

324

Listopad 1942

224

595

Grudzień 1942

408

366

Łącznie

2388

2547

Suma Strat

4935

 

Tak jak w przypadku sił polowych zaprezentowany poziom strat – przy istniejących możliwościach ich bieżącego uzupełniania – w gruncie rzeczy doprowadził do trwającej tygodniami stopniowej erozji siły bojowej niemieckiej Luftwaffe. Tak jak w przypadku dywizji „Ostheer”, mowa o trudno dostrzegalnym zjawisku dla najwyższego dowództwa, gdyż straty zadawane sowieckim siłom powietrznym wielokrotnie przewyższały straty własne, co w zasadzie traktowano już jako pewien aksjomat i w pewien sposób przyzwyczajono się, do tego, że bez względu na okoliczności Luftwaffe w przypadku nadejścia momentu krytycznego „jakoś sobie poradzi”. Główną przyczyną utrwalenia się takiego sposobu myślenia w ścisłym kierownictwie wojennym był rzecz jasna rosnący bezwład decyzyjny w łonie samego OKL, gdzie stale słabła pozycja pragmatycznego Jeschonnka, przy jednoczesnym utrzymywaniu się znaczenia „starego towarzysza partyjnego”, Hermanna Göringa. Mówiono rzecz jasna głośno i otwarcie o drastycznym obniżeniu się na przestrzeni miesięcy jesiennych stanów bojowych – gdy rozpoczynano realizację „Fall Blau” dysponowano w 4 Flocie Powietrznej siłą 480 bombowców, z których aż 323 (67 %) pozostawały w gotowości operacyjnej, co stanowiło wyśmienity wynik w niemieckich realiach. Gdy natomiast 10 października 1942 roku 4 Flota Powietrzna otrzymała polecenie skoncentrowania wszystkich dostępnych bombowców do operacji zniszczenia pól naftowych w rejonie Groznego była w stanie skierować do akcji zaledwie 129 sprawnych maszyn z 232 posiadanych łącznie na stanie bombowców[33]. Poziom gotowości bojowej posiadanych sił obniżył się zatem wyraźnie, bo spadł do zaledwie 55 %, przy jednoczesnym wykruszeniu się dysponowanych załóg i samolotów wskutek opisywanego wysokiego poziomu strat własnych wynikającego z nadmiernej eksploatacji posiadanych sił, które tygodniami wykonywały operacje bojowe w szalonym wręcz tempie – jak w przypadku III./KG 55, która jeszcze późną wiosną potrafiła mając w linii zaledwie kilkanaście sprawnych maszyn wykonywać około pięćdziesięciu lotów bojowych dziennie i to tempo działań nie słabło latem i jesienią ani na moment. Podstawowym i nierozwiązywalnym w ciągu krótkiego czasu problemem przyspieszającym zjawisko erozji trawiące siły Luftwaffe na Froncie Wschodnim był karykaturalny wręcz poziom infrastruktury w bazach wysuniętych setki kilometrów na wschód od punktu wyjścia kampanii letniej 1942 roku. Problem był w istocie nierozwiązywalny, gdyż wystąpił w momencie, w którym z szeregów Luftwaffe w bardzo krótkim czasie ubyło blisko 200 000 ludzi skierowanych do służby w jednostkach polowych na froncie, których nie dało się zastąpić w krótkim czasie. Drenaż zasobów ludzkich dotknął przecież przede wszystkim operacyjnego zaplecza sił powietrznych, czyli jednostek łączności i budowlanych. To bardzo utrudniało jesienią 1942 roku prawidłowe funkcjonowanie zaplecza bojowego komponentu Luftwaffe, który właściwie nie był w stanie wspierać skutecznie jednoczesnych operacji Grupa Armii „A” i „B”. Widać to szczególnie wyraźnie zestawiając miesięczny stan gotowości bojowej jednostek Luftwaffe[34].

Stan liczebny jednostek lotniczych niemieckich sił powietrznych - 1942

 

Stan etatowy

Stan aktualny

W gotowości bojowej

3 Stycznia

7161

5589

2554

7 Lutego

7160

5691

2359

4 Marca

7668

5486

2439

10 Kwietnia

7480

5568

3007

10 Maja

7347

6041

3483

10 Czerwca

7330

6511

4194

10 Lipca

7484

6548

3995

10 Sierpnia

7573

6310

3860

10 Września

7736

6491

4117

10 Października

7919

6673

4074

10 Listopada

8367

6661

4100

10 Grudnia

8786

5970

3502

 

Jak wynika z zestawienia, szefostwo sił powietrznych mimo lawinowo rosnącego zapotrzebowania na jednostki bojowe (cały rok 1942 to choćby znaczny wzrost liczebny nocnego lotnictwa myśliwskiego) na dłuższą metę nie było w stanie w sposób znaczący zwiększyć swych bojowych aktywów, choć należy przyznać, że zdołało wyprowadzić siły powietrzne z zapaści, w której znalazły się na przełomie 1941/1942. Największym problemem pozostawał niski poziom gotowości bojowej jednostek lotniczych, co stawiało pod poważnym znakiem zapytania zdolność Luftwaffe do realnego oddziaływania na sytuację bojową w skali operacyjnej.

Najmniejszy z trzech rodzajów sił zbrojnych Niemiec – Kriegsmarine – kończyła jesienią 1942 roku jedną ze swoich najbardziej udanych kampanii militarnych w dotychczasowych zmaganiach, Operację „Paukenschlag”. W czasie bezlitosnej ofensywy okrętów podwodnych u brzegów Ameryki, a wkrótce także na Karaibach, a nawet na wodach Zatoki św. Wawrzyńca Niemcy kosztem dwudziestu dwóch utraconych okrętów podwodnych zdołali posłać na dno 609 statków alianckich różnych bander o łącznej pojemności 3,1 miliona ton BRT, co spowodowało ogromny chaos w systemie alianckiej logistyki. Szczególnie dotkliwe okazały się być duże straty zadane flocie tankowców – w efekcie naruszenia łańcucha dostaw trzeba było we Wschodniej Kanadzie okresowo wprowadzić racjonowanie paliw płynnych, rzecz trudna do zaakceptowania biorąc pod uwagę alianckie możliwości surowcowe w tym względzie. Gdy jednak rosnący opór i coraz lepsza organizacja sieci konwojowej zmusiła niemieckie kierownictwo wojny podwodnej do stopniowego wycofywania swych sił z powrotem na szlaki północnoatlantyckie sukcesy gwałtownie zmalały, a straty własne bardzo wzrosły – w drugiej połowie 1942 roku FdU odnotowało stratę aż 66 okrętów podwodnych, przy 21 utraconych w ciągu pierwszych miesięcy tego roku. Niemcy odnieśli wprawdzie bardzo duże sukcesy na dalekich morzach, a także na arktycznej trasie konwojowej wiodącej do ZSRR (po klęsce konwoju PQ-17 kolejny wyruszył ta trasą do portów ZSRR dopiero we wrześniu), ale w rzeczywistości działania te tylko „pudrowały” coraz gorszą dla Niemiec sytuację na morzach. Efektywność operacji U-Bootów przeciw coraz lepiej chronionym konwojom na kluczowej trasie wiodącej przez Północny Atlantyk już od połowy 1941 roku była bardzo niska, a alianckie siły obronne zyskiwały coraz większą przewagę technologiczną nad niemieckimi podwodniakami. Faktycznie ogromne sukcesy możliwe były jedynie w rejonach o słabej i bardzo słabej organizacji obrony – tak jak miało to miejsce na wodach Południowego Atlantyku, czy u wybrzeży Ameryk, ale także tam wkrótce „źródło” zaczęło wygasać. Sam Dönitz zdawał sobie sprawę ze stopniowego odwracania się wojennej fortuny i choć propaganda potrafiła nazwać rok 1942 „Rokiem U-Bootów”, dowodzący tą formacją admirał wraz ze stopniowym wycofywaniem swych sił spod morskich wrót Ameryki coraz częściej starał się przygotować Hitlera i opinie publiczną na nadchodzące „chude czasy” i przede wszystkim – rosnące straty własne. W rzeczywistości skala sukcesu Operacji „Paukenschlag” wyniosła Dönitza bardzo wysoko w hierarchii ścisłego kierownictwa wojennego Niemiec, a Hitler, który jeszcze nie tak dawno rozczarowany wynikami kampanii na Północnym Atlantyku odsyłał okręty podwodne na Morze Śródziemne, lub do Arktyki, gdzie w jego ocenie faktycznie mogłyby w jakichś sposób realnie wesprzeć wysiłek wojsk lądowych, nagle zaczął coraz częściej liczyć się z opinią szefa FdU. De facto Dönitz znacząco wzmocnił swoją osobistą pozycję atrakcyjną wizją opóźniania zwiększania aktywności militarnej aktywności Aliantów Zachodnich z każdą zatopioną toną na szlakach żeglugowych, choć w rzeczywistości jego techniczne i taktyczne[35] zacofanie względem rozwoju środków wojny morskiej (zwłaszcza systemów walki radioelektronicznej) stawiało Kriegsmarine we wprost rozpaczliwym położeniu. Już raz – w 1940 roku – okazało się, że niemieckie okręty podwodne nie stanowią istotnej zapory dla dużych operacji amfibijnych Aliantów Zachodnich, teraz jednak zapomniano o tej lekcji i traktowano U-Bootwaffe jako autentyczna zaporę antyinwazyjną. Listopad 1942 roku przyniósł pod tym względem co najmniej niejednoznaczne wyniki zmagań, łatwo było w efekcie nimi manipulować i dość dowolnie przedstawiać w Berlinie. Odpowiedzialny za prowadzenie działań okrętów podwodnych Karl Dönitz informował, że Kriegsmarine zadała w tym szczytowym miesiącu swej kampanii na szlakach żeglugowych Aliantów swój największy jak dotychczas sukces topiąc około 900 000 ton BRT i zadając niebagatelne straty marynarkom wojennym swych przeciwników[36]. W rzeczywistości, okręty podwodne Państw Osi posłały na dno w tym miesiącu 119 statków o łącznym tonażu 729 000 ton BRT, co stanowiło ogromny sukces. Jednak tylko dwadzieścia dziewięć z nich zatopiono na szlaku północnoatlantyckim, wiodącym z Ameryki do Wielkiej Brytanii, wszystkie pozostałe uległy natomiast torpedom i pociskom z artylerii pokładowej na odleglejszych akwenach. Mimo zaangażowania kilkudziesięciu w sumie jednostek niemieckich i włoskich, okręty podwodne nie były w stanie w poważniejszy sposób zakłócić operacji lądowania Aliantów w Afryce Północnej („Torch”), co miało szczególne znaczenie dla całego Śródziemnomorskiego Teatru Działań. Z uwagi na arcytrudne warunki działania także na Dalekiej Północy nie udało się już nigdy powtórzyć sukcesu z batalii z PQ-17. Gwałtowny rozwój liczebny niemieckich sił podwodnych miał obok stałego wzmacniania potencjału alianckich sił obronnych bardzo duże znaczenie w procesie stabilizowania sytuacji. W listopadzie i grudniu 1942 roku z uwagi na „Torch” ruch alianckich konwojów na trasie północnoatlantyckiej był mniejszy niż zazwyczaj i z tych samych powodów także mniej U-Bootów skierowanych zostało do akcji na Północnym Atlantyku, ale spojrzenie na efekt operacji bojowych tych ostatnich jest świadectwem nowej, niekorzystnej dla Niemców tendencji. W okresie wspomnianych dwóch miesięcy Kriegsmarine wykonała łącznie 84 patrole okrętów podwodnych, z których 36 (czyli aż 43 %) dowodzonych było przez debiutantów. Podczas tych operacji zatopiono 59 statków, tracą 13 własnych okrętów podwodnych (15 % użytych sił), ale aż czterdzieści trzy (51 % uczestniczących w patrolach) U-Booty nie zdołały odnotować żadnego sukcesu. Owszem, straty zadane z wszystkich przyczyn alianckiej żegludze w ciągu 1942 roku były bardzo ciężkie – spisano ze stanu 1664 statki o łącznym tonażu 7,8 miliona ton BRT, z czego okręty podwodne zatopiły 1160 statków o łącznym tonażu 6,25 miliona ton BRT. Straty te spowodowały, że żegluga aliancka kończyła rok 1942 ze stratą netto wynoszącą 1,3 miliona ton BRT. Szczególnie wielkie straty poniosła aliancka flota zbiornikowców, co spowodowało znaczące obniżenie brytyjskich rezerw paliwowych, które zmniejszyły się na przestrzeni roku z 7 do około, 5,25 miliona ton[37]. Czy był to jednak autentyczny powód do optymizmu dla kierownictwa niemieckiej wojny morskiej? Fakty były takie, że na dłuższą metę okręty podwodne nie były w stanie przerwać, lub choćby realnie zagrozić któremukolwiek z kluczowych dla Aliantów szlaków żeglugowych. Niemcy nie potrafili na dłuższą metę zablokować nawet trasy północnej – do ZSRR – choć tam byli w stanie z uwagi na bliskość własnych baz w północnej Norwegii operować swymi okrętami nawodnymi i siłami powietrznymi. Należy zaznaczyć wyraźnie, że dowództwo Kriegsmarine miało przy tym pełną świadomość sytuacji i od dłuższego czasu notowało stałą tendencję spadkową skuteczności bojowej swych morskich formacji. Znacznie większe znaczenie miały z punktu widzenia Ostheer i zmagań na Froncie Wschodnim działania sił morskich Niemiec i ich sojuszników na dwóch niewielkich i zamkniętych akwenach – na Bałtyku i na Morzu Czarnym. Pomijając fakt znikomej efektywności sowieckiej marynarki wojennej na tych morskich Teatrach Działań niemiecka marynarka we współpracy z Luftwaffe potrafiła realizować dwa swoje najważniejsze zadania – skutecznie osłaniać ruch własnej żeglugi na Bałtyku z arcyważnym importem szwedzkich rud z okręgu Kiruna do Rzeszy, oraz wspierać operacje Wehrmachtu w strefie przybrzeżnej Morza Czarnego, gdzie Admirał Morza Czarnego mając do dyspozycji jedynie ścigacze i promy potrafił transportować odczuwalne ilości zaopatrzenia, a nawet całe związki taktyczne. Wszystko to było możliwe z powodu bardzo słabego dowodzenia znacznie liczniejszą i silniejszą marynarką ZSRR, brakiem efektywnego wsparcia ze strony sił powietrznych i bardzo kiepską infrastrukturą pozostałych Sowietom jeszcze baz morskich.

W sumie, zbierając razem wszystkie te poszczególne elementy perspektywy na utrzymanie przez Rzeszę zdolności do dalszego prowadzenia wojny nie były traktowane jako szczególnie dobre. Rozumiano konieczność zbudowania rezerw strategicznych z uwagi na Aliantów Zachodnich, którzy stopniowo rozbudowywali własne siły, a z uwagi na ich morską potęgę mogli uderzyć potężnie i co gorsza – w dowolnym miejscu kontrolowanej przez Niemcy strefy. Z drugiej natomiast strony jasnym było, że istnieje pewna rezerwa czasu niezbędnego dla realnego zaangażowania się tychże Mocarstw Zachodnich w działania wojenne w Europie, co dawało Hitlerowi czas. Warto zwrócić uwagę na to, że znakomita większość niemieckich programów zbrojeniowych i planów mobilizacyjnych zakładała osiągnięcie maksimum efektywności na późną wiosnę i lato 1944 roku, co świadczyć może, że Hitler jako osoba zawsze podejmująca decyzje ostateczne oczekiwał „wejścia do gry” Amerykanów i Brytyjczyków właśnie w tym okresie. Jeśli tak, w dużej mierze prawidłowo oszacował on czas potrzebny na zbudowanie adekwatnej do potrzeb potęgi przez Zachód. Z pewnością w jakichś sposób takie spojrzenie warunkowało także możliwości niemieckich działań na Wschodzie. Mowa była już o tym, że pogodzono się milcząco z brakiem możliwości rozstrzygnięcia wojny na Wschodzie poprzez fizyczny podbój ZSRR zdając sobie sprawę z niedostatku własnych sił i szczupłości rezerw. Jeśli już można było oczekiwać jakichkolwiek zmian w skali strategicznej, to wierzono tylko w możliwość opanowania części sowieckich źródeł ropy i utrzymywania pod kontrolą obszarów o dużym znaczeniu ekonomicznym dla Rzeszy z uwagi na choćby zasoby surowców. Istotnym novum w sposobie myślenia Hitlera na temat toczonej przez Niemcy wojny była więc koncentracja wysiłków na zdolności do tego stanu podtrzymywania, przy jednoczesnym znacznym ograniczeniu ambicji strategicznych.

Tak zatem powstało koło zamachowe wielu kolejno następujących po sobie trudnych decyzji natury strategicznej i operacyjnej – należało bezwzględnie utrzymać kontrolowaną przez Wehrmacht strefę dającą zasoby materialne niezbędne dla podtrzymania zdolności do dalszego prowadzenia wojny z potężną koalicja wrogów Rzeszy, by móc produkować więcej czołgów, dział i samolotów, oraz – co równie istotne – zapewnić tanią, lub wręcz darmową siłę roboczą zdolną zastąpić Niemców powoływanych do służby w armii, by uzupełnić ponoszone na wojnie straty i tworzyć nowe dywizje, których głód wobec stale rosnących potrzeb tak bardzo odczuwano.

 

Wróg

Po ponad roku działań wojennych na bezkresnych obszarach Związku Radzieckiego wszyscy uczestniczący w tych zmaganiach członkowie Ostheer – od szeregowych weteranów, po najwyższych rangą oficerów – mieli wrażenie, że bardzo dobrze poznali swego wroga. W gruncie rzeczy, Armia Czerwona niewiele się pod wieloma względami zmieniła od swej poprzedniczki – Armii Carskiej. Mało wyrafinowana taktycznie, działająca często bezładną masą ludzi i sprzętu, popełniająca wielokrotnie te same błędy. Mimo wszystko, owe sowieckie masy często tkwiące z uporem w beznadziejnej obronie do ostatniego żołnierza lub nacierające bez wytchnienia wprost po stertach ciał wcześniej poległych kolegów robiły na niemieckich żołnierzach równie upiorne wrażenie, co krajobrazy Związku Radzieckiego, czy poziom życia jego mieszkańców. Front Wschodni był przerażającym miejscem niezależnie od tego, gdzie się na nim służyło i w jakim charakterze, a przede wszystkim gdzieś tam w oddali, często przez całe tygodnie zupełnie niewidoczny czaił się wróg – liczny i twardy, skory do poświęceń i trudny do pokonania. Oczywiście żołnierze Ostheer na podstawie własnych doświadczeń wyczuwali w przeważającej większości przypadków, że są lepiej wyszkoleni, a prowadzą ich do walki bardziej kompetentni oficerowie na różnych szczeblach i to zaufanie do własnych umiejętności często decydowało o życiu lub śmierci tak w pierwszych miesiącach Wojny na Wschodzie, jak i w czasie kampanii późniejszych. Mimo wszystko walka z żołnierzami Związku Radzieckiego należała do doświadczeń ekstremalnych nawet w realiach II Wojny Światowej, nie tylko dlatego, że konflikt na Wschodzie był chyba najbardziej przepełniony ideologią z wszystkich frontów II Wojny Światowej. Dla Niemców „Sowiecki Raj” i wszystkie jego części składowe – poczucie własnej wyższości, niewysłowiona bieda tubylców, bezkresne lasy pełne mokradeł, lub niekończące się stepy zlewały się ostatecznie wraz z postacią radzieckiego żołnierza w jedno. Cały kraj stawał się wrogiem, co ostatecznie nie tylko budowało poczucie strachu, ale i popychało do potwornych zbrodni. Przede wszystkim jednak podpowiadało zasadnicze pytanie, brzmiące najczęściej – „ilu jeszcze?” lub „ile jeszcze?”.

W oczach Niemców żołnierz sowiecki pozbawiony był jakiejkolwiek indywidualności i najczęściej kojarzył się właśnie z masą. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że wrażenie niekończących się zasobów ludzkich i sprzętowych Armii Czerwonej było czymś powszechnym i opartym na całkiem realnych podstawach – włącznie z własną obserwacją na czele. Nigdy wcześniej niemieckie siły zbrojne nie musiały prowadzić działań wojennych wobec wroga, któremu zadawano tak kolosalne straty w ludziach i sprzęcie, po czym mimo utraty olbrzymich obszarów kraju nadal kontynuował on wojnę i był w stanie bez końca, zdawałoby się, zapełniać szeregi kolejnych dywizji i brygad ludźmi, czołgami i działami.

Kolokwialnie – kolos, który pod gradem ciosów chwiał się, ale nie upadał. Kolos, który swymi możliwościami demograficznymi czynił siebie niezwyciężonym i nie odczuwał w związku z tym ponoszonych strat ludzkich. To jednak tylko stereotyp, jeden z resztą z wielu stereotypów towarzyszących postrzeganiu realiów Frontu Wschodniego przez obserwatorów zmagań, zarówno wtedy, jak i dziś. Ogrom strat ponoszonych przez siły zbrojne ZSRR był przedmiotem wielkiej troski ze strony najwyższych władz tego państwa z samym Józefem Stalinem na czele. Oczywiście trudno przyjąć taką możliwość do wiadomości mając do czynienia z uosobieniem tyranii porównywalnym chyba tylko wyłącznie z Adolfem Hitlerem, ale faktycznie tak było i istniały ku temu poważne powody. Najbardziej oczywistym był oczywiście prosty fakt przegrywania zmagań wojennych, a często niedostrzeganym był powód równie wielkiej, a może nawet i większej wagi – wyczerpywania się zasobów w nieakceptowalnym tempie, dzięki którym tę wojnę można było nadal prowadzić.

Aby zrozumieć wagę zagadnienia sowieckich zasobów ludzkich i możliwości lub konieczności ich alokacji należy przyjrzeć się sowieckiej demografii, co z uwagi na stan badań jest zadaniem niełatwym. Władze sowieckie z wyraźną niechęcią zajmowały się wnikliwymi badaniami demograficznymi z wielu powodów, z których najbardziej oczywisty jest ten, że w okresie 1929-1939 miały w tej materii wiele do ukrycia. W efekcie akcji kolektywizacyjnej i towarzyszących jej brutalnych represji, ale również przy okazji „Wielkiego Głodu” i wreszcie „Wielkiej Czystki” na przestrzeni omawianej dekady ZSRR poniósł straty ludzkie porównywalne do wieloletniego i krwawego konfliktu takiego, jak zmagania II Wojny Światowej. Do dziś zresztą o łącznych liczbach ofiar wymienionych wydarzeń mimo tytanicznej pracy wielu historyków możemy mówić wyłącznie w formie spekulatywnej. Jakby nie było, straty demograficzne liczone w milionach miały wpływ na zdolności mobilizacyjne ZSRR, które jakkolwiek nadal ogromne, zostały jednak skutkiem polityki wewnętrznej władz kraju zmniejszone. Rzecz sprowadza się do tego, że zmniejszyły się nie tylko z powodu ponadmiarowej liczby zgonów (najgorszy pod tym względem okres „Wielkiego Głodu” przyniósł najprawdopodobniej w całym Związku Radzieckim nieco ponad sześć milionów ofiar)[38], ale także z powodu wykluczenia społecznego bardzo licznych grup ludności, skazanej na wewnętrzną banicję, lub uwięzionej w rozwijanym nieustannie aparacie represji. Z wielu względów pewnej części dotkniętych przez represje świadomie z powodu braku politycznego zaufania nie zamierzano do sił zbrojnych powoływać, deportacje przyniosły kolejne tysiące ofiar śmiertelnych (co najmniej milion osób), tysiące kolejnych osób figurowało w spisach mobilizacyjnych wyłącznie statystycznie. Mowa rzecz jasna o skazanych za przestępstwa z art. 58, czyli z powodu działalności kontrrewolucyjnej na karę pozbawienia wolności z zakazem prawa do korespondencji, co w praktyce oznaczało natychmiastowo wykonywaną karę śmierci[39]. W sumie, spis ludności z roku 1939 pomimo wszystkich tych strat demograficznych wymieniał liczbę 170 557 000 mieszkańców ZSRR, która skutkiem aneksji i podbojów militarnych kolejnych terytoriów Europy wschodniej wzrosła w 1941 roku najprawdopodobniej do liczby 196 716 000[40], którą to liczbę mieszkańców podaje się najczęściej jako oficjalne dane władz państwowych ZSRR. Nie wynikało jednak z tak skokowego wzrostu ludności równie radykalne zwiększenie możliwości mobilizacyjnych – równolegle przecież z zajęciem wspomnianych terytoriów w latach 1939-1941 wzrosła liczba osób deportowanych z zamieszkujących je grup etnicznych, tak jak w stosunku do wielu z pozostałych pozostawała niechęć wynikająca z niepewności ich politycznej postawy (Bałtowie, Polacy, część Białorusinów i Ukraińców itd…), która w oczach aparatu państwowego stawiała możliwość skorzystania z tych zasobów ludzkich pod poważnym znakiem zapytania. Nie da się jednakże w okresie poprzedzającym bezpośrednio agresję Niemiec na ZSRR dokładnie wskazać liczby takich osób, z pewnością jednak była ona niemała – w sensie należy ją obliczać bardziej jako setki niż dziesiątki tysięcy mężczyzn, mimo, że nie jestem w stanie podać dokładnej liczby osób wyłączonych w ten sposób z potencjalnej puli ludzkich uzupełnień. Możliwym jest jednak podanie łącznej liczby mężczyzn w wieku poboru w ZSRR w 1939 roku (na podstawie spisu ludności) i stopnia wykorzystania rezerw ludzkich (na podstawie raportów właściwych urzędów i instytucji), co powinno rzucić więcej światła na zagadnienie dostępności (lub nie) zasobów ludzkich w ZSRR. W poszczególnych kategoriach wiekowych liczby te prezentują się następująco[41]:

Liczby ludności w poszczególnych grupach wiekowych w ZSRR w 1941 r.

(w milionach)

Grupa Wiekowa

Mężczyźni

Kobiety

Razem

15-19 lat

8,46

8,72

17,18

20-24 lata

7,63

8,15

15,78

25-29 lat

9,05

9,47

18,52

30-34 lata

7,75

7,85

15,6

35-39 lat

6,03

6,93

12,96

40-44 lata

4,46

5,14

9,6

Razem

43,38

46,26

89,64

 

Wynikająca z prostego przeliczenia liczby mężczyzn w grupach wiekowych pożądanych w służbie w siłach zbrojnych liczba niemal czterdziestu trzech i pół miliona ludzi robi wrażenie nieskończonych w warunkach drugowojennych zasobów ludzkich, jednakże sami Sowieci analizując własne potrzeby mobilizacyjne na wypadek wojny przed jej wybuchem, a potem tworząc zestawienia posiadanych rezerw ludzkich już w trakcie działań wojennych stawiali znacznie niższe kwoty mężczyzn zdolnych do służby wojskowej. W efekcie rozmaitych wspomnianych wykluczeni i ubytków, ale także z powodu konieczności zapewnienia rad do pracy gospodarce państwa odpowiedzialne departamenty Sztabu Generalnego szacowały ilość rezerw ludzkich dużo poniżej wykazanej liczby. Oczywiście każdego kolejnego roku nowy rocznik osiągał wiek zdolności do służby w armii, ale także każdego roku kolejny rocznik zakres wiekowy poboru opuszczał, a gdy wybuchła wojna, trzeba było stan rezerw ludzkich umniejszyć o zasoby skierowano w celu skompletowania struktur sił zbrojnych czasu wojny, czyli mówiąc krótko o wyniki mobilizacji, ale także i to bardzo szybko – o konieczność skierowania do istniejących związków bojowych uzupełnień w związku ze stratami ocenianymi jako bezpowrotne. Szczególnie silne wrażenie robią dwa dokumenty powstały w agendach sowieckiego Sztabu Generalnego, określające kwoty mobilizowanych do służby, strat, uzupełnień i pozostających do dyspozycji rezerw.

Pierwszy dokument, sporządził w dniu 1 maja 1942 roku Szef Departamentu Organizacji i Archiwów w Dyrektoriacie Operacyjnym Sztabu Generalnego Armii Czerwonej, pułkownik Jefremow[42]. Na podstawie zgromadzonych dokumentów wylicza on stan armii Związku Radzieckiego w chwili agresji Niemiec na 4 924 000 ludzi, i wskazuje, że do dnia 1 sierpnia 1941 roku szeregi Armii Czerwonej zasiliło 2 456 000 ludzi z mobilizacji. Do dnia 1 stycznia 1942 roku Armię Czerwoną zasiliło już razem 11 790 000 ludzi, do których w okresie 1 stycznia 1942 – 1 marca 1942 dołączyło kolejnych 700 000 powołanych do służby. W sumie zatem do dnia 1 marca 1942 roku nie uwzględniwszy strat liczebność Armii Czerwonej powinna osiągnąć pułap 17 414 000 ludzi, jednakże tego dnia stan liczebny wszystkich formacji radzieckich to 9 315 000 ludzi. W tym samym czasie jednak, straty bezpowrotne szacowano na 3 217 000 ludzi, zatem nie wiedziano w departamencie Jefremowa co stało się z 4 882 000 powołanych do służby Czerwonoarmistów. Bez względu na niepowodzenia sowieckich sprawozdawców i brak dokumentacji raport Jefremowa jest dość cennym artefaktem, gdyż przede wszystkim, pokazuje, że już do dnia 1 marca 1942 roku powołano pod broń z puli zdolnych do służby niemal siedemnaście i pół miliona ludzi. Więcej światła na kwestię stanu zasobów ludzkich ZSRR w tym okresie rzuca drugi z oficjalnych dokumentów – tym razem określający stan zasobów ludzkich na dzień 1 września 1942 roku i sygnowany podpisem generała Jefima Szczadienki, pełniącego obowiązki Szefa Głównego Zarządu Formowania i Mobilizacji Sztabu Generalnego Armii Czerwonej i Zastępcy Ministra Obrony. Mówimy zatem o osobie o znacznie większych możliwościach dostępu do dokumentacji. Raport Szczadienki sporządzony został na polecenie Przewodniczącego Rady Obrony ZSRR i do niego osobiście adresowany[43]. Bardzo precyzyjnie wskazuje on stan rezerw ludzkich w ZSRR i jako taki pokazuje wyraźnie, do jakiego punktu wykorzystania możliwości doszły władze sowieckie niespełna półtora roku po rozpoczęciu wojny z Niemcami.

Stan Liczebny Sił Zbrojnych 22 VI 1941

5 000 000

Użycie zasobów ludzkich po wybuchu wojny

Liczebność całkowicie zmobilizowanych sił zbrojnych

10 000 000

Liczebność uzupełnień odesłanych do istniejących jednostek

8 574 500

Zasoby ludzkie wykorzystane do tworzenia nowych związków bojowych

6 450 000

Razem

25 024 500

Źródła pokrycia zapotrzebowania na zasoby ludzkie

Z zasobów kraju (pobór rekruta)

18 069 000

Powrót rannych do szeregów

3 174 000

Wykorzystanie uciekinierów z okrążenia

114 000

Uwolnienie zasobów na skutek redukcji Tabeli Organizacji i Uzbrojenia związków tyłowych i polowych

3 667 300

Razem

25 024 500

Dostępność zasobów ludzkich i ich rozchodowanie

Osoby zdolne do służby wojskowej na terytorium ZSRR na dzień 1 stycznia 1941 roku, urodzone w latach 1890-1921

20 023 800

Oficerowie rezerwy

893 200

Członkowie grup wiekowych 1919-1921 w czynnej służbie w dniu wybuchu wojny

3 679 200

Kadra oficerska czynna w chwili wybuchu wojny

554 200

Poborowi roczników 1922-1923

2 118 600

Poborowi roczników 1924-1925

1 450 000

Specjalne wyjątki od poboru

2 781 000

Razem

31 500 000

Zasoby ludzkie wykorzystane lub stracone od początku wojny

Pozostali na terytorium okupowanym przez wroga

5 631 000

Wyłączeni z mobilizacji z uwagi na pochodzenie etniczne

250 000

Zmobilizowani do służby

18 069 000

Przeniesieni na podstawie Rezolucji 2100 Ludowego Komitetu Obrony z dnia 26 lipca 1942 roku, „O nadzwyczajnych środkach podjętych dla wzmocnienia Armii Czerwonej”

1 380 000

Razem

24 830 000

Pozostałe niewykorzystane zasoby ludzkie

Specjalne wyjątki od poboru na rzecz gospodarki narodowej

2 781 000

W kolumnach roboczych

1 321 000

Poborowi rocznika 1925

700 000

Niepowołani do służby w wieku do 45 lat w Centralnym Azjatyckim Dystrykcie Wojskowym

600 000

Niepowołani do służby w wieku powyżej 45 lat

500 000

We Frontach Transkaukaskim, Transbajkalskim i Dalekowschodnim

505 000

Oficerowie rezerwy

156 000

Ozdrowieńcy, którzy powrócą ze szpitali w ciągu kolejnych trzech miesięcy

350 000

Razem

6 973 000

Zdolni do służby w więzieniach i na terenie GUŁag

1 156 000

Potencjalny przyrost liczby zdolnych do służby w ciągu następnych 6 do 7 miesięcy

2 300 000

Z wykorzystanej puli 18 069 000 osób na dzień 1 IX 1942

W aktywnej służbie

11 055 700

W szpitalach

766 000

Niezdolni do służby, zwolnieni

1 150 000

Zmarli w szpitalach

177 000

Zabici i zaginieni

4 920 300

Razem wykorzystano lub stracono do dnia 1 IX 1942 24 830 000 ludzi, co stanowi 12,7% całej populacji ZSRR, z puli łącznej 31 500 000, co stanowi 16,4 % całej populacji kraju.

 

Powyższe informacje malują bardzo czarny obraz błyskawicznej wręcz konsumpcji gros rezerw ludzkich w sytuacji, w której Armia Czerwona potrzebowała ich bardziej, niż kiedykolwiek. Można oczywiście argumentować, że najczarniejszy okres w czasie wojny – miesiące trwania Operacji „Barbarossa” – zakończył się i poziom strat znacząco spadł, jednakże wobec faktu, że działania w skali operacyjnej, obliczone na wykorzystanie osłabienia niemieckiego Wehrmachtu i odzyskania inicjatywy strategicznej, prowadzone właściwie bez ustanku od pierwszych dni 1942 roku nie przyniosły właściwie żadnych sukcesów, a poniesione w ich trakcie pasmo klęsk doprowadziło do rozerwania frontu na południowym odcinku i kolejnej wielkiej ofensywy niemieckich sił zbrojnych mogącej mieć znaczenie w skali strategicznej. Niepokój członków i przewodniczącego Ludowego Komisariatu Obrony był zupełnie uzasadniony, gdyż straty własne przy tak znikomych efektach niewiele się różniły od tych ponoszonych w 1941 roku – tylko pomiędzy 28 czerwca, a 24 lipca 1942 roku siły sowieckie broniące południowego skrzydła Frontu Wschodniego straciły 568 347 ludzi (370 552 zabitych i zaginionych) z łącznej liczby 1 715 000 użytych w walkach, 2436 czołgów, 13 716 dział i moździerzy, oraz 783 samoloty[44]. Do początków listopada 1942 roku na tym samym, południowym odcinku frontu straty sowieckie wzrosły już do 1 586 100 żołnierzy[45], 4852 czołgów, 30 902 dział i moździerzy i 3 490 samolotów[46], co oznacza niemal kompletną zagładę pierwotnie użytych do operacji obronnej sił i środków. Wraz ze stratami poniesionymi na innych kierunkach operacyjnych pod Rżewem, Demiańskiem i Leningradem[47] oznaczały w praktyce konsumpcję całej puli uzupełnień zaplanowanej na pierwsze miesiące 1943 roku, ocenianej przez sowiecki sztab generalny na 2 300 000 ludzi, a mówimy o zaledwie pięciomiesięcznym okresie walk. Sowieckie kierownictwo wojenne w obliczu takich strat i takich niepowodzeń zmuszone zostało do konsekwentnego wdrażania zmian o charakterze organizacyjnym, nowego zdefiniowania stosowanej taktyki i gruntownego przemyślenia celów strategicznych swych działań. W efekcie kolejnych prób dostosowania Armii Czerwonej do realiów wojny z Niemcami rok 1942 jest okresem wielkiej przebudowy sowieckich sił zbrojnych właściwie na każdym możliwym poziomie. A ponieważ odbywało się to w trakcie aktywnych działań, przy wielu ograniczeniach, był to zatem proces bardzo bolesny i przede wszystkim – kosztowny.

Największym wyzwaniem dla sowieckiego kierownictwa wojennego było uczynienie Armii Czerwonej siły zdolnej w pierwszym rzędzie do prowadzenia operacji zaczepnych w skali operacyjnej, gdyż nawet i bez tragicznych strat pierwszego roku wojny z Niemcami miała ona w tym względzie niejako naturalne ograniczenia. Mimo rozbudowanych struktur dowodzenia i zaplecza w postaci państwa, którego gospodarka poświęcała na program zbrojeń całe lata przed wybuchem wojny zupełnie nienaturalnej wielkości zasoby, Armia Czerwona jakkolwiek liczebnie ogromna nawet na stopie pokojowej cierpiała na olbrzymie braki związane z zapleczem materiałowo technicznym. Braki skutecznych rozwiązań systemowych i w gruncie rzeczy naturalne wady systemu nakazowo rozdzielczego, w jakim tkwiła gospodarka całego kraju powodowały liczne dysfunkcje – choćby i takie, że z powodów statystycznych dla „wykonania planu” na masową skalę manipulowano faktami i przedstawiano w sprawozdawczości zupełnie nieprawdziwe dane dotyczące stanu ilościowego sprzętu, zapasów, poziomu produkcji i tym podobne. System centralnego planowania w swojej naturze stwarzał nieskończone możliwości matactw i kombinacji na każdym szczeblu, więc nikt w całej Armii Czerwonej nie wiedział tak do końca, ile liczyła ona samolotów, czołgów czy dział, o zapasach i częściach zamiennych do użytkowanego sprzętu nie wspominając. Sprzęt techniczny, jeśli już był, generalnie rzecz ujmując znajdował w nienajlepszym stanie, co starano się za wszelką cenę maskować na wszelkie dostępne sposoby, bo jedną z charakterystycznych cech personelu sowieckich sił zbrojnych był katastrofalnie niski stan kultury technicznej, którego to zjawiska nie udało się właściwie w ZSRR, a później nawet w Rosji nigdy wyplenić. Oczywiście, opisywane zjawiska nie zniknęły wraz z rozpoczęciem działań wojennych, a wprost przeciwnie – ogromne straty w ludziach poniesione przez jako tako wyszkoloną kadrę przedwojenną jeszcze pogłębiły te problemy. W efekcie strat w ludziach i sprzęcie Armia Czerwona zaczęła z konieczności upraszczać struktury, co miało swoje dobre i złe strony. Z braku kadr, a przede wszystkim z braku czasu w strukturze wojsk polowych ZSRR zaczęły znikać całe poziomy dowodzenia – rozwiązywano dywizje pancerne i zmechanizowane, dowództwa korpusów i równolegle z powodu pierwszych objawów braku dostatecznej ilości rezerw ludzkich, upraszczano Tabele Organizacji i Wyposażenia. Owe redukcje były jednak lekarstwem o bardzo silnych i groźnych skutkach ubocznych. Owszem, „sprasowanie” struktur dowodzenia pozwoliło na szybkie skierowanie do walki nowych związków taktycznych i operacyjnych, a jednocześnie jeszcze bardziej zacieśnić kontrolę najwyższych władz państwa będących w gruncie rzeczy także najwyższymi władzami wojskowymi, co miało olbrzymie znaczenie w związku z koniecznością ustabilizowania frontu. Z drugiej jednak strony centralny system zarządzania zasobami sił zbrojnych miał takie same wady, jak centralne kierowanie gospodarką narodową – proste procesy związane choćby z dowodzeniem na polu walki, transportem rezerw czy zaopatrzenia trwały bardzo długo, ponieważ na każdym etapie osoby pierwotnie decyzyjne oczekiwały poleceń wyższych, lub najwyższych władz. Dla Armii Czerwonej, której możliwości transportowe skutkiem wcześniejszych niedoborów pogłębionych jeszcze stratami wojennymi możliwości logistycznego zabezpieczenia jakichkolwiek operacji o skali operacyjnej nastręczało olbrzymie trudności. Paradoksalnie zatem, im większe siły do wykonania operacji zaczepnej udało się radzieckim sztabom zgromadzić, tym większe problemy z kontrolą tych sił pojawiały się wraz z rozwojem bitwy. Zjawisko to pogłębiało się jeszcze w związku z brakiem specjalistów w tak krytycznych dziedzinach, jak organizacja ognia artylerii, czy planowanie zabezpieczenia materiałowego działań podstawowych związków taktycznych. Udało się zatem – w dużej mierze także skutkiem słabości przeciwnika także wyczerpanego działaniami bojowymi – ustabilizować sytuację i odzyskać kontrolę nad biegiem działań wojennych, ale stało się to za cenę dramatycznego ograniczenia zdolności ofensywnych całych sił zbrojnych. Już jednak od wiosny 1942 roku w Armii Czerwonej zaczęto wdrażać wspomniane wcześniej systemowe zmiany, które miały w zamyśle uczynić ją znacznie bardziej elastyczną i przede wszystkim – efektywną. Pierwszym świadectwem zmian, była powolna poprawa funkcjonowania artylerii, w dużej mierze zresztą odbudowywanej właściwie od zera. Nie tylko rozpoczął się proces tworzenia dużej liczby wyspecjalizowanych jednostek artyleryjskich, ale także rozbudowa ich struktur. Powiększano zatem posiadane zasoby zarówno „wszerz”, jak i „w górę”, co było bardzo przytomnym rozwiązaniem. Ze znanych już powodów artyleria sowiecka nie była w stanie równać się efektywnością z artylerią swego przeciwnika, najrozsądniejszym zatem rozwiązaniem było znaczne jej powiększenie. Słabą efektywność równoważono zatem wzrostem liczebności, co jednak zaostrzało problem słabego zabezpieczenia materiałowego, niemniej jednak, stopniowo uzyskiwano efekt coraz większego zakresu oddziaływania własnej projekcji ogniowej na przeciwnika przy odpowiednio korzystnych warunkach, wprawdzie przez stosunkowo krótki czas, ale i tak było to lepsze niż totalnie nieefektywne używanie zasobów artyleryjskich w poprzedniej kampanii.

Podobnie starano się czynić w kwestii poprawy efektywności bojowej innych rodzajów broni w wojskach lądowych – od lata 1942 roku w strukturach pojawiają się nowe wyższe dowództwa w broni pancernej, czyli armie pancerne których schemat organizacyjny zakładał łączenie związków czołgów, mobilnej piechoty, kawalerii. Aby zwiększyć siłę i przebojowość posiadanych jednostek pancernych, komasowano je w ramach korpusów pancernych, a od jesieni 1942 roku, także w korpusach zmechanizowanych. Wymagało to jednak czasu, a przede wszystkim, odpowiednich rezerw ludzkich i sprzętowych. Jeszcze w lipcu 1942 roku sytuacja pod względem organizacyjnym była tak zła, że skutkowała sławetnym rozkazem nr 227, wydanym w dniu 28 lipca 1942 roku przez Ludowy Komisariat Obrony, znanym potocznie jako rozkaz „Ani kroku wstecz”. Treść rozkazu i wdrażane nim rozwiązania wskazują wyraźnie, że istniały wówczas ogromne problemy z dyscypliną, a przede wszystkim, ze zdolnością do wykonywania elementarnych zadań bojowych nakreślanych przez Ludowy Komisariat. Choć pierwszym skojarzeniem z jakim spotyka się wdrażanie rozkazu 227 jest obraz oddziałów zaporowych strzelających do uchodzących czerwonoarmistów malowany długo i skutecznie przez dość dowolne interpretowanie faktów, faktyczne znaczenie tej dyrektywy jest jednak nieco inne. Mając ogromne problemy z mobilnością własnych sił taktyka trwania w sztywnej obronie miała swoje jak najbardziej logiczne uzasadnienie – siły sowieckie miały ogromne problemy z przeciwdziałaniem niemieckim operacjom bojowym w głębi operacyjnej, były zbyt powolne i każde w zasadzie przełamanie sowieckiej obrony skutkowało katastrofą w postaci żywiołowego i niezwykle kosztownego odwrotu. A działo się to wszystko na etapie, w którym skutkiem relokacji sowieckiego przemysłu nadal nie uzyskiwał on swej przewidzianej wydajności. David M. Glantz zaproponował nieco inną od powszechnie kojarzonych periodyzację zmagań na Wschodzie, wskazując na trzy wyraźne okresy. Okres pierwszy, trwający od wybuchu wojny do listopada 1942 roku, w którym siły sowieckie znajdowały się w strategicznej defensywie, przerywanej nieustannie próbami wyprowadzenia własnych ofensyw. Okres drugi, trwający od grudnia 1942 roku, do grudnia roku następnego, będący okresem tranzycji od strategicznej defensywy do uchwycenia inicjatywy strategicznej. I wreszcie okres trzeci, trwający od stycznia 1944 do końca wojny, będący czasem strategicznej ofensywy sił sowieckich obliczanej na zniszczenie wroga i zwycięskie zakończenie wojny[48]. Ów pierwszy, aktualnie omawiany okres trwania działań z perspektywy strony sowieckiej poprzez wdrażanie opisywanych mechanizmów i modyfikowanie struktur miał decydujący wpływ na rozwój możliwości bojowych i efektywność Armii Czerwonej – wszystkie późniejsze zmiany miały już bardziej wymiar „kosmetyczny”, gdyż najgłębsze fundamenty w kwestii mechanizmów funkcjonowania radzieckich sił zbrojnych położono właśnie wtedy.

Z jednej strony zatem Armia Czerwona wykorzystała znaczną część potencjalnych zasobów ludzkich i biorąc pod uwagę swoje własne tragiczne doświadczenia koncentrowała się na ewolucji w stronę struktur dających jej możliwość poprawienia efektywności bojowej. Z drugiej zaś strony owe zmiany i reorganizacje wymagały dużych ilości sprzętu bojowego, który musiał zostać wyprodukowany przez organizowany w dużej mierze na nowo przemysł zbrojeniowy, którego wysiłek uzupełniany był (na razie zresztą nieregularnie) przez odczuwalne w ogólnym rozrachunku, ale nie mające decydującego znaczenia stocki sprzętu i wyposażenia ze strony zachodnich sojuszników ZSRR. Jeśli zsumujemy główne wskaźniki możliwości bojowych sił zbrojnych ZSRR w omawianym okresie jej słabe strony i atuty uwypuklą się jeszcze bardziej[49].

Zestawienie liczebności zasobów Armii Czerwonej przed i po Kampanii Letniej 1942 roku

 

1 maja 1942

1 listopada 1942

Liczebność sił na froncie

5 677 915

6 605 498

Rezerwa Naczelnego Dowództwa

218 276

202 965

Liczebność formacji dalekowschodnich i zapasowych

5 040 440

3 800 620

Liczebność łącznie

10 936 631

10 609 023

Działa i moździerze

107 795

168 812

Wyrzutnie rakiet

1 544

2 493

Czołgi ciężkie

944

1 310

Czołgi średnie

1 956

3 878

Czołgi lekkie i specjalne

6 425

8 609

Czołgi razem

9 325

13 798

Pojazdy mechaniczne nieopancerzone

364 029

377 438

 

Patrząc zatem na obie strony widać wyraźnie dwa przeciwstawne trendy w procesie stopniowej reorganizacji sił zbrojnych w celu uzyskania pożądanego stopnia efektywności bojowej, zwłaszcza w wojskach lądowych. Niemcy koncentrowali się na uzyskaniu pewnej liczby wysokiej jakości jednostek – zarówno pod względem stanów osobowych, jak i wyposażenia bojowego – które mogłyby w zamyśle stanowić rodzaj rezerwy strategicznej na wybranym Teatrze Działań Wojennych, jednocześnie zadawalając się „cięciem” struktur w pozostałej części Wehrmachtu, co pozwalało na łatwiejsze uzupełnienie tak sformułowanych tabel organizacji jednostek. Redukowało to możliwości ofensywne całej armii względem wcześniejszych, mimo wszystko bardziej jednolitych struktur dywizyjnych. Sowieci, którzy po raz pierwszy zaczęli redukować istniejące struktury jeszcze jesienią 1941 roku zrozumieli, że istnieje granica upraszczania ich, a przekroczenie tej granicy w dramatyczny sposób obniża zdolności bojowe wojsk polowych do stopnia w praktyce uniemożliwiającego prowadzenie operacji zaczepnych w skali operacyjnej. Równolegle zatem zaczęli dynamicznie rozwijać struktury „w głąb” tworząc coraz większe formacje zdolne do samodzielnego operowania na polu walki i rozwijali swoje zdolności logistyczne i zwiększali siłę ognia dzięki większemu nasyceniu wojska sprzętem. Ów wielki wysiłek organizacyjny miał miejsce w czasie wyjątkowo kosztownych działań wojennych, zatem proces „wzmacniania”, był bardziej procesem „odtwarzania”, tyle, że na nowych zasadach. Niepowodzenia późnego lata i jesieni 1942 roku jasno pokazywały, że Armia Czerwona nadal miała cały szereg mankamentów, z których najważniejszymi pozostawały bardzo słabe wyszkolenie dużej części kadr na niemal wszystkich szczeblach, pomijając aspekt ciągłego niedostosowania jej realnych możliwości na polu walki względem zamiarów kierownictwa wojennego, którego oczekiwania względem własnych wojsk były bardzo wysokie. Na przestrzeni kolejnych miesięcy Armia Czerwona podjęła kilkadziesiąt większych lub mniejszych operacji zaczepnych mających w zamierzeniach przynieść sukces operacyjny – tylko po osiągnięciu przez siły niemieckie Wołgi przeprowadzono nie mniej niż sześć tego typu uderzeń – żadna z nich jednak się nie powiodła. W obliczu tych niepowodzeń planiści Armii Czerwonej projektujący kolejne operacje zaczepne coraz pilniej poszukiwali punktów lub obszarów dających realne możliwości odniesienia sukcesu z powodu słabości wroga. Nadal jednak Najwyższe Dowództwo oczekiwało zdecydowanych działań na tych odcinkach, które uważało za ważne z politycznego punktu widzenia, co w dużej mierze implikowało sowieckie zamiary na przełom jesieni i zimy 1942 roku.



[1] Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind, The German Army and the Russo-German war 1941-1943”, Helion 2016, ale także Horst Boog w “Germany In The Second World War”, Vol. V, Part 2, Clarendon-Oxford 2003.

 

 

[2] Także sam szef sztabu generalnego, Franz Halder przejawiał tendencje do bagatelizowania zagrożenia ze strony Armii Czerwonej, widać te postawę dośc wyraźnie podczas analizowania wypowiedzi podczas konferencji militarnych z udziałem Hitlera, lub w korespondencji, czy też dyskusji z dowódcami wojsk polowych szczebla operacyjnego.

 

 

[3] Wykaz przygotowany przez G. Liedtke na podstawie “HG Nord. Abt IIa/IIb, anlagenband 1 zu den Tatigkeitsberichten zum KTB 1.4.1942 – 21.12.1942”, “2. AOK Ia Anlage z. KTB Russland Schriftwechsel Zustandberichte, Teil I – II. (1.9.1942 – 20.12.1942)”, oraz zestawienia Davida Glantz zawartego w publikacji “Armageddon in Stalingrad”.

 

 

[4] Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind. German Army in the Russo-German war 1941-1943”, Helion 2016

 

 

[5] Horst Boog, “Germany and the Second World War”, Vol. VI, na podstawie BA-MA RW 6/556 i 6/558, oraz BA-MA RW 6/543 i 6/544.

 

 

[6] Bernhardt Kroener, “Germany In The Second World War”, Vol. 5, Part II, Clarendon 2003, str. 892

 

 

[7] Paul Kluke, “Vierteljahrschefte für Zeitgeschichte – Nationalsozialistiche Europaideologie“, 1955, str. 240-275, więcej także w Dafinger/Pohl w „A New Nationalist Europe Under Hitler. Concepts of Europe and Nransnational Networks in the National Socialist Sphere of Influence. 1933-1945”, London/New York 2019.

 

 

[8] OKH/GenStdH/Org.Abt.(II) No 8000/42g znany jako “Tubylcze Formacje Pomocnicze na Wschodzie”. Obecnie w zbiorach BA-MA pod sygnaturą RH D 7/8a/2

 

 

[9] Pułkownik Helmuth von Pannwitz skierowany został do pracy and tworzeniem kozackich formacji kawalerii, natomiast urząd Generała do spraw Kaukaskich objął generał kawalerii Ernst-August Köstring.

 

 

[10] Wniosek w skutek wciąż silnej niechęci Hitlera ostatecznie uchylono. Uwaga Autora

 

 

[11] W marcu 1943 roku rozmaite formacje “wschodnie” osiągnęły liczebność 320000 ludzi.

 

 

[12] Tylko w okręgu rybnickim w populacji liczącej łącznie 215 000 osób na listach DVL znalazło się ostatecznie 130000 osób – na podstawie Hans Umbreit, “German Rule in the Occupied Territories 1942-1945” w “Germany in the Second World War”, Vol. 5, Part 2, Clarendon 2003,  str. 132

 

 

[13] Były to 345 i 386 Dywizje Piechoty (częściowo zmotoryzowane), a także 23, 326, 334, 338, 343, 344, 346, 347 i 348 Dywizje Piechoty. 23 Dywizja Piechoty aktywowana została w miejsce poprzedniczki o tym samym numerze, która posłużyła do zorganizowania 26 Dywizji Pancernej.

 

 

[14] Ostatecznie ustalono schemat reorganizacji 8 września 1942 roku w dokumencie wydanym przez OKH/Org. Abt. No 922/42. Dokument ten przechowywany jest w BA-MA pod sygnaturą 2/932.

 

 

[15] Nadal odczuwano w tej materii niedobór potencjalnych poborowych spowodowany stratami demograficznymi spowodowanymi przez I Wojnę Światową, a konkretnie “dziurę” spowodowaną drastycznym spadkiem liczby urodzin, którą można szacunkowo obliczyć nawet na półtora miliona mężczyzn. Uwaga Autora na podstawie “The Population History of Germany...”, Instytut Maxa Plancka, Grudzień 2010.

 

 

[16] Gregory Liedtke wskazuje w “Enduring The Whirlwind...” przykład 389 Dywizji Piechoty, która na dzień 25 września 1942 roku wykazywała brak w swych strukturach w stosunku do Sollstärke między innymi 352 karabinów maszynowych, 115 moździerzy, 7 dział polowych i 4 wyrzutni rakiet „Nebelwerfer”. Jak widać, nawet wzmacnianie dywizji pododdziałami z rezerw OKH w niewielkim stopniu poprawiało ich kondycję i efektywność bojową.

 

 

[17] Przede wszystkim kategoryzacja produkcji ciężarówek według ich nośności wprowadzona decyzją A. Speera w tymze 1942 roku – produkcja pojazdów o nośności 1,5 tony, 3 ton i 4,5 tony. Ustalenia te sprecyzowano podczas posiedzenia Gównego Komitetu ds Pojazdów w dniu 22 czerwca. Kroener, Müller, Umbreit, „Germany And The Second World War”, Vol. V, Part II, Clarendon 2003, str. 681

 

 

[18] Nazwa “Panje wagen” powstała jeszcze w czasach I Wojny Światowej, gdy Niemcy na Wschodzie zatrudniali wielkie ilości polskich wozaków, którzy podczas jazdy na swych wozach witając się nawzajem zwracali się do siebie per “Panie”. Uwaga Autora

 

 

[19] Na przykład w 18 Dywizji Pancernej operującej w strukturach Grupy Armii “Środek” wozy konne zapewniały transport materiałów niemal w stu pocentach, do dywizji przylgnęła nazwa używana przez służących w niej żołnierzy - “Panje Division” – co stanowiło niepozbawioną wisielczego humoru trawestację wyróżnika “Panzer Division”. Uwaga Autora

 

 

[20] 21 Dywizja Pancerna aktywowana 1 sierpnia 1941 roku, 22 Dywizja Pancerna aktywowana 25 września 1941 roku, 23 Dywizja pancerna w tym samym miesiącu, 24 Dywizja Pancerna powołana do życia 28 listopada 1941 roku, 25 Dywizja Pancerna aktywowana 25 lutego 1942 roku, 26 Dywizja Pancerna aktywowana 14 września 1942 roku i wreszcie 27 Dywizja Pancerna, której organizację rozpoczęto z dniem 1 października 1942 roku. Uwaga Autora

 

 

[21] Kroener, Müller, Umbreit, „Germany And The Second World War”, Vol. V, Part II, Clarendon 2003, str. 684

 

 

 

[22] W 1942 roku wyprodukowano 4759 wozów bojowych wszystkich typów, zatem prognozowany wzrost wolumenu produkcji niewatpliwie musiał robić na kierownictwie wojennym olbrzymie wrażenie.

 

 

[23] Dietrich Eichholz, “Gesichte den deutschen Kriegswirtschaft”, Band II, Wyd. II K.G. Saur, Monachium 2003

 

 

[24] Konferencje z udziałem Hitlera w dniach 22 listopada 1942 roku, oraz w dniach 1-3 grudnia 1942 roku. BA-MA 2/934a, oraz

 

 

[25] W 1939 roku wyprodukował ich przemysł niemiecki 850, w 1940 roku już 3086, w 1941 roku powstało dział czołgowych 6796, a w ciągu 1942 roku zbudowano kolejnych 9376 sztuk, przy czym zapotrzebowanie stale rosło i plany produkcyjne na rok 1943 były dużo wyższe. Więcej na temat zapotrzebowania i produkcji luf armatnich w pracy Fritz Hahn, “Waffen und Geheimwaffen des Deutschen Heeres 1933-1945”, Dörfler Verlag 2003

 

 

[26] Mowa oczywiście o leFH 18 kalibru 10.5 cm, oraz o sFH 18 kalibru 15 cm.

 

 

[27] Na podstawie Rolf-Dieter Müller w „Germany and the Second World War”, Vol. V, Part II, Clarendon-Oxford 2003, str. 679

 

 

[28] Więcej na temat procesu aktywacji dywizji i funkcjonowaniu jej pododdziałów artyleryjskich we Friedrich Kaufmann, “Die Vergessene Division. 282. Baden-Württembergische Infanterie Division”, Kameradschaft ehem. Angehöriger der 282. Inf.Div, 1985

 

 

[29] E.R. Hotton, “War Over The Steppes. The Air Campaigns On The Eastern Front 1941-1945”, Osprey 2016, Chapter II i III.

 

 

[30] Na przełomie zimy i wiosny 1942 roku niczym niezwykłym nie było dostarczanie do jednostek myśliwskich samolotów Messerschmitt Bf-109 E zamiast Bf-109 F-2, lub F-4 z uwagi na brak tych ostatnich. Tylko JG 51 „Mölders” odebrała przynajmniej kilkanaście takich samolotów, obok od dłuższego czasu już eksploatowanych „Friedrichów”. Wcześniejszy model używano przede wszystkim w jednostkach używanych do operacji wsparcia własnych wojsk naziemnych, niemniej jednak problem braku adekwatnych ilości sprzętu latającego istniał – Uwaga Autora.

[31] 24 kwietnia 1942 roku, podczas uderzeń lotniczych wspierających Operację “Trappenjagd” zginął podczas nalotu generał major Nikołaj Aleksiejewicz Ostriakow, dowodzący Lotnictwem Floty Czarnomorskiej i kierujący sowieckimi operacjami lotniczymi w obszarze powietrznym Krymu.

 

 

[32] Tabela przygotowana na podstawie Williamson Murray, “Strategy for Defeat. The Luftwaffe 1933-1945”, Chapter IV, str. 124.

 

 

[33]Joel S. A. Hayward, “Stopped at Stalingrad. The Luftwaffe and The Hitler’s Defeat in The East, 1942-1943”, University Press of Kansas 1998, str. 179

 

 

[34] Zestawienie na podstawie raportów miesięcznych poziomu gotowości bojowej przygotowywanych przez Szósty Oddział Generalnego Kwatermistrza Sztabu Generalnego Luftwaffe (GenSt. Lw.Gen.Qu.Mstr., Abt. 6) – BA-MA RL 2 III/717-734

 

 

[35] Konsekwentnie FdU trzymał się taktyki nocnych ataków na powierzchni, choć nic tak nie przerażało alianckich dowódców morskich odpowiedzialnych za obronę szlaków konwojowych jak operacja za dnia z położenia podwodnego.

 

 

[36] Dowództwo niemieckie nie wiedziało przy tym o zatopieniu przez U 155 Pieninga lotniskowca eskortowego “Avanger” w dniu 15 listopada 1942 roku w rejonie Gibraltaru, co było bardzo wielkim sukcesem. Uwaga Autora

 

 

[37] Szczegółowa analiza działań bojowych i ich konsekwencji w 1942 roku w Clay Blair, “Hitler’s Uboat War. Part Two - The Haunted 1942-1945”, Nowy York, 2000 r.

 

 

[38] W sposób kompetentny i racjonalny nad problemem ilości ofiar głodu pochylili sie R.W. Davies i S. G. Wheatcroft – “The Industrialisation Of The Soviet Union”, Vol. 5 “The Years of Hunger: Soviet Agriculture, 1931-1933”, Palgrave Macmillan 2004, str. 412-421

 

 

[39] Szeroko o zagadnieniu w R. Conquest, “The Great Terror: Stalin’s Purge of the Thirties”, Bodley Head, 2018

 

 

[40] Barbara A. Anderson, Brian D. Silver, “Growth and Diversity of the Population of the Soviet Union”, The Annals of the American Academy of Political and Social Science - Sage Publications ltd, 1990, str. 155-177

 

 

[41] Iosif G. Diatkin, “Unnatural Deaths in the USSR, 1928-1954”, New Brunswick 1983, str.54

 

 

[43] Oryginał przechowywany w TsAMO pod Sygn. RF, f. 14, op. 113, d. 1, ll. 187–97, szeroko cytowany w pracy A. A. Szabajewa i S. N. Michaljewa, “Tragiedija Protiwostojanija: Potieri Woorużiennych Sił SSSR i Giermaniji w Wielikoj Otiecziestwiennoj Wojnie 1941-1945”, Moskwa 2002

 

 

[44] Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind. The German Army and the Russo-German War 1941-1943”, Helion 2016, str. 189

 

 

[45] Straty ludzkie na podstawie pracy Kriwosziejewa, co w z związku z krytyką tejże powoduje konieczność traktowania tychże przez Czytelnika jako zaniżone, być może nawet o około 20 procent – Uwaga Autora

 

 

[46] Tamże, str. 207. Należy w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć że z uwagi na brak dokumentów straty strony sowieckiej w tym okresie opierają się bardziej na szacunkach, niż faktach, co przyznają autorzy sowieckich/rosyjskich analiz.

 

 

[47] Tylko letnia ofensywa pod Rżewem kosztowała Związek Radziecki przynajmniej 290 000 żołnierzy – Swietłana Gierasimowa, “The Rzev Slaughterhouse. The Red Army’s Forgotten 15-month Campaign Against Army Group Center, 1942-1943”, Helion 2013, str. 98

 

 

[48] David M. Glantz, “From The Don To The Dniepr. Soviet Offensive Operations December 1942 – August 1943”, Nowy York 2013, str. 2 Wprowadzenia.

 

 

[49] Gregory Liedtke, “Enduring The Whirlwind. The German Army and the Russo-German War 1941-1943”, Helion 2016, str. 244,

 

 


Komentarze

Popularne posty